Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Dietrich Buxtehude’

… bo nie o zachwytach nad urodą kobiecych głosów będzie. A przeciwnie, raczej o muzyce, która swego czasu już się w Klasycznej Niedzieli pojawiła, aczkolwiek specjalnego triumfu nie odniosła. A szkoda. Więc dziś zapraszam do działu recenzje, gdzie znajdziecie kilka słów o kolejnym albumie z grudniowej dostawy…

Aczkolwiek… przekornie posłuchajcie jednego z dwóch wokalnych utworów z tej instrumentalnej płyty… Zaczyna się ona tak:

Reklamy

Read Full Post »

Dietrich Buxtehude to Niemiec. Tak mówią … Niemcy. Pfff… odpowiadają Duńczycy twierdząc, że akurat ten kompozytor to był Duńczykiem i basta. No może i był, tak ponoć tak napisał na łożu śmierci w hamletowskim Helsingorze. Ale to nie koniec roszczeń narodowościowych. Dlaczego? Ano, bo wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, iż tenże nasz winowajca urodził się w … w dzisiejszej Szwecji. Uff…

Urodził się w Szwecji, to Szwed. Ale umarł w Danii, to Duńczyk. Hm, a skoro tworzył i pracował głównie w północnych Niemczech… to jednak Niemiec? O rany…

W sumie – biedny i nieświadomy współczesnych nam kłótni autor znakomitej muzyki może sobie przynależeć gdzie bądź. Ani mnie to ziębi, ani parzy – nasze obecne podejście do spraw narodowych nijak się ma do szesnasto – siedemnastowiecznych konwenansów. Kto czyim był wtedy partyzantem (nawet to słowo się obecnie ciut różni od dawnego swojego znaczenia) nie dojdziemy wg dzisiejszej zasadniczości i już. Gdyby tak patrzeć, to … Jan Sebastian Bach był nadwornym kompozytorem króla Polski. A skoro tak, to nasz ci on jest, nie ich! Białą nałęczką go i wara Germańcom od naszego „rodaka”. Mógłbym tak dalej, ale… jak się rzekło – zupełnie mnie to nie obchodzi. Liczy się tylko muzyka.

A właśnie muzyka. Skoro o niej mowa, to w dziale recenzje znajdziecie tekst o Buxtehude. A konkretniej to o tym, co z jego utworem zrobił Fasolis. I jakby komuś było mało, to zaraz obok słów kilka o Johannie Rosenmüllerze. Ave.

A ów Fasolis na deser brzmi tak:

Read Full Post »

… dosłownie i w przenośni. Zima przyszła, przynajmniej w naszej Wielkopolsce ładnie posypało. Jest biało, wreszcie znikła ta szarzyzna listopadowa i jakoś tak – mimo mrozu – raźniej człowiekowi ruszać rankiem do pracy. Pozamiatawszy wcześniej śniegowe czapy ze schodów, podjazdów, chodników i samochodów.

Dlaczego pozamiatane w przenośni? Ano, bo nieopatrznie pojechałem do Music-Island w ubiegłym tygodniu. Nieopatrznie, bo mając całą stertę nowych płyt do słuchania i cieszenia się muzyką, zachciało mi się jeszcze i jeszcze. No to teraz mam za swoje. Rzeczy niewiarygodnie pięknych dostałem tak na oko na pół roku pisania, a drugie tyle jeszcze tam na mnie czeka. A gdzie tu miejsce na albumy, które dostałem wcześniej? Oj, się porobiło.

No dobrze, dość narzekania, czas napisać o co chodzi…

Dziś będzie krótko o wydawnictwie, które każdemu melomanowi sprawić powinno wiele radości. Jako że gwiazdkowa gorączka właśnie przed nami, box, którego tyczy się niniejszy wpis z całą pewnością wzbudzi uśmiech na niejednej twarzy.

Bach Collegium Japan. O nich mowa. Zespół kierowany przez Suzukiego nagrywa już … okrągłe dwadzieścia lat (po namyśle, nie będę wspominał, czego słuchałem dwadzieścia lat temu – nie, że nie przystoi, aż tak źle nie było, ale nie pasuje do tego bloga raczej). Wracając – japoński dyrygent i jego ansambl nagrali przez ten okres tak ogromną ilość muzyki kantora św. Tomasza oraz jego poprzedników i następców, że poznanie wszystkiego wnikliwemu słuchaczowi zająć może drugie tyle lat. No, może krócej, ale pod warunkiem, że na żadne inne płyty tudzież koncerty wykonawców czasu się tracić nie będzie. Kantat – całe mnóstwo. Msze, koncerty, dzieła organowe (w końcu Suzuki to organista), a to tylko sam Johann Sebastian Bach. A gdzie reszta?

Na okrągłą rocznicę BIS przygotował box zawierający 15 różnych płyt nagranych przez BCJ. Czegoż tu nie ma? Jest Buxtehude i jego Membra Jesu Nostri, są Nieszpory Monteverdiego. Schütza Siedem Ostatnich Słów Chrystusa na Krzyżu i kolejne wykonanie – inne niż opisane wcześniej – Mesjasza Jerzego Fryderyka Händla. Oprócz tego – zadziwiający zbiór z rodzaju the best of, czyli A Choral Year With Bach: fragmenty kantat Jana Sebastiana, zestawione wg dat roku liturgicznego i … nieziemskiej melodyki (aktualny mój hit na pierwsze dni Adwentu). Wymieniam, wymieniam i nawet nie jestem w połowie.

Jak już jesteśmy przy rodzinie Bacha, to w boxie jest również płytka z kantami świeckimi (m.in. z Coffee Cantatą) kantora św. Tomasza, są koncerty skrzypcowe seniora i koncerty wiolonczelowe syna – Carla Philippa Emmanuela Bacha. Oczywiście taki zbiór nie mógłby się obyć bez bachowskiego Magnificat, a tenże utwór znajdziemy na płycie w zaszczytnym towarzystwie podobnych dzieł Zelenki i … zachwycającego Johanna Kuhnau. Generalnie więc barok rządzi, a skoro tak, to nasz znajomy Dan Laurin wraz z BCJ znakomicie prezentuje się w koncertach na flet Antionio Vivaldiego. Całość pięknie uzupełnia całkowicie dla mnie dotąd nieznany Johann Rudolf Ahle i jego Selected Vocal Music. Ufff…

Pozwolę sobie w niedalekiej przyszłości powyjmować z pudełka poszczególne części, bo można je sobie sprawić również pojedynczo. I napiszę parę słów. Póki co jest – polecam – ten box to znakomite wydawnictwo, warte uwagi każdego, kto lubi muzykę klasyczną. A zwłaszcza muzykę czasów baroku.

Read Full Post »

Cała torba z muzyką. Szkoda, że w ten sam sposób nie można otrzymać „dodatkowego czasu” na jej przesłuchanie. Jakieś sugestie od czego zacząć?

Read Full Post »

Zachwycony – delikatnie rzecz ujmując – nie jestem. Oczywiście wyborem Jury XVI Konkursu Chopinowskiego. Trudno, wybrano, jak wybrano, polemizował nie będę.

CordArte

Zamiast tego proponuję sięgnąć do nieznanych mistrzów (znaczy MNIEJ znanych) niemieckiego (choć nie tylko) baroku. Orkiestra (choć to raczej zbyt DUŻE słowo) CordArte z Kolonii nagrała już kilka płyt, ale w moje ręce jako pierwszy trafił album „Musicalische Frühlingsfrüchte” z 2007 roku. Recenzję znajdziecie w we właściwym dziale (dla ułatwienia – LINK).

Piękna, dobrze wykonana, znakomicie zestawiona muzyka. Wyłącznie instrumentalna, pełna obrazów i emocji. Taka, której świetnie słucha się o każdej porze dnia, bez względu na miejsce i czas. Może być praca, albo przerwa na kawę.

Lekko, miło i krystalicznie czysto. Polecam.

Read Full Post »

Wśród zapytań internautów  wpisywanych w  wyszukiwarkach pojawia się  ostatnio często hasło „Psalm na  Wielki Piątek”. O nim było już w  Klasycznej Niedzieli (o samym  psalmie 51 możecie przeczytać  tu), a i o moich ulubionych  wykonaniach Miserere Gregorio  Allegriego również co-nieco  dziale recenzje znajdziecie (np.  o Tallisach, albo o A Sei Voci),  więc nie będę się powtarzał.

Na Wielki Piątek jednak polecę  wam nową muzykę, która  dotarła do mnie zupełnie  niedawno, przy okazji wizyty  w Music-Island. Odbierając  nowe albumy Stile Antico  rozmowa zeszła jakoś tak  naturalnie na Dietricha  Buxtehude i jego Membra Jesu  Nostri. Deliberowaliśmy o  wykonaniach, zastanawiając się  nad The Sixteen Harry’ego  Christophersa wydanym przez  Coro i raumklangowym Capella  Angelica. Przeważyły plusy  dodatnie Raumklangu (bo, m.in.  cyt: „The Sixteens to taki trochę  Michael Jackson muzyki klasycznej. Nagrali kilka niezłych, wręcz rewelacyjnych płyt, ale też całą masę  wypełniaczy, w których specjalnie nie przykładają się do realizacji nagrań”).

Raumklang urzekł mnie ostatnio podwójnie. Najpierw swoim samplerem, który przy okazji jakichś zakupów otrzymałem w Music-Island, a potem swoimi sonatami na flet Jerzego Fryderyka Haendla. Biorąc więc do ręki album Membra Jesu Nostri  niemieckiego ensemble’a Capella Angelica wydany właśnie przez wytwórnię Raumklang mogłem spodziewać się, co zawiera. A właśnie – o tym co na albumie – szerzej w dziale recenzje. Gdzie zapraszam.

Read Full Post »

Święta się zbliżają. Trudno tego nie zauważyć w marketach i centrach handlowych, gdzie kapie wystrojem czerwono – złotym i tylko czekać, aż z głośników spłynie na nas żenujące połączenie Last Christmas Whamu z kolędami. Muzyka w marketach normalnie doprowadza mnie do histerii (bo zazwyczaj brzmi w moich uszach monotonnym „wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd), ale przed Bożym Narodzeniem sprawia, że wizyta w centrum handlowym to ostateczność.

Święta się zbliżają, więc naszło mnie na takową muzykę. Zaczęło się od bachowskiego Magnificat (BWV 243a) oraz kantaty „Christen, ätzet diesen Tag” (BWV 63) z płyty nagranej przez Philippa Herreweghe i jego Collegium Vocale Gent. Jaka jest ta płytka – postaram się jeszcze przed Bożym Narodzeniem napisać, bo to zacna rzecz. Ale ja nie o tym. Ano, skoro Bach, to pomyślałem sobie wówczas, jak dobrze byłoby wreszcie sięgnąć po Oratorium Bożonarodzeniowe kantora św. Tomasza. Dobrze się złożyło, że zaprzyjaźniony sklepik takowe posiadał, i to jeszcze w wersji SACD. Więc nie zastanawiałem się zbyt długo. Pojechałem z zamiarem nabycia Weihnachtsoratorium BWV 24, wykonywanego przez I Barocchisti pod dyrekcją Diego Fasolisa (po koncertach brandenburskich biorę go w ciemno). Wyszedłem z … wszystkimi symfoniami Beethovena w wykonaniu Minnesota Orchestra oraz Osmo Vänskä, wspomnianym Oratorium oraz samplerem Raumklangu. Pan Konrad polecił mi ten ostatni krążek z właściwym sobie uśmiechem i tekstem „świetnie nagrana i doskonale dobrana płyta”.

Posłuchałem, i faktycznie – nie mogę się uwolnić… Szczegóły co się tam znalazło – tu.

Co najdziwniejsze i zarazem najciekawsze – muzyka klasyczna dociera do przeciętnego słuchacza rzadko. Albo za sprawą płyt wydawnictwa DeAgostini, tudzież innego Reader’s Digest. Niektórzy kupują składanki The Best of Classic … Ever!, ewentualnie 4 Pory Roku Vivaldiego i … that’s all! Coś z półki wielkich wydawców w rodzaju EMI lub Uniwersalu. A samo SACD do melomanów muzyki klasycznej przebija się powoli. No bo tytułów niewiele, bo wykonania nie te, bo zawsze można znaleźć jakiś argument przeciw. Cóż, szkoda że tak jest bo warto po te płyty sięgnąć. Muzyka klasyczna nagrana wielokanałowo tylko zyskuje. Żeby jednak nie było – płyty CD też warte są uwagi, bo w końcu liczy się tylko muzyka. Zwłaszcza muzyka nagrana w wytwórniach, którymi nie błyskają ściany telewizorów i reklamowych plakatów LCD. Jak przedmiotowy Raumklang. Dla zachęty – Harmony of Nations Baroque Orchestra i Uwertura a 7, Sommeille Georga Philippa Telemanna.

Miłego słuchania. Zapraszam…

Read Full Post »