Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Gabrieli Consort & Players’

coverW liturgii tego dnia… no tak w sumie to można sobie w sieci dokładnie wyczytać, co tam przewidziano na Wielki Wtorek. Bo to niby dzień jak codzień, tyle, że przypadający w Wielkim Tygodniu. Z tego też względu, na dziś w bogactwie muzyki klasycznej można wyszukać sobie dowolny fragment muzycznego piękna i wokół niego zbudować sobie spokój przeżywania takich chwil. Wśród wielu utworów, które na dziś najpierw wybierałem, po czym odrzucałem w końcu pojawił się ten najważniejszy. Wcale nie jedyny – o nie – wszak w jego miejsce bez problemu zdałoby się wprowadzić jakiś „znamienitszy” kawałek, ale dla mnie, tego dnia najwięcej znaczy mały fragmencik z albumu Gabrieli Consort & Players prowadzonych przez Paula McCreesha. Ta płyta trafiła do mnie za sprawą zgłębiania dorobku Heinricha Ignaza Franza von Bibera. Tytuł… odpowiadający tematycznie nadchodzącym wydarzeniom: Requiem, choć na albumie tak kompozycje, jak kompozytorzy reprezentowani całkiem licznie: poza Biberem jeszcze Schmelzer, Magerle, Muffat i … no właśnie Orlando di Lasso. To właśnie jego Media vita in morte sumus przynosi nam muzykę najbardziej właściwą na ten dzień.

Media vita in morte sumus:

quem quærimus adiutorem,

nisi te Domine,

Qui pro peccatis nostris iuste irasceris?

Pośród życia jesteśmy zanurzeni w śmierć:

u kogo znajdziemy pomoc,

jeśli nie u Ciebie Panie,

który za nasze grzechy okazujesz słuszne zagniewanie?

Tak to brzmi… (choć tradycyjnie zachęcam, by sięgnąć po całą płytę):

Reklamy

Read Full Post »

Marino Grimani zasłynął w sumie niczym. Wybrano go na urząd doży wkrótce po tym, jak stosownym osobom wręczył łapówki („dary”… tak wiem, tak się to wówczas nazywało i było dopuszczalne). Bycie ambasadorem w Watykanie wcale mu nie pomogło. Z papieżem Pawłem V pokłócił się zaraz na wstępie swoich rządów, a Wenecja znalazła się na cenzurowanym. I właściwie tyle. A jednak – ten niewiele znaczący władca doczekał się „swojej” mszy koronacyjnej.

Bratankowie Gabrieli napisali wspólnie pieśni, które w połączeniu z muzyką kościelną wykonywaną tradycyjnie podczas mszy świętej dały kompozycję, której recenzję znajdziecie w dziale recenzje. A New Venetian Coronation. Chyba największe odkrycie tej jesieni, aż wstyd bierze, żem wcześniej tego albumu nie doszukał się.

Zresztą, kto ma ochotę… zapraszam tu. Jest nawet całość do wysłuchania…

Read Full Post »

…był Kris 🙂

A u mnie – w poniedziałek rano, przy pięknym słońcu i z lekką mgiełką nad polami Wielkopolski – Michael Praetorius. Jego luterańską mszę na Boże Narodzenie rano znajdziecie TU. I nawet jak nie przekona was moje zdanie na wspomniany temat – posłuchajcie muzyki. To jeden z tych utworów, o których niełatwo zapomnieć…

A Wielkopolska w październiku, o poranku, potrafi wyglądać tak…

Jesień w Wielkopolsce

Read Full Post »

A jakoś tak mnie naszło. Sam się niedawno miotałem między takimi myślami, a czymś bardziej niecenzuralnym. A bo to żeby się ścigać w kwestiach grania muzyki naszego kompozytora? Toż to jakoweś bezeceństwa. Ścigać to się można na basenie, bieżni, tudzież ewentualnie na szosie lub bezdrożu, jak się pomyka na rowerku. Ale w graniu muzyki? łeeeee…

I tak sobie myślę, że jednakowoż wyścigi takie, ino, że na mniejszą skalę robi sobie każdy meloman. Tylko, że w zaciszu domowym. I nie ma co zaprzeczać, że to zupełnie inna kwestia. Przykładem będzie mój dzisiejszy wieczorny „koncert” przy kominku.

Przymierzam się do Mesjasza Jerzego Fryderyka Händla. Jakiś czas już się przymierzam. Oczywiście to jeden z utworów klasyki, które każdy przynajmniej raz w życiu słyszał, choćby nawet nie kojarzył, co zacz diabeł z nim pogrywa. Kto twierdzi, że nie słyszał – proponuję przypomnieć sobie najsłynniejszy fragment – linku uskrzydlające Alleluja (tu w wykonaniu Choir of King’s College z Cambridge). Znane? No jasne…

Zatem, przymierzanie miało konkursowy charakter. Szukając konkretnego wykonania (w sensie takiego, które będzie mi odpowiadało) pożyczyłem kilka płyt.

Pierwsza z nich to Academy and Chorus of St. Martin-in-the-Fields prowadzone przez Neville Marrinera (orkiestra) i László Heltaya (chór). Mesjasz oparty na wykonaniu londyńskim z 23 marca 1743 roku (opracowanie Christophera Hogwooda). Nagrane w … 1976 roku przez Deccę i wydane na płytach CD przez firmę Altaya.

Druga z płyt, to wersja Mesjasza nagrana przez Bach Collegium Japan prowadzone przez Masaaki Suzukiego. Oparta na wersji tekstowej opracowanej przez Charlesa Jennensa z XVIII wieku. Zarejestrowana w The Shoin Women’s University Chapel. Mam słabość  do Suzukiego, więc mimo pozornej obiektywności prowadzi(ł) on w wewnętrznym rankingu. Wydanie BIS-u.

Ostatni ze słuchanych albumów to – jakże by inaczej – Paula McCreesha Gabrieli Consort & Players. Wersja z 1754 roku (Foundling Hospital Version), nagrana na instrumentach z epoki. Wykonanie zarejestrowano w Kościele pod wezwaniem Wszystkich Świętych w Londynie, płyty wydał Archiv.

Ostatecznie… po tygodniowym słuchaniu … z przerwami na Chopina… The Winner is…

No właśnie. Jaki zwycięzca? Przecież nie można ponoć przeprowadzać konkursów (a w każdym razie sporo osób neguje takie coś jak konkurs muzyki klasycznej). To co robimy w takim razie w domowych pieleszach? Wybierając jakieś nagrania kosztem innych?

Georg Friedrich Händel: Messiah (HWV 56)

Już się nie mądrzę. W każdym razie Mesjasz do mnie przyjdzie ze znanego sklepu internetowego (chyba, że znowu mieli go w katalogu ‚na wyrost’ jak niedawno z kantatami Bacha na SACD). Będzie to dla odmiany … Freiburger Barockorchester pod dyrekcją Rene Jacobs. Sam jestem ciekawy, jak brzmi, bo wybrałem trochę w ciemno … Aha, album wydała Harmonia Mundi.

Pewnie, jak już przyjdzie, to posłucham i coś napiszę…

Read Full Post »