Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Giulano Carmignola’

31 marca 1732 roku, w Rohrau w Dolnej Austrii, w rodzinie miejscowego cieśli urodził się Franciszek Józef Haydn. Jeden z „klasyków wiedeńskich”, mistrz stylu Sturm und Drang, twórca ogromnej ilości znakomitych symfonii, słowem artysta obdarzony nieprzeciętnym geniuszem muzycznym. Trochę niedoceniany, i nie wiadomo dlaczego lekko zepchnięty w cień Mozarta i Beethovena. No to niech zagra dla nas dziś, tak wiosennie i lekko. Na skrzypcach znakomity włoski skrzypek Giulano Carmignola, z towarzyszeniem słynnej Orchestre des Champes-Élysées. Fragment koncertu skrzypcowego nr 1. Graj Giulano, graj…

Reklamy

Read Full Post »

Ano ogłoszono oficjalny program. I od razu zęby w ścianę. Jak oni tak mogą? W Wielki Tydzień, taaaakie koncerty? Tacy wykonawcy? Nosz tak nie wolno…

Gdzie-co-jak? Ach to oczywiste – jedyny taki festiwal muzyki klasycznej w Polsce, czyli Misteria Paschalia w Roku Pańskim 2015. O programie jeszcze się pewnie napisze, ale… już mnie skręca z zazdrości. Bo do Krakowa daleko, w Wielkim Tygodniu po wielokroć dalej, niż kiedy indziej. Ech… zobaczcie zapowiedź:

I tak mi się przypomniało przy okazji (bo… Ottavio Dantone będzie jednym z tych wykonawców, których oj, obejrzałoby się i posłuchało, oj tak!) o albumie, który zalega sobie na półce a dotąd ani słowa o nim nie stało w Klasycznej Niedzieli. To nadrabiamy.

Read Full Post »

Dzięki ci Boże za internet. Za tablety i dobrych znajomych (pozdrawiam Doroto 🙂 ). Kilka lat temu, gdy nasza nastoletnia latorośl była ciut większym bobasem niż obecna dzidzia, tak trochę na żywioł wybraliśmy się do Wenecji autem z Puli.

Wenecja

Daleko nie jest, drogi – wówczas wydawały się mistrzostwem świata – widoki ciekawe (nawet z hajłeja), słowem… nic tylko jechać. Zapakowaliśmy się, gorąco i tak było tak za oknem, jak i w środku (klimatyzacji w aucie niet), skromne trzy godzinki jazdy i voila! Dojechaliśmy. Zupełny żywioł. Na placu św. Marka – tłok.

Piazza San Marco

Do bazyliki się nie wejdzie, bo kto wytrzyma w tym skwarze stanie w kolejce. Pałac Dożów – zapomnij. Powłóczyliśmy się po weneckich uliczkach,

…weneckie kanały…

mostkach, zjedliśmy niezbyt tani obiad nad jednym z kanałów, a potem… przyszedł czas na najdroższą kawę w życiu.

Nie wiedząc, że caffe Florian to blichtr i kasa, kasa, kasa… zapodaliśmy sobie dwie kawy (naparstki kawowe, IYKWIM), jakąś fantę plus lody dla berbecia, w sumie z 50 € tak jakoś. Jakbym się nie pocił z gorąca, to bym się spocił od razu. Zachciało nam się kawy, na placu, z orkiestrą … pfff.

Oczywiście dopiero teraz, przygotowując się do naszego urlopu, sprawdziłem w przewodniku, że to najpewniej Florian był. Tablet pokazał na mapie, że faktycznie. Wyjaśnienia i komentarze internautów = bezcenne. Ale, co zapłaciłem onegdaj, to zapłaciłem. Jak pewnie kilka milionów ludków przede mną i po mnie. W końcu, jak inaczej takie Caffe Florian przetrwałoby te kilkaset lat…

Caffe Florian

Cheers.

Aha, żeby nie było niemuzycznie – to w recenzjach znowu Muzyka Wielkiego Wenecjanina…

A grają tak:

Read Full Post »