Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Ex Cathedra’

Marie FelFrancuska diva z czasów następcy Króla Słońce. Przez ponad 35 lat królowała na scenie opery francuskiej. Pisali dla niej Rameau, Lully, Mondonville czy nawet wielki Jean Jacques Rousseau. Mizdrzyli się doń monarcha Ludwik, armia markizów i pomniejszych błękitnokrwistych przedstawicieli francuskiej arystokracji. A ona, cóż, czarowała głosem, uwodziła spojrzeniem tak, że najznamienitsze postacie tamtych czasów zabiegały o jej względy. Jak choćby Friedrich Melchior von Grimm, ten sam, który był propagatorem muzyki Wolfganga Amadeusza Mozarta, a od 1753 roku wydawał czasopismo Correspondance littéraire, philosophique et critique. Co w nim takiego nadzwyczajnego? Ano, gdy popatrzymy na fakt, iż był to odręcznie pisany periodyk, który – poza francuską arystokracją – namiętnie czytali prenumeratorzy w osobach Augusta III Sasa, Katarzyny II, Gustawa III…

Tej właśnie Marie Fel poświęcony jest album, którego recenzję znajdziecie w odpowiednim dziale. Muzyka? Jest, wystarczy zajrzeć w link…

Reklamy

Read Full Post »

Ludwik XIV – co by o nim nie mówić – wyrazistą postacią był. Wiedział, co lubi, lubił, co znał, zaś rzadko oczekiwał nowości, słusznie w nich upatrując zagrożenie dla jego status quo. Państwo to ja – ten cytat wszyscy znają i trudno o bardziej dosadne potwierdzenie władzy zupełnej monarchy. Władzy i wiedzy dodajmy od razu. We wszystkim.

Najsłynniejszy z Bourbonów poza polityką, wojskowością, racją stanu i całą masą różnych rzeczy, na których znał się  najlepiej miał również własne zdanie względem muzyki. Jego specyficzne kontakty z Lullym, który wybił się przy Ludwiku na gwiazdę tamtego okresu przeszły już do legendy (doczekały się nawet całkiem dobrego filmu, o którym może będzie kiedyś okazja jeszcze coś skrobnąć), ale i pozostali kompozytorzy, skupieni wokół dworu absolutnego króla nie mogli narzekać na brak zainteresowania. Król lubił muzykę, za jednymi kompozycjami przepadał, a inne go nużyły, toteż i jego kompozytorzy starali się jakoś pod owe oczekiwania monarchy dopasować.

Wieść bowiem niesie, że Ludwik XIV nie przepadał za klasyczną i bardzo rozpowszechnioną w tamtym okresie formą muzyczną, za jaką zwykło się uważać mszę. To dość specyficzne, bo praktycznie każdy znaczący kompozytor z czasów baroku miał w repertuarze jakąś missa tudzież grand mass. Grywano je po kościołach i dworach ówczesnej Europy, ale… nie we Francji. No, może nie był to tak drakońsko realizowany zakaz, jak w przypadków niemieckiej nienawiści do Chopina kilka wieków później, ale jednak w obecności Króla – Słońce raczej tej formy muzycznej unikano. Życie, a ściślej tu – muzyka nie znosi próżni – skoro msza była „zakazana” to na jej miejsce powstała inna forma muzyczna, zaspokajająca gusty i oczekiwania władcy w stopniu wprost zadziwiającym. Mowa tu o „grand motet” wokalno – instrumentalnej formie rozwijanej na dworze francuskim właśnie za sprawą zachcianki Ludwika.

Czym różnił się grand motet od jego „pomniejszej” wersji czyli motetu? Ano tym, że przypominał bardziej kantatę, niż tradycyjny motet. Kantatę świecką dodajmy, choć oczywistym jest, iż elementów religijnych zupełnie uniknąć się nie dało… koniec końców wszak Ludwik XIV mienił się być „Z Bożej łaski Arcychrześcijańskim Królem Francji i Nawarry”Więcej oczywiście w dziale recenzje. Zapraszam.

Read Full Post »