Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Marzec 2016

31 marca 1732 roku, w Rohrau w Dolnej Austrii, w rodzinie miejscowego cieśli urodził się Franciszek Józef Haydn. Jeden z „klasyków wiedeńskich”, mistrz stylu Sturm und Drang, twórca ogromnej ilości znakomitych symfonii, słowem artysta obdarzony nieprzeciętnym geniuszem muzycznym. Trochę niedoceniany, i nie wiadomo dlaczego lekko zepchnięty w cień Mozarta i Beethovena. No to niech zagra dla nas dziś, tak wiosennie i lekko. Na skrzypcach znakomity włoski skrzypek Giulano Carmignola, z towarzyszeniem słynnej Orchestre des Champes-Élysées. Fragment koncertu skrzypcowego nr 1. Graj Giulano, graj…

Read Full Post »

ResurrectionTen wpis miał brzmieć zupełnie inaczej, ale… w Wielki Piątek przypadkiem natknąłem się na relację w radiowej Trójce, traktującą o tym, jak to Brytyjczycy świętują Dzień Śmierci Jezusa. Wśród wielu różnych, często historycznie uzasadnionych zwyczajów jeden okazał się być dość… niezwykły. Otóż, … nawet z lekka mnie zatkało, bo okazuje się, że sale Albionu rozbrzmiewają tego dnia haendlowskim Mesjaszem! W Wielki Piątek? Mesjasz? No niby ok, bo to opowieść o Jezusie in genere, ale… wszak tam nawet smutne momenty napisano tak, że noga sama przytupuje, a pod nosem nuci się melodia! Nie no, a słynne Hallelujah! Jak to śpiewać, gdy Chrystus właśnie umiera na Krzyżu?

Co kraj, to obyczaj – powie ktoś. Piją herbatę z mlekiem, mogą se nucić Alleluja pod Krzyżem. Zresztą, tych pięknych, melodyjnych chórów jest w dziele Jerzego Fryderyka Haendla od groma. Jeden piękniejszy od drugiego, aż chwilami ciężko uwierzyć, że tyle ślicznych i wyjątkowych zarazem melodii można było umieścić w jednym dziele. Heh, a na dodatek trza zauważyć, że po jedynym Niemcu, który podbił Anglię nikt tego więcej nie dokonał, a na takie nagromadzenie przebojów w jednym dziele (dziś powiedzielibyśmy: albumie) czekać musieliśmy do czasów duetu Lennon / McCartney.

Skoro więc już jesteśmy przy Haendlu, to oddajmy mu głos. Najpiękniejsza aria świata? Asz,  oczywiście. Bezwzględnie! Absolutnie! Z tekstem z Listu św. Pawła do Koryntian:

W jednej chwili, w oka mgnieniu, na odgłos trąby ostatecznej;

Bo trąba zabrzmi i umarli wzbudzeni zostaną jako nieskażeni,

a my zostaniemy przemienieni.

Albowiem to, co skażone, musi przyoblec się w to, co nieskażone,

a to co śmiertelne musi się przyoblec w nieśmiertelność.

Oto Gwynne Howell z towarzyszeniem trąbki, chóru oraz orkiestry Academy of St. Martin In The Fields.

Kurtyna! A zamiast napisów końcowych to, co miało być wpisem na Wielką Niedzielę. Błogosławieństwa! Chrystus Zmartwychwstał! 🙂

Koniecznie należy posłuchać. KONIECZNIE! (kolejność dowolna):

  1. Gesualdo: Tenebrae, The Hilliard Ensemble (choć może też być Herreweghe),
  2. Josquin Despres: Missa Pange Lingua, Missa La Sol Fa Re Mi (znakomici The Tallis Scholars),
  3. Thomas Tallis: Lamentations Of Jeremiah (The Tallis Scholars, again),
  4. Allegri / Palestrina: Miserere & Missa Papae Marcelli, (The Tallis Scholars… wiem, to zaczyna być nudne),
  5. Tomas Luis de Victoria: The Mystery of the Cross, The Sixteens & Harry Christophers,
  6. Tomas Luis de Victoria: Requiem 1605, także The Sixteens & Harry Christophers,
  7. Bach Johann Sebastian: Easter Oratorios BWV 249 (final version), BWV 11, Bach Collegium Japan,
  8. Bach Johann Sebastian: Johannes-Passion, La Petite Bande & Sigiswald Kuijken,
  9. Bach Johann Sebastian: Matthaus Passion, Dunedin Consort / John Butt
  10. Boccherini Luigi: Stabat mater, Capriola di Gioia,
  11. Gesualdo Carlo: Tenebrae Responses For Good Friday Taverner Consort & Choir / Andrew Parrott (jak w pkt 1, ale można i tak),
  12. Graupner Christoph: Wo gehet Jesu hin? – Passion Cantatas Anton-Webern-Chor Freiburg & Ensemble Concerto Grosso,
  13. Handel George Frideric: Messiah (Dublin Version) Dunedin Consort / John Butt albo nawet lepiej Academy In St. Martin In The Fields,
  14. Schutz Heinrich: Auferstehungshistorie (Resurrection), Dresdner Kammerchor / Hans-Christoph Rademann,
  15. Schutz Heinrich: Matthäuspassion SWV 479 (St. Matthew Passion) Dresdner Kammerchor / Hans-Christoph Rademann,
  16. Zelenka Jan Dismas: Responsoria Pro Hebdomada Sancta Zwv 55; Lamentatio Ieremiae Prophetae Zwv 53 Collegium 1704; Collegium Vocale 1704 / Vaclav Luks,
  17. Buxtehude Dieterich: Membra Jesu Nostri, Capella Angelica; Lautten Compagney / Wolfgang Katschner,
  18. Pergolesi Giovanni Battista: Stabat Mater,  King’s Consort,
  19. Vivaldi Antonio / Zelenka Jan Dismas: The Return of the Angels, Ensemble Caprice,
  20. „Jauchzet dem Herren alle Welt”, Capella Sagittariana Dresden,
  21. Heinrich Ignaz Franz von Biber – Requiem, Gabriele Comfort and Players,
  22. Johann Christian Bach: Requiem (Akademie Fur Alte Musik, Berlin),
  23. Vivaldi Antonio / Bach Johann Sebastian: Gloria / Magnificat,
  24. Faure Gabriel: Requiem (albo Herreweghe, albo wersja z Jarousskym na wokalu),
  25. Haydn, The Last Seven Words Of Christ,
  26. Schütz Heinrich – Die Sieben Worte Jesu Christi Am Kreuz,
  27. Mozart, Wolfgang Amadeus: Requiem,
  28. Monteverdi, Vespro della Beata Vergine,
  29. Goldberg Baroque Ensembles: Easter Cantatas Of 18’the Century Of Gdańsk,
  30. Bach Johann Sebastian / Kuhnau Johann / Graupner Christoph: German Baroque Cantatas Miriam Feuersinger, soprano; Capricornus Consort Basel

 A na osłodę… kolejny fragment z Mesjasza 😀

Read Full Post »

BCJ EasterJeśli ktoś martwił się, śledząc wpisy z Wielkiego Tygodnia, że pomijam muzykę lipskiego kantora od św. Tomasza, to właśnie może odetchnąć z ulgą. Bez Bacha nie ma nie tylko Świąt, bez Bacha nie ma w ogóle muzyki, zatem oto przez nami moja ukochana aria Seele, deinen Spezereien, oczywiście autorstwa Jana Sebastiana, tu w wykonaniu Yukari Nonoshity (sopran) oraz ansambla Bach Collegium Japan prowadzonego przez Masaaki Suzukiego. Wybrałem na dziś fragment Easter Oratorio BWV  249, choć przyjęło się uważać, że te bachowskie oratoria to takie nieudane kompozycje. Że i owszem, kantaty czy organowe dzieła wychodziły mu nieziemskie, ale jak oratoria, to lepiej sięgnąć do Händla. Cóż za niesprawiedliwe, wręcz niewymownie nieprawdziwe twierdzenie: Oratorium na Wielkanoc, którego zdecydowanie TRZEBA posłuchać w całości prezentuje się niezwykle okazale, by nie powiedzieć: przebogato. Ale ocenę tego zostawiam Wam.

Bo oczywiście warto znaleźć w Wielkim Tygodniu te niespełna godzinę czasu, by posłuchać całej kompozycji. Choćby dla tej prześlicznej kantyleny fletu w Adagio, gdzie rozżalone i ocierające się o rozpacz smyczki tak słodko rozpogadza flet Liliko Maedy. To jeden z takich momentów w muzyce, dla których warto żyć. Jednak, gdy komuś nie wystarcza czasu na wspomniane adagio, gdy nie wzruszają go monumentalne, acz wcale nie patetyczne chóry w rodzaju Kommt, eilet und laufet, tego zachęcam, by znalazł te 11 minut skupienia dla Yukari Nonoskhity, Liliko Maedy i reszty ansambla, prokurującego dla nas muzykę absolutnie nieziemską. Aria na Zmartwychwstanie? Bezwzględnie… Brzmi to tak:

Read Full Post »

crucifixionO ile wczorajszy dzień jednoznacznie opowiadał się za muzyką Ciemnej Jutrzni, od której dość ekwilibrystycznie uciekliśmy w motety de Victorii, o tyle Wielki Piątek nie pozostawia w tej materii ŻADNEJ swobody. Jest bowiem kilka dzieł, które bezwzględnie domagają się uwagi w Dniu Męki Pańskiej i każde z nich przynosi muzykę tak znakomitą, że po prostu NIE WOLNO ich pominąć. Toteż my dziś nie pochylimy się przed ponadczasowymi, jak zawsze, Ostatnimi Siedmioma Słowami Jezusa Na Krzyżu… i to bez znaczenia, czy w muzykę ubrał je wspomniany w Wielkim Tygodniu Orlando di Lasso, czy też nasuwający się niejako samoistnie Giovanni Battista Pergolesi, czy też najznamienitszy w tym towarzystwie Józef Haydn (o moim ulubieńcu, Heinrichu Schutzu że nie wspomnę). Nie, Die Sieben Worte unsers lieben Erlösers u. Seeligmachers Jesu Christi, so er am Stamm des Hl. Kreuzes gesprochen każdy może sobie wyszukać i posłuchać, do czego zresztą zachęcam.

Skoro zaś nie „The Last Seven Words…” – to może druga oczywista oczywistość? Stabat Mater. Znowu Pergolesi, albo jeszcze lepiej – Boccherini, ze znakomitą Amaryllis Dieltiens na sopranie (padam na kolana, ilekroć słucham tego dialogu śpiewaczki i skrzypiec w Fac ut portem Christi mortem)? Nie, to byłoby za proste.

Pewnie ktoś teraz wykrzyknie (nie wiem, czy wolno w Wielki Piątek krzyczeć…): WIEM! WIEM! Membra Jesu Nostri. Nosz jasne, Rany Jezusa Chrystusa, cóż bardziej (zwłaszcza po filmie Mela Gibsona) bardziej może pasować do ilustracji tego Dnia? Aż mnie skręca, by zapodać tu link do Ecce super montes w wykonaniu Lautten Compagney i Capella Angelica. Albo w wersji The Sixteen. Albo Suzukiego. Ech… nie!

No to wybór może być tylko jeden. Jeden kompozytor i jeden utwór. Nic więcej nie pozostało do naszych czasów (mówiłem Wam, że wierzę w spiski? Że Watykan na 200 % coś równie pięknego skrywa przed nami? Jestem tego pewien, zwłaszcza, że… Gregorio Allegri pisząc Miserere nie mógł być zwykłą duszą skrytą w ciele człowieka. Nie ma takiej opcji. O ile wczoraj napisałem, że te dwie minuty motetu Domine Iesu Christi de Victorii brzmią, jak cała wieczność, to MISERERE MEI śpiewane przez The Tallis Scholars JEST WIECZNOŚCIĄ. Posłuchajmy, i popatrzmy, jak to w 1994 roku zabrzmiało w Bazylice św. Marii z Nazaretu w Rzymie.

Właściwie to mógłby być koniec. Jeśli Bóg lubi muzykę, a Allegri był człowiekiem, a nie aniołem, który zwiał z Nieba na ten nasz padół, to za Miserere wybaczy ludzkości wszystko. Dla Miserere warto było, że dał nam wolną wolę. Choć… nie tylko dlatego.

Bo jest jeszcze Requiem. Tak, tak. Ale nie to najsłynniejsze, mozartowskie. Nie wspominany w tym tygodniu Biber, czy pomijany przeze mnie, acz lubiany Verdi. Ten smutek przeogromny, strach, nienawiść do drugiego człowieka i pogardę, jaką niosą wydarzenia Wielkiego Piątku niech zniweczy aria dla której nie mam słów. Nie trzeba ich zresztą, bo stojąc pod Krzyżem nic, co powiemy nie jest ważne. Śpiewaj, Philippe..

Read Full Post »

GVG VictoriaNie będę tu krył, że na różne sposoby chciałem uciec przed albumem, który od samego początku wydawał się jedynym i najważniejszym dziełem muzycznym na Ten Dzień. Wszak Wielki Czwartek już nie jest taki sobie zwyczajny, to w Kościele święto ważne i obchodzone. Dziś pewnie jakby mniej (bo w naszym świecie obecność Boga jednakowoż nabrała innego wymiaru), azaliż jako się rzekło: ważne i obchodzone. A skoro myślimy o początku Triduum Paschalnego to nie sposób na jednym oddechu nie wymienić muzyki, która do tego dnia pasuje najbardziej. Jest absolutna, skończona, zachwycająco piękna i tak oczywista, że nie może być inaczej. Mowa o… Tenebrae Responsories Tomasa Luisa de Victorii.

Rzecz jasna ten utwór de Victorii każdy może sobie odszukać w serwisach streamingowych, w kilku wykonaniach (i to całkiem zacnych), więc jakby to powiedzieć – hitów nam tu nie trzeba. Zamiast tego na te nieliczne, ciemne godziny Wielkiego Czwartku (wiem, wiem, trochę się spóźniłem dziś z wpisem) proponuję jednak coś innego. Kilka motetów wspomnianego wyżej Tomasa Luisa de Victorii, napisanych przez Hiszpana w czasie jego pobytu w Italii. I to słychać w tych utworach: pełnych żarliwości, pasji, opartych na znakomitych melodiach. I tekstach, jak choćby w kończącym płytę Vadam et circuibo civitatem:

Vadam et circuibo civitatem: per vicos et plateas

quaeram quem diligit anima mea; quaesivi illum, et non inveni.

Adiuro vos, filiae Jerusalem, si inveneritis dilectum meum, ut annuntietis ei

quia amore langueo.

—-

Wstanę i pójdę poprzez miasta,

by na ulicach i rozstajach szukać Tego, którego miłuje dusza moja…

Wielki Czwartek to święto kapłaństwa. Te słowa są niczym wytyczne. Sporo ich zresztą na tym albumie – sięgnijcie po niego, choćby dla tego dwuminutowego cudeńka tak wyśmienicie wykonanego przez ansambl Philippe’a Herreweghe:

 Te dwie minutki z sekundami brzmią jak cała Wieczność…

Read Full Post »

capella sagittariana dresdenDzisiejszy odcinek muzyki związanej z Męką Pańską i Zmartwychwstaniem będzie – by tak rzec – ciut nie na temat. Ale tylko pozornie. Zaczniemy historycznie… bo każdy chyba miał już okazję zapoznać się z sienkiewiczowskimi „Krzyżakami”. Czy to pod postacią książki, czy też filmu – nawiasem mówiąc święta, czy to Wielkanoc, czy Boże Narodzenie bywały najczęściej okazją do kolejnej emisji obrazu Aleksandra Forda i wcale bym się nie zdziwił, gdyby i w tym roku nas tak doświadczono. Zatem… Krzyżacy… a co do ma do rzeczy względem Wielkiego Tygodnia? Ha! Ma, i to sporo. Kto pamięta scenę, jak teutońskie rzeźniki zdobywają wielką chorągiew Królestwa Polskiego? Tę scenę? To staroniemiecka pieśń, niespecjalnie pasująca do bitewnej chwili, wszak mówi nam o tym, że Chrystus zmartwychwstał. Spisano ją gdzieś około XI wieku, w południowych landach naszego sąsiada, a potem już to rozpowszechniła się za sprawą Marcina Lutra, który w Śpiewniku Wirtemberskim z 1529 roku – dość obrazowo – ujął to tymi słowami:

„Wszystkie piosenki z czasem nudzą się, ale że ‚Chrystus Zmartwychwstał’ musi być śpiewana przez cały rok”

No to posłuchajmy, jak to powinno brzmieć.

Jak widzicie – ta krzyżacka impresja to były jedynie pozory 🙂 Później, bo w wieku XVII, nasz ulubieniec – Michael Praetorius – ponownie opracował „Christ ist estranden”, a w wieku XXI na albumie „Jauchzet dem Herren alle Welt” znakomicie wykonał ją saksoński ansambl Capella Sagittariana Dresden. Niestety płytka nie jest dostępna w serwisach streamingowych, ale zapewniam, że warto, bardzo warto po nią sięgnąć…

Read Full Post »

coverW liturgii tego dnia… no tak w sumie to można sobie w sieci dokładnie wyczytać, co tam przewidziano na Wielki Wtorek. Bo to niby dzień jak codzień, tyle, że przypadający w Wielkim Tygodniu. Z tego też względu, na dziś w bogactwie muzyki klasycznej można wyszukać sobie dowolny fragment muzycznego piękna i wokół niego zbudować sobie spokój przeżywania takich chwil. Wśród wielu utworów, które na dziś najpierw wybierałem, po czym odrzucałem w końcu pojawił się ten najważniejszy. Wcale nie jedyny – o nie – wszak w jego miejsce bez problemu zdałoby się wprowadzić jakiś „znamienitszy” kawałek, ale dla mnie, tego dnia najwięcej znaczy mały fragmencik z albumu Gabrieli Consort & Players prowadzonych przez Paula McCreesha. Ta płyta trafiła do mnie za sprawą zgłębiania dorobku Heinricha Ignaza Franza von Bibera. Tytuł… odpowiadający tematycznie nadchodzącym wydarzeniom: Requiem, choć na albumie tak kompozycje, jak kompozytorzy reprezentowani całkiem licznie: poza Biberem jeszcze Schmelzer, Magerle, Muffat i … no właśnie Orlando di Lasso. To właśnie jego Media vita in morte sumus przynosi nam muzykę najbardziej właściwą na ten dzień.

Media vita in morte sumus:

quem quærimus adiutorem,

nisi te Domine,

Qui pro peccatis nostris iuste irasceris?

Pośród życia jesteśmy zanurzeni w śmierć:

u kogo znajdziemy pomoc,

jeśli nie u Ciebie Panie,

który za nasze grzechy okazujesz słuszne zagniewanie?

Tak to brzmi… (choć tradycyjnie zachęcam, by sięgnąć po całą płytę):

Read Full Post »

Older Posts »