Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Chiara Banchini’

…szaleństwa z wieczora. czyli Il Furibondo i jego concerti grossi. Nic, tylko zanurzyć się w taką muzykę.

Read Full Post »

… jest jak ta sonata Albinioniego. Mógłbym jej słuchać zawsze, w dzień i w nocy. Ech…

Read Full Post »

… i w ów nie zaszkodzi.

Bo gdyby ktoś się zastanawiał, co tu nowego można sobie zapodać w jutrzejszy niedzielny, wiosenny poranek to jako się rzekło onegdaj przy tworzeniu tego bloga – śpieszę z pomocą. Wszak classic on sunday morning winno w oczywisty sposób na takie zapotrzebowania odpowiadać. W dziale recenzje zatem znajdzie się akuratna na ten dzień recenzja płyty Giuseppe Valentiniego, a poniżej króciutki link z wiadomego z serwisu, przybliżający nam wiedzę o tym, jak grają…

Tak się ten album zaczyna. A jak się kończy? To już w dziale recenzje…

Read Full Post »

Dziś rano, w drodze do pracy Marek Lenert w swojej korespondencji dla Programu III PR przypomniał ponownie sprawę zawalonego przez góry śmieci Neapolu. I skoro padło słowo Neapol, to od razu przypomniało mi się słynne hasło, które dziś można sparafrazować następująco: „poczuć Neapol i umrzeć”.

Skoro zaś mowa o Neapolu, to nie zamierzam pisać o problemie cywilizacyjnym, bo przecież nie o tym jest ten blog. Jednak wywołana do tablicy nazwa miasta przypomniała mi o albumie, którym zasłuchuję się od jakiegoś czasu, a który – za sprawą informacji z wczoraj akurat – tym bardziej ‚gra’ mi w duszy (w ajfonie, w samochodzie, w laptopie i wieczorami w salonie… normalnie aż strach otworzyć lodówkę). Mowa o Concerti Napolitani per Violoncello, którego recenzję znajdziecie TU.

Tam też konkrety przywołanej powyżej wiadomości – choć szczerze powiem, miła to ona nie jest 😦

Read Full Post »

Wiem, mało odkrywcze to stwierdzenie, spopularyzowane zresztą również muzycznie przez naszego Genialnego Artystę, ale człowiek, jak to człowiek, wiecznie się dziwi. W czasach, gdy muzyka klasyczna niewiele dla mnie znaczyła, słuchałem – pamiętam z niezwykłą radością – nagrań zespołu Renaissance (hehe, cóż za nazwa, prawda!?). A wśród nich – utworu „Cold is being” z albumu „Turn Of the Cards”. Po latach okazało się, że melodia do tego nagrania napisana została przez Tomaso Albinioniego, a wszyscy, co się choć trochę na muzyce znają doskonale kojarzą jego Adagio.

Potem, jak już liznąłem trochę klasyki, okazało się, że Albinioni wcale tego utworu nie napisał. Owszem, jego autorstwa jest linia basu w tym nagraniu, a reszta przepadła po tym, jak amerykańska 8 Armia w lutym 1945 roku wpadła razem z Angolami na wizytę nocną.  To co się przetrwało alianckie bombardowanie, zostało uzupełnione resztą instrumentów (choć raczej trzeba by powiedzieć, że to linia basu uzupełniła kompozycję) przez włoskiego muzykologa, krytyka i … ostatecznie trzeba napisać KOMPOZYTORA – Remo Giazotto, który przyznał, że całość nagrania poza właśnie ową linią basu to jego kompozycja (swoją drogą ciekawe, czy wówczas von Karajan tak chętnie grałby to na koncertach).

A potem zacząłem słuchać klasyki na poważnie (hyhy, kiedyś mówiło się na ten rodzaj muzyki: „muzyka poważna” – też się zastanawiam, co za /—– ocenzurowano/ to wymyślił) i Adagio Giazotty i Albinioniego poszło w zapomnienie. Podobnie, jak cały Albinioni, którego przytłoczyli wręcz niemieccy kompozytorzy barokowi. A niesłusznie.

Nadrabiając zatem – w zakładce RECENZJE –  kilka słów zachwytu nad debiutantami na  blogu: oklaski zbiera zarówno znakomita  skrzypaczka Chiara Banchini , jej świetny  zespół Ensemble 415, jak i wytwórnia ZIG-  ZAG. Jak dla mnie – to zdecydowanie PŁYTA  MIESIĄCA (może czas zacząć nadawać takie rangi…).

Read Full Post »