Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘barok’

Czasy się zmieniają. Dziś bez instrumentów elektronicznych ciężko wyobrazić sobie współczesną muzykę. Gdyby nie gitara elektryczna, to nie powstałyby epokowe dzieła muzyki rockowej. Gdyby nie kontrabas, jazz pewnie nigdy nie przebiłby się ze spelun Nowego Orleanu. Gdyby nie fortepian, muzyka koncertowa dalej tkwiłaby gdzieś na salonach Hohenzollernów czy innych Habsburgów. A gdyby nie skrzypce, dalej marzlibyśmy gdzieś w kościelnych nawach, słuchając głosów śpiewających wyłącznie religijne wersety. Gdyby… no dobra, trochę przesadziłem, ale coś jednak w tym jest, że każda epoka w muzyce ma swój ulubiony, ukochany instrument. Wokół którego buduje się całe brzmienie orkiestry. Ansambla. Zespołu. Whatever…

W kompozycjach barokowych takim instrumentem stały się skrzypce. Ich rozwój związany był z muzyką włoską (czyt. z miastami: Brescia, Neapol, Mediolan) A najbardziej z Cremoną. Siedzibą rodu Amatich, która wykształciła całą rzeszę znakomitych lutników, w tym tego najsłynniejszego – Antonio Stradivariego. Wspólnie z uczniami wykonał on blisko tysiąc instrumentów, a do naszych czasów zachowało się ich około 600. W tym najstarszy, z 1666 roku oraz najsłynniejszy: skrzypce „Mesjasz”, które od ukończenia w roku 1716 pozostały w posiadaniu Stradivariego i obecnie wystawione są w angielskim muzeum Ashmolean w Oksfordzie.

Ale – ale… same skrzypce to jednak za mało, by grać muzykę barokową. Poza instrumentami smyczkowymi niezbędne są też inne instrumenty, mające za zadanie zbudować stosowne tło dla solowych popisów skrzypków. Liczyć tu można było zatem na organy, klawesyny a także… dęciaki. Głównie flety, oboje, fagoty, a nade wszystko najbardziej wyraziste ze wszystkich: trąbki. I tak dochodzimy do sedna naszego wpisu. Recenzji albumu, który znajdziecie w stosownej zakładce.

Read Full Post »

… piątek września to data różnych premier muzycznych. Swój nowy album zaprezentowała grupa Riverside (i jest on, WOW, to mało powiedziane), ale muzyki rockowej w Klasycznej Niedzieli nie słuchamy. Tzn. słuchamy, ale nie polecamy. No dobra, polecamy, ale… się nią nie zajmujemy. 28 września br. to takoż data premiery albumu artysty, którego na tym blogu nie raz się wspominało. I to wspominało się z radością. Mowa o Fabio Biondim, któren był właśnie zaprosił nas na swą absolutnie czarowną płytę z koncertami, no a jakżeby inaczej… Antonia Vivaldiego. Vivaldi: Concerti per violino VI „La boemia” to wysmakowana kwintesencja elegancji, prostoty i wdzięku, porywająco i wybornie wykonana. Ale to akurat względem dzieł włoskiego mistrza skrzypiec żadna nowość. Jak już oswoję z większością nagrań, skrobnę coś więcej. A póki co… takie prześliczne larghetto z koncertu g-moll RV 330.

Ech, ależ ja uwielbiam ten śpiewny tryl skrzypiec, tak lekko wpijający się w duszę gdzieś po około minucie od rozpoczęcia utworu. Aż chciałoby się krzyknąć: „chwilo trwaj!” Cóż… miłej niedzieli 🙂

Read Full Post »

Ależ proszę bardzo. Voila!

A grają tak…

Read Full Post »

…gdy zaczniemy go sobie od takiej wyjątkowo zgrabnej arii Geminiano Giacomellego. Na wokalu, jak się to zwykło w czasach nowożytnych mówić – Ann Hallenberg. Na skrzypcach (i orkiestrze przy okazji rzecz jasna) … nasz ulubieniec. Stefano Montanari. Grajmy…

Read Full Post »

… współczesnych nam artystów, gdy powielają znane motywy w kolejnych swoich dziełach. Autoplagiat – krzyczymy ze zgorszeniem – jakby to była wyłącznie domena naszych czasów. A przecież… taki Jerzy Fryderyk Händel… weźmy dla przykładu jedną cudną melodię. Pochodzącą z III aktu opery Almira instrumentalną sarabandę przerobił on wszak na arię Lascia la spina z oratorium Il Trionfo del Tempo e del Disinganno (HWV 46a), a potem raz jeszcze machnął ów temacik jako Lascia ch’io pianga z opery Rinaldo (HWV 7). Tak że ten…

A, zapomniałbym. Ten demaskatorski wpis miał w sumie być pretekstem, byśmy sobie posłuchali, jak ślicznie się nam tu „spina” wokalnie Lucia Martin-Cartón i orkiestrowo Les Arts Florissants Williama Christiego. Dobrego dnia…

Prawda, że piękne?

Read Full Post »

poznan-baroque-2016… już oficjalnie zaprogramowany. Późno, bo późno (jakieś 2 tygodnie temu pojawiły się przecieki, że w ogóle będzie), aż wreszcie dziś pojawił się program festiwalu. Jak zwykle oparto go na muzyce i zespołach kameralnych, czasami pozwalając na bardziej rozbudowane formy, a czasami na… występy prawie-że solowe. Generalnie jednak organizatorzy trzymają się założeń programowych i dobrze, bo formuła Poznań Baroque podoba mi się to bardzo. No to teraz konkrety, czyli na co warto pójść? Jak ktoś może, to na wszystko. A jak nie może, to na wybrane koncerty, bo zaprawdę jest w czym wybierać.

Może zatem warto pójść na otwierający festiwal koncert (4.11.2016, godz. 18.00, Sala Wielka CK Zamek) o charakterystycznym dla Poznań Baroque tytule: „Orkiestrowy Telemann w wersji kompaktowej”? Telemannowskie suity, ale… w wersji nie na orkiestrę, a na kameralny zespół? Czyli zupełnie inaczej, niż przywykliśmy. Od razu przypominają mi się Cztery Pory Roku Vivaldiego z Poznań Baroque 2013. Całkowicie nowe doznanie muzyczne, zważywszy na to, z jakiego rodzaju twórczością mieliśmy do czynienia. Zagra Ensemble Masques, który wystąpi na tegorocznym festiwalu jeszcze raz – następnego dnia, tj. 5 listopada (znowu Sala Wielka CK Zamek, godz. 20.30), z cyklem jeszcze bardziej frapującym: „Przed Bachem grano też na skrzypcach”… a w programie utwory oczywiście Bacha, Rosenmüllera, Schmelzera, von Bibera i … uwaga, uwaga – bardzo przeze mnie lubianego, ale nigdy na koncercie nie słyszanego – Romanusa Weichleina (TEN album dalej należy do moich ulubionych w kolekcji) . O tak, na tenże koncert z pewnością się wybiorę.

A przecież to nie wszystko.

Drugi dzień festiwalu to nie tylko proponowany przeze mnie koncert Ensemble Masques, ale przede wszystkim występ znanej z Arte Dei Suonatori Joanny Boślak – Górniok i jej zespołu KORE. In genere się wydaje, że na wszystko, co zagra Kore winno się pójść i basta. No bo jak nie pójść na wybrane concerti grossi z op. 6 Jerzego Fryderyka Handla? Właśnie 5 listopada, tyle, że o 18.00 (CK Zamek). Albo na „Il grande pasticcio neapolitano” czyli fragmenty oper neapolitańskich skomponowanych przez N. Porporę, A. Scarlattiego i G.B. Pergolesiego? #niedasie i tyle.

Zrobiłem rachunek sumienia i … mimo, iż bilety tanie, to tanio nie będzie. Nie bardzo jest z czego rezygnować. Zresztą sami zobaczcie. Program w linku.

 

Read Full Post »

Taki obrazek…

taka muzyka jak w linku.

 

* dziękuję, Gosiu 🙂

Read Full Post »

Older Posts »