Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Lipiec 2018

Taka niedziela…

…na tarasie. Siedzimy sobie…

Read Full Post »

img_3131Ten wpis mógłby się ukazać właśnie pod tą datą, ale rzeknę wprost… czekać hadko! Jeszcze długie miesiące do słoty listopadowych wieczorów, a ta muzyka wręcz doprasza się uwagi. Bez względu na pogodę, toć zaczynałem jej słuchać w upale popołudniowych kaw na tarasie, a teraz… nie wiem, jak u Was, ale u mnie, w Wielkopolsce, lipiec zdaje się zapragnął pokazać, że deszcze niespokojne potargały świat. Ech…

Zatem album, o którym właśnie czytacie, dotarł do mnie zupełnie niespodziewanie, po prostu rankiem znalazłem go sobie na stole. Krasnoludków nie ma,  więc ani chybi, to żona 😉 Znalazłem i słucham od jakiegoś czasu nieprzerwanie…

img_3132Kartonowa okładka zawiera bardzo skąpe informacje nt. płyty. Jest wydawca: Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, jest sponsor (widoczny na okładce, więc nie będę wymieniał) i dwóch artystów. Pierwszy to Raul Koczalski, nieżyjący już pianista i kompozytor, uczeń Artura Rubinsteina, Juliana Gadomskiego oraz, a raczej przede wszystkim – Karola Mikuli. Właśnie Koczalskiemu zawdzięczamy otwierającą album słynną interpretację Ballady g-moll op. 23, pochodzącą z archiwalnego recitalu z okazji 138. rocznicy urodzin Fryderyka Chopina. Ów pamiętny koncert odbył się w dniu 21 lutego 1948 w Sali Pompejańskiej Belwederu, a Koczalski zagrał dla publiczności Chopina w sposób, który dziś zwykło nazywać się „historycznym”: na fortepianie Pleyela z 1847 roku! To zresztą jedyne nagranie na instrumencie z epoki, pozostałe ballady (w tym również ballada g-moll) zagrane zostały na fortepianie (nie ukrywam, bardzo lubię jego dźwięk) Steinway przez Wojciecha Świtałę.

Świtała, jako się rzekło uwspółcześnia Chopina. Przynajmniej częściowo, wykonując go na wspomnianym Steinwayu. Gra lekko, przyjemnie, by tak rzec – z wdziękiem. Każda ballada, czy jest to wallenrodyczna g-moll (choć w książeczce do płyty Kamila Stępień – Kutera przypomina, iż Chopin był przeciwny jakiemukolwiek „u-słownianiu” swoich dzieł), czy też świteziowo – świteziankowe (F-dur i As-dur), a na budrysowskiej (f-moll) kończąc, brzmi tajemniczo, łącząc  melancholię z nostalgią, a subtelność z dramatem. Chopinowskie ballady to swoiste opowieści, wiodące słuchacza w harmonię zjawiskowego zestawiania kontrastów: to melodia, ckliwa i romantyczna do bólu, to znów staccato i burza fortepianowych histerii. Ani chwili wytchnienia.

img_3133Piękny to album. Wydany z okazji nabycia przez NIFC w dniu 29 listopada 2016 roku, na londyńskiej aukcji pierwszej strony oryginalnego manuskryptu ballady g-moll. Jest to jedyny obecnie autograf takiej ballady w zbiorach polskich. Zbieżność dat z Powstaniem Listopadowym nie mogła być przypadkowa!!

 

Read Full Post »

A tak namacalnie wyglądało lato w Gdańsku, w kończącym się właśnie tygodniu. Najpierw Jerzego Fryderyka Haendla zagrano nietypowo, bo z wykorzystaniem prawdziwego, niderlandzkiego carillona  a potem… potem dopiero było zachwycająco. Na Mariackiej (a później, w II części, na Długim Targu) zagrali młodzi adepci muzyki klasycznej. I zrobili to w sposób urzekający, aż chciałoby się wołać: chwilo trwaj! Można było posłuchać między innymi wykonanego z młodzieńczą pasją nokturnu cis-moll op. posth., Fryderyka Chopina. WOW!

Ale dla nas… wspomniany Jerzy Fryderyk…

Read Full Post »

„Jej Czcigodna Wysokość

Najjaśniejszej, której dusza pełna jest doskonałej harmonii, ośmielam się poświęcić przedsmak moich umiejętności skrzypcowych. W tym też pokładam wszystkie moje nadzieje na powodzenie, iż zaszczyci mnie Pani swą najłagodniejszą sympatią. O to zatem, jak i Pani łaskawą opiekę pokornie błagając, kłaniam się głęboko.

Pokorny, Pełny Szacunku i Zobowiązany Sługa.

D. Gio. Antonio Pandolfi-Mealli”

Tak się kiedyś dedykowało „piosenki”. Jakie? A o tym w dziale Recenzje. Zapraszam.

Płyta ze znaczkiem:

Read Full Post »

Ubiegłoroczne koncerty na Leszno Barok Plus Festival, by tak rzec – podbiły stawkę do granic niemożliwości. Najpierw absolutnie znakomicie Olga Pasiecznik zaśpiewała nam Haendla, i co tu kryć – spowodowała, że w sumie nijaka (no sorry) sala MOK w Lesznie nagle stała się niczym La Scala. A potem… potem nadeszła noc Marco Beasleya. Bezsprzecznie najpiękniejszy koncert ostatnich lat, w jakim uczestniczyłem. Jego program Passacaglia della vita  od pierwszej do ostatniej nuty był kwintesencją magii. Zobrazowaniem czym jest i powinna być dla nas muzyka. Ech…

Wspominam te dwa koncerty nieprzypadkowo. Skoro bowiem rzekło się w tytule o „jedynej takiej niedzieli”… to należy uzasadnić: dlaczego. Otóż, podobnie, jak rok temu na otwarcie leszczyńskiego festiwalu dostajemy zestawienie… uff… zapierające dech w piersiach. Zaczną Sceptus Baroque, ansambl muzyki dawnej, który powstał w roku 2013 jako orkiestra festiwalowa związana z realizacją idei muzycznych realizowanych na festiwalu Barok na Spiszu. W kościele na Zaborowie, z towarzyszeniem dwóch sopranistek wykonają program oparty o materiał bardzo nietypowy –  utwory kompozytorów działających na terenach Meksyku, Boliwii i Peru, głównie w XVII wieku: m.in. Gaspara Fernandesa (1566–1629), Jose Marina (ca. 1619–1699), Francisco Lopez Capillasa (ca. 1615 – 1673), Gaspara Sanza (1640–1710). Choćby z tego względu trzeba przyjść i posłuchać, bo siedemnastowieczna muzyka barokowa rodem z Nowego Świata nawet dziś powinna wzbudzać zainteresowanie każdego melomana.

A dalej? A dalej – wzorem poprzedniego roku – napięcie będzie narastać.

Głównym wydarzeniem wieczoru będzie bowiem STABAT MATER. To najsłynniejsze (Pergolesiego) i to ciut mniej znane (no kto by pomyślał – Vivaldiego), okraszone dodatkowo sinfonią h-moll „Al Santo Sepolcro” RV 169 Rudego Księdza oraz Sinfonia Funebre f-moll Locatellego. Zagra dla nas Capella 1547, festiwalowa orkiestra z Leszna, a zaśpiewają… no właśnie! Jan Jakub Monowid – kontratenor i bardzo lubiana w Klasycznej Niedzieli – Ingrida Gapova. Jej występ w Filharmonii Łódzkiej a zwłaszcza znakomite albumy nagrane we współpracy z Goldberg Baroque Ensemble – ten z kantatami na Boże Narodzenie, czy z przywracaną właśnie potomnym zapomnianą muzyką Johanna Balthasara Feisslicha to taka rekomendacja, że nie wyobrażam sobie, by kogoś mogłoby na tym koncercie zabraknąć. Przypominam: niedziela, 19 sierpnia 2018 roku, godzina 19.30, Kościół św. Jana.

Ach… i gdy już rozanieleni wyjdziecie z wnętrza tej siedemnastowiecznej świątyni… nie ważcie się wracać do domu. W Teatrze Miejskim, od 22.00 (zdążycie, zapewniam, to małe miasto) czeka na Was Georgijs Osokins. Pianista, na którego każdy, kto śledził ostatni Konkurs Chopinowski (w 2015 roku) – winien zwrócić uwagę. Artysta wyrazisty, bezsprzecznie konkretny i pełen ekspresji. Ta osobowość przejawia się zarówno w prezentacji scenicznej, jak i w interpretacji muzyki. Bezwzględnie zatem należy posłuchać, co ma on nam do zaproponowania. Materiał przygotował – by tak rzec – absolutnie porywający: sonatę d-moll K.1 Domenico Scarlattiego, suitę G-dur “Nouvelles Suites de Pièces de Clavecin” Jean Philippe Rameau, a przede wszystkim trzy kompozycje Jana Sebastiana Bacha: Preludium Chorałowe „Nun komm den Heiden Heiland” – Adagio BWV 564, chromatyczna  Fantazja i Fuga  d-moll BWV 903 oraz „Chaconne”  z II Partity d-moll na skrzypce solo, BWV 1004. Czy może być lepsze zwieńczenie pięknego muzyczne dnia niż Bach?

To co? Widzimy się w Lesznie…

Read Full Post »