Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Arthur Rubinstein’

Dlaczego…

…Pan tak gra Panie Rubinstein? Bo mogę…

Reklamy

Read Full Post »

… daleko od Wiednia. Jego dziadek, syn piekarza był chórmistrzem w Louvain niedaleko Brukseli, gdzie wcześniej rodzina związana była z koronkarstwem. Arcybiskup koloński, Klemens August poprosił go o przybycie do odległego o 160 km Bonn i wstąpienie w szeregi dworskiego personelu muzycznego. Dziadek (artysty) przyjechał do Bonn, by zostać kapelmistrzem, w roku śmierci arcybiskupa i dziewięć lat przed przyjściem na świat kompozytora. Bardzo kulturalny arcybiskup Klemens August był bratem elektora bawarskiego, który w latach czterdziestych XVIII wieku na krótko przerwał sukcesję habsburską i został cesarzem. Arcybiskup rezydował w Bonn […], wybudował sobie kilka pałaców, łącznie z bardzo rozkoszną ( 🙂 ) rezydencją w niedalekim Brühl, która miała okazałe schody, a w ogrodzie letni dom nazywany Pałacem Indyjskim, mimo, iż wybudowano go w stylu chińskim. Lubił polować z sokołem, dosiadając swych angielskich koni przeznaczony do łowów. Grywał też na  violi da gamba.

Syn owego kapelmistrza, ojciec kompozytora śpiewał w chórze. Ożenił się, popełniając mezalians z owdowiałą córką pałacowego kuchmistrza w jednym z pałaców. Rozpił się i małżeństwo nie było szczęśliwe. Matki kompozytora nigdy nie widziano uśmiechniętej, uważała, że „życie to odrobina radości i łańcuch smutków” (… brzmi jak osiemnastowieczna żeńska wersja Rogera Watersa, przyp. mój). Przy życiu utrzymało się troje dzieci: Ludwig, Caspar urodzony w 1774 roku i Johann, który przyszedł na świat dwa lata później.

Beethoven urodził się na tyłach skromnego domu przy ulicy Bonngasse, kilka metrów od placu targowego i bramy otwierającej drogę do Kolonii. […] W późniejszych latach nie był pewien swojej dokładnej daty urodzenia. Wydaje się prawdopodobne, że moment przyjścia na świat Beethovena od jego chrztu, 17 grudnia 1770 roku dzielił jeden dzień. Mniej więcej szesnaście miesięcy wcześniej na Korsyce urodził się Napoleon…

Tak zaczyna się historia jednego z największych kompozytorów muzyki w dziejach ludzkości. Dlaczego – jednego z największych? Wystarczy posłuchać muzyki, o której więcej w dziale recenzje…

Read Full Post »

Jesień tradycyjnie jawi się historycznymi akcentami. Muzycznymi też, m.in. za sprawą niedawnego festiwalu w Antoninie. Przypomnijmy zatem te historyczne. Początek XIX wieku. Polski nie ma. Europą rządzi Święte Przymierze. Mimo to, we Francji wybucha znowu rewolucja przeciw Bourbonom, kończąca ostatecznie ich przygodę z tronem francuskim (a przy okazji Eugène Delacroix maluje swój słynny obraz). Belgowie wywołują powstanie, które zapewni im wyzwolenie spod dominacji holenderskiej i ostatecznie niepodległe państwo istniejące do dziś. Polacy, pod rządami cara Aleksandra, mając ochłapem rzucone pseudosamodzielne Królestwo Polskie , patrząc na przykład krajów zachodniej Europy próbują tego samego. Bitwa Pod OstrołękąW kraju mocno wrze, a to za sprawą wprowadzenia cenzury, skazania Łukasińskiego, rozbicia aresztowaniami i rozwiązania wielu organizacji, likwidacji jawności obrad sejmowych, prześladowaniach filomatów i filaretów. W takich to okolicznościach w 1830 roku Fryderyk Chopin pisze swoje koncerty fortepianowe. Pierwszy publiczności prezentowany jest koncert nr 2, napisany w tonacji f-moll, wydany później pod oznaczeniem op. 21. Chopin wykonuje go osobiście, w Warszawie w Teatrze Narodowym. Pół roku później Fryderyk daje kolejny, tym razem pożegnalny koncert w Warszawie. Dzieje się to tuż przed jego wyjazdem z Polski (na stałe, jak się później okaże). Wykonuje wtedy swój koncert fortepianowy e-moll op. 11, o którym prasa ówczesna napisała „jest to utwór geniusza”, a który otrzyma oznaczenie numerem 1. Dzieje się to 11 października 1830 roku.  2 listopada wyjeżdża z kraju do Wiednia, gdzie zastaje go wieść o wybuchu powstania listopadowego. „Przeklinam chwilę wyjazdu” miał wówczas powiedzieć do swoich przyjaciół w Wiedniu, którzy powstrzymali go przed powrotem do kraju.

Jakie to były czasy, słychać w obu koncertach fortepianowych.  Szczegóły w recenzji.

Obraz bitwy pod Ostrołęką zaczerpnięty z Wikipedii.

Read Full Post »

Plakat autorstwa Rosława Szaybo

Plakat autorstwa Rosława Szaybo

Jedne są bardziej szkodliwe, inne mniej. Związane z różnymi sferami zainteresowań człowieka. Sprawiają bądź to przyjemność zbzikowanemu, bądź temuż osobnikowi i jego otoczeniu. No i są też takie, które do przyjemnych nie należą – i tymi się zajmować nie zamierzam.

Ten mój nieszkodliwy, acz zupełnie przyjemny bzik to zbieranie i słuchanie koncertów fortepianowych Fryderyka Chopina. Ogólnie rzecz biorąc obu (no, dużo ich nie ma) bez wyjątku, choć ze wskazaniem na koncert e-moll. Mam ich już trochę. Znaczy wersji. Słyszałem więcej niż mam, a nie posiadam wszystkich, które słyszałem, bo jedne z nich albo niestety nie dostąpiły łaski zapisu dźwiękowego dla potomności (szkoda), albo też niestety dostąpiły (też szkoda) i nic dobrego z tego nie wynikło.

Wracając do tematu – zaczęło się to moje bzikowanie gdzieś w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Muzyka wówczas docierała do nas głównie z radia, odtwarzacz CD jawił się mi urządzeniem iście z kosmosu, a gramofon… właściwie dopiero-co kupiłem (hm… można nie wierzyć, ale za … pieniądze uzyskane ze sprzedaży prince-polo w Berlinie Zachodnim).  Płyt było jak na lekarstwo, pamiętam, że po „Tak! tak!” Obywatela G.C. uciekłem ze szkoły i stałem w kolejce chyba ze 3 godziny. No, ale to wówczas był hit nad hity!

Miałem na szczęście zaprzyjaźnioną Panią Sprzedawczynię w księgarni w moim małym miasteczku. Zaprzyjaźnioną, dzięki czemu nie musiałem się obawiać, że np. Dzieła Wybrane Juliusza Słowackiego wydane przez Ossolineum lub inne rarytasy (dla przykładu … „1984” Orwella) przejdą mi koło nosa. W razie wątpliwości wyjaśniam, że książki to i owszem, zostawić mogła, ale hity na płytach winylowych nie wchodziły w rachubę, bo po prostu na tę moją wieś nie docierały!!! Zabawne, że właśnie też dzięki tej samej osobie w ręce wpadła mi płyta z zapisem historycznego koncertu.

Jakiego? Ano, Krystian Zimerman, zwycięzca Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina zagrał w finale tegoż konkursu właśnie jego I koncert fortepianowy e-moll. Zagrał w sposób tak niewyobrażalnie piękny, liryczny, przeszywający i cudny, że do teraz muzyka ta wzbudza we mnie poczucie wysłuchania jej „na kolanach”. Superlatyw mogłoby być więcej, ale to nie jest tematem tego wpisu. Może kiedyś uda mi się ten koncert w TYM właśnie WYKONANIU opisać. Póki co, słucham sobie tej płyty od czasu do czasu, zachwycając się nią za każdym razem na nowo i jeszcze mocniej.

Zaczęło się zatem od Zimermana, a później, chcąc nie chcąc wpadłem w ten ciąg, który trwa do dziś. Gdybym miał segregować wg ważności te albumy, w życiu nie napisałbym tego tekstu. Podaję więc listę wykonawców, którzy z koncertami fortepianowymi Chopina się zmierzyli i wyszli z tej konfrontacji z tarczą. Kolejność przypadkowa.

Krystian Zimerman – Chopin Piano Concertos no.1 & 2 (Deutsche Grammophon 1999).

Martha Argerich – Chopin Piano Concerto no. 1 / Liszt Piano Concerto no. 1 (Deutsche Grammophon 1996);

Lang Lang – Chopin: Piano Concertos (Deutsche Grammophon 2008)

Arthur Rubinstein – Chopin Piano Concertos 1 & 2 (RCA 1961 – Living Stereo SACD 2005)

Wymieniłbym jeszcze … znajdującą się w moich zbiorach płytę Rafała Blechacza, ale … zła wiadomość jest taka, że zapis koncertu z konkursu chopinowskiego z 2005 roku niestety nie jest najlepszej jakości. Dobry news jest taki, że już w przyszły piątek (25.09.2009 r.) ukazuje się nowy album Blechacza właśnie z koncertami fortepianowymi Chopina, nagrany z towarzyszeniem Concertgebouw Orchestra z Amsterdamu.

Evidence Of AutumnI na koniec dwie wieści koncertowe. Najpierw – radocha – już dziś w Antoninie k. Ostrowa koncert w ramach festiwalu Chopin w barwach jesieni. Relacja wkrótce. A drugi news? Ano, gdyby ktoś chciał zobaczyć i posłuchać świetnego (mam nadzieję) wykonania I koncertu fortepianowego Chopina, będzie miał ku temu okazję, jeśli tylko wybierze się do pałacu w Pszczynie. Tam, 22 listopada br. wystąpi  Beata Bilińska.

WielkopolskaA tymczasem, w oczekiwaniu na festiwale czas umilą nam … Arthur Rubinstein grający Larghetto z drugiego koncertu f-moll, op. 21. A zaraz po nim – Alfred Cortot grający ten sam koncert – tyle, że wersja z … 1935 roku. Posłuchajcie tego samego, a jakże innego Larghetto. Mistrz i Mistrz!

Read Full Post »