Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘chorał’

Adorate Deum, omnes Angeli ejus:
audivit et laetata est Sion: et exal taverunt filiae Judae.
Dominus regnavit, exsultet terra:
laetentur insulae multae.

Niby proste. Śpiewa się to tak:

A dlaczego taka muzyka? Ano dlatego…

Reklamy

Read Full Post »

HIP. Owy, pojawiający się od czasu do czasu termin określający poszukiwanie autentyzmu wykonawczego w muzyce może być kolejnym słowem – kluczem, które kreuje a nie opisuje rzeczywistość. Jest bowiem całkowicie prawdopodobnie, że zwolennicy i przeciwnicy historically informed performance stając w szranki wzajemnych oskarżeń (choć przeciwnicy HIP są raczej w odwrocie, przyznaję) tak zapalczywie bronią swoich okopów, że sama kwestia muzyki schodzi na plan dalszy.

Argumenty przytaczane przez strony są różnorakie, przytaczać ich nie zamierzam, ale wydaje się, że zgodność co do jednej kwestii między obozami można jednak wynegocjować: gdzie to jest możliwe – tam warto próbować wykonywać muzykę klasyczną w miarę możliwości zgodnie z pierwotnymi założeniami.

No właśnie: owe pierwotne założenia. Z tym – zwłaszcza w odniesieniu do muzyki dawnej bywa krucho. O ile bowiem jeszcze jako tako, za sprawą gutenbergowskiego wynalazku opisy technik wykonawczych muzyki barokowej pozwalają się odkryć na nowo, o tyle … muzyka średniowieczna, zwłaszcza ta z ciemnych wieków wczesnego chrześcijaństwa pozostaje (i pewnie się to szybko nie zmieni) w znacznej mierze oparta na domysłach i poszlakach. Nie istnieją bowiem dokładne traktaty, jak chorały ambrozjańskie czy starorzymskie powinno się wykonywać. A skoro nie istnieją, to… nasza próba ich odtworzenia, oparta na analizie różnych wskazówek pośrednich, zawartych w innych dziełach (niekoniecznie muzycznych) będzie li tylko próbą, swoistą interpretacją.

Prawdziwa muzyka dawna bowiem nie istnieje. To czego słuchamy, to tylko nasze o niej wyobrażenie.

Ok, tyle wprowadzenia, pogmatwanego i specjalnie nie wgłębiającego się w problem. Celowy zabieg, gdyż muzyka, jaką anonsuje najłatwiejszą nie jest. Ba, moim zdaniem to jedna z najtrudniejszych  muzycznych podróży w czasie i przestrzeni, z jaką było mi dane się spotkać. Oto anons do działu RECENZJE, a poniżej próbka muzyki. Oba linki – tylko dla odważnych.

Read Full Post »

Stile antico, dosłownie „styl antyczny”, termin donoszący się do muzyki z XVI (a czasami i wcześniej) wieku. Samo wyrażenie tyczy się głównie kształtu kompozycji, opartej na palestrinowskiej wizji muzyki i często przeciwstawianej nowoczesnej (a raczej „nowszej” od Palestriny) harmonii w muzyce, stosowanej przez Claudio Monteverdiego. Stąd „stile antico” konfrontowane z „stile moderno”. Tak jak Palestrina wykorzystując kościelną śpiewność chorałów gregoriańskich wpisał w strukturę utworów swoje znakomite akordy (słynne akordy Palestriny!) – ale w jego kompozycjach i tak zawsze najważniejszy był tekst, tak Monteverdi – odwrotnie, zrobił wszystko, by do napisanej przez siebie znakomitej melodii dopasować słowa śpiewane, czy to przez solistów, czy też chór. Tak powstał barok w muzyce, a renesans miał popaść w zapomnienie na całe lata. Przynajmniej w znaczeniu dosłownym.

Późniejszy rozwój muzyki sprowadził się jednak do tego, że style zaczęły się mieszać i uzupełniać. Taki na ten przykład Bach (Jan Sebastian)  w swojej Mszy h-moll zawarł części pisane zarówno w stile antico, jak i w stile moderno. Korzystali z tego splątania stylów i Mozart, i Beethoven. Jakakolwiek więc próba uzurpowania sobie przez wykonawców współczesnej muzyki popularnej prawa do odkrywczego „mieszania gatunków celem stworzenia nowej jakości” brzmieć będzie cokolwiek śmiesznie. O siedemnastowiecznym samplingu napiszę jeszcze osobno.

Stile Antico to również zespół wykonujący muzykę dawną. Renesansowe pieśni Thomasa Tallisa i Williama Byrda znalazły na łamach Klasycznej Niedzieli swoje miejsce i czas. Zainteresowanych odsyłam do recenzji (w linku), chętnych posłuchania, co można zrobić z ludzkim głosem – zapraszam do wiadomego serwisu. Stile Antico wydali album w 2009 roku, na którym w absolutnie porywający sposób wykonują zarówno anonimowe pieśni religijne, jak i kompozycje zapomnianych mistrzów szkoły niderlandzkiej (Jacob Clemens non Papa), hiszpańskiej (Francisco Guerrero), flamandzkiej (Nicolas Gombert) czy francuskiej (Jean L’Héritier). Oczywiście na płycie nie mogło zabraknąć miejsca dla Palestriny i bliskiego mu stylistycznie Hiszpana – Tomasa Louisa de Victoria. Więcej pewnie w dziale recenzje już wkrótce. Zapomniałbym – gdyby ktoś bardzo szukał odniesień do muzyki popularnej, to … Stile Antico w 2008 roku towarzyszyli na części trasy koncertowej artysty znanego u nas jako Sting. Podczas promowania albumu Songs from The Labirynth

Jak dla mnie – jedna z płyt 2009 roku. Oczywiście, gdybym podsumowywał rok…

Read Full Post »

Jak w tytule…

 Czy jesteśmy muzyczną pustynią? Ano jesteśmy. Bo kulturalnie, patrząc przez pryzmat (a właściwie słuchając) muzyki klasycznej – nie istniejemy. Przynajmniej w kategoriach europejskich. Nie ma nas. Prawie żadnych okoliczności łagodzących. Pozamiatane, ot, co! Nie no, zaraz, ktoś powie: a Chopin? No tak, jasne. Tyle, że to prawie-nikt. Proszę się nie obruszać, nie dezawuuję znaczenia muzyki naszego Wielkiego Kompozytora, po prostu stwierdzam fakt, że jeden wyjątek wiosny nie czyni.  Jak popatrzymy na osiemnasto-dziewiętnastowieczne Niemcy (przyjmijmy umownie taką nazwę) lub … Austrię (też nie szukajmy punktów do dyskusji w nazewnictwie państwowym), to aż skóra cierpnie z wrażenia. Dalej w historię?? XVII wiek? A proszę bardzo, wymienione wyżej kraje to potęgi (nawet, jeśli stwierdzimy z satysfakcją, że Niemcy w dzisiejszym kształcie nie istniały wówczas). A u nas? NIC…

Moment, powie kto inny. Przecież niewola, jedna i druga, wojny światowe obie plus szereg mniejszych konfliktów, które przez nasze zielone równiny się przetaczały wcale naszej kulturze, nie tylko muzycznej nie służyły. Nie można zatem zakładać, że w muzyce klasycznej stanowimy dno (to i tak lepiej, niż bezdenna przepaść!), skoro tak naprawdę wszystko sprowadza się do szkód, które poczynił nam świat bezlitosny. Ale – ja tu z kontrą: przecież Niemcy – jako kraj, o którym myślimy w kategoriach dzisiejszych też nie istniał przed wiekami. I proszę, wystarczy  wbić sobie w wikipedią hasło np. kompozytorzy baroku. Owszem – wśród różnych nacji i Polacy są reprezentowani, tylko pozostaje pytanie: kto dzieła tych autorów słyszał? alleluja

Nie oczekuję tu, że Grzegorz Gorczyca będzie znany jak, dajmy na to Vivaldi lub najsłynniejszy z Bachów, ale gdybyśmy zapytali szersze audytorium czy to o nazwiska, czy też … o poszczególne kompozycje, to pewnie cisza byłaby głośniejsza, niż po pytaniu „kto za dużo zarabia”.

Celowo przejaskrawiam sytuację. Tym bardziej, że muzyka klasyczna jest dziś lekko passe, więc lepiej raczej już nie będzie. Dodajmy do tego upływający czas, fakt, że klasyki źle się słucha w tramwaju lub na rowerze i mamy obraz naszej pustyni. Jak mawiał inż. Mamoń – nuda, nic się nie dzieje…

Chyba nikomu nie zależy, by było inaczej…

Read Full Post »