Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Faust’

Mróz za oknem, Lód Dukaja na stole. Kawa zaparzona, kawałek piernika – ni mniej ni więcej tylko celebrowanie niedzielnego przedpołudnia. Do ognia dorzuciłem, syn śmiga na sankach z kolegami, a moja kolej ciągnięcia kuligu jeszcze nadejdzie. Póki co – muzyka do kawy.

Na początek, zaprzeczam wszystkim okolicznościom faktycznym, poza tymi, które zostaną przeze mnie wyraźnie przyznane. Wszelkie domysły, jakobym nie lubił opery są nieprawdziwe. Dla poparcia tej tezy kawowe przyjemności muzyczne zaczniemy z Marią Callas.

Jej aria Madame Butterfly z opery Pucciniego – Un bel di, vedremo! (może być z ładnie wydanej – dość dobrze nagranej płyty wydanej swego czasu przez Bibliotekę Gazety Wyborczej – w linku dokładnie to nagranie) może i jest zbyt smutna, może i chwyta za serce i lekko burzy łagodny i beztroski porządek dnia, ale co tam! Nie da się przejść obok tego nagrania wykonując jakieś codzienne czynności. Trzeba się wsłuchać w skargę Madame Butterfly, czekającą na Pinkertona na wzgórzu.

Skoro pojawił się już motyw wojskowy (a i w Dziadku do Orzechów proponowanym do śniadania żołnierze są jednym z bohaterów baletu) – porucznik Pinkerton z US Navy, to aby nie odbiegać tematycznie a zarazem muzycznie zgrabnie przejdźmy do chóralnej partii „Marsza Żołnierzy” z Fausta Charlesa Gounoda. Możemy sobie wyobrazić radość żołnierzy maszerujących do domu – to wszystko słychać w śpiewie regimentu Walentego, wracającego z wojny (w linku widać niesamowity rozmach scenerii z przedstawienia z 2008 roku).

Idąc dalej – na chwilę wróćmy w nasze polskie klimaty – Intrada z Aktu I Strasznego Dworu: Maciej, Stefan i chór wracających z wojny żołnierzy śpiewających nieśmiertelne „Dobrze, dobrze panie bracie, przewyborny ten nasz plan: nie ma niewiast w naszej chacie, vivat semper wolny stan!” – co akurat zgadza się dziś, bo niewiasty pojechały kupować butki i torebunie  🙂

I wreszcie na koniec kawowego spotkania z ariami operowymi – Anna Netrebko – najpierw w jej wykonaniu słynna „Rusałka” Antonína Dvořáka, od której chyba każdy, kto kiedykolwiek słuchał rosyjskiej divy musiał zacząć. A po nim wracamy do Pucciniego – „O mio babbino caro” z opery Gianni Schicchi. Jeśli komuś kawa wystygła lub rozlał ją z wrażenia, rozumiem. Zdarza się.

Udanego popołudnia.

Reklamy

Read Full Post »