Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Antonín Dvořák’

… wstajemy! Miłego dnia…

Ps. To nie wszystko na dziś 🙂

Reklamy

Read Full Post »

A nawet nie wiem, kiedy i gdzie po raz pierwszy słyszałem rosyjską divę. Ciekawe, że akurat byłem w Salzburgu owego lata, gdy odniosła największy sukces i zaczęła „panoszyć” się na współczesnej scenie operowej… ale akurat wówczas nie miałem okazji posłuchać jej śpiewu. Przy tej masie bogaczy, która wówczas ciągnęła na Domplatz w kierunku budowanej tam sceny nie miałem żadnych szans, by dostać się na koncert pięknej Anny.

Ale … od czegóż jest internet. W znanym serwisie posłuchałem sobie (no i obejrzałem rzecz jasna – ale nie brnijmy dalej w seksistowskie klimaty) jej promocyjne nagranie. Rusałkę Antona Dvořáka. Ech…

Tak się moja przygoda z Anną zaczęła. I choć dziś arii operowych słucham już bardzo rzadko, to do jej płyt wracam z wielką atencją. Jak choćby do tej, która właśnie znalazła się w dziale recenzje…

A muzyka? Posłuchajmy – jak to się zaczęło…

Read Full Post »

Tak wiem, to jest ARBORETUM, nie jakiś tam ogród. Jasne, ale nie bądźmy drobiazgowi. Ostatecznie, musielibyśmy przyjść na niedzielny koncert ubrani w gorsety i pufiaste suknie (panie) tudzież fraki lub inne huzarskie stroje, jakie byłyby właściwe do słuchania muzyki z przełomu XVIII i XIX wieku. A że to koncertowanie niedzielne, popołudniowe (do kawy?), to i strój niekoniecznie musi być tak bardzo au courant z muzyką klasyczną.

W każdym razie w najbliższą niedzielę, 15 lipca  2012 roku w zamkowym arboretum wystąpi Bałaban Quartet w składzie Wiktor, Jan, Lech i Agnieszka… Bałaban (w sumie nie wiem, czy się deklinują, czy nie, więc na wszelki słuczaj tego nie zrobię). Wspólnie, grając na skrzypcach, altówce i wiolonczeli wykonają kompozycje Antonio Vivaldiego, oczywiście Wolfganga Amadeusza Mozarta (to chyba najwdzięczniejszy kompozytor na takie okazje) i Antonina Dvořáka. A więc ciut baroku, ciut klasycyzmu i na koniec wypadkowa klasycystyczno – romantyczna. Miła, przyjemna, melodyjna i lekka mieszanka. Początek – godzina 18.00. IMO – jak zwykle warto… Ach, no i najważniejsze chyba: wstęp wolny. 🙂

A skoro o Mozarcie mowa. I lekkiej muzyce. To zapraszam do działu recenzje, gdzie króciutko i na temat skrobnęło się o płycie Immerseela i Anima Eterna. Oczywiście TU.

Read Full Post »

Mróz za oknem, Lód Dukaja na stole. Kawa zaparzona, kawałek piernika – ni mniej ni więcej tylko celebrowanie niedzielnego przedpołudnia. Do ognia dorzuciłem, syn śmiga na sankach z kolegami, a moja kolej ciągnięcia kuligu jeszcze nadejdzie. Póki co – muzyka do kawy.

Na początek, zaprzeczam wszystkim okolicznościom faktycznym, poza tymi, które zostaną przeze mnie wyraźnie przyznane. Wszelkie domysły, jakobym nie lubił opery są nieprawdziwe. Dla poparcia tej tezy kawowe przyjemności muzyczne zaczniemy z Marią Callas.

Jej aria Madame Butterfly z opery Pucciniego – Un bel di, vedremo! (może być z ładnie wydanej – dość dobrze nagranej płyty wydanej swego czasu przez Bibliotekę Gazety Wyborczej – w linku dokładnie to nagranie) może i jest zbyt smutna, może i chwyta za serce i lekko burzy łagodny i beztroski porządek dnia, ale co tam! Nie da się przejść obok tego nagrania wykonując jakieś codzienne czynności. Trzeba się wsłuchać w skargę Madame Butterfly, czekającą na Pinkertona na wzgórzu.

Skoro pojawił się już motyw wojskowy (a i w Dziadku do Orzechów proponowanym do śniadania żołnierze są jednym z bohaterów baletu) – porucznik Pinkerton z US Navy, to aby nie odbiegać tematycznie a zarazem muzycznie zgrabnie przejdźmy do chóralnej partii „Marsza Żołnierzy” z Fausta Charlesa Gounoda. Możemy sobie wyobrazić radość żołnierzy maszerujących do domu – to wszystko słychać w śpiewie regimentu Walentego, wracającego z wojny (w linku widać niesamowity rozmach scenerii z przedstawienia z 2008 roku).

Idąc dalej – na chwilę wróćmy w nasze polskie klimaty – Intrada z Aktu I Strasznego Dworu: Maciej, Stefan i chór wracających z wojny żołnierzy śpiewających nieśmiertelne „Dobrze, dobrze panie bracie, przewyborny ten nasz plan: nie ma niewiast w naszej chacie, vivat semper wolny stan!” – co akurat zgadza się dziś, bo niewiasty pojechały kupować butki i torebunie  🙂

I wreszcie na koniec kawowego spotkania z ariami operowymi – Anna Netrebko – najpierw w jej wykonaniu słynna „Rusałka” Antonína Dvořáka, od której chyba każdy, kto kiedykolwiek słuchał rosyjskiej divy musiał zacząć. A po nim wracamy do Pucciniego – „O mio babbino caro” z opery Gianni Schicchi. Jeśli komuś kawa wystygła lub rozlał ją z wrażenia, rozumiem. Zdarza się.

Udanego popołudnia.

Read Full Post »

Przekopuję się powoli przez fotografie, które zrobiłem podczas wypadu do Saksonii. Dziś, gdy Kodak ogłosił koniec swojego sztandarowego produktu (nawiasem mówiąc, nigdy za żółtym gigantem nie przepadałem), a Newsweek wieści „koniec prawdziwej przyjemności w wywoływaniu zdjęć” czuję się lekko jak pomarańczowy krasnal w zielonym pokoju zielonego domu. Bo obróbka cyfrowa dostarcza równie wiele przyjemności, co dawne grzebanie w chemikaliach. Cóż, zmieniło się „narzędzie” służące do obróbki powstałych fotografii, ale żeby od razu reklamować koniec świata? Brzmi to trochę jak szukanie sensacji na siłę.

Wracając jednak do tematu – wyprawa drezdeńska to nie tylko wielkie miasto nad Łabą, ale przede także okoliczne zamki i pałace, położone najczęściej w niezwykle urokliwych miejscach. Jak choćby Moritzburg. Pałac pierwszego elektora Saksonii, Maurycego I, przebudowany dla … Augusta II Mocnego (ech, ten rozpanoszony Sas!) przez tego samego architekta, który zaprojektował Zwinger.

MoritzburgMiasteczko Moritzburg leży właściwie na obrzeżach Drezna, a sam pałac, pięknie położony na wyspie pośrodku jeziora. Mimo trwających obecnie prac renowacyjnych (co widać na załączonych zdjęciach), mimo konieczności uważania na … gęsie – leżące dosłownie wszędzie – odchody (i gdzie tu ten NIEMIECKI porządek??!!), całość robi niesamowite wrażenie. Zdecydowanie warte polecenia.

Moritzburg w całej okazałości.Wspomniany zabytek nieprzypadkowo wybrałem na kolejną część saksońskich przyjemności. Dotarła do mnie dziś wiadomość, że w letnie, niedzielne popołudnia będą odbywać się znowuż w zamkowym arboretum koncerty w ramach cyklu „Muzyka z Kórnika”. Program festiwalu – przyjmijmy taką nazwę – znajdziecie tu. I tak naszła mnie myśl porównawcza. Bo – że festiwal się znowu odbędzie – cieszy. Że wielu odwiedzających będzie mogło posmakować czegoś więcej, niż ramówki Radia Zet tudzież Eska Rock – cieszy podwójnie. Ale gdzieś niestety tli się we mnie tęsknota, by kórnickie festiwale (koncerty, cykle – jak zwał, tak zwał) miały i stosowną oprawę, i odpowiedni klimat, i repertuar, i muzyków, no i oczywiście rangę. Zresztą – dla porównania – proponuję spojrzeć na festiwalowe zapowiedzi koncertów w Moritzburgu. Festiwal odbywa się corocznie w sierpniu, w tym roku  od 8 do 23 sierpnia. Więcej informacji na stronie Festiwalu.

Oczywiście oprócz świetnej strony internetowej (!), w zamku rozdawane są znakomite kilkustronicowe reklamówki festiwalowe. Aż szkoda, że w przypadku „Muzyki z Kórnika” nie ma takiej promocji. I żeby nie było – nie jestem malkontentem – doceniam pracę, jaką wykonują osoby zaangażowane w letnie koncerty w kórnickim parku, ale … chciałoby się, aby było jeszcze lepiej.

Póki co – posłuchajmy. Najpierw z kórnickiego repertuaru, Antonín Dvořák i jego Humoreska, z op. 101, nr 7 Ges-dur.

A potem: Hilary Hahn, w Andante z … Concerto No. 1 A minor BWV 1041 for Violin and Orchestra Jana Sebastiana Bacha. Ech…

Read Full Post »