Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Georg Philipp Telemann’

Ależ proszę bardzo. Voila!

A grają tak…

Reklamy

Read Full Post »

Wieść niesie, że Pan Telemann, co to był się urodził w Magdeburgu a bywał tu i ówdzie, jako znany kompozytor i muzyk ma dziś swoją ławeczkę w Żarach. Moda taka nastała w świecie, że znane osobistości przesiadują po miastach i miasteczkach, odlane ze spiżu i każdy może sobie obok nich usiąść i strzelić słitofocię. Takoż i Żary doczekały swojego wielkiego artysty, nawet jeśli tylko przez jakiś czas był on związany z tym miastem za sprawą swego mecenasa (nie mylić z obecnie nadużywanym mianem przypisywanym prawnikom wątpliwej proweniencji). A takoż historia się potoczyła, że Promintzowie, stary, śląski ród skoligacony z Piastami i z tytułami wywodzącymi się z korony czeskiej wtenczas, czyli w baroku rządzili w tymże mieście (i jeszcze w kilku innych też), a że były to czasy rządów Wettynów tak w Saksonii, jak i Rzeczypospolitej, to żarski dwór zasłynął wśród jemu współczesnych z kulturalnego obycia. Ostatni z Promnitzów (choć chyba tego nie planował, kto wie?) – Jan Erdman II w połowie XVIII wieku tak zorganizował swoje życie, iż do Żar i Pszczyny ciągnęły najlepsze orkiestry i artyście z Włoch i Niemiec. A te dwie nacje były wówczas uznawane za kwintesencję muzyki barokowej. Zresztą nie tylko wówczas, dziś też…

Zatem, jako się rzekło, Pan Telemann ma swoją ławeczkę w Żarach. W połowie XVIII wieku wyglądały one na jedno z ważniejszych miast na kulturalnej mapie ówczesnej Europy, a dziś, no cóż, jak podają źródła… „Pałac Promnitzów jest znakomicie zachowaną ruiną”… Ech…

Dobrze, to żeby dalej nie brnąć w nastroje minorowe – od razu zapraszam do działu recenzje. Tam nowa płyta mało znanego niemieckiego ansambla o jakże wdzięcznej nazwie Der Musikalische Garten. Jak sami o sobie napisali w notce – wykorzystując styl scordatura poszukują nowych możliwości technicznych i brzmieniowych, których przy „zwyczajnym” strojeniu instrumentów nie da się ujawnić. Nie ograniczają się przy tym do muzyki napisanej w tym stylu, a przeciwnie – cały czas wybierają do grania utwory mało znane, tudzież zupełnie nieznane. I dobrze, bo dzięki temu barok żyje. Pozwala cieszyć się coraz to nowymi kompozycjami, których nikt od kilku wieków nie wykonywał publicznie. A może nikt nigdy ich nie zagrał? Napisano je do szuflady, w nadziei na lepsze czasy, co nie nadeszły? Kto wie…

Dla zachęty – tak grają taką mało znaną muzykę…

Read Full Post »

Ein feste Burg ist unser Gott, ein gute Wehr und Waffen.

Er hilft uns frei aus aller Not, die uns jetzt hat betroffen.

Der altböse Feind, mit Ernst er’s jetzt meint;

groß Macht und viel List sein grausam Rüstung ist,

auf Erd ist nicht seinsgleichen.

Marcin Luter (nie, nie napisałem tego nazwiska z błędem – gdyby ktoś z USA miał wątpliwości!) w 1529 roku napisał słowa hymnu, który do dziś jest wykonywany w protestanckich kościołach z wielką atencją. Zwłaszcza w czasie obchodów Święta Reformacji. Nic więc dziwnego, że po pieśń Lutra sięgali również kompozytorzy na przestrzeni wieków. Jak choćby mocno zapomniany w Klasycznej Niedzieli Georg Philipp Telemann. Żeby to nadrobić, zapraszam do działu RECENZJE.

 

Read Full Post »

Ensemble l’Ornamento – perfekcyjnie pasująca do zespołu muzyki barokowej nazwa. Niczym na kobiecych rękach biżuteria, piękne ornamenty w baroku odgrywały i nadal fascynują wszystkich, którzy z tą dziedziną mieli jakikolwiek kontakt. Niezależnie, jaką sferę sztuki z przełomu XVII i XVIII wieku wybralibyśmy do analizy, wszędzie tam pojawią się niezwykle kunsztowne, frapujące szczegóły i szczególiki, których wpływ na odbiór dzieła w całości jest nie do przecenienia. Zapewne więc owo umiłowanie melodii wspartej wieloma mistrzowskimi ozdobnikami stało u podstaw poczynań czwórki muzyków, wykształconych w Schola Cantorum Basiliensis. I to słychać. Rękę Chiary Bancini, czy Jespera Christensena. Dbałość o nastrój, blichtr każdej, najbardziej nawet rzekomo niepotrzebnej nuty – to wszystko znajdziecie w grze tego ansambla.

Tworzy go czworo muzyków: Juliane Heutjer (flet), Katharina Heutjer (skrzypce), Sebastian Wienand (klawesyn) i Jonathan Pesek (wiolonczela). I choć to zespół dopiero wchodzący na rynek muzyki dawnej, to nie sposób nie docenić ich stylu! Po więcej zapraszam do działu recenzje…

A grają tak 🙂

Read Full Post »

… ale może dla was?

Arte Dei Suonatori zdecydowali się ruszyć na podbój metropolii. Najbliższe koncerty – majowe rzecz jasna – odbędą się w Kliczkowie (no jasne, jakżeby inaczej, jak nie w Sali Dworskiej Zamku?) – we środę 18 maja br. Potem … Puławy i Sala Kongresowa Pałacu Czartoryskich, gdzie orkiestra wystąpi w piątek 20 maja o godzinie 19.00. A na koniec owa metropolia, czyli Warszawa. 21 maja Arte Dei Suonatori zagrają w Sali Balowej Zamku Królewskiego, koncert zacznie się o godzinie 19.00.

Bilety taniutkie (Kliczków), albo ciut droższe (Warszawa). Albo zupełnie za darmo (Puławy).

W programie Georg Philipp Telemann:

Volker – Ouverture B-Dur na smyczki i basso continuo TWV 55:B5
Concerto polonois B-dur na smyczki i basso continuo TWV 43:B3
Concerto polonois G-Dur na smyczki i basso continuo TWV 43:G7
Koncert skrzypcowy a-moll TWV 51:a1
Ouverture D-Dur na 3 oboje, smyczki i basso continuo TWV 55:D15

Szkoda, że nie będę mógł być, ale … kto może (ma blisko, tudzież ma czas) – polecam, bo warto.

Read Full Post »

Lato. Kto może, wyjeżdża na urlop. Kto nie może, pracuje. Niektórzy – biorą urlopy i … wyjeżdżają do pracy. W Polskę, jak niżej podpisany.

Kierunek łódzko – radomszczański mam już opanowany. Blisko Częstochowa, a za nią zaczyna się ulubiony przeze mnie szlak Orlich Gniazd. O nich jednak już było w Klasycznej Niedzieli, toteż dziś kilka słów o innych urokliwych miejscach naszego kraju. Na początek Łódź. Miejsc niesamowitych w niej co niemiara, aż szkoda, że człowiek popołudniami dysponuje tak niewielką ilością czasu. I że słońce nie zawsze dopisuje, więc trzeba sobie radzić.

W Łodzi, zamiast wizyt w przereklamowanych i zatłoczonych centrach handlowych (w których nawiasem mówiąc znajdziecie to samo, co w innych miastach) warto zaliczyć Nowy Cmentarz Żydowski. Dreszcze na karku i jakieś takie tchnienie historii – to wszystko napotkacie przechodząc przez bramę cmentarza. A potem pomniki, jak domu, i zwykłe macewy, z zatartymi napisami. Niezwykle.

Wspomnieniem dawnej świetności miasta będą też budynki, jakich próżno szukać w innych miastach. Choćby takie, jak odnowiona z przeznaczeniem na lofty dawna przędzalnia u Scheiblera. Stara dzielnica łódzka – Księży Młyn, oczywiście zabudowa ceglana, jakiej dziś próżno szukać w innych miastach. Nie zobaczyłem wnętrz, ale z zewnątrz zapewnia, że „u Scheiblera” robi wrażenie.

Tyle na dziś. A muzycznie… cóż, niech wspomoże nas na niedzielny poranek jeden z motetów Jerzego Filipa Telemanna z albumu Telemann Motetten wydanego przez Raumklang. Recenzja w dziale wiadomym, a dla nas niech zagra Magdeburger Barockorchester i zaśpiewa Magdeburger Kammerchor. Moje ulubione Halt, was du hast brzmi tak…

A o innych kierunkach popołudniowych wypraw po pracy – już wkrótce…

Read Full Post »

Święta się zbliżają. Trudno tego nie zauważyć w marketach i centrach handlowych, gdzie kapie wystrojem czerwono – złotym i tylko czekać, aż z głośników spłynie na nas żenujące połączenie Last Christmas Whamu z kolędami. Muzyka w marketach normalnie doprowadza mnie do histerii (bo zazwyczaj brzmi w moich uszach monotonnym „wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd), ale przed Bożym Narodzeniem sprawia, że wizyta w centrum handlowym to ostateczność.

Święta się zbliżają, więc naszło mnie na takową muzykę. Zaczęło się od bachowskiego Magnificat (BWV 243a) oraz kantaty „Christen, ätzet diesen Tag” (BWV 63) z płyty nagranej przez Philippa Herreweghe i jego Collegium Vocale Gent. Jaka jest ta płytka – postaram się jeszcze przed Bożym Narodzeniem napisać, bo to zacna rzecz. Ale ja nie o tym. Ano, skoro Bach, to pomyślałem sobie wówczas, jak dobrze byłoby wreszcie sięgnąć po Oratorium Bożonarodzeniowe kantora św. Tomasza. Dobrze się złożyło, że zaprzyjaźniony sklepik takowe posiadał, i to jeszcze w wersji SACD. Więc nie zastanawiałem się zbyt długo. Pojechałem z zamiarem nabycia Weihnachtsoratorium BWV 24, wykonywanego przez I Barocchisti pod dyrekcją Diego Fasolisa (po koncertach brandenburskich biorę go w ciemno). Wyszedłem z … wszystkimi symfoniami Beethovena w wykonaniu Minnesota Orchestra oraz Osmo Vänskä, wspomnianym Oratorium oraz samplerem Raumklangu. Pan Konrad polecił mi ten ostatni krążek z właściwym sobie uśmiechem i tekstem „świetnie nagrana i doskonale dobrana płyta”.

Posłuchałem, i faktycznie – nie mogę się uwolnić… Szczegóły co się tam znalazło – tu.

Co najdziwniejsze i zarazem najciekawsze – muzyka klasyczna dociera do przeciętnego słuchacza rzadko. Albo za sprawą płyt wydawnictwa DeAgostini, tudzież innego Reader’s Digest. Niektórzy kupują składanki The Best of Classic … Ever!, ewentualnie 4 Pory Roku Vivaldiego i … that’s all! Coś z półki wielkich wydawców w rodzaju EMI lub Uniwersalu. A samo SACD do melomanów muzyki klasycznej przebija się powoli. No bo tytułów niewiele, bo wykonania nie te, bo zawsze można znaleźć jakiś argument przeciw. Cóż, szkoda że tak jest bo warto po te płyty sięgnąć. Muzyka klasyczna nagrana wielokanałowo tylko zyskuje. Żeby jednak nie było – płyty CD też warte są uwagi, bo w końcu liczy się tylko muzyka. Zwłaszcza muzyka nagrana w wytwórniach, którymi nie błyskają ściany telewizorów i reklamowych plakatów LCD. Jak przedmiotowy Raumklang. Dla zachęty – Harmony of Nations Baroque Orchestra i Uwertura a 7, Sommeille Georga Philippa Telemanna.

Miłego słuchania. Zapraszam…

Read Full Post »

Older Posts »