Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Germany’

GroßsedlitzWiem, zapowiadałem swego czasu wizytę w twierdzy Königstein, będącej w sumie warownym zamkiem obronnym położonym na jednym ze wzgórz opływanych przez rzekę Łabę (niem. Elbe, bo taką nazwę również w polskich publikacjach można znaleźć). I … do samej twierdzy jeszcze wrócimy, jednak dziś – skoro za oknem króluje szary odcień szarości – kilka słów na temat Drezna, okolic, historii i muzyki z tym miastem związanej.

Ostatni dzień naszego wydłużonego weekendu w Saksonii spędziliśmy w ogrodach Großsedlitz, k. Pirny. Dzień wcześniej, wracając z wojaży po saksońskich zamkach znaleźliśmy to miejsce nie bardzo wiedząc, co tam można zobaczyć, a że było już po zachodzie słońca, to przyszło nam zajrzeć do tych ogrodów jedynie przez stalowy płot. Wyjazd do Polski zaplanowany został na następny dzień i choć pierwotnie chcieliśmy „zaliczyć” pałac i ogrody Rammenau, to ostatecznie wylądowaliśmy znowuż w Pirnie (swoją drogą, do Rammenau muszę jeszcze pojechać!!). A stamtąd już malutki kroczek do miejsca, będącego bohaterem niniejszego wpisu.

Großsedlitz - tym razem w wersji IRBarokowe ogrody Großsedlitz przywitały nas piękną pogodą i niesłychanie miłą obsługą (różnie niestety Polacy są w Saksonii odbierani, nie ma co ukrywać). Królująca wszech i wobec zieleń pięknie urządzonych alejek, cytrusy i fontanny, plus … brak tłumów (w porównaniu do Zwingera lub Königstein było po prostu PUSTO!), śpiew ptaków i czysta przyjemność uwieczniania piękna  tego miejsca na matrycy naszych lustrzanek: wszystko to spowodowało, że o Großsedlitz myślimy dziś ze szczególnym sentymentem. Zarówno rozpoczynająca niniejszy wpis fotografia ogrodów wraz z pałacykami leżącymi na terenie parku, jak i spojrzenie na tamtejszy świat w podczerwieni, a także  widoczna na końcu spisu panorama, to tylko mała część zachwycającego zestawienia przyrody i architektury, którą można tam zobaczyć.

I takie sobie chodzą tymi alejkami...I jeszcze jedno. Wspólnie uchwaliliśmy, że postacie widoczne na fotografii obok, to po prostu „bogaci” Niemcy, który w ramach rozrywki przebierają się w takie stroje i spacerują sobie alejkami tego pięknego parku. Ku uciesze dzieci, turystów i duchów dawnych czasów, pętających się równie bez celu, co oni sami. Trochę szkoda, że takie eventy w naszym uroczym Kórniku nie mają miejsca. Ale może kiedyś, kto wie. Jak będę bogatym znudzonym Niemcem…

A żeby cały wpis osłodzić, zapraszam do wysłuchania muzyki związanego z Dreznem przez właściwie całe swoje dorosłe życie niemieckiego kompozytora, Heinricha Schütza. Anonsowanego już w Klasycznej Niedzieli przy okazji wpisów o Matthiasie Weckmannie. Schützem obiecuję zająć się poważniej jeszcze w tym roku, a póki co niech zabrzmi Jego Magnificat

I obiecana panorama Barockgarten Großsedlitz…

Panorama Großsedlitz

Reklamy

Read Full Post »

Stolpen w podczerwieniSkoro wakacje, to poza muzyką musi się znaleźć miejsce na ciąg dalszy opowieści o skarbach Saksonii. Z perspektywy minionych dni żałuję, że to był tylko wydłużony weekend – do zobaczenia była przecież niezliczona liczba miejsc, emanujących dawnymi czasami i historią. Po obejrzeniu drezdeńskich skarbów skrytych w zbrojowni (Rüstkammer) oraz Galerii Starych Obrazów ruszyliśmy następnego dnia na podbój okolicznych zamków, pałaców i warowni, tak bardzo związanych z historią Polski.
Pierwszym z nich było Zamek Stolpen. Sławny i częściowo odwiedzany przez Polaków za sprawą Józefa Ignacego Kraszewskiego, a właściwie bohaterki jego książki – Hrabiny Cosel. Metresa Augusta II Mocnego, Króla Polski, elektora Saksonii, znana jako Anna Konstancja von Brockdorf, hrabina Cosel spędziła w tym zamku 49 lat, po tym jak straciła poparcie, władzę i przymilne oko swego królewskiego admiratora.

Po lewej wieża Anny Cosel.

Po lewej wieża Anny Cosel.

Zamek stoi na wysokim, bazaltowym wzgórzu, skąd rozciąga się znakomity widok na okolicę. Zdecydowanie miejsce warte odwiedzenia, i to nie tylko na 15 minutowy bieg po zamkowych wieżach. Miła niespodzianka w środku – jedno z niewielu miejsc, gdzie można było nabyć przewodnik po zwiedzanym miejscu w naszym narodowym języku.
Ze Stolpen wybraliśmy się w stronę Pirny, gdzie na wzgórzach, góruje nad miastem o tej samej nazwie Twierdza Königstein. Ale… to już opowieść na kolejny dzień.

A poniżej, przy dźwiękach innego sławnego kompozytora, związanego i z Polską, i z Saksonią: panorama z zamku Stolpen. Muzycznie zaś – Georg Philipp Telemann i jego dwie części suity A-Minor  TWV 55.

Stolpen Panorama

Read Full Post »

Przekopuję się powoli przez fotografie, które zrobiłem podczas wypadu do Saksonii. Dziś, gdy Kodak ogłosił koniec swojego sztandarowego produktu (nawiasem mówiąc, nigdy za żółtym gigantem nie przepadałem), a Newsweek wieści „koniec prawdziwej przyjemności w wywoływaniu zdjęć” czuję się lekko jak pomarańczowy krasnal w zielonym pokoju zielonego domu. Bo obróbka cyfrowa dostarcza równie wiele przyjemności, co dawne grzebanie w chemikaliach. Cóż, zmieniło się „narzędzie” służące do obróbki powstałych fotografii, ale żeby od razu reklamować koniec świata? Brzmi to trochę jak szukanie sensacji na siłę.

Wracając jednak do tematu – wyprawa drezdeńska to nie tylko wielkie miasto nad Łabą, ale przede także okoliczne zamki i pałace, położone najczęściej w niezwykle urokliwych miejscach. Jak choćby Moritzburg. Pałac pierwszego elektora Saksonii, Maurycego I, przebudowany dla … Augusta II Mocnego (ech, ten rozpanoszony Sas!) przez tego samego architekta, który zaprojektował Zwinger.

MoritzburgMiasteczko Moritzburg leży właściwie na obrzeżach Drezna, a sam pałac, pięknie położony na wyspie pośrodku jeziora. Mimo trwających obecnie prac renowacyjnych (co widać na załączonych zdjęciach), mimo konieczności uważania na … gęsie – leżące dosłownie wszędzie – odchody (i gdzie tu ten NIEMIECKI porządek??!!), całość robi niesamowite wrażenie. Zdecydowanie warte polecenia.

Moritzburg w całej okazałości.Wspomniany zabytek nieprzypadkowo wybrałem na kolejną część saksońskich przyjemności. Dotarła do mnie dziś wiadomość, że w letnie, niedzielne popołudnia będą odbywać się znowuż w zamkowym arboretum koncerty w ramach cyklu „Muzyka z Kórnika”. Program festiwalu – przyjmijmy taką nazwę – znajdziecie tu. I tak naszła mnie myśl porównawcza. Bo – że festiwal się znowu odbędzie – cieszy. Że wielu odwiedzających będzie mogło posmakować czegoś więcej, niż ramówki Radia Zet tudzież Eska Rock – cieszy podwójnie. Ale gdzieś niestety tli się we mnie tęsknota, by kórnickie festiwale (koncerty, cykle – jak zwał, tak zwał) miały i stosowną oprawę, i odpowiedni klimat, i repertuar, i muzyków, no i oczywiście rangę. Zresztą – dla porównania – proponuję spojrzeć na festiwalowe zapowiedzi koncertów w Moritzburgu. Festiwal odbywa się corocznie w sierpniu, w tym roku  od 8 do 23 sierpnia. Więcej informacji na stronie Festiwalu.

Oczywiście oprócz świetnej strony internetowej (!), w zamku rozdawane są znakomite kilkustronicowe reklamówki festiwalowe. Aż szkoda, że w przypadku „Muzyki z Kórnika” nie ma takiej promocji. I żeby nie było – nie jestem malkontentem – doceniam pracę, jaką wykonują osoby zaangażowane w letnie koncerty w kórnickim parku, ale … chciałoby się, aby było jeszcze lepiej.

Póki co – posłuchajmy. Najpierw z kórnickiego repertuaru, Antonín Dvořák i jego Humoreska, z op. 101, nr 7 Ges-dur.

A potem: Hilary Hahn, w Andante z … Concerto No. 1 A minor BWV 1041 for Violin and Orchestra Jana Sebastiana Bacha. Ech…

Read Full Post »

Wyjazd do kraju Sasów, od stuleci wtłoczonego w ramy niemieckiego porządku zaplanowany został znienacka, skromnym nakładem sił i środków, z niewielką pomocą paru znajomych. Czas był sprzyjający, choć ojro niestety drogie, pogoda taka sobie, ale co tam – nie można rozleniwiać się na fotelu surfując po sieci, tylko trza ruszyć się z miejsca w poszukiwaniu wrażeń.

Drezno. Ile z niego zostało po wizycie amerykańskiej 8 Armii – wszyscy wiedzą, więc nie ma sensu o tym pisać. Przyczyny tamtej wizyty były różne, skutek jeden – jaki, wiadomo. Ślad po wydarzeniach  nocy z 13 na 14 lutego 1945 roku pozostanie już na zawsze – budynki pięknej starówki drezdeńskiej są najczęściej rówieśnikami starówki warszawskiej, choć np. Frauenkirche odbudowano ostatecznie po kilkudziesięciu latach, gdy tzw. przestroga przed tym,czym jest wojna przegrała z wizją pięknego, staroświeckiego miasta rodem z obrazów Bernarda Bellotto, szerzej znanego jako Canaletto.

W dzisiejszym Dreźnie, za naszej bytności znowu ślad Ameryki stał  się wyraźny. A to za sprawą Obamy, przebywającego w mieście Sasów z kurtuazyjną wizytą (czują się winni – to może też powinien wizytować stocznie w Yokosuce lub w Kobe, z pochylni których swego czasu na wodę spłynęły kadłuby lotniskowców admirała Nagumo??). W każdym razie banerów tyczących się wizyty Obamy w Dreźnie było co niemiara, co w gruncie rzeczy nie powinno dziwić uważnego obserwatora niemieckich sympatii z ostatniej amerykańskiej kampanii prezydenckiej.

Jednak wizyta w Dreźnie, to przede wszystkim spotkanie z historią (również I Rzeczypospolitej) XVII i XVIII wiecznej Europy, dla której miasto rządzone przez Wettynów było pewnie jednym w ważniejszych centrów kulturalnych ówczesnego świata. Ameryka była wówczas jedynie krajem kolonialnym, podzielonym pomiędzy mocarstwa ze Starego Kontynentu i tyle. I … nie zajmujmy się już nią więcej.

Dresden, SemperoperaSemperopera, słynna z wielu względów, których tutaj nie wspomnę, to miejsce, robiące na wejście (bo automapa prowadzi auto właściwie na jej parking podziemny – taki już teraz jest świat!) niesamowite wrażenie. Idąc dalej – katedra Św. Trójcy i zamek Wettynów połączone galerią, którą chodzi się ponad głowami przechodniów. Wspomniane Frauenkirche (trochę landrynkowe w środku) czyli kościół Najświętszej Marii Panny, zbudowany w stylu barokowym, odbudowany już w XXI wieku z powojennych zniszczeń. No i oczywiście… Zwinger. ZwingerW pałacu wybudowanym dla Fryderyka Augusta I, zwanego w naszej historii Mocnym, spędzić można cały dzień, oglądając jedynie Muzeum Starych Obrazów. A przecież jest jeszcze Rüstkammer, czyli  Königliches Historisches Museum – założone w 1932 roku muzeum starej broni i militariów, pochodzących w znacznej mierze z dawnej zbrojowni książęcej, mieszczącej się w tymże pałacu za czasów saskich. A na zakończenie jeszcze spora kolekcja porcelany.

Chodząc po późnobarokowych galeriach saskiego zabytku z zazdrością patrzy się na przepych i bogactwo tegoż pałacu. I tylko można westchnąć, że nasz, warszawski Pałac Saski już nie dotrwał do naszych czasów. Jakiś chichot historii w tym jest – Sasi Augusta II Mocnego go budowali, a Niemcy Adolfa H. wysadzali.

Ale gdyby komuś nudziło się w Dreźnie – zawsze może podjechać do pobliskiego Lipska, gdzie Anne – Sophie Mutter z tamtejszą Gewandhausorchester zagra mu koncert skrzypcowy Mendelssohna e-moll op. 64.

Choć … bliżej samego Drezna leżą zdecydowanie piękniejsze i warte odwiedzenia miejsca. Ale o tym następnym razem.

Read Full Post »