Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Andrew Manze’

Ostatniej niedzieli naszła mnie chęć na szybki, nie – merytoryczny i nie – chronologiczny przegląd różnych klasycznych płyt. Trochę to trudne w realizacji, zwłaszcza w czasie śniadania (głupio tak ciągle biegać do gramofonu i przekładać płyty), ale jakoś dałem radę. Pomiędzy etiudami Chopina, granymi przez Bolesława Woytowicza, a fragmentami Jeziora Łabędziego w wykonaniu wiedeńskich filharmoników pod Karajanem dopadła mnie myśl: „czy aby muzyce klasycznej wypada brzmieć w tzw. składankach”. I to idąc za ciosem: w różnych składankach. Albo tych z rodzaju bliższego muzyce popularnej (czyt. poszczególne części utworów, najczęściej 3-4 minutowe wymieszane między sobą bez powiązania stylów, czasów, kompozytorów, i czego tam jeszcze kto zapragnie), albo też takich – powiedzmy – bardziej zaangażowanych: zachowujących stylistykę, czasami opierających się na chronologii lub też zbudowanych wokół jednego z tematów, rozpowszechnionego wśród kompozytorów tejże muzyki. Pytanie w gruncie rzeczy nie jest bezcelowe, bo częściowo wynika z rozmowy mailowej przeprowadzonej z sąsiadką (tak to już teraz jest – prościej wymienić maile, niż spotkać się w realu).

Nie odchodząc od tematu; zapytano mnie kilka dni temu, „co kupić osobie, która chciałaby jakąś płytę z klasyką, ale nie ma żadnych preferencji, bo dopiero zaczyna słuchać takiej muzyki?”. Kto pomyślał: „składanka” ?? – na tego rzecz siekierka. Słowo to ciśnie się na usta w sposób oczywisty, gdyż to jest jedyny cel wydawania takich płyt: stworzenie przeglądu, wypełniającego oczekiwania mało wybrednego słuchacza, szukającego znanych i lubianych melodii . Zaproponowałem więc osobie pytającej coś takiego, mimo, że składanek nie cierpię niezależnie jakiego rodzaju muzyki słucham. A w odniesieniu do muzyki klasycznej … oj, najeżam się chyba zbyt mocno. Czy pomysł się sprawdzi – zobaczymy. Szukać daleko nie musiałem, bo wyszło takie coś: The Best Classics … Ever!, i to nawet w kilku częściach. Parafrazując znaną przed laty reklamę: z pewną dozą nieśmiałości sięgnąłem po wydawnictwo EMI. Dlaczego? Ano, bo czy słuchanie płyty, na której następują po sobie kolejno Aria na strunie G Bacha, Lacrimosa Wolfganga Amadeusza i Adagio Sostenuto z drugiego koncertu fortepianowego Rachmaninowa jest w ogóle możliwe? Jak dotychczas, jedyne miejsce, w którym mogę bez irytacji (choć i bez specjalnego optymizmu) nastawić taką muzykę to… auto. Po kilkunastu odsłuchach sprawa wydaje się prosta: tak spreparowana muzyka klasyczna jest równie ekscytująca co kawa w plastikowym kubku, gazeta Fakt, czy sos pomidorowy ze słoika. Wszystko to można przeżyć, ale … no właśnie. Po co?

Składanki. Występują, jedne i drugie: te z totalnym pomieszaniem stylistycznym i te, na których jakiś artysta przekrojowo wykonuje dzieła różnych kompozytorów. Bardziej lub mniej, ale zawsze do siebie pasujących. I jak do takowych podchodzić?  Czy meloman (no bo nie fan, prawda?) z założenia raczej nie powinien gardzić takimi misz-maszem?

The Grand TourPrzed Best of Classic … Ever! lojalnie przestrzegam. Przekrojowe płyty, zawierające różne nagrania zbliżone stylistycznie – raczej polecam. Jak choćby wydane przez Harmonia Mundi The Grand Tour Andrew Manze & Academy Of Ancient Music. Grają… tak.

Reklamy

Read Full Post »

… kolejna porcja klasycznych „wielkich koncertów”. Tym razem w dziale recenzje – Concerti Grossi Francesco Geminianiego, nagrane przez Adrew Manze z towarzyszeniem orkiestry The Academy Of Ancient Music. Zajawka na głównej stronie pojawia się wyłącznie dlatego, że nadal pewne sprawy (np. tagi w podstronach) jawią się mi przeszkodą nie do ominięcia. Francesco Geminiani

Dzisiejszy niedzielny poranek sfokusował się właściwie wyłącznie na twórczości Ralpha Vaughan-Williamsa, ale bohater niniejszego wpisu (i recenzji) nie schodzi z piedestału „ulubionych” koncertów od wielu tygodni. Co tam Händel, co tam Bach, bez pana G. muzyka baroku byłaby doprawdy wyjątkowo uboga. Szczegóły – tu

Read Full Post »