Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Diego Fasolis’

Stabat Mater dolorosa… Wielka Sobota. My gotujemy, sprzątamy, jedziemy ze święconką. A On tam leży w grobie. Jest na szczęście taka muzyka, która też żal potrafiła opisać. Żal Matki po stracie Syna. Brzmi on tak:

 

A więcej oczywiście w dziale RECENZJE.

Reklamy

Read Full Post »

Dietrich Buxtehude to Niemiec. Tak mówią … Niemcy. Pfff… odpowiadają Duńczycy twierdząc, że akurat ten kompozytor to był Duńczykiem i basta. No może i był, tak ponoć tak napisał na łożu śmierci w hamletowskim Helsingorze. Ale to nie koniec roszczeń narodowościowych. Dlaczego? Ano, bo wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, iż tenże nasz winowajca urodził się w … w dzisiejszej Szwecji. Uff…

Urodził się w Szwecji, to Szwed. Ale umarł w Danii, to Duńczyk. Hm, a skoro tworzył i pracował głównie w północnych Niemczech… to jednak Niemiec? O rany…

W sumie – biedny i nieświadomy współczesnych nam kłótni autor znakomitej muzyki może sobie przynależeć gdzie bądź. Ani mnie to ziębi, ani parzy – nasze obecne podejście do spraw narodowych nijak się ma do szesnasto – siedemnastowiecznych konwenansów. Kto czyim był wtedy partyzantem (nawet to słowo się obecnie ciut różni od dawnego swojego znaczenia) nie dojdziemy wg dzisiejszej zasadniczości i już. Gdyby tak patrzeć, to … Jan Sebastian Bach był nadwornym kompozytorem króla Polski. A skoro tak, to nasz ci on jest, nie ich! Białą nałęczką go i wara Germańcom od naszego „rodaka”. Mógłbym tak dalej, ale… jak się rzekło – zupełnie mnie to nie obchodzi. Liczy się tylko muzyka.

A właśnie muzyka. Skoro o niej mowa, to w dziale recenzje znajdziecie tekst o Buxtehude. A konkretniej to o tym, co z jego utworem zrobił Fasolis. I jakby komuś było mało, to zaraz obok słów kilka o Johannie Rosenmüllerze. Ave.

A ów Fasolis na deser brzmi tak:

Read Full Post »

Na Boże Narodzenie sprawiłem sobie specjalnie album Diego Fasolisa i orkiestry I Barocchosti (po koncertach brandenburskich biorę ich w ciemno!) z Weihnachtsoratorium. Poczytałem wcześniej, chcąc trochę zrozumieć kontekst i znaczenie dzieła i jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Jan Sebastian Bach napisał swoje oratorium po pierwsze składając je z wcześniej napisanych fragmentów swoich dzieł (m.in. „Herkulesa na rozdrożu”  i „Dramma per musica na cześć królowej”), a po drugie – całość powstawała, gdy Bachowi marzyła się posada nadwornego kompozytora elektora Saksonii i Polski. Niewiele brakowało, a Johann Sebastian Bach byłby kompozytorem, którego moglibyśmy stawiać wśród postaci zasłużonych dla polskiej kultury (wiem, wiem,  to naciągana teza, ale proszę nie zgrzytać zębami, bo tak mogło się wydarzyć!).

Stało się inaczej. Ale z tych faktów można wyciągnąć również i taki wniosek, że gdyby Bach dziś komponował, miałby niesamowite pole do popisu. Łączenie poszczególnych fragmentów muzycznych dziś odbywa się albo komputerowo, albo przy wykorzystaniu innego sposobu lub rodzaju sprzętu. Wówczas Bach pisał po prostu partyturę, przerabiał, przepisywał i zamieniał wersje, a muzykę… słyszał w głowie patrząc na zapisane nuty. Geniusz? Oczywiste!

Nie chcąc dalej popadać w zachwyt nad umiejętnościami lipskiego kantora zapraszam do recenzji. A muzycznie – niech czytanie umili nam rzeczone oratorium w wykonaniu Concentus Musicus Wien & the Arnold Schoenberg Chor  pod Nicholasem Harnoncourtem. Przednia rzecz.

Zaczyna się to tak…

Read Full Post »