Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Chopin’

#dwiedaty #dwieimprezy

Wiadomo dlaczego. Bo… nie wiadomo, kiedy dokładnie urodził się Fryderyk Chopin. Czy 22 lutego, czy też 1 marca. W sumie, to nie ma znaczenia – świętujmy 🙂 przez cały rok.

 

chopin

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ten uroczy plakat pobrany z fanpage’a NIFC. Dziękuję. No to zagrajmy. Może tak?

Reklamy

Read Full Post »

My, Stanisław August, z Bożej Łaski Król Polski, Wielki Książe Litewski et c., et c., et c.

Nie szukając w ciągu królowania naszego innych korzyści lub zamiarów, jak stać się użytecznym ojczyźnie Naszej, byliśmy także tego zdania, iż opuścić należy tron w okolicznościach, w których rozumieliśmy, że oddalenie Nasze przyłoży się do powiększenia szczęścia współziomków Naszych lub też przynajmniej umniejsza ich nieszczęścia; przekonani teraz, że pieczołowitość Nasza na nic się ojczyźnie Naszej nie przyda, kiedy nieszczęśliwa zdarzona w niej insurekcja pogrążyła ją w teraźniejszy stan zniszczenia, i rozważywszy, że środki względem przyszłego losu Polski koniecznie potrzebne z powodu naglących okoliczności, a od Najjaśniejszej Imperatorowej Wszech Rosji i innych sąsiednich mocarstw przedsięwzięte, jedynymi są do przywrócenia pokoju i spokojności współobywatelom Naszym, których dobro zawsze było najmilszym przedmiotem starań Naszych — postanowiliśmy przeto z przywiązania do spokojności publicznej oświadczyć, tak jako też niniejszym aktem najuroczyściej ogłaszamy, że wolnie i z własnej woli wyrzekamy się bez ekscepcji wszelkich praw Naszych do Korony Polskiej, do Wielkiego Księstwa Litewskiego i innych należących do nich krajów, jako też znajdujących się w nich posesji i przynależytości ; akt ten uroczysty abdykacji korony i rządu Polski w ręce Najjaśniejszej Imperatorowej Wszech Rosji składamy dobrowolnie i z tą rzetelnością, która postępowaniem Naszym w całym życiu kierowała. Zstępując z tronu, dopełniamy ostatniego obowiązku królewskiej godności, zaklinając Najjaśniejszą Imperatorową, ażeby macierzyńską swą dobroczynność na tych rozciągnęła, których królem byliśmy, i to wielkości Jej duszy działanie wielkim swym sprzymierzeńcom udzieliła. Akt niniejszy dla większego waloru podpisaliśmy i pieczęć nań Nasza wycisnąć rozkazaliśmy.

Działo się to w Grodnie dnia 25 listopada, a roku 32 panowania Naszego Stanisław August, król.

Smutno tak…

 

Read Full Post »

Dziś kolejny dzień przesłuchań finałowych XVII Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Artyści: Eric Lu (który we wcześniejszych etapach grał ładnie, ba, nawet można powiedzieć, że pięknie i na finały zasłużył, ale specjalnie jakoś to mnie nie porwał) z USA, Szymon Nehring (jedyny Polak wśród finalistów) oraz Georgijs Osokins, pianista z Łotwy (który ekspertów w studiu TVP Kultura i radiowej Dwójce wprowadzał swoimi występami w jakiś amok).  Słowem: bardzo różni artyści, prezentujący odmienne style gry. Podobnie jak wczoraj byłem przekonany, że ta najbardziej wyrazista postać – czyli Łotysz – będzie przysłowiowym killerem całego show. Że wyjdzie i zagra tak wyśmienicie, jak  choćby pamiętnego Poloneza As-dur op. 53. Że przyćmi poprzedników i tyle ich będziemy widzieli (pamiętali).

Nic bardziej błędnego. Wspaniale, po prostu wyśmienicie rozpoczął Eric Lu. Cofam wszystko, co złego o nim wcześniej sobie pomyślałem. Tak lekko, wdzięcznie, z wyczuciem i natchnieniem, jak wykonał koncert e-moll nie zagrał jeszcze na tym konkursie żaden pianista. I choć Kate Liu z wczoraj zdecydowanie nie przebił, to na podium zasługuje. Zaraz za Kate. Minimalnie przed Aimi. A Nehring? Cóż. Zachwycił ekspertów. Mnie nie. Jakoś tak walczył z fortepianem, miałem wrażenie, że orkiestra dawała mu fory tam, gdzie mógłby mieć braki. Poprawnie, lepiej niż Chorwat, lepiej niż Koreańczyk z wczoraj (ale dodatkowe punkty ma za pochodzenie). Widocznie spięty, zbyt zgarbiony. Jest finalistą. I to dla niego wystarczająca nagroda.

I na koniec Łotysz. Znowu ta sama sceniczna poza: marynarka, koszula i pewność siebie. Wyszedł i zagrał. I trochę przekombinował. Konkursu nie wygra się zmieniając tu i ówdzie wykonywane dzieło. A koncert e-moll w jego wykonaniu brzmiał inaczej. Jakby mroczniej, chwilami ciężej. To taki romantyzm, w którym Król Olch już zabrał co jego i nie można liczyć, że ktoś nas zratuje przed widmami strzyg i upiorów. Tu inaczej, tam inaczej i … choć słuchało się tego znakomicie, to bardzo, ogromnie się zdziwię, gdyby Osokins wygrał konkurs. Myślę, że nawet jeśli Jury dopuszcza myśli o swobodzie wykonawczej, poszukiwaniu nowego brzmienia, to łotewski pianista poszedł o jeden krok za daleko. Za takie granie nawet należałoby mu się standing ovation, ale… nie na Konkursie.

Jak powinno się grać ten koncert? Ano tak:

Read Full Post »

… ilekroć słucham tego wykonania, jakoś tak zastygam oczarowany…

Ach, cieszymy się, że Amerykanka przeszła do kolejnego etapu…

Read Full Post »

plakat

Read Full Post »

Taki wpis na dziś…

Gdy umierał, był lipiec. Chorował od dłuższego czasu, na chorobę, która była największą zmorą kompozytorów tamtych czasów. Miał spore problemy ze wzrokiem, dopadła go zaćma co tylko spotęgowało jego cierpienia. Nie dość, że nie widział, to przeszkadzało mu to w realizowaniu największej pasji swojego życia. Komponowanie stało się mordęgą. Poszukał więc pomocy u specjalisty. Angielski chirurg okulista, ten sam, co później leczył Händla przeprowadził w końcu operację. Po niej na chwilę się poprawiło, ale potem wdało się zakażenie. Spotęgowała wszystko rozpacz i frustracja, wskutek czego Jan Sebastian Bach umarł na wylew krwi do mózgu 28 lipca 1750 roku. I… „ze strony lipskiej nie było ani minuty żalu. Bach został zastąpiony przez niejakiego Harrera. Członek Tajnej Rady Królewskiej w Ministerstwie Wojny, burmistrz Stieglitz obwieścił, że szkoła potrzebuje kantora a nie kapelmistrza”. 

I tyle. Największy kompozytor wszech czasów umarł jak żył. Na uboczu. Prawie w samotności. Bez rozgłosu. Nawet nie do końca wiadomo, gdzie go pochowano. Jakże inaczej, niż Mozart. Oddajmy tu głos Michaelowi Steenowi:

„…Ostatnia choroba Mozarta trwała 15 dni. Nigdy nie cieszył się dobrym zdrowiem, a ponadto był przepracowany i zestresowany. Fama głosi, że choroba zaczęła się puchnięciem rąk i stóp oraz niemal całkowitą niemożnością wykonania jakiegokolwiek ruchu… Zachował pełną świadomość; stracił ją dopiero dwie godziny przed śmiercią. W dniu, w którym zmarł przyniesiono mu do łóżka partyturę Requiem. – Czyż nie mówiłem, że piszę to Requiem dla siebie? – zapytał… Mniej więcej dwie godziny przed śmiercią dostał konwulsji i zapadł w śpiączkę. Potem, godzinę przed śmiercią próbował usiąść, szeroko otworzył oczy i z powrotem opadł z głową odwróconą do ściany…” Był grudzień 1791 roku. Świat chwiał się w posadach.

Pochowano go na podmiejskim (wtedy) cmentarzu Sankt Marxer Fiedhof we wspólnym grobie. Ceremonię opłacił baron van Swieten. Zaiste, osiemnaste stulecie nie potrafiło należycie uczcić odejścia wielkich ludzi swoich czasów.

Na koniec więc będzie inaczej. Znowu oddajmy głos Steenowi:

Przyjaciele znaleźli mu ładne, słoneczne mieszkanie przy placu Vandome. Delfinę Potocką poproszono, by zaśpiewała dla niego 15 października, w dniu, w którym otrzymał Ostatni Sakrament. Słuchał, ale nie mógł mówić… Potocka musiała więc się zmuszać do śpiewania tłumiąc szloch. Gdy umarł, Auguste Clesinger zrobił gipsowe odlewy jego udręczonej twarzy i dłoni; owych drobnych dłoni z wyjątkowo smukłymi i delikatnymi palcami. Malarz Teofil Kwiatkowski wykonał kilka szkiców jego twarzy. Serce przekazano w urnie do Warszawy i umieszczono w kościele p.w. św. Krzyża niedaleko od miejsca, w którym niegdyś mieszkał…”

Inne stulecie. Inny naród. Zupełnie inaczej, prawda? Chopin umarł 17 października 1849 roku. Na pogrzebie wykonano fragmenty Requiem Mozarta, a organista Louis Lefebvre – Wely wykonał fragment sonaty b-moll znany potocznie pod nazwą marszu żałobnego Zmarłego Artysty.

Trzy życia, które wspominamy, bo po sobie zostawiły pomnik trwalszy niż ze spiżu. A iluż jest takich, którzy patrząc w takich kategoriach – nie zostawili po sobie prawie nic? A i tak pamiętamy. Do zobaczenia, Tato.

 ps. w treści wykorzystałem fragmenty książki Michaela Steena „Wielcy kompozytorzy i ich czasy”, wydanej w 2009 roku przez Dom Wydawniczy Rebis.

A ten marsz idzie tak…

Grał Artur Rubinstein.

Read Full Post »

… 17 września 1939 roku. PAMIĘTAMY! NIGDY IM TEGO NIE WYBACZYMY! Ani nie zapomnimy…

W wrześniu 1939 roku ten kompozytor trafił na listę zakazanych. Nie wolno go było grać, odtwarzać, pomniki zwalano i niszczono. A Artysta, który jego koncert wykonuje wkrótce – gdyby miał pecha być w Polsce – zniknąłby, jak kilka milionów podobnych mu, choć bezimiennych bohaterów. Nie doszłoby do tego, gdyby nie ten zdradziecki cios w plecy ze strony państwa, które gardziło wszystkimi i wszystkim. W szczególności Polską i Polakami.

To posłuchajmy, jak rok przed tamtymi wydarzeniami, w 1938 roku, gdy świat umywał ręce od sprawy Austrii i Czechosłowacji (coś jak dziś na Ukrainie) grał Chopina Artur Rubinstein wraz z Londyńską Orkiestrą Symfoniczną prowadzoną przez Johna Barbirolliego. Całość nagrał słynny amerykański Victor na płytę 78 obrotów.

https://archive.org/embed/ChopinPianoConcertoNo.1

Read Full Post »

Older Posts »