Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘Drezno’

Drezdeńskie anioły...Przyznaję, trochę na siłę i specjalnie ostatnio napisałem recenzję albumu Music at the Court from St. Petersburg. Wyszły onegdaj takie albumy, z daleka pachnąc typowym rosyjskim nadymaniem i napuszeniem. Coś jak Władimir Putin bez koszulki z nagim torsem (albo ewentualnie w tielniaszce) – są pewnie tacy, którym on imponuje. Mnie nie bardzo – ale cóż, ja zacytowałbym tu Borcha Trzy Kawki (słowa o owcach w razie wątpliwości).

A przecież jak jest – każdy słyszy. Z pustego i Salomon nie naleje. Gdyby bowiem zestawić owe rosyjskie muzykowanie z takim dajmy na to dworem drezdeńskim, to … hospody pomyłuj. Łaskawie nawet zapominając (aby nie kopać leżącego), że Jan Sebastian Bach tworzył właśnie w Saksonii, to kompozytorzy o których większość osób nawet nie wie, że istnieli stworzyli dla saksońskiego dworu dzieła o takim wyrafinowaniu, o jakim rosyjski niedźwiedź mógł tylko pomarzyć sobie. Bez względu na to, ile by Romanowowie (i ich następcy) złota nie rzucili na stół, zawsze w tym zakresie pozostaną ubogimi krewnymi. Obiecuję, że skreślę parę słów o muzyce dworu drezdeńskiego, czyli Musik auf Dresdner Hof, gdzie Fasch, Graun, Fux, Heinichen, ba, Vivaldi, Telemann i Scarlatti a także (a może przede wszystkim Zelenka) po prostu zniewalają słuchacza urokliwością własnych kompozycji. Przyjdzie na to czas, a dziś… dziś sięgnijmy po jednego z wyżej wymienionych (acz w utworze, który na wspomnianym wyżej boxie miejsca nie znalazł, choć w Dreźnie bez wątpienia powstał). Oto Jan Dismas Zelenka i jego Missa Votiva.

A Rosjanie? A niech sobie kupują za ten swój gaz czy inne paskudztwo kolejne kulturalne dziedzictwo. Mnie bajki o tęsknej i dobrej rosyjskiej duszy zupełnie nie ruszają.

Read Full Post »

zdjecieMówiłem, że kocham Drezno i Saksonię? Mówiłem, po wielokroć. Było się nawet na drezdeńskim Weihnachtsmarktcie. Skrobnę o nim więcej pewnie później, jako że jest o czym. Na razie – jednak niech ów drezdeński wyjazd będzie przyczynkiem do wspomnień o Bożym Narodzeniu. Zatem … kim był Josef Seger nie wiedziałem do minionych Świąt. Do Bożego Narodzenia AD 2012, które już dziś za nami. I teraz ani się obejrzymy, jak minie karnawał, nadejdzie Wielki Post i znów ukrzyżujemy Jezusa właśnie narodzonego wraz z Rzymianami i Żydami. Jednak – zanim dojdzie do nieuniknionego – pozostańmy w klimacie święta narodzin Pana Boga Naszego. Za sprawą albumu, który w kategoriach muzyki „gwiazdkowej” – jak się to potocznie u nas mówi – mieści się zdecydowanie w pierwszej, jeśli nie trójce, to z pewnością piątce. Zaraz obok mszy na bożonarodzeniowy poranek Michaela Praetoriusa (o której więcej tu). Tuż za kantatami Jana Sebastiana. Recenzja tu.

Read Full Post »

Powtórzę się pewnie, ale uwielbiam to miasto. Podoba mi się Saksonia, tamtejsze tereny obfitują w historyczne odniesienia tak względem naszych dziejów, jak i muzyki klasycznej – zwłaszcza barokowej – która jak wiadomo jest solą niniejszego bloga. Ilekroć więc myślę o leżącym tuż po drugiej stronie Odry starym państwie Wettynów, za każdym razem serce i rozum aż się rwą, by w tamte rejony wyruszyć. Ech…

Koniec roku. W marketach, w telewizji, radiu i internecie króluje jeden temat. PREZENTY. A przecież, zanim nadejdzie Boże Narodzenie, zanim usiądziemy do wigilijnego stołu i przełamiemy się opłatkiem, czeka nas jeszcze okres wyciszenia. Przygotowania na przyjście Jezusa. Adwent.

Skąd te dwa, pozornie nie związane ze sobą tematy? Czas, będący w kościele katolickim początkiem roku liturgicznego i miasto, zwane nie bez kozery Florencją Północy. Ano nieprzypadkowo, bowiem adwentowe Drezno to przede wszystkim tradycyjny, odbywający się od stuleci Weihnachtsmarkt.  Jarmark bożonarodzeniowy (choć trafniej byłoby oznaczyć go hasłem „adwentowy”) ma swój początek jeszcze w średniowieczu, gdy nad Łabą istniało kilka osad, a w największej z nich, Antiqua Dressin wprowadzono obowiązek wystawiania przez kupców swoich towarów w ramach tzw. Ius stapulae.

Dziś oczywiście stolica Saksonii zupełnie nie przypomina swojego średniowiecznego poprzednika, a jarmark adwentowy nie jest już obowiązkiem dla kupców. Oczywiście handel kwitnie, zwłaszcza różnymi rękodziełami, jednak najważniejszą częścią – przynajmniej z punktu widzenia Klasycznej Niedzieli – jest cały szereg koncertów i innych artystycznych wydarzeń, jakie w okresie od końca listopada do 24 grudnia w Dreźnie się odbędą.

Cóż zatem tam czeka na ludzi spragnionych wrażeń? Pomijając zabytki i muzea, bo tych w tym wpisie reklamować nie zamierzam, to najpierw konieczne trzeba zajrzeć do któregoś z licznych kościołów Drezna. W nich: rzecz nie do przecenienia – oratorium bożonarodzeniowe Jana Sebastiana Bacha. Wszystkie sześć kantat, podzielonych na dwa dwudniowe bloki można będzie wysłuchać  we Frauenkirche, kościele na Nowym Rynku (Neumarkt). Koncerty 10 i 11 grudnia, o godzinie 20.00. Ale – jak ktoś nie zdąży (ja nie zdążę), to może zajrzeć do Kościoła św. Krzyża – Kreuzkirche – przy Starym Rynku (Altmarkt). Tam też będzie można wspomnianych kantat Bacha wysłuchać: kantaty 1-3 (a więc pierwsza część oratorium) zabrzmią 14 grudnia o 19.00, a także 15 i 16 grudnia o godzinie 17.00. Druga część oratorium – czyli kantaty od czwartej do szóstej pewnie też zabrzmi w którymś z kościołów, niestety póki co program tego nie podaje (za to podaje, że te o numerach 1-3 wystawi również Martin-Luther-Kirche; może to jakiś błąd?).

Jakby komuś było mało dobrej muzyki, to w kościołach tradycyjnie rządzić będzie muzyka organowa, a … w Semperopera na Theaterplatz wystawiony zostanie Dziadek do orzechów Piotra Czajkowskiego. Bagatela – 12 razy w grudniu!!!!!!!!!!!!!

A my się cieszymy, że w Poznaniu raz zagrali Mesjasza… Cóż…

Tyle na dziś. Kolejne wieści wkrótce. A żeby nie było pustych przebiegów, skoro zaczęliśmy adwent 2012, to w dziale recenzje moje spojrzenie i zdań kilka na temat kantat adwentowych Jana Sebastiana. Granych przez Mały Ansambl. Zapraszam.

Read Full Post »

Powtórzę się pewnie, ale uwielbiam to miasto. Podoba mi się Saksonia, tamtejsze tereny obfitują w historyczne odniesienia tak względem naszych dziejów, jak i muzyki klasycznej – zwłaszcza barokowej – która jak wiadomo jest solą niniejszego bloga. Ilekroć więc myślę o leżącym tuż po drugiej stronie Odry starym państwie Wettynów, za każdym razem serce i rozum aż się rwą, by w tamte rejony wyruszyć. Ech…

Koniec roku. W marketach, w telewizji, radiu i internecie króluje jeden temat. PREZENTY. A przecież, zanim nadejdzie Boże Narodzenie, zanim usiądziemy do wigilijnego stołu i przełamiemy się opłatkiem, czeka nas jeszcze okres wyciszenia. Przygotowania na przyjście Jezusa. Adwent.

Skąd te dwa, pozornie nie związane ze sobą tematy? Czas, będący w kościele katolickim początkiem roku liturgicznego i miasto, zwane nie bez kozery Florencją Północy. Ano nieprzypadkowo, bowiem adwentowe Drezno to przede wszystkim tradycyjny, odbywający się od stuleci Weihnachtsmarkt.  Jarmark bożonarodzeniowy (choć trafniej byłoby oznaczyć go hasłem „adwentowy”) ma swój początek jeszcze w średniowieczu, gdy nad Łabą istniało kilka osad, a w największej z nich, Antiqua Dressin wprowadzono obowiązek wystawiania przez kupców swoich towarów w ramach tzw. Ius stapulae.

Dziś oczywiście stolica Saksonii zupełnie nie przypomina swojego średniowiecznego poprzednika, a jarmark adwentowy nie jest już obowiązkiem dla kupców. Oczywiście handel kwitnie, zwłaszcza różnymi rękodziełami, jednak najważniejszą częścią – przynajmniej z punktu widzenia Klasycznej Niedzieli – jest cały szereg koncertów i innych artystycznych wydarzeń, jakie w okresie od końca listopada do 24 grudnia w Dreźnie się odbędą.

Cóż zatem tam czeka na ludzi spragnionych wrażeń? Pomijając zabytki i muzea, bo tych w tym wpisie reklamować nie zamierzam, to najpierw konieczne trzeba zajrzeć do któregoś z licznych kościołów Drezna. W nich: rzecz nie do przecenienia – oratorium bożonarodzeniowe Jana Sebastiana Bacha. Wszystkie sześć kantat, podzielonych na dwa dwudniowe bloki można będzie wysłuchać  we Frauenkirche, kościele na Nowym Rynku (Neumarkt). Koncerty 10 i 11 grudnia, o godzinie 20.00. Ale – jak ktoś nie zdąży (ja nie zdążę), to może zajrzeć do Kościoła św. Krzyża – Kreuzkirche – przy Starym Rynku (Altmarkt). Tam też będzie można wspomnianych kantat Bacha wysłuchać: kantaty 1-3 (a więc pierwsza część oratorium) zabrzmią 14 grudnia o 19.00, a także 15 i 16 grudnia o godzinie 17.00. Druga część oratorium – czyli kantaty od czwartej do szóstej pewnie też zabrzmi w którymś z kościołów, niestety póki co program tego nie podaje (za to podaje, że te o numerach 1-3 wystawi również Martin-Luther-Kirche; może to jakiś błąd?).

Jakby komuś było mało dobrej muzyki, to w kościołach tradycyjnie rządzić będzie muzyka organowa, a … w Semperopera na Theaterplatz wystawiony zostanie Dziadek do orzechów Piotra Czajkowskiego. Bagatela – 12 razy w grudniu!!!!!!!!!!!!!

A my się cieszymy, że w Poznaniu raz zagrali Mesjasza… Cóż…

Tyle na dziś. Kolejne wieści wkrótce. A żeby nie było pustych przebiegów, skoro zaczęliśmy adwent 2012, to w dziale recenzje moje spojrzenie i zdań kilka na temat kantat adwentowych Jana Sebastiana. Granych przez Mały Ansambl. Zapraszam.

Read Full Post »

… mówiły słowa piosenki i owo chodzenie, zaobserwowane w ostatni piątek na mojej wsi dało mi przyczynek do wspomnień z czasów studiów. Dawno dawno temu (hehe), na pierwszym bodajże roku studiów pracowałem na „cieciówie” (no, nie była to taka, jak na zlinkowanym zdjęciu, ale niemniej jakaś była). Miałem tamże – choć to eufemizm kolegę z pracy – Świadka Jehowy. I choć niby wyznanie to w sumie nie miałoby znaczenia, jednakowoż doceniałem, iż mógł on przyjść do pracy w święta, w które akurat  ja chciałem mieć wolne (ot, zaleta różnych schizm).  A dlaczego się mi ów znajomek przypomniał – o tym na koniec.

Wracając do mojej pracy i znajomego – czasami spotykaliśmy się na jednej zmianie i … po kilku godzinach milczenia w końcu jednak dochodziło do jakiejś konwersacji. Acz z niechęcią, co potwierdzam, bo rozmowa i tak ostatecznie zawsze schodziła na tematy religijne. No ale cóż robić – człowiek bez pracy to nie człowiek, a człowiek bez poglądów to donosiciel – trza było stanąć w Okopach Świętej Trójcy i swojego zdania bronić. I jak pamiętam: kiedyś zeszło nam na plagi i wojny. Na gadanie o tym, że czas się kończy, że to, że tamto i owamto. O późniejszych zdarzeniach plagowo – wojenno – tragicznych nie wspominając. Trafił jednak swój na swego, bowiem o ile zindoktrynowano mojego kolegę odpowiednio do dyskusji z takim zwykłym człekiem, znającym się na historii z filmów o Westeplatte, książek Sienkiewicza i obrazów Kossaka, o tyle na mnie było ciut za mało. Pamiętam, że jak wyłożyłem mu kiedyś, przy odrobinie czasu historię wojny trzydziestoletniej to jednakowoż trochę nim wstrząsnęło, że mimo takich znaków na niebie i ziemi, a zwłaszcza na człowieku – świat się jeszcze nie skończył. No – dalszego ciągu opowiadania nie będzie – życie potoczyło się dalej i nie mam pojęcia, czy moje wywody cokolwiek w jego przekonaniach zmieniły.

Wojnę zaś trzydziestoletnią, schizmy i temu podobne kwestie wspominam, bo w ostatni piątek Świadkowie Jehowy zawitali również na moją ulicę. Ale, chyba musiałem już wcześniej zrobić nieprzyjemną minę, może kiedyś niegrzecznie acz stanowczo się odezwałem – dość powiedzieć, że zahaczyli o sąsiadów i nawet nie spojrzawszy w moją stronę – uciekli z powrotem bez próby nawiązania kontaktu. Może więc ktoś im przekazał moje zdanie sprzed lat (nie sądzę, choć… kto wie, kto wie…), może rzeczywiście musiałem im kiedyś okazać chłód własnego oblicza (też nie uważam – ja w sumie miły człek jestem), a może… wystraszył ich Heinrich Schütz, dobiegający z głośników właśnie sprzątanego na wyjazd weekendowy samochodu. Kto wie…, kto wie…

Apropo Schütza – to ostatnie dni przyniosły moją ponowną atencję ku jego Muzyce Sakralnej. Do poczytania w związku z tym TU, a do posłuchania małej próbki – poniżej.

Read Full Post »

Słowniki podają, że tym sformułowaniem oznacza się zazwyczaj dzieło artysty, które kończy jego karierę. Traktuje się łabędzi śpiew jako krańcowy twór jakiejkolwiek działalności. Wszystko to za sprawą klasycznej już baśni, sugerującej, jakoby łabędzie, tuż przed śmiercią, którą wyczuwają wykonywały ostatni, często niezwykle piękny śpiew, mający stanowić ich pożegnanie ze światem doczesnym.

W naszej kulturze wyrażenie to weszło wręcz do słownika potocznego i każdy z nas niejednokrotnie się z nim spotkał. A czy ktoś z was słyszał ów łabędzi śpiew w rzeczywistości?

Ja nie, ale można posłuchać sobie namiastkę takowego. Wystarczy sięgnąć po utwór Heinricha Schütza, jego Der Schwanengesang to właśnie takie podsumowujące, ostatnie w życiu dzieło, jakie napisał. Czy to faktycznie łabędzi śpiew? Zapoznajcie się z recenzją płyty, którą znajdziecie TU.

A na koniec, mała próbka:

Read Full Post »

No, wcale nie namawiam do wywołania wojny i zmiany stanu posiadania jednego kraju na rzecz drugiego. Tytuł tyczy się bowiem czasów zamierzchłych, skądinąd wówczas ani obecne Niemcy ani dzisiejsze Włochy w stanie państwowym znanym nam nie istniały. Żeby zaś być bardziej skrupulatnym – tytuł (no nie dosłownie) wziął się z płyty, której recenzję znajdziecie w odpowiednim dziale (KLIK), do której wysłuchania (albo nawet wejścia w posiadanie) zachęcam.

Na płycie kilku mało znanych kompozytorów, związanych z drezdeńskim dworem (nawiasem mówiąc – muszę zajrzeć do książki Normana Daviesa – Zaginione Królestwa, bo Saksonii chyba najbardziej mi żal – patrząc przez pryzmat barokowej i klasycystycznej spuścizny) choć jak się przyjrzymy dokładniej, to taki np. Johann Hermann Schein to … kantor kościoła pod wezwaniem św. Tomasza w Lipsku, a więc tego samego, w którym kilkadziesiąt lat później tworzył Jan Sebastian Bach. Jak to się wszystko ładnie dookoła jednego miejsca skupiało…

Read Full Post »

Older Posts »