Feeds:
Wpisy
Komentarze

Zaś do kawy zabrzmi…

… Arianna. Ale jak zabrzmi?!!!! Mógłbym umrzeć przy takiej muzyce…

Dzień dobry.

Zaczniemy ten dzień od sprawdzenia, co tam słychać u Christiny Pluhar.

 

A na dobranoc…

… oczywiście Marco…

My tu o Beasleyu…

… a tymczasem Marco właśnie wydaje swoją nową płytę. Meraviglia d’amore, czyli miłosne pieśni z siedemnastowiecznej Italii. Posłuchajmy…

Jako się rzekło. Zacznie się od trzęsienia ziemi (Olga Pasiecznik i jej ukłon w stronę Jerzego Fryderyka), a potem cóż… napięcie będzie narastać. Do granic możliwości. Bowiem pierwszego dnia festiwalu dostajemy od organizatorów prezent nie z tej ziemi. Po tym, jak rozochocimy sobie duszę muzyką Händla, trzeba będzie szybciutko, nie roniąc ani trochę owego mistycyzmu z muzyki mistrza baroku biec do kościoła św Jana (też przy Chrobrego, jakby kto pytał). Bo tamże, o godzinie 20.30 wystąpi ze swoim ansamblem rewelacyjny Marco Beasley. Tego już nie wolno przegapić!! N-I-E—W-O-L-N-O!

Włoski tenor przyjeżdża do Leszna z programem Passacaglia della VitaTowarzyszyć mu będzie zaiste baaardzo kameralny zespół (Stefano Rocco na archilutni i gitarze barokowej, Fabio Accurso na lutni i Silvia Moroni na flecie). Mimo, iż ansambl, jak widzicie niewielki, to jestem wręcz przekonany, że artystom uda się zaczarować publiczność już pierwszymi granymi i wyśpiewanymi nutami. Beasley bowiem potrafi jak mało kto budować napięcie, pięknie przy tym opowiadając o muzyce, którą wykonuje i z tego też względu jego koncerty zawsze przypominają swego rodzaju misterium. Mówiąc wprost: będzie jak na jego płytach, tylko LEPIEJ.  Nawiasem mówiąc o płytach Marco Beasleya nagranych z Accordone pisało się nie raz i nie dwa. Przypomnę je jeszcze, zanim nadejdzie dzień koncertu.

A póki co, dla zachęty posłuchajcie. Jak Marco śpiewa tytułowy utwór programu napisany przed wiekami przez Stefano Landiego… To będzie czarowny wieczór.

Konsekwentnie rośnie ranga odbywającego się latem w Lesznie festiwalu barokowego. Już pierwsza edycja pokazała spory zasób możliwości organizatorów, a potem… było tylko lepiej. Przypomnijmy: w 2015 roku gwiazdą była nasza (chyba najlepsza) orkiestra barokowa: Arte dei Suonatori. W ubiegłym roku z najważniejszym programem wystąpiła Ensemble Peregrina, nie mieszczący się co prawda w horyzoncie czasowym baroku zespół wokalno – instrumentalny, który jak mało kto potrafi przybliżyć słuchaczowi muzykę czasów średniowieczną. A w tym roku? Ha! W tym roku zaczynamy od trzęsienia ziemi, a potem napięcie wcale nie maleje…

Tegoroczny Leszno Barok Plus Festiwal zacznie znakomita sopranistka, Olga Pasiecznik. Jej album z ariami Mozarta (Mozart Concert Arias) wydany pod flagą NFM, przy udziale Wrocławskiej Orkiestry Barokowej prowadzonej przez Jarosława Thiela (taaa, znowuż ten NFM, prawda?) to doskonały przykład połączenia znakomitego, czystego głosu śpiewaczki i perfekcyjnej w swoim akompaniamencie orkiestry. Ten album zresztą czeka właśnie na swoje miejsce (już zaklepane) w dziale Recenzje Klasycznej Niedzieli. Ale Pani Olga dysponuje głosem zdecydowanie wykraczającym poza muzykę klasyka wiedeńskiego i… właśnie takim innym koncertem otworzy LBPF 2017.

Zatem, jako się rzekło, pierwszego dnia, tj. 20 sierpnia 2017 roku, od godziny osiemnastej posłuchamy w Lesznie kantat Jerzego Fryderyka Händla, przeplatanych sonatami triowymi, granymi przez kameralny ansambl towarzyszący śpiewaczce. Trudno o lepszy początek festiwalu barokowego, toteż do sali MOK, przy ul. Chrobrego 3 wybrać się trzeba KONIECZNIE! Olga Pasiecznik to klasa światowa (gdyby ktoś miał wątpliwości, proszę zajrzeć do internetu, ile płyt nagrała dla kultowej wytwórni OPUS 111), a jeśli ktoś dotąd nie miał okazji posłuchać jej występów na żywo – najwyższy czas to zmienić. Powtarzam: koniecznie!

Beziérs.

Ruch katarów obrósł dziś w legendę. Stało się tak nieprzypadkowo: nawet, gdy ktoś zupełnie niezaangażowany zacznie się zastanawiać nad tym, dlaczego nagle, w środku Europy z taką systematycznością zaczęło się mordować ludzi nie powinien się dziwić – wszak takie wydarzenia powtarzają się cyklicznie co jakiś czas, wystarczy jedynie prześledzić historię Starego Kontynentu.  Choćby tę niedawną, dwudziestowieczną… acz… jak spojrzymy na paski telewizyjne w naszych odbiornikach, czy prześledzimy wpisy w internecie, to wcale niewykluczone jest, iż ta fala nienawiści do drugiego człowieka znowu do nas wraca. Przed wiekami nienawidziło się katarów, a dziś…

Skupmy się jednak na muzyce. Mija dziś 808 lat od czasu, gdy zastępy Szymona de Montfort i Armanda Amaury’ego wdarły się na ulice Beziérs, miasteczka w Langwedocji. Tamtego dnia był czwartek, święto Marii Magdaleny, a gdy wybito obrońców bramy i padły mury, wierni (bo przecież w Boga wierzyli) schronili się za murami miejskiej świątyni. Nic im to nie pomogło: tłuszcza spaliła kościół i 7 tysięcy ludzi w środku. A patrząc przez pryzmat statystyki, to zabito tam jakieś 20 tysięcy ludzi. Wszystkich, bez pardonu. Bez względu na wyznanie, płeć czy wiek. To właśnie wtedy rzekomo zaistniało powiedzenie, by zabijać wszystkich, a Bóg rozpozna swoich. I niczego nas ta historia nie nauczyła. Niczego…

Historyczny wpis to tylko zaproszenie. Do posłuchania tej niełatwej, acz przepięknej muzyki.

A grają tak…