Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Freiburger Barockorchester’

Ha! Klasycyzm klasycystyczny w czystej, klasycznej postaci. Gdyby ktoś bardzo chciał dowiedzieć się, czym różnią się koncerty fortepianowe z okresu romantyzmu od tych, które powstały kilkadziesiąt lat wcześniej, w epoce dziś powszechnie (zwłaszcza w szkołach, bo kto inny o tym pamięta?) zwanej klasycyzmem – zdecydowanie winien sięgnąć po muzykę napisaną przez nadwornego muzyka i kompozytora rodu Esterhazych. Tegoż samego, któren zasłużył sobie również na miano klasyka wiedeńskiego (choć dlaczego – o tym innym razem) – czyli Józefa Haydna. Więcej? W dziale recenzje…

A brzmi to tak:

Reklamy

Read Full Post »

… już w dziale recenzje. Na szczęście to nie jakieś the best of (którego nie cierpię), tylko zestawienie kilku przyjemnych utworów różnych kompozytorów. Całość scalona wykonaniami Freiburger Barockorchester prowadzonej przez Thomasa Hengelbrocka. Do poczytania TU.

Do posłuchania coś z tej płyty wkrótce.

Read Full Post »

A jakoś tak mnie naszło. Sam się niedawno miotałem między takimi myślami, a czymś bardziej niecenzuralnym. A bo to żeby się ścigać w kwestiach grania muzyki naszego kompozytora? Toż to jakoweś bezeceństwa. Ścigać to się można na basenie, bieżni, tudzież ewentualnie na szosie lub bezdrożu, jak się pomyka na rowerku. Ale w graniu muzyki? łeeeee…

I tak sobie myślę, że jednakowoż wyścigi takie, ino, że na mniejszą skalę robi sobie każdy meloman. Tylko, że w zaciszu domowym. I nie ma co zaprzeczać, że to zupełnie inna kwestia. Przykładem będzie mój dzisiejszy wieczorny „koncert” przy kominku.

Przymierzam się do Mesjasza Jerzego Fryderyka Händla. Jakiś czas już się przymierzam. Oczywiście to jeden z utworów klasyki, które każdy przynajmniej raz w życiu słyszał, choćby nawet nie kojarzył, co zacz diabeł z nim pogrywa. Kto twierdzi, że nie słyszał – proponuję przypomnieć sobie najsłynniejszy fragment – linku uskrzydlające Alleluja (tu w wykonaniu Choir of King’s College z Cambridge). Znane? No jasne…

Zatem, przymierzanie miało konkursowy charakter. Szukając konkretnego wykonania (w sensie takiego, które będzie mi odpowiadało) pożyczyłem kilka płyt.

Pierwsza z nich to Academy and Chorus of St. Martin-in-the-Fields prowadzone przez Neville Marrinera (orkiestra) i László Heltaya (chór). Mesjasz oparty na wykonaniu londyńskim z 23 marca 1743 roku (opracowanie Christophera Hogwooda). Nagrane w … 1976 roku przez Deccę i wydane na płytach CD przez firmę Altaya.

Druga z płyt, to wersja Mesjasza nagrana przez Bach Collegium Japan prowadzone przez Masaaki Suzukiego. Oparta na wersji tekstowej opracowanej przez Charlesa Jennensa z XVIII wieku. Zarejestrowana w The Shoin Women’s University Chapel. Mam słabość  do Suzukiego, więc mimo pozornej obiektywności prowadzi(ł) on w wewnętrznym rankingu. Wydanie BIS-u.

Ostatni ze słuchanych albumów to – jakże by inaczej – Paula McCreesha Gabrieli Consort & Players. Wersja z 1754 roku (Foundling Hospital Version), nagrana na instrumentach z epoki. Wykonanie zarejestrowano w Kościele pod wezwaniem Wszystkich Świętych w Londynie, płyty wydał Archiv.

Ostatecznie… po tygodniowym słuchaniu … z przerwami na Chopina… The Winner is…

No właśnie. Jaki zwycięzca? Przecież nie można ponoć przeprowadzać konkursów (a w każdym razie sporo osób neguje takie coś jak konkurs muzyki klasycznej). To co robimy w takim razie w domowych pieleszach? Wybierając jakieś nagrania kosztem innych?

Georg Friedrich Händel: Messiah (HWV 56)

Już się nie mądrzę. W każdym razie Mesjasz do mnie przyjdzie ze znanego sklepu internetowego (chyba, że znowu mieli go w katalogu ‚na wyrost’ jak niedawno z kantatami Bacha na SACD). Będzie to dla odmiany … Freiburger Barockorchester pod dyrekcją Rene Jacobs. Sam jestem ciekawy, jak brzmi, bo wybrałem trochę w ciemno … Aha, album wydała Harmonia Mundi.

Pewnie, jak już przyjdzie, to posłucham i coś napiszę…

Read Full Post »

Pietro LocatelliPatrzyłem sobie ostatnio w tagi dostępne na blogu, przeglądałem listę fraz, jakie z wyszukiwarek skierowały internautów do mojej strony i doszedłem do wniosku, że czas na chwilę – mimo oczywistej niechęci do tego, by tak zrobić – zostawić barok w spokoju. Nie dlatego, że mało popularny (bo raczej jest odwrotnie), ale dlatego, że obserwuję dużo większe zapotrzebowanie na informacje o muzyce „wcześniejszej”. Kłania się renesans, puka do drzwi muzyka z czasów średniowiecza. Prym wiodą w tej karuzeli dwa nazwiska: Gregorio Allegri i Henry Purcell. Dziwi mnie jednocześnie, że głównie te, a nic o Tallisie, Byrdzie itd. No, ale może za chwilę się to zmieni.

Skoro postanowienie wyżej opublikowane zapadło, to czas na ostatni więc – na jakiś czas – wpis o baroku. Dziś będzie to zapowiedź recenzji concerti grossi Pietro Locatellego. Zapowiedź być musi, bo podstrony nie pozwalają na tagi (albo pozwalają, ale ja tego nie potrafię uruchomić). A po Corellim, Händlu, Bachu i Geminianim, Locatelli będzie idealnym uzupełnieniem (choć korci mnie jeszcze na drugą część koncertów brandenburskich Bacha, ale wytrzymam).

By wprowadzić nastrój, najpierw fragment Concerti Grossi F Minor – cz. I w słynnym serwisie, i cz. II tamże.

Do recenzji na skróty – kliknij tu!

Read Full Post »