Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Muzyka’ Category

95

…lat temu urodziła się w Toruniu Regina Smendzianka. Znakomita pianistka, którą – całkiem niesłusznie – pamięta się głównie ze znakomitych opracowań dzieł Chopina. A przecież ta doskonała artystka miała w repertuarze dzieła innych polskich kompozytorów. Posłuchajmy, jak gra walca Moniuszki…

Read Full Post »

… że grono szacownych krytyków muzycznych (fiu fiu, z nie byle jakich czasopism) zauważyło i doceniło wreszcie Agnieszkę Budzińską – Bennett i jej Ensemble Peregrina. Oficjalnie bowiem wiadomo, że w kategorii Muzyka Dawna śpiewaczka i jej zespół oraz otrzymali International Classical Music Awards 2019 (ICMA). Nagroda prestiżowa, przyznana została za album „Music in medieval Denmark”, będący pierwszą częścią cyklu „Mare Balticum” nagrywanego pod kierunkiem Polki w niemieckiej wytwórni Tacet. 

Cykl ten to cztery płyty z najstarszymi zachowanymi zabytkami muzycznymi z regionu Morza Bałtyckiego. Poszczególne części zaprezentują lokaln twórczość́ średniowiecznej: Danii, Szwecji i Finlandii, Niemiec oraz Polski; różnorodne repertuary muzyczne tych krajów oraz odmienne instrumentarium. Kada z nich podkrelać ma lokalny charakter danego obszaru Morza Bałtyckiego, jego historyczno-kulturow odrbność, a także zaprezentować postacie lokalnych władców i witych. Jako całość projekt ma natomiast za zadanie zaprezentowa niezwykle silne polityczno-kulturowe zwizki midzy poszczególnymi krajami średniowiecznego Balticum i ich losy na przestrzeni XII-XIV w. odzwierciedlone w sztuce. Druga część poświęcona regionowi Szwecji i Finlandii ukaże się na wiosnę. 

I świetnie, bo każdy album ansambla przyjmujemy tu, w Klasycznej Niedzieli z wielką radością. Agnieszka Budzińska – Bennett, mimo iż mieszka i pracuje poza Polską, wielokrotnie kraj odwiedzała i dzięki temu można było posłuchać, jak ta muzyka brzmi na żywo. Zapewniam, brzmi równie porywająco, jak na płytach. Pewnie też nie inaczej będzie z cyklem Mare Balticum – tylko wyglądajmy wiadomości, że szykuje się trasa koncertowa. Zwykle w kościołach, ale… tam właśnie taka muzyka brzmi po prostu najpiękniej. Wręcz – kompletnie.

Zespołowi i Pani Agnieszce: OGROMNE GRATULACJE!

Posłuchajmy, co Artystka mówi o swoim projekcie. A przy okazji nacieszmy się fragmentami muzyki…

Read Full Post »

… piątek września to data różnych premier muzycznych. Swój nowy album zaprezentowała grupa Riverside (i jest on, WOW, to mało powiedziane), ale muzyki rockowej w Klasycznej Niedzieli nie słuchamy. Tzn. słuchamy, ale nie polecamy. No dobra, polecamy, ale… się nią nie zajmujemy. 28 września br. to takoż data premiery albumu artysty, którego na tym blogu nie raz się wspominało. I to wspominało się z radością. Mowa o Fabio Biondim, któren był właśnie zaprosił nas na swą absolutnie czarowną płytę z koncertami, no a jakżeby inaczej… Antonia Vivaldiego. Vivaldi: Concerti per violino VI „La boemia” to wysmakowana kwintesencja elegancji, prostoty i wdzięku, porywająco i wybornie wykonana. Ale to akurat względem dzieł włoskiego mistrza skrzypiec żadna nowość. Jak już oswoję z większością nagrań, skrobnę coś więcej. A póki co… takie prześliczne larghetto z koncertu g-moll RV 330.

Ech, ależ ja uwielbiam ten śpiewny tryl skrzypiec, tak lekko wpijający się w duszę gdzieś po około minucie od rozpoczęcia utworu. Aż chciałoby się krzyknąć: „chwilo trwaj!” Cóż… miłej niedzieli 🙂

Read Full Post »

Łapmy klimat…

… skoro dziś pierwszy dzień jesieni, to zaczniemy ją od zadumanego Brahmsa. Ckliwie smuci się na skrzypcach trochę zapomniana w Klasycznej Niedzieli Janine Jansen…

Read Full Post »

Szkic…

… odnaleziono w latach 60-tych ub. wieku w Berlinie. Zawdzięczamy to niemieckiemu muzykologowi Wolfgangowi Plathowi. Te 16 taktów miało kończyć Lacrimosę i … posłuchajmy sobie, jak brzmi. W linku dzieło, które powstało w ramach projektu Magna Opera Sacra (czyli efektu współpracy orkiestry barokowej Arte dei Suonatori z Chórem UZ Cantus Humanus). Krótkie, ale… jak to u Mozarta. Wyborne.

Read Full Post »

img_3131Ten wpis mógłby się ukazać właśnie pod tą datą, ale rzeknę wprost… czekać hadko! Jeszcze długie miesiące do słoty listopadowych wieczorów, a ta muzyka wręcz doprasza się uwagi. Bez względu na pogodę, toć zaczynałem jej słuchać w upale popołudniowych kaw na tarasie, a teraz… nie wiem, jak u Was, ale u mnie, w Wielkopolsce, lipiec zdaje się zapragnął pokazać, że deszcze niespokojne potargały świat. Ech…

Zatem album, o którym właśnie czytacie, dotarł do mnie zupełnie niespodziewanie, po prostu rankiem znalazłem go sobie na stole. Krasnoludków nie ma,  więc ani chybi, to żona 😉 Znalazłem i słucham od jakiegoś czasu nieprzerwanie…

img_3132Kartonowa okładka zawiera bardzo skąpe informacje nt. płyty. Jest wydawca: Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, jest sponsor (widoczny na okładce, więc nie będę wymieniał) i dwóch artystów. Pierwszy to Raul Koczalski, nieżyjący już pianista i kompozytor, uczeń Artura Rubinsteina, Juliana Gadomskiego oraz, a raczej przede wszystkim – Karola Mikuli. Właśnie Koczalskiemu zawdzięczamy otwierającą album słynną interpretację Ballady g-moll op. 23, pochodzącą z archiwalnego recitalu z okazji 138. rocznicy urodzin Fryderyka Chopina. Ów pamiętny koncert odbył się w dniu 21 lutego 1948 w Sali Pompejańskiej Belwederu, a Koczalski zagrał dla publiczności Chopina w sposób, który dziś zwykło nazywać się „historycznym”: na fortepianie Pleyela z 1847 roku! To zresztą jedyne nagranie na instrumencie z epoki, pozostałe ballady (w tym również ballada g-moll) zagrane zostały na fortepianie (nie ukrywam, bardzo lubię jego dźwięk) Steinway przez Wojciecha Świtałę.

Świtała, jako się rzekło uwspółcześnia Chopina. Przynajmniej częściowo, wykonując go na wspomnianym Steinwayu. Gra lekko, przyjemnie, by tak rzec – z wdziękiem. Każda ballada, czy jest to wallenrodyczna g-moll (choć w książeczce do płyty Kamila Stępień – Kutera przypomina, iż Chopin był przeciwny jakiemukolwiek „u-słownianiu” swoich dzieł), czy też świteziowo – świteziankowe (F-dur i As-dur), a na budrysowskiej (f-moll) kończąc, brzmi tajemniczo, łącząc  melancholię z nostalgią, a subtelność z dramatem. Chopinowskie ballady to swoiste opowieści, wiodące słuchacza w harmonię zjawiskowego zestawiania kontrastów: to melodia, ckliwa i romantyczna do bólu, to znów staccato i burza fortepianowych histerii. Ani chwili wytchnienia.

img_3133Piękny to album. Wydany z okazji nabycia przez NIFC w dniu 29 listopada 2016 roku, na londyńskiej aukcji pierwszej strony oryginalnego manuskryptu ballady g-moll. Jest to jedyny obecnie autograf takiej ballady w zbiorach polskich. Zbieżność dat z Powstaniem Listopadowym nie mogła być przypadkowa!!

 

Read Full Post »

Lato w mieście… cz. 1

…czyli rzecz o koncertach. Wybranych, zupełnie subiektywnie, bo obiektywność względem muzyki to mit. Może skorzystacie, a może… wybierzecie coś innego? Cieszmy się póki co, że okres wakacji to nie jest jakaś tam pustynia względem muzyki klasycznej. Że nie tylko rockiem, czy popem świat kultury stoi w lipcu i sierpniu. Zatem…

Zatem koniecznie trzeba zajrzeć do Świdnicy. Na Festiwal Bachowski. Tradycyjnie odbywający się pod koniec lipca. Program bogaty, a jak ktoś jest „dojeżdżający z daleka” to jeśli nie dysponuje nadmiarem czasu (i pieniędzy, bo w Świdnicy za bilety trzeba jednak zapłacić) to zachęcam, by pojawić się tam w niedzielę, 29 lipca, o godzinie 20.00. W kościele św. Józefa (ul. Kotlarska 19, oczywiście w Świdnicy) wystąpią LAUTTEN COMPAGNEY. Niemiecki ansambl kiedyś zmiótł moje wyobrażenia o baroku do kosza, gdy nieświadom, co mnie czeka wrzuciłem do odtwarzacza ich album Membra Jesu Nostri ze słynnym dziełem Buxtehudego. Długo potem rządziła ta płyta na mojej prywatnej liście muzycznej, a i teraz właściwie nie ma tygodnia, bym czegoś sobie z niej nie zapodał. Oczywiście niemiecki zespół nie przyjedzie do Świdnicy z takim właśnie programem, przeciwnie, sięgnie on do muzyki zdecydowanie mniej przebojowej, acz…. i tak wartej wysłuchania. John Playford, Thomas Ravenscroft, a zwłaszcza John Dowland czy Henry Purcell to nazwiska, dla których w kościele św. Józefa warto się pojawić. Samo przedstawienie… niestety będzie dość krótkie, ale… dzięki temu można załapać się na nocny (no, późnowieczorny, bo 22.00 latem to jeszcze nie noc) występ, w trakcie którego posłuchać będzie można Wariacji Goldbergowskich Jana Sebastiana potraktowanych blichtrem XXI stulecia. Frapująco? Proszę się nie krzywić – cieszmy się, że ta muzyka żyje. A czy da się słuchać muzyki Bacha granej na skrzypcach z towarzyszeniem… DJ skreczującego na gramofonach… chętnie posłucham. Jorge Jimenez na skrzypcach oraz DJ Slime na… gramofonach zagrają na Dworcu Świdnica – Miasto (na ulicy – heh – rzecz jasna Dworcowej) właśnie dwie godziny przed północą. Nietypowo podany barok w nietypowych wnętrzach? Przecież Festiwal Bachowski słynie z takich eventów…

Tyle na teraz. Posłuchajmy Lautten Compagney na koniec. W odsłonie z tym nieziemskim Buxtehudem…

 

 

Read Full Post »

Older Posts »