Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Antonio Vivaldi’

Ależ proszę bardzo. Voila!

A grają tak…

Reklamy

Read Full Post »

Mandolina… ech, mam – by tak rzec – uraz do tego instrumentu. Kiedyś, w zamierzchłych czasach mojej młodości istniała bowiem w naszej parafii dziecięca orkiestra (no, może jeszcze istnieje, tego już nie wiem, bo wyprowadziłem się stamtąd), przygrywająca do mszy. Jej trzon stanowiły właśnie mandoliny, uzupełnione… akordeonami. Jeszcze teraz, na myśl o tamtych „brzmieniach” cierpnie mi skóra na karku…

A przecież ten zacny instrument, należący do rodziny lutni był w czasach baroku dość popularny, zwłaszcza na południu Europy. Mandolina, podobnie jak inne lutnie posiada wypukłe, gruszkowate pudło rezonansowe, zbudowane z cienkich drewnianych listewek, ma gryf, wokół którego wiązane są progi wykonane z jelit, oraz główkę z kołkami do mocowania strun. Główka jest umieszczona pod niewielkim kątem w stosunku do gryfu i zakończona charakterystycznym barokowym „zawinięciem”, typowym np. dla lutni barokowej. Płyta wierzchnia wykonywana najczęściej ze świerku, posiada otwór rezonansowy zamknięty ozdobną rozetą, wyciętą w tejże płycie. Do płyty wierzchniej przymocowany jest na stałe mostek (inaczej niż w późniejszych mandolinach, gdzie mostek jest ruchomy). Mandolina barokowa posiadała zwykle 6 chórów (par strun) wykonanych z jelit, choć starsze egzemplarze miewały czasem tylko 4 chóry. Kilku kompozytorów pokusiło się i stworzyło nań specjalne kompozycje. Jak choćby Antonio Vivaldi.

Rudy Ksiądz poświęcił mandolinie dwa swoje koncerty. Jeden z nich, koncert C-dur oznaczony w katalogu Ryoma oznaczony symbolem RV 425 napisany został na mandolinę i smyczki, drugi z nich, koncert G-dur to dzieło na dwie mandoliny i orkiestrę. Oba nie są zbyt często wykonywane, ale… no właśnie – trzeba odnotować, że ten pierwszy koncert wziął na warsztat znany i lubiany w Klasycznej Niedzieli Fabio Biondi i jego Europa Galante. Akompaniując mandoliniście, Giovanniemu Scaramuzzino zagrali całość tak, że… nie mam pytań. I chyba wyleczyłem się z wspomnianej na wstępie niechęci do mandoliny…

To co, zagrajmy sobie śliczniutkie largo do kawy. Może w końcu wiosna przyjdzie?

 

Read Full Post »

…katedra, bije tą z Florencji na głowę” – wiadomość z rana na komunikatorze od syna sprowokowała mnie wreszcie do dokończenia rozgrzebanej recenzji z koncertami weneckimi Giuliano Carmignoli. Jaka katedra? Nie, nie w Wenecji (do której moja pociecha pojechała dziś z rana) ale ta w Bolonii. Tak czy owak – o albumie możecie przeczytać w dziale recenzje.

Zagrajmy sobie tego Vivaldiego…

Read Full Post »

…na temat muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej przeczytacie w dziale recenzje. Wystarczy kliknąć w link. A w trakcie czytania można zapodać sobie właśnie taką muzykę. Miłego słuchania…

Read Full Post »

29660014

I to taka, jaką lubimy najbardziej… To niech grają (tak wiem, że to już było, ale mam słabość do tej wersji).

Read Full Post »

Idzie to tak:

„W wigilię Bożego Narodzenia, Plac San Marco, przyozdobiony confetti i cukrem pudrem, oświetlony był niezliczoną ilością świec. Podczas gdy tłum w maskach gromadził się w przygotowaniach do wielkiej Pasterki, miasto pogrążone było w chaosie: koncerty i bale miały miejsce na campi, słynne żeńskie orkiestry z czterech ospedali odgrywały specjalne koncerty, i to był czas dla małych grup teatralnych – tych które, z pochwałami i wyśmiewaniem, wywoływały najwspanialsze chwile karnawału – by ustawić scenę” [cyt. za Boże Narodzenie w Masce, CD booklet „Venetian Christmas, Olivier Foures, 2014]

O czym mowa? Więcej w dziale RECENZJE.

A muzyka? Poniżej mała zajawka, ale warto ją sobie zażyczyć pod choinkę…

Read Full Post »

Gdyby ktoś zamierzał stworzyć takie the best of muzyki klasycznej, ale bez wybierania co krótszych kawałków, które później nadają się do reklamy, tylko skupił się na całych utworach, które „należy koniecznie i bezwzględnie znać” (coś jak obowiązkowe książki do przeczytania lub filmy do obejrzenia), to mam do takiej listy dwie absolutnie genialne propozycje. Oba utwory to muzyczne tchnienie geniuszu. Niepodważalny tryumf melodii i harmonii nad zwyczajnością ziemskiego padołu.

Nazwiska kompozytorów oczywiście mówią wszystko. Vivaldi, Bach. Cóż więcej trzeba. Ale i oni przecież pisali rzeczy słabe. Takie sobie. Wymęczone. Wtórne. Jednak nie tym razem. Te dwa dzieła to muzyczna uczta. Każdemu życzę, by usłyszał je na żywo, wykonywane przez dobrych śpiewaków i równie znakomitych muzyków. Którzy w swojej interpretacji zbliżą się choćby na metr do tego, co zaprezentowali onegdaj członkowie Collegium Musicum 90. Na albumie, którego recenzję znajdziecie tu.

A śpiewają i grają tak…

Miłego dnia.

Read Full Post »

Older Posts »