Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Franz Schubert’

„… skrzypek Hercowicz, co grał z pamięci, jak z nut, z Schuberta on umiał zrobić, no brylant, no istny cud…” – śpiewała kiedyś Ewa Demarczyk piękny wiersz Osipa Mandelsztama.

Arturo Benedetti Michelangeli skrzypkiem nie był, ale… „no brylant, no istny cud” to już zapewne… Dobrej nocy…

Reklamy

Read Full Post »

Idzie zima. Stefano Montanari przepięknie nam ją zapowiedział, hołubiąc każdą, nawet najbardziej lichą nutę z koncertu Vivaldiego. Kilkanaście dni temu  niby, a jednak… przyszło nam wkrótce skrobać szyby naszych aut. Ubierać rękawice i ciepłe kurtki. To jednak taka zima z tych łagodniejszych. Taką jeszcze akceptujemy. Przed zimnem, które drzemie w pieśniach Schuberta, tymi samymi, jakie zaprezentowali nam Nataša Mirković  oraz Matthias Loibner podczas wieczornego koncertu w piątek, 15 listopada br. w ramach kończącego się festiwalu Poznań Baroque nic nas nie ochroni. Jak było? Ano – relacja (ostatnia już) w dziale koncerty.

Read Full Post »

Jeśli myśleliście, że chłód za oknem to wszystko, co się wam może przydarzyć tej zimy, to … źle myśleliście. Jest paskudnie, okiennicami targa wiatr, w kominku trzaskający ogień miesza się ze świstem powietrza brzmiącym jak wycie wilków, a mróz wdziera się wszelkimi dostępnymi szparami, by tylko dotknąć tych naszych złudnie bezpiecznych przestrzeni życiowych, zamieniając je w kolejne surowe, beznamiętne i odarte z uczuć pokoje samotności. Szaro – białe, zamglone korytarze. Niby wiodące ku białemu światłu, a jednak… sugestywnie podpadające pod smród sali starego, zatęchłego zamczyska. Brr…

Co taki wpis zatem robi na blogu muzycznym? A, jeśli chodzi o szczegóły, to więcej w dziale recenzje

Read Full Post »

Wyjechało się na południe Polski, by pozażywać trochę upragnionego urlopu. W tłumie podobnych sobie turystów, hałasu, gorszych warunków, niż te, które ma się w domu. Słowem: wakacje.

Panorama - Tatry

Skoro ma być o wakacjach, bo i czas odpowiedni na takie pisanie, i pogoda robi (ła) wszystko, by wpasować się w stylistykę, no i człowiek czekał cały rok na to, by wyrwać się z domu, to trzeba coś skrobnąć. Ale ten przymus źle na mnie wpływa, więc o urlopie prawie nie będzie. Bo w sumie taki temat (znaczy się wakacje) niespecjalnie mieści się w ramach Klasyki na Niedzielny Poranek. To o czym będzie? O niby poważnych sprawach.

Wawelska katedra zabiła mnie idiotyzmem wygłaszanych komunikatów przez tamtejszą ochronę. ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA. Nie, żebym rozpaczał z tego powodu, ale zakaz ten oznaczał brak możliwości używania w katedrze wawelskiej (prawie całej) aparatu fotograficznego (lustrzanki lub kompaktu). Nie to jednak jest DZIWNE. Ano, bo okazuje się, że można tam natomiast „kręcić” filmy, ale … UWAGA … tylko kamerą!!!!! Dlaczego tak?? Nie mam pojęcia, faktem jest, że takie rozwiązanie wskazuje na schizofrenię ważniaka, który ten zakaz ustanowił. Z każdego nakręconego kamerą cyfrową filmu można „zrzucić” poszczególne klatki, które będą odpowiednikiem zdjęć robionych przez aparaty cyfrowe. Więc dlaczego „wolno” kręcić filmy, a nie wolno robić zdjęć? BA – kolejny zakaz przebija wszystko, bo – UWAGA – nie tam wolno kręcić filmów aparatem fotograficznym!!!!!!! Dlaczego???  N-i-e m-a-m p-o-j-ę-c-i-a!!! Nie i koniec!Wawel w podczerwieni.

Ta absolutnie błaha sprawa, która urasta do granic absurdu (sam widziałem poirytowanie ludzi) to tylko przykład, że wcale nie jesteśmy tacy bardzo nowocześni i nastawieni na turystów. Mnożymy bezsensowne zakazy, nakazy, przeszkadzamy, próbując narzucać swój jedyny właściwy punkt widzenia. Dobra, wygadałem się, a teraz o muzyce.

Przy okazji wizyty na Wawelu naszło mnie wspomnienie pewnej dyskusji z sieci. Internet rzeczywiście zabija tradycyjny handel muzyką. Oczywiście wielkich sieci handlowych mi nie żal (tak, wiem, tam też pracują ludzie, ale jakoś nie żal i basta). Ale są miejsca, które pewnie znikną z upływem czasu, bo przecież ile osób zada sobie trud wędrowania ulicami miasta, by kupić płytę. Jak choćby do małego sklepiku muzycznego na Wawelu, gdzie zawsze chętnie wchodzę, ilekroć mnie to Krakowa życie przygna. Obserwowałem to już wcześniej, ale ostatnia sierpniowa wizyta tylko potwierdziła moje spostrzeżenia. Za każdym razem coraz mnie płyt na półkach, oferta uboższa, i generalnie jakoś tak smutno. Szkoda, bo obcowanie z muzyką w taki bezpośredni sposób ma swój urok i żadne klikanie, nie wiadomo jak tanie, nigdy tego nie odda.

Wiem, sam nie jestem bez winy, bo sporo płyt kupuję przez Internet. Więc nikogo nie potępiam, a jedynie żałuję świata, który znika bezpowrotnie. I tyle…

Skoro romantycznie miało być, i wakacyjnie zarazem, to niech zabrzmi nabyty w Krakowie składak Harmonia Mundi L’Age d’or du Romantisme. Zacznie Alain Planès swoją interpretacja Preludium nr 4 e-moll op. 28 Fryderyka Chopina. Dlaczego Chopin? A bo na przykład minęło 70 lat od wybuchu II wojny światowej, a wykonywanie dzieł Chopina zostało wówczas zakazane przez Niemców.  A drugą okazją niech będzie zbliżający się festiwal Chopin w barwach jesieni”, który już za moment rozpocznie się w Antoninie k. Ostrowa.

A gdy już wybrzmi chopinowskie preludium, proponuję pogłębienie nastroju jesienno – marzycielsko – powakacyjnego. Wszystko to dźwiękami Franza Schuberta i jego sonaty fortepianowej wykonywanej przez Paula Lewisa. Jej Andantino brzmi tak.  Recenzja płyty TU.

Read Full Post »