Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘classic music’

Dziś – bez umizgów, jakichś tam oczekiwań, wzniosłych słów czy religijnych konotacji – muzyka lekka, przyjemna i zdecydowanie popołudniowa. Wolfganga Amadeusza koncerty fortepianowe, szesnasty i siedemnasty w jego dorobku. Powstałe w dobrym dlań roku 1784, podczas wiedeńskiej eskapady, gdy kompozytor uwolnił się z więzów łączących go z arcybiskupem Salzburga („wreszcie wymknąłem się temu kutasowi Colloredo” – jak napisał do ojca). Nagrane przez Malcolma Bilsona, który już w Klasycznej Niedzieli grał dla nas inne dzieła Austriaka. Na albumie amerykańskiemu pianiście towarzyszy ansambl English Baroque Soloist prowadzony przez sir Johna Elliota Gardinera. Czyli nie ma przebacz – mamy tu wszak zestaw muzyków już jakby z góry warunkujący wysoki poziom wykonawczy. Zatem? Próbka brzmi tak, a reszta w stosownym dziale…

Read Full Post »

…czyli taki pozorny misz – masz. Już wyjaśniam. Otóż… “jesteśmy muzyczną pustynią” – zdarzyło mi się napisać kilka lat temu na potrzeby niniejszego bloga. Zdania specjalnie nie zmieniam (bo przy dorobku niemieckim, włoskim czy choćby niderlandzkim to naprawdę tkwimy gdzieś w ostatnich rzędach, z torbą na głowie*), jednak – co pokazuje również historia wpisów z Klasycznej Niedzieli – to nie jest tak, że dawni Polacy nie interesowali się muzyką. Przeciwnie, powstawała ona w wielu miejscach i pewnie, gdyby historia nie obeszła się z nami tak, jak się obeszła, to dziś mielibyśmy dorobek równy wielu narodom zachodniej Europy.

Pozostaje nadzieja, że coś tam jeszcze drzemie sobie w archiwach. Że na odkrycie czekają kolejne dzieła i kompozytorzy. Ani się obejrzymy, a jakiś badacz nagle obwieści światu istnienie kolejnego twórcy, a do muzycznej realizacji jego kompozycji wystartują znane ansamble, spragnione „nowej” muzyki jak letnia trawa deszczu.

rogale marcjankiNo dobrze – ktoś zapyta – a co to ma do rzeczy? Ano owszem -ma. To w Gdańsku właśnie, włócząc się uliczkami Starego Miasta znalazłem taką współczesną tablicę jak na zdjęciu powyżej. Ani chybi zwyczaj poznański właśnie się inkorporuje na Pomorze. Zdjęcie zrobiłem w październiku, do św. Marcina było jeszcze ze 2 tygodnie. No, dopuszczalny horyzont czasowy, prawda. No i tak właśnie dotarło do mnie, że św. Marcin i rogale już blisko. A jak rogale, to kawa, a jak kawa, to i dobra muzyka dla przyjemności. Muzyka na św. Marcina? Ha! Tak się składa, że mam taką. Ale resztę: ów Grudziądz, a dokładniej kto zacz był, ten Piotr Wilhelmi z Grudziądza i jaka to muzyka do rogalika? To o tym w dziale recenzje…

Ktoś czeka na muzykę? Postaram się coś zamieścić…

*copyright by Skf Skfar

Read Full Post »

Dziś kolejny dzień przesłuchań finałowych XVII Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Artyści: Eric Lu (który we wcześniejszych etapach grał ładnie, ba, nawet można powiedzieć, że pięknie i na finały zasłużył, ale specjalnie jakoś to mnie nie porwał) z USA, Szymon Nehring (jedyny Polak wśród finalistów) oraz Georgijs Osokins, pianista z Łotwy (który ekspertów w studiu TVP Kultura i radiowej Dwójce wprowadzał swoimi występami w jakiś amok).  Słowem: bardzo różni artyści, prezentujący odmienne style gry. Podobnie jak wczoraj byłem przekonany, że ta najbardziej wyrazista postać – czyli Łotysz – będzie przysłowiowym killerem całego show. Że wyjdzie i zagra tak wyśmienicie, jak  choćby pamiętnego Poloneza As-dur op. 53. Że przyćmi poprzedników i tyle ich będziemy widzieli (pamiętali).

Nic bardziej błędnego. Wspaniale, po prostu wyśmienicie rozpoczął Eric Lu. Cofam wszystko, co złego o nim wcześniej sobie pomyślałem. Tak lekko, wdzięcznie, z wyczuciem i natchnieniem, jak wykonał koncert e-moll nie zagrał jeszcze na tym konkursie żaden pianista. I choć Kate Liu z wczoraj zdecydowanie nie przebił, to na podium zasługuje. Zaraz za Kate. Minimalnie przed Aimi. A Nehring? Cóż. Zachwycił ekspertów. Mnie nie. Jakoś tak walczył z fortepianem, miałem wrażenie, że orkiestra dawała mu fory tam, gdzie mógłby mieć braki. Poprawnie, lepiej niż Chorwat, lepiej niż Koreańczyk z wczoraj (ale dodatkowe punkty ma za pochodzenie). Widocznie spięty, zbyt zgarbiony. Jest finalistą. I to dla niego wystarczająca nagroda.

I na koniec Łotysz. Znowu ta sama sceniczna poza: marynarka, koszula i pewność siebie. Wyszedł i zagrał. I trochę przekombinował. Konkursu nie wygra się zmieniając tu i ówdzie wykonywane dzieło. A koncert e-moll w jego wykonaniu brzmiał inaczej. Jakby mroczniej, chwilami ciężej. To taki romantyzm, w którym Król Olch już zabrał co jego i nie można liczyć, że ktoś nas zratuje przed widmami strzyg i upiorów. Tu inaczej, tam inaczej i … choć słuchało się tego znakomicie, to bardzo, ogromnie się zdziwię, gdyby Osokins wygrał konkurs. Myślę, że nawet jeśli Jury dopuszcza myśli o swobodzie wykonawczej, poszukiwaniu nowego brzmienia, to łotewski pianista poszedł o jeden krok za daleko. Za takie granie nawet należałoby mu się standing ovation, ale… nie na Konkursie.

Jak powinno się grać ten koncert? Ano tak:

Read Full Post »

Jest taka scena w The Day the Earth Stood Still (tak, tym nowym, autorstwa Scotta Derricksona, tak zjechanym wszem i wobec przez krytyków i różnych recenzentów) gdy Klaatu (czyli Keanu Reeves) odwiedza profesora Barnhardta (John Cleese). W tle słychać fragment Wariacji Goldbergowskich Jana Sebastiana Bacha, a postacie na ekranie zabierają się za rozwiązywanie równań matematycznych. Pozornie przypadkowe połączenie obu tych sfer: muzyki Jana Sebastiana i matematyki oddziałuje na poczynania „obcego”: Klaatu dostrzega w ludziach coś, co jakby zmieniało jego nastawienie do misji, której jest elementem. Wariacje Goldbergowskie to muzyczna matematyka. A koncerty klawesynowe… cóż, to ta część matematyki, którą wszyscy jeszcze rozumieją 🙂 Zajrzyjcie do działu recenzje…

Read Full Post »

Stabat Mater dolorosa… Wielka Sobota. My gotujemy, sprzątamy, jedziemy ze święconką. A On tam leży w grobie. Jest na szczęście taka muzyka, która też żal potrafiła opisać. Żal Matki po stracie Syna. Brzmi on tak:

 

A więcej oczywiście w dziale RECENZJE.

Read Full Post »

Czas, w którym wszystko co ważne na naszym ziemskim padole nagle jakby robi się mniej ważne. Słowa, czyny, gesty, cały ten blichtr codzienności. Załóżmy, że tego nie ma, nigdy nie było. Kim jesteśmy wtedy?

Nie potrafiąc na to pytanie odpowiedzieć zanurzam się w to co lubię najbardziej. W MUZYKĘ. Nieprzypadkowo opowiadającą o Zdarzeniach Najważniejszych dla Świata. Tak o tym się kiedyś śpiewało. Za małym, by o tem pisać…

Read Full Post »

Zanim zaproszę do recenzji albumu, dwie kwestie wymagają wyjaśnienia. Otóż trza pamiętać, że artystów nagrywających dla Etcetera cechuje dość ortodoksyjne podejście do instrumentów i muzyki, którą wykonują. Najistotniejsza jest dla nich autentyczność, stąd też grają muzykę dawną, barokową, czy nawet romantyczną korzystając wyłącznie na instrumentach z epoki. Można by rzec, że to fanatycy, jeśli chodzi o znalezienie brzmienia dla konkretnego repertuaru. W sumie każdy ma prawo do własnego fioła, ale skoro tylko wówczas są skłonni uznać, że muzyka i duch kompozytora ożywają ponownie, to chwała im za takie drążenie tematu.

A druga sprawa z której słynie Etcetera? Ano, ideą jest nagrywanie rzeczy nowych, zupełnie nieznanych. Toteż wspomniane badania idą zawsze w dwóch kierunkach. Znalezienia odpowiedniego brzmienia, i przede wszystkim wyszukania „nowych” (znaczy się zupełnie zapomnianych) muzycznych skarbów ukrytych w bibliotekach i kolekcjach na całym świecie.

Tak się składa, że z wytwórni tej mam dwa wyśmienite wydawnictwa. Celowo nie napisałem „płyty”, gdyż sama blaszka CD jest tu tylko jednym z elementów. Wielostronicowa książeczka, na czerpanym papierze, ze szczegółowymi analizami poszczególnych utworów, kopiami oryginalnych zapisów nutowych… wszystko ślicznie oprawione i wyglądające jak prawdziwa książka. Normalnie poziom kosmiczny. Tych wydawnictw jest w sumie pięć, posiadam dwa i kilka słów o pierwszym z nich – Bach & Luther znajdziecie właśnie w dziale recenzje.

A grają tak…

Read Full Post »

Older Posts »