Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Czerwiec 2017

… będzie krótka. Spójrzcie do recenzenckiego ogródka. Zwłaszcza, że grają tak 🙂

 

Reklamy

Read Full Post »

… Henry Du Mont. W języku, który brzmi, „…jakby kto cynowe misy potrząsał…”. Ale i tak pięknie.

Read Full Post »

Ah! Tutto, tutto fini…

Oto kraina martwa

Kraina kaktusów

Gdzie przed wzniesionymi

Posągami z kamienia

Dłoń umarłego wzywa łaski głazu

Pod migotaniem spadającej gwiazdy.

Gdzieś tak pomiędzy Mascagnim, a Rachmaninowem, między pejzażami Friedricha a symboliką Poussina  jest takie wakacyjne popołudnie jak dziś. Pasuje tu ściszone, chopinowskie preludium Seong-Jin Cho, jak i dynamicznie rozkołysane andante z koncertu skrzypcowego Haydna, czarowane przez Carmignolę. A wydawałoby się, że budowanie listy przebojów muzyki klasyczne na lato mija się z celem. Czy da się wysłuchać tintinnabuli Pärta, a potem zaraz przeskoczyć o kilka wieków wstecz i zajrzeć, co tam Philippe z towarzyszeniem Cristiny wycierpiał w miłosnym zapamiętaniu Monteverdiego? Da się, choć to tak różne utwory, tak różne epoki, iż stawianie obok siebie obu tych postaci (i tych intepretacji: prawda, prawda) zdać się może nawet bluźnierstwem. Koniec końców, czy fan, no dobra, miłośnik, (eee, no ok, też słabo), meloman (niech będzie, choć pretensjonalne to-to), może wybierać tak sobie kawałeczki z tego pudełka czekoladek? Zamiast spędzać kilka godzin z muzyką sakralną Jana Sebastiana machnąć sobie najpierw gouldowską Arię z Wariacji (a co, jak szaleć to szaleć), potem szybciutko przeskoczyć do istominowskiego andante z dwudziestego pierwszego (tego od lubieżnika Wolfiego) i na koniec to wszystko przykryć dajmy na to tallisami z ich nadobną egzaltacją papieskiego ulubieńca i jego Miserere?

Wszystko się da. I tak można się pogrążać, zwłaszcza gdy nie brak dobrego wina, miłego towarzystwa i napuszonego Sola nad tarasem. A potem przychodzi żenująca wiadomość, że Festiwal w Bieczu się nie odbędzie. Bo ta cholerna dobra zmiana potrafi jedynie psuć. No to na pożegnanie pozostaje nam jedynie addio, del passato… Montserrat i prowadzący filharmoników świetny jak zwykle, nieodżałowany Georges Pretre. Dobranoc.

 

Read Full Post »

Nisi Dominus…

… czyli nastrojowo, religijnie i z melodią, której właściwie nie sposób opisać. Ten fragmencik muzycznej uczty, machnięty przez Vivaldiego, jak wieść niesie, dla żeńskiego zespołu w sierocińcu Ospedale della Pietà, to taka kwintesencja baroku. Jest tu i drama w śpiewie, i liryka w tekście, a wszystko to z oczkiem religijnym, puszczonym przez Salomona. A bo to jemu przypisuje się ten psalm. Posłuchajmy zreszta sobie tej Arii, sami uznacie, że wszelkie słowa w takich chwilach bywają zbyteczne…

Read Full Post »

Read Full Post »

Ano, dokładnie tak. Ktokolwiek był w NFM na koncertach, z pewnością został oczarowany akustyką tamtych sal. Brzmienie, bez względu na rodzaj serwowanej muzyki, czy to ostrego czadu w wykonaniu King Crimson, czy tez delikatnych wokalnych popisów muzyki dawnej jest klarowne, subtelne i pozwalające cieszyć się każdą nutą. NFM to poziom, który chciałoby się mieć na zawsze. Najlepiej w domu.


I taką okazję mamy. Pisałem już w Klasycznej Niedzieli o znakomitej płycie z muzyką Bartłomieja Pękiela, nagranej jakiś czas temu przez ansambl po batutą Andrzeja Kosendiaka. Mamy to szczęście, że po pierwszym albumie nadszedł czas na kolejne i … co tu dużo gadać – równie piękne jak poprzedniczka. Sami zresztą zobaczcie (i posłuchajcie) czym cieszyć będzie można duszę w nadchodzących tygodniach. Absolutnie porywający zestaw kompozytorów i wykonawców. A wszystko to na płytach zarejestrowanych w Narodowym Forum Muzyki. Idę nastawić album i zaparzyć espresso. To będą fascynujące chwile z muzyką. Jedyny problem – od czego by tu zacząć…

Dobrego dnia. K.

Read Full Post »