Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Maj 2015

Wojny… włoskie

Battle_of_Pavia_1525Myślałem sobie wracając dziś z pracy, by zacząć zajawkę tego artykułu podobnie do cyklu reportaży, jakie można usłyszeć w radiowej Trójce: „Tym żył świat”. Choć wydawać by się mogło, że wydarzenia w renesansowej Italii, które dały ostatecznie tytuł temu wpisowi przyniosły skutki dla świata raczej ograniczone. Nic bardziej błędnego. Ten kilkudziesięcioletni konflikt pochłonął mnóstwo ofiar (taka Bitwa pod Pawią to ponad 20 tys. zabitych i drugie tyle rannych – z których pewnie większość zmarła później – co dla ówczesnego poziomu zaludnienia musiało to być wręcz koszmarem), nadto dalekosiężnym skutkiem owego naparzania się wszystkich ze wszystkimi, takiego a nie innego postępowania m.in. Państwa Papieskiego była schizma Lutra i Kalwina, a następnie niemieckie wojny religijne w XVII stuleciu.

Włosi z Francuzami tłukli się zatem dokumentnie, aczkolwiek nie przeszkodziło im to jednocześnie zająć się rzeczami, które – w przeciwieństwie do wojen – pozostawiły dla potomnych znaczący ślad po tamtym niezwykłym stuleciu. O architekturze to nawet nie ma co wspominać – każdy, kto zaliczył Mediolan, Florencję, Pisę czy Wenecję wie w czym rzecz. Malarstwo – podobnie. Gdzieby tylko nie spojrzeć – wszędzie panoszy się ów włoski blichtr szkoły florenckiej, weneckiej czy rzymskiej, a nazwiska Rafaela Santiego, Michała Anioła, Botticellego czy Tycjana zna dziś każdy (jak nie zna, to mu współczuję głęboko). A muzyka? Znowuż trzeba by wymieniać i wymieniać. Zamiast więc niepotrzebnie strzępić język – połączmy jedno i drugie. Opowieść o Wojnie, Wierze i Muzyce – tę znajdziecie w dziale recenzje…

Read Full Post »

Tamte dni…

…pozostaną w nas na zawsze. Możemy patrzeć w przyszłość, pokładać nadzieję w różnych instytucjach mających zapewnić nam życie bez strachu, ale to tylko pobożne życzenia. Dlatego też taki dzień jak dziś, siedemdziesiąt lat po tym, gdy Jodl podpisał akt kapitulacji będzie zawsze dla nas dniem przestrogi.

Świat muzyki czuł wtenczas, że coś jest na rzeczy. W 1936 roku Samuel Barber pisze swoje Adagio for strings, kompozycję, którą po raz pierwszy wykonano publicznie dwa lata później, w czasie, gdy w Europie stukot podkutych buciorów rozbrzmiewał coraz bardziej donośnym echem. Wiem, że wersję orkiestrową znają wszyscy, choćby z finału filmu Olivera Stone’a; praktycznie od początku uznano ten utwór za kwintesencję żalu i smutku. Jednak mało kto wie, że sam kompozytor wykorzystał swoje dzieło po latach i stworzył do tekstu Agnus Dei utwór na chór mieszany. Chyba jeszcze bardziej sugestywny i chwytający za serce…

spotify:track:38BPVYhDyPlXgysg8RWxWG

Koniec lat trzydziestych to też niemieckie krzyże i sowieckie gwiazdy nad Hiszpanią. Zapowiedź tego, co nadejdzie. Wrogowie z Hiszpanii nagle stają się przyjaciółmi z konieczności – już samo to wskazuje, że poczynania rządu polskiego w ’38 i ’39 roku były totalnie złe. Ale… wróćmy do muzyki. O wojnie, o jej przerażającym chaosie i okrucieństwie opowiada m.in. to słynne, pełne rozpaczy adagio

spotify:track:02SnBiUm574LgKKtTvxDct

A potem nadeszły tamte dni, których zakończenie dziś świętujemy. Dla nas Polaków smutne to było święto. I choć bardzo nie chcę, to jednak nie mam wyjścia i ku przestrodze przywołam utwór sowieckiego kompozytora, tak bardzo kojarzącego się z naszymi oprawcami. Wiem, że różnie można oceniać postawę Szostakowicza w czasach sowieckiego terroru, ale jedno oddać mu trzeba. Nikt tak jak on nie potrafił oddać mizerii tamtych dni…

spotify:track:1Icw8F765WE12a3S3ecNm4

Rosjanom, którzy tak wzdychają do popiersi Stalina i klękają przed ikonami Putina powinno się zadedykować cały ten utwór…

Read Full Post »

… ale tak jakoś ślicznie brzmi…

Read Full Post »