Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Adwent’

… na dziś będzie akuratne. Zwłaszcza w takim nietypowym wykonaniu… Dobrego dnia.

Reklamy

Read Full Post »

coverKolęd jeszcze nie śpiewamy, a czegoś by się posłuchało? No to proszę… choć wiem, że to właściwie już w ostatniej chwili. Miriam Feuersinger oraz Daniel Schreiber z towarzyszeniem Les Escapades. Warto sięgnąć po TEN album.

Muzyka? Będzie, jak tylko wymyślę obrazki, którymi można ją zobrazować 😀

Read Full Post »

Powtórzę się pewnie, ale uwielbiam to miasto. Podoba mi się Saksonia, tamtejsze tereny obfitują w historyczne odniesienia tak względem naszych dziejów, jak i muzyki klasycznej – zwłaszcza barokowej – która jak wiadomo jest solą niniejszego bloga. Ilekroć więc myślę o leżącym tuż po drugiej stronie Odry starym państwie Wettynów, za każdym razem serce i rozum aż się rwą, by w tamte rejony wyruszyć. Ech…

Koniec roku. W marketach, w telewizji, radiu i internecie króluje jeden temat. PREZENTY. A przecież, zanim nadejdzie Boże Narodzenie, zanim usiądziemy do wigilijnego stołu i przełamiemy się opłatkiem, czeka nas jeszcze okres wyciszenia. Przygotowania na przyjście Jezusa. Adwent.

Skąd te dwa, pozornie nie związane ze sobą tematy? Czas, będący w kościele katolickim początkiem roku liturgicznego i miasto, zwane nie bez kozery Florencją Północy. Ano nieprzypadkowo, bowiem adwentowe Drezno to przede wszystkim tradycyjny, odbywający się od stuleci Weihnachtsmarkt.  Jarmark bożonarodzeniowy (choć trafniej byłoby oznaczyć go hasłem „adwentowy”) ma swój początek jeszcze w średniowieczu, gdy nad Łabą istniało kilka osad, a w największej z nich, Antiqua Dressin wprowadzono obowiązek wystawiania przez kupców swoich towarów w ramach tzw. Ius stapulae.

Dziś oczywiście stolica Saksonii zupełnie nie przypomina swojego średniowiecznego poprzednika, a jarmark adwentowy nie jest już obowiązkiem dla kupców. Oczywiście handel kwitnie, zwłaszcza różnymi rękodziełami, jednak najważniejszą częścią – przynajmniej z punktu widzenia Klasycznej Niedzieli – jest cały szereg koncertów i innych artystycznych wydarzeń, jakie w okresie od końca listopada do 24 grudnia w Dreźnie się odbędą.

Cóż zatem tam czeka na ludzi spragnionych wrażeń? Pomijając zabytki i muzea, bo tych w tym wpisie reklamować nie zamierzam, to najpierw konieczne trzeba zajrzeć do któregoś z licznych kościołów Drezna. W nich: rzecz nie do przecenienia – oratorium bożonarodzeniowe Jana Sebastiana Bacha. Wszystkie sześć kantat, podzielonych na dwa dwudniowe bloki można będzie wysłuchać  we Frauenkirche, kościele na Nowym Rynku (Neumarkt). Koncerty 10 i 11 grudnia, o godzinie 20.00. Ale – jak ktoś nie zdąży (ja nie zdążę), to może zajrzeć do Kościoła św. Krzyża – Kreuzkirche – przy Starym Rynku (Altmarkt). Tam też będzie można wspomnianych kantat Bacha wysłuchać: kantaty 1-3 (a więc pierwsza część oratorium) zabrzmią 14 grudnia o 19.00, a także 15 i 16 grudnia o godzinie 17.00. Druga część oratorium – czyli kantaty od czwartej do szóstej pewnie też zabrzmi w którymś z kościołów, niestety póki co program tego nie podaje (za to podaje, że te o numerach 1-3 wystawi również Martin-Luther-Kirche; może to jakiś błąd?).

Jakby komuś było mało dobrej muzyki, to w kościołach tradycyjnie rządzić będzie muzyka organowa, a … w Semperopera na Theaterplatz wystawiony zostanie Dziadek do orzechów Piotra Czajkowskiego. Bagatela – 12 razy w grudniu!!!!!!!!!!!!!

A my się cieszymy, że w Poznaniu raz zagrali Mesjasza… Cóż…

Tyle na dziś. Kolejne wieści wkrótce. A żeby nie było pustych przebiegów, skoro zaczęliśmy adwent 2012, to w dziale recenzje moje spojrzenie i zdań kilka na temat kantat adwentowych Jana Sebastiana. Granych przez Mały Ansambl. Zapraszam.

Read Full Post »

Powtórzę się pewnie, ale uwielbiam to miasto. Podoba mi się Saksonia, tamtejsze tereny obfitują w historyczne odniesienia tak względem naszych dziejów, jak i muzyki klasycznej – zwłaszcza barokowej – która jak wiadomo jest solą niniejszego bloga. Ilekroć więc myślę o leżącym tuż po drugiej stronie Odry starym państwie Wettynów, za każdym razem serce i rozum aż się rwą, by w tamte rejony wyruszyć. Ech…

Koniec roku. W marketach, w telewizji, radiu i internecie króluje jeden temat. PREZENTY. A przecież, zanim nadejdzie Boże Narodzenie, zanim usiądziemy do wigilijnego stołu i przełamiemy się opłatkiem, czeka nas jeszcze okres wyciszenia. Przygotowania na przyjście Jezusa. Adwent.

Skąd te dwa, pozornie nie związane ze sobą tematy? Czas, będący w kościele katolickim początkiem roku liturgicznego i miasto, zwane nie bez kozery Florencją Północy. Ano nieprzypadkowo, bowiem adwentowe Drezno to przede wszystkim tradycyjny, odbywający się od stuleci Weihnachtsmarkt.  Jarmark bożonarodzeniowy (choć trafniej byłoby oznaczyć go hasłem „adwentowy”) ma swój początek jeszcze w średniowieczu, gdy nad Łabą istniało kilka osad, a w największej z nich, Antiqua Dressin wprowadzono obowiązek wystawiania przez kupców swoich towarów w ramach tzw. Ius stapulae.

Dziś oczywiście stolica Saksonii zupełnie nie przypomina swojego średniowiecznego poprzednika, a jarmark adwentowy nie jest już obowiązkiem dla kupców. Oczywiście handel kwitnie, zwłaszcza różnymi rękodziełami, jednak najważniejszą częścią – przynajmniej z punktu widzenia Klasycznej Niedzieli – jest cały szereg koncertów i innych artystycznych wydarzeń, jakie w okresie od końca listopada do 24 grudnia w Dreźnie się odbędą.

Cóż zatem tam czeka na ludzi spragnionych wrażeń? Pomijając zabytki i muzea, bo tych w tym wpisie reklamować nie zamierzam, to najpierw konieczne trzeba zajrzeć do któregoś z licznych kościołów Drezna. W nich: rzecz nie do przecenienia – oratorium bożonarodzeniowe Jana Sebastiana Bacha. Wszystkie sześć kantat, podzielonych na dwa dwudniowe bloki można będzie wysłuchać  we Frauenkirche, kościele na Nowym Rynku (Neumarkt). Koncerty 10 i 11 grudnia, o godzinie 20.00. Ale – jak ktoś nie zdąży (ja nie zdążę), to może zajrzeć do Kościoła św. Krzyża – Kreuzkirche – przy Starym Rynku (Altmarkt). Tam też będzie można wspomnianych kantat Bacha wysłuchać: kantaty 1-3 (a więc pierwsza część oratorium) zabrzmią 14 grudnia o 19.00, a także 15 i 16 grudnia o godzinie 17.00. Druga część oratorium – czyli kantaty od czwartej do szóstej pewnie też zabrzmi w którymś z kościołów, niestety póki co program tego nie podaje (za to podaje, że te o numerach 1-3 wystawi również Martin-Luther-Kirche; może to jakiś błąd?).

Jakby komuś było mało dobrej muzyki, to w kościołach tradycyjnie rządzić będzie muzyka organowa, a … w Semperopera na Theaterplatz wystawiony zostanie Dziadek do orzechów Piotra Czajkowskiego. Bagatela – 12 razy w grudniu!!!!!!!!!!!!!

A my się cieszymy, że w Poznaniu raz zagrali Mesjasza… Cóż…

Tyle na dziś. Kolejne wieści wkrótce. A żeby nie było pustych przebiegów, skoro zaczęliśmy adwent 2012, to w dziale recenzje moje spojrzenie i zdań kilka na temat kantat adwentowych Jana Sebastiana. Granych przez Mały Ansambl. Zapraszam.

Read Full Post »

Początek grudnia w Klasycznej Niedzieli miał być specyficzny. Bo to i okres specyficzny. Miałem zająć się kantatami Jana Sebastiana Bacha uznawanymi za adwentowe. A Philippe Herreweghe ze swoim Collegium Vocale Gent miał ustąpić miejsca Masaaki Suzukiemu i jego Bach Collegium Japan. Miał, miał, jak czasami rzeknie mój kot, ale jakoś tak się porobiło, że ani nie ustąpił, ani się nie zająłem. Wszystko przez to, że w odtwarzaczu kręci się od dłuższego czasu płyta, której nie mogę stamtąd usunąć. Idą święta, czego nie sposób nie zauważyć podczas zakupów w marketach. Zimno za oknem i wiatr targa drzewami świszcząc niemiłosiernie w kominie. Wyjeżdżam do pracy – jeszcze jest ciemno i wracam, a już jest ciemno. Wycieraczki w aucie właściwie nie przestają pracować, ot, po prostu ma się w najlepsze ta paskudna część polskiej jesieni z przełomu listopada i grudnia. A wspomniany wyżej Herreweghe panoszy się w odtwarzaczu samochodowym, nie oszczędza salonu i nawet zwykłego napędu w komputerze. Aż strach otworzyć lodówkę. Nawet, gdy szron pomalował szyby aut na mleczny kolor, rozsypał swoje kryształki na drogach i skrzyżowaniach, a dla mających więcej czasu zastygł na pustych pajęczynach, nie mogę się od dzieła Jana Sebastiana uwolnić. Wszystko przez znakomite wykonania kantaty BWV 63 oraz Magnificat, właśnie. Na próbę otwierający kantatę BWV 63 chór w moim ulubionym ”Christen, ätzet diesen Tag” (choć w wersji New London Consort pod dyrekcją Phillipa Picketta). Reszta w recenzji.

Read Full Post »

„Muzyka jest dla Bacha służbą bożą. Jego twórczość i osobowość oparte są na pobożności. I jeśli w ogóle można go zrozumieć, to jedynie z tego punktu widzenia. Sztuka była dlań religią. Dlatego właśnie nie miała nic wspólnego ze światem i sukcesami w świecie. Była celem samym w sobie…”

Tak o muzyce Jana Sebastiana Bacha napisał Albert Schweitzer. A lipski kantor był człowiekiem z dużą wiedzą teologiczną. Bach przez całe życie czytał i studiował Biblię (a także pisma teologiczne, zwłaszcza Lutra). Często na kartach swoich utworów umieszczał litery: S D G („Soli Deo Gloria” – „Bogu Jedynemu Chwała”) czy J J („Jesu juva” – „Jezu wspomóż”). Nadto, funkcjonując

w rzeczywistości XVII – sto i XVIII – sto wiecznych Niemiec (umownie przyjmijmy, że to Niemcy, choć takowe – jakie znamy dziś – wówczas nie istniały) można powiedzieć, że pchał swój kompozytorski wózek przez wiele miast ówczesnej Europy. W każdym z miejsc, w którym bywał, wykorzystywał teksty napisane przez różnych artystów (poetów). W Weimarze był to Franck, w  Lipsku mimo korzystania początkowo z tekstów różnych autorów, Bach ostatecznie skłonił się ku słowu Picandra.
A być może sam go nawet zachęcił do pisania poezji do swojej muzyki. W każdym razie od momentu spotkania tych dwóch ludzi można zauważyć, zarówno zmianę w podejściu do poezji przez Picandra i zarazem wykorzystywania jego tekstów przez Jana Sebastiana Bacha.

Cóż, trzeba wiedzieć bowiem, że Christian Friedrich Henrici, znany pod pseudonimem Picander do 1724 był raczej na bakier z Kościołem. Słynął z pastiszy, pisał farsy czy inne teksty  równie niechętnie, czy negatywnie przedstawiające naukę Kościoła. Później coś się zmieniło, być może właśnie po spotkaniu z Bachem. Pierwszy tomik wierszy religijnych Picandra, pokazujący zupełnie inne oblicze lipskiego poety ukazał się na początku adwentu 1724 roku, a cztery lata później, już wyraźnie za sprawą inspiracji kantora św. Tomasza w przedmowie do kolejnego tomiku wierszy (będących w sumie drukowaną wersją bachowskich kantat) Henrici napisał tak:

„Bogu na chwałę, spełniając żądania dobrych przyjaciół i dla upowszechnienia modlitwy

zdecydowałem się napisać niniejsze kantaty. Zamysł ten podjąłem tym chętniej, ponieważ

mogę sobie pochlebić, że być może brak poetyckiego uroku zostanie zastąpiony przez wdzięk

muzyki niezrównanego pana kapelmistrza Bacha i te pieśni zabrzmią w głównych kościołach

pobożnego Lipska”.

Adwent Roku Pańskiego 2009 już się rozpoczął. Krzyże znikają ze szkół we Włoszech, tylko czekać, jak w naszym kraju zabraknie dla nich miejsca. Nie tylko w szkołach. Bóg w ramach wolności idzie w zapomnienie. Katole (znaczy my) prześladujemy resztę świata. Muzułmanów, innowierców, gnostyków i … można wstawić sobie w te kropki, kogo się żywnie podoba. Nie wiem, może skoro to taki problem, to proponuję, aby Boże Narodzenie obchodzili tylko katole. Reszta niech siedzi w centrach handlowych i wpier… pizzę, shoarmę albo inne mielone kurczaki. Tylko niech nie wyją nam kolęd na każdej okazji z różnych lokalnych radiowęzłów.

Rację miał inny poeta prawie 20 lat temu (swoją drogą, jak ten czas ucieka…):

And The Germans kill The Jews,

And The Jews kills the Arabs,

And The Arabs kills the hostages:

That is the news… Isn’t any wonder,

that the monkey confused?”

Święta prawda Panie Waters. Nic się nie zmieniło…

Read Full Post »