Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘fortepian’

Oglądając częstokroć relacje z koncertów Wiedeńskich Filharmoników nachodzi mnie taka myśl: „ranek, pierwszego stycznia, a oni tam zapodają taką hałaśliwą muzykę…” Patrzę na zgromadzoną w Goldenen Saal Musikveren publiczność, na to jak niektórzy klaszczą, ale większość „po prostu potrząsa swoją biżuterią”* i zastanawiam się, ile osób myśli sobie „dlaczego przesadziłem wczoraj w nocy z szampanem?” 🙂

Ano, noworoczny poranek bywa dla niektórych z lekka okrutny. Gdyby więc nadmiar… ostrej muzyki w sylwestrową noc zaowocował nadwrażliwością… słuchową – mam lekarstwo. Tak dokładnie takie, jak w poniższym linku ze spotify.

[spotify https://open.spotify.com/track/4okemFndmfbjMZ4wBJCN0o]

To wykonanie jest tak cudowne m.in. dlatego, że oprócz fortepianu słychać w tle coś jeszcze. Urocza płyta. Ta, która właśnie znalazła swoje miejsce w dziale Recenzje.

Szczęśliwego Nowego Roku.

*wiecie, kto jest autorem tego powiedzonka?

Read Full Post »

Dziś – bez umizgów, jakichś tam oczekiwań, wzniosłych słów czy religijnych konotacji – muzyka lekka, przyjemna i zdecydowanie popołudniowa. Wolfganga Amadeusza koncerty fortepianowe, szesnasty i siedemnasty w jego dorobku. Powstałe w dobrym dlań roku 1784, podczas wiedeńskiej eskapady, gdy kompozytor uwolnił się z więzów łączących go z arcybiskupem Salzburga („wreszcie wymknąłem się temu kutasowi Colloredo” – jak napisał do ojca). Nagrane przez Malcolma Bilsona, który już w Klasycznej Niedzieli grał dla nas inne dzieła Austriaka. Na albumie amerykańskiemu pianiście towarzyszy ansambl English Baroque Soloist prowadzony przez sir Johna Elliota Gardinera. Czyli nie ma przebacz – mamy tu wszak zestaw muzyków już jakby z góry warunkujący wysoki poziom wykonawczy. Zatem? Próbka brzmi tak, a reszta w stosownym dziale…

Read Full Post »

Dziś kolejny dzień przesłuchań finałowych XVII Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Artyści: Eric Lu (który we wcześniejszych etapach grał ładnie, ba, nawet można powiedzieć, że pięknie i na finały zasłużył, ale specjalnie jakoś to mnie nie porwał) z USA, Szymon Nehring (jedyny Polak wśród finalistów) oraz Georgijs Osokins, pianista z Łotwy (który ekspertów w studiu TVP Kultura i radiowej Dwójce wprowadzał swoimi występami w jakiś amok).  Słowem: bardzo różni artyści, prezentujący odmienne style gry. Podobnie jak wczoraj byłem przekonany, że ta najbardziej wyrazista postać – czyli Łotysz – będzie przysłowiowym killerem całego show. Że wyjdzie i zagra tak wyśmienicie, jak  choćby pamiętnego Poloneza As-dur op. 53. Że przyćmi poprzedników i tyle ich będziemy widzieli (pamiętali).

Nic bardziej błędnego. Wspaniale, po prostu wyśmienicie rozpoczął Eric Lu. Cofam wszystko, co złego o nim wcześniej sobie pomyślałem. Tak lekko, wdzięcznie, z wyczuciem i natchnieniem, jak wykonał koncert e-moll nie zagrał jeszcze na tym konkursie żaden pianista. I choć Kate Liu z wczoraj zdecydowanie nie przebił, to na podium zasługuje. Zaraz za Kate. Minimalnie przed Aimi. A Nehring? Cóż. Zachwycił ekspertów. Mnie nie. Jakoś tak walczył z fortepianem, miałem wrażenie, że orkiestra dawała mu fory tam, gdzie mógłby mieć braki. Poprawnie, lepiej niż Chorwat, lepiej niż Koreańczyk z wczoraj (ale dodatkowe punkty ma za pochodzenie). Widocznie spięty, zbyt zgarbiony. Jest finalistą. I to dla niego wystarczająca nagroda.

I na koniec Łotysz. Znowu ta sama sceniczna poza: marynarka, koszula i pewność siebie. Wyszedł i zagrał. I trochę przekombinował. Konkursu nie wygra się zmieniając tu i ówdzie wykonywane dzieło. A koncert e-moll w jego wykonaniu brzmiał inaczej. Jakby mroczniej, chwilami ciężej. To taki romantyzm, w którym Król Olch już zabrał co jego i nie można liczyć, że ktoś nas zratuje przed widmami strzyg i upiorów. Tu inaczej, tam inaczej i … choć słuchało się tego znakomicie, to bardzo, ogromnie się zdziwię, gdyby Osokins wygrał konkurs. Myślę, że nawet jeśli Jury dopuszcza myśli o swobodzie wykonawczej, poszukiwaniu nowego brzmienia, to łotewski pianista poszedł o jeden krok za daleko. Za takie granie nawet należałoby mu się standing ovation, ale… nie na Konkursie.

Jak powinno się grać ten koncert? Ano tak:

Read Full Post »

… ilekroć słucham tego wykonania, jakoś tak zastygam oczarowany…

Ach, cieszymy się, że Amerykanka przeszła do kolejnego etapu…

Read Full Post »

Spijam popołudniową kawę na tarasie lekceważąc sobie spoglądające na mnie ponad drzewami rozświetlone oblicze napuszonego Sola. Zza otwartych drzwi, z głębi salonu dobiegają dźwięki muzyki, która delikatnie i nienachalnie wpasowuje się w upływające sekundy czasu, który nie ma gospodarza. Telefony nie dzwonią, rower w naprawie, auto w oczekiwaniu na serwis… ot prawie sezon ogórkowy. Nic tylko tonąć  w nieśpiesznych dźwiękach.

Ta idylla zaczęła się – dość zwyczajnie – chwilę wcześniej, gdy stanąłem przed półką z płytami zastanawiając się, co by mi tu w nastrój trafiło. Kantaty czy oratoria przebrzmiały (jedno nawet rano i wystarczy), jakoś nie miałem ochoty na kolejne chwile z Bachem. Chopin zaś musi odpocząć, bo eksploatowanie Fryderyka nad miarę też może przynieść kiedyś szkody. Ale… fortepian, o tak… idźmy tą drogą. Więc pada pytanie: Mozart czy Beethoven? Hm, obaj czekają ze swoimi koncertami fortepianowymi… na swoją kolej. Mozart Bilsona (tak, wiem, jużem w Klasycznej Niedzieli o tym spotkaniu dusz pisywał) czy Beethoven Argerich (kilka razy mierzyłem wzrokiem ten album, ale… nie, musi poczekać)… hm, klasycy wiedeńscy i fortepian. Już blisko ostatecznego wyboru. Jakiego? O tym w dziale recenzje…

Read Full Post »

Koniec.

Dnia. Wieczoru. Mozołu. Nocy. Wszystkiego. Perfekcyjny koniec.

Read Full Post »

fryderyk-chopin„…inaczej niż u Mozarta (który prowadził kantylenę po sznureczku symetrycznych segmencików), inaczej niż u Schuberta (który porusza się zwrotkami), jedną linią nieprzerwaną. Słuchane, brzmią te kantyleny tak, jakby były, i to właśnie na gorąco, improwizowane. Są wykwintne, wybredne, nie eksploatują swych pięknostek, nie wystawiają ich natrętnymi powtórzeniami na pokaz, przelatują nad nimi jakby mimochodem, w pośpiechu. Nie są puste. Podążając za melodią mowy, polskiej mowy (wyjątek: impromptus, które sobie gaworzą po francusku), snują za każdym razem jakąś wyjątkową myśl, coś perswadują, tłumaczą, o coś się spierają, bywa, że tylko wspominają. Elegancji wtóruje tu rzeczowość, wykwint wspierany jest przez prawdę, choć z rzadka tylko oczywistą, raczej taką z lekka odlotową.” […] Piotr Wierzbicki, Migotliwy ton. Esej o stylu Chopina.

Najpiękniejsze kantyleny świata? Zapraszam do działu recenzje. A dziś, cóż… mija właśnie 164 lata od chwili Jego śmierci. Najlepiej uczcić go muzyką. Zwłaszcza graną tak pięknie…

Read Full Post »

Older Posts »