Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Luty 2016

Gdybym miał wybrać utwór, który nie mógł zostać stworzony przez człowieka to byłaby ta właśnie kompozycja. Nie słynne, niewątpliwie genialne Andante z 21 koncertu fortepianowego Mozarta. Nie przecudna, kosmiczna w swoim wyrazie antyfona O Frondens Virga przypisywana Hildegardzie z Bingen. Oczywiście bardzo blisko piedestału stałoby Si dolce e’l tormento Claudio Monteverdiego, ale jednak i owa pieśń musiałaby ustąpić pierwszego miejsca. Podobnież rzecz by się miała z co najmniej trzema – na pierwszy rzut ucha – kawałkami z przepastnej „bachoteki”: ani jego Magnificat, ani prześliczna aria z Wariacji Goldbergowskich, ani tym bardziej allegro moderato z drugiego koncertu brandenburskiego nie dałyby rady wskoczyć na poziom utworu stworzonego nie przez człowieka. Że o kilku fragmentach kantat z litości nie wspomnę. Ani chybi też winienem wspomnieć w tej litanii najpiękniejszych kompozycji słynnego Rudego Księdza i co najmniej kilka jego takich melodii, od których miękną kolana, szklą się oczy i generalnie człowiek siedzi z otwartymi ustami i słucha. Ktoś jeszcze? A jasne, choćby Jerzy Fryderyk i te jego niemiłosiernie piękne chóry czy arie z Mesjasza. Że o przepięknej gitarze Piotra Grudzińskiego w The Same River nie wspomnę. No i nie  larghetto z koncertu fortepianowego f-moll Frycka z Żelazowej woli.

Oj, wymieniałoby się jeszcze, bo tyle znakomitych nazwisk paść tu powinno, i tyleż rewelacyjnych kompozycji zdałoby się tu napomnieć. Co z tego, skoro wszystkie one furda. Dust in the Wind, sugar mice on the rain i w ogóle zapomnij. Bo wszystko, absolutnie wszystko blednie przy Miserere  Gregorio Allegriego. 

I jesteśmy w punkcie wyjścia. Czyli recenzji albumu The Sixteen nagranego pod kierownictwem Harry’ego Christophersa. Tytułowego The Queen Of Heaven. Miałem czekać z recenzją tego albumu do Wielkiego Tygodnia, bo w Wielki Piątek Miserere nabiera niezwykłej wręcz mocy, ale wydarzenia ostatnich dni, nagłe odejście młodego człowieka i znakomitego muzyka zarazem, jakoś tak te moje plany zweryfikowało. Zapraszam do działu recenzje. A tu pożegnajmy Piotra Grudzińskiego. Niekoniecznie muzyką klasyczną, acz Klasyką Samą w Sobie…

Read Full Post »

arteTym razem będzie nietypowo. Bo nie o muzyce, którą gdzieś tam zagrano, albo nagrano, ale o wizji przyszłości. No nie, nie bójcie się – nie jakimś tam bliżej nieokreślonym wydarzeniu (-ach), a o całkiem konkretnej perspektywie posłuchania znakomitych koncertów Jerzego Fryderyka Händla, czyli Concerti grossi op. 3. 

Jak bardzo zmienił się świat widzimy na każdym kroku. Dziś – w znacznej mierze, choć oczywiście nie zawsze i nie dla każdego – muzyka to zestaw utworów, które ludzie wgrywają sobie do komputerów, smartfonów, tabletów i innych elektronicznych gadżetów. Czasy płyt winylowych, CD, czy innych powoli zmierzają ku kresowi z hasłem „napisy końcowe”. Pozostaje jednak cały czas aktualne pytanie: ktoś jednak tę muzykę nagrywa, prawda?

Wcale nie chcę umniejszać walorów muzyki rockowej, rozpanoszonej na scenach – mniejszych i większych – naszych miast i miejscowości. Sam jeżdżę na takie koncerty z ogromną przyjemnością, wszak nie samą klasyką żyje człowiek. Wydaję spore pieniądze na bilety – jak choćby na Dave Matthews Band w 2015 roku w Gdańsku – i tylko czasami nachodzi mnie myśl, że muzyka klasyczna w Polsce jest ogromnie niedoceniana.

Przykład z naszego poznańskiego podwórka. Oto Arte dei Suonatori, światowej klasy orkiestra barokowa. Ich album z koncertami skrzypcowymi Vivaldiego – La Stravaganza (opisywanymi zresztą w Klasycznej Niedzieli) przez prestiżowe czasopismo Gramophone został uznany za jeden z dziesięciu najlepszych albumów z muzyką Rudego Księdza, jakie powstały w historii. A to przecież nie jednostkowe zdarzenie – ich inne płyty wielokrotnie były nagradzane i chwalone, a koncerty – jak choćby w ubiegłym roku na Leszno Barok Plus Festiwal – stanowiły swoiste święto muzyki.

Dlaczego o tym piszę? Ano, z prostego powodu. Oddajmy jednak w tym miejscu głos Ewie i Arkowi Golińskim: „…jeszcze kilkanaście lat temu wytwórnie płytowe finansowały w znacznym stopniu nagrania muzyki klasycznej, ale z czasem zaczęły mieć problemy finansowe spowodowane coraz mniejszą sprzedażą płyt CD, co spowodowało, że obecnie są w stanie tylko częściowo partycypować w kosztach nagrań, a środki na pokrycie większej części wydatków muszą zdobyć sami muzycy. To zadanie w naszym kraju nie jest łatwe ponieważ finansowanie przedsięwzięć kulturalnych przez firmy i osoby prywatnie nie jest jeszcze bardzo popularne. Dlatego właśnie jako zespół Arte dei Suonatori postanowiliśmy rozpocząć parę dni temu naszą pierwszą kampanie crowdfundingową na kickstarter.com.”

Wszystko jasne? Zazwyczaj opisuję swoje wrażenia muzyczne. Zachęcam (lub nie) by po jakąś płytę sięgnąć. Tu – z przyjemnością i pewnością efektu – chcę zachęcić do wsparcia finansowego naszej znakomitej Orkiestry.

Nie wiem jak wy, ale ja już nie mogę się doczekać haendlowskich concerti grossi z opusu trzeciego. Jeśli kochacie muzykę klasyczną, cenicie jej piękno, przestrzeń, wirtuozerię i ponadczasową siłę – to wejdźcie na stronę

https://www.kickstarter.com/projects/602325952/new-album-by-arte-dei-suonatori

i wesprzyjcie go finansowo. Z pewnością tego nie pożałujemy 🙂

Na koniec filmik.

Read Full Post »

… u schyłku XV stulecia. Zależny raczej nie od Polski, właściwie idący własną drogą. Ani nie polski, ani nie niemiecki (jak chcieliby apologeci niemczyzny w rodzaju Hansa von Ahlfena), ani nie czeski. Po prostu Śląsk. Zasługujący na wnikliwe spojrzenie również w kwestiach muzycznych. Kto chciałby się z takim tematem zmierzyć – a zapewniam, że warto – proponuję zajrzeć do działu recenzje. Tam słów parę o Kodeksie Wrocławskim – znakomitym albumie ansambla Ars Cantus…

Read Full Post »

… chyba wiadomo dlaczego 🙂

Read Full Post »

No, wreszcie :)

  
Trochę to trwało, zanim płytkę dostałem w swoje ręce. Już się cieszę 🙂

Read Full Post »

Dobrej nocy…

… przy muzyce Esterhazych.

Read Full Post »

Niespodzianka…

… pojawiła się wczoraj 

   
 
Normalnie nie wiem, od czego zacząć 🙂

Read Full Post »