Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Chopin’ Category

95

…lat temu urodziła się w Toruniu Regina Smendzianka. Znakomita pianistka, którą – całkiem niesłusznie – pamięta się głównie ze znakomitych opracowań dzieł Chopina. A przecież ta doskonała artystka miała w repertuarze dzieła innych polskich kompozytorów. Posłuchajmy, jak gra walca Moniuszki…

Read Full Post »

Recital!

Słuchamy i oglądamy, koniecznie.

Read Full Post »

img_3131Ten wpis mógłby się ukazać właśnie pod tą datą, ale rzeknę wprost… czekać hadko! Jeszcze długie miesiące do słoty listopadowych wieczorów, a ta muzyka wręcz doprasza się uwagi. Bez względu na pogodę, toć zaczynałem jej słuchać w upale popołudniowych kaw na tarasie, a teraz… nie wiem, jak u Was, ale u mnie, w Wielkopolsce, lipiec zdaje się zapragnął pokazać, że deszcze niespokojne potargały świat. Ech…

Zatem album, o którym właśnie czytacie, dotarł do mnie zupełnie niespodziewanie, po prostu rankiem znalazłem go sobie na stole. Krasnoludków nie ma,  więc ani chybi, to żona 😉 Znalazłem i słucham od jakiegoś czasu nieprzerwanie…

img_3132Kartonowa okładka zawiera bardzo skąpe informacje nt. płyty. Jest wydawca: Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, jest sponsor (widoczny na okładce, więc nie będę wymieniał) i dwóch artystów. Pierwszy to Raul Koczalski, nieżyjący już pianista i kompozytor, uczeń Artura Rubinsteina, Juliana Gadomskiego oraz, a raczej przede wszystkim – Karola Mikuli. Właśnie Koczalskiemu zawdzięczamy otwierającą album słynną interpretację Ballady g-moll op. 23, pochodzącą z archiwalnego recitalu z okazji 138. rocznicy urodzin Fryderyka Chopina. Ów pamiętny koncert odbył się w dniu 21 lutego 1948 w Sali Pompejańskiej Belwederu, a Koczalski zagrał dla publiczności Chopina w sposób, który dziś zwykło nazywać się „historycznym”: na fortepianie Pleyela z 1847 roku! To zresztą jedyne nagranie na instrumencie z epoki, pozostałe ballady (w tym również ballada g-moll) zagrane zostały na fortepianie (nie ukrywam, bardzo lubię jego dźwięk) Steinway przez Wojciecha Świtałę.

Świtała, jako się rzekło uwspółcześnia Chopina. Przynajmniej częściowo, wykonując go na wspomnianym Steinwayu. Gra lekko, przyjemnie, by tak rzec – z wdziękiem. Każda ballada, czy jest to wallenrodyczna g-moll (choć w książeczce do płyty Kamila Stępień – Kutera przypomina, iż Chopin był przeciwny jakiemukolwiek „u-słownianiu” swoich dzieł), czy też świteziowo – świteziankowe (F-dur i As-dur), a na budrysowskiej (f-moll) kończąc, brzmi tajemniczo, łącząc  melancholię z nostalgią, a subtelność z dramatem. Chopinowskie ballady to swoiste opowieści, wiodące słuchacza w harmonię zjawiskowego zestawiania kontrastów: to melodia, ckliwa i romantyczna do bólu, to znów staccato i burza fortepianowych histerii. Ani chwili wytchnienia.

img_3133Piękny to album. Wydany z okazji nabycia przez NIFC w dniu 29 listopada 2016 roku, na londyńskiej aukcji pierwszej strony oryginalnego manuskryptu ballady g-moll. Jest to jedyny obecnie autograf takiej ballady w zbiorach polskich. Zbieżność dat z Powstaniem Listopadowym nie mogła być przypadkowa!!

 

Read Full Post »

Dlaczego…

…Pan tak gra Panie Rubinstein? Bo mogę…

Read Full Post »

plakat

Read Full Post »

Read Full Post »

… jak Krystian Zimerman, którzy zawsze wożą ze sobą swój ukochany fortepian (ponoć nawet sami prowadzą samochód wówczas). Albo jak Lang Lang, którzy ekspresją i mimiką wywołują skrajne emocje oglądającej i słuchającej go widowni. Są tacy, którzy nagrywają sobie raz na jakiś czas, występują rzadko i tylko wtedy, gdy osiągną pewien, zaakceptowany przez siebie poziom wykonawczy (Michelangeli). To pierwsza liga.

Są też pianiści, którzy muzykę klasyczną wykonują z nie mniejszą niż wyżej wymienieni  atencją. Może nie zrywają przedstawień, gdy zauważą, że ktoś nagrywa w ukryciu ich koncert, ale i tak ich podejście do muzyki bliskie jest ideałowi. Grają jak natchnieni, czarując dźwiękami i urokiem osobistym. Są gwiazdami, choć nie piszą o nich bulwarówki. Publiczność ich kocha, docenia walkę z uczuciami, jakie oni sami próbują nam przekazać, zmartwychwstając kompozycje mistrzów muzyki sprzed wieków.

Tak właśnie było w przedostatnią sobotę września. Joanna Marcinkowska zaskoczyła poetycką interpretacją. Kotaro Nagano rozpromienił publiczność. Anna Fedorova – oczarowała. Claire Huangci – zaskoczyła skromnością i siłą ekspresji. Roberto Trainini ujął tak swoją grą, jak i późniejszym zasłuchaniem w muzykę i poezję. A Evgeni Bozhanov – cóż… najpierw grał sobie w przerwie, jakby nigdy nic, a potem – już na koncercie – najpierw zamarł przed klawiaturą, by następnie przenieść nas w czasy romantycznych uniesień, jakie muzyka Chopina wywołuje w każdym, kto choć przez chwilkę potrafi zatrzymać się nad ukrytym pięknem tych nut.

Ależ to był wieczór… no, no. Szerzej – tu.

A dla nas, wspomniana Barkarola Fis-dur op. 60.

Read Full Post »

Older Posts »