Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Grzegorz Gorczyca’

… czyli co drzewiej o muzyce sądzono.

Stanisław Herakliusz Lubomirski, w Rozmowach Artaksesa i Ewandra pisał tak:
„… Różne są drogi u wielkich ludzi do próżnowania po pracy. Jedni muzyką i tańcem, drudzy czytaniem i pisaniem uczonym, insi osobnością (którą łacinnicy solitudinem nazywają) cieszą się…”.

A Jakub Sobieski – przyszły ojciec Króla Jana – tak pisał do swoich synów Marka (tego, co to go zarżnięto pod Batohem) i Jana (później zwanego Trzecim): „namawiam do nauki gry na cytrze, która pomoże odprężyć się po troskach i trudach towarzyszących stale życiu ludzkiemu…”.

Czego wówczas słuchano w Rzeczpospolitej? A choćby tego…

Reklamy

Read Full Post »

Gdyby Czesi, będący wówczas de nomine władcami tej części Górnego Śląska wyciągnęli poń swoją ochoczą rękę, nic nie moglibyśmy zrobić. Ostatecznie Rozbark, skąd pochodził nasz kompozytor leżał w obrębie ziem należących w owym czasie do Królestwa Czech. Co to było jednak za królestwo – słusznie ktoś zauważy – skoro rządził nim Niemiec…, hm tu specjalnie bym się nie żołądkował, bo nami, za czasów życia prezentowanego w tej recenzji kompozytora też w sumie rządził Niemiec. Fakt, że Czechami Habsburg, a nami Saksończyk z rodu Wettynów, ale jednak. Gdyby zatem do Gorczyckiego przyznawali się Niemcy, albo Austriacy raczej, też specjalnie nie byłoby jak protestować. Poddany to poddany, coś prawie jak obywatel przecież.

Rzekło się zatem, że w chwili narodzin Grzegorza Gorczycy miejscowość w której żyli jego rodzice była częścią Czech. Trzeba dodać, że zarazem Rozbark leżał w granicach diecezji krakowskiej, a władza kościelna znaczyła wówczas znacznie więcej niż dziś. Sumując ową podległość religijną nie sposób nie zauważyć również pochodzenia. Gorczyca był raczej Polakiem, choć … co-poniektórzy mogliby się zżymać na jego „śląskie” pochodzenie. Przesądźmy zatem: nasz ci on i basta.

Kształcony w Pradze (hm…), potem w Wiedniu (ponownie, hm…) Grzegorz Gorczycki ostatecznie wylądował w Krakowie, gdzie otrzymał święcenia kapłańskie. Następnie wysłano go do Chełmna (tego słynnego zagrabionego przez Krzyżaków po zupełnie nieodpowiedzialnym postępowaniu Konrada Mazowieckiego), gdzie w tamtejsze akademii wykładał przez dwa lata ucząc tak uczniów jak i braci misjonarzy. Wrócił do Krakowa – najpewniej w 1694 roku – gdzie otrzymał funkcję wikariusza katedralnego (już wówczas nazywał się Gorczycki, a nie Gorczyca). Cztery lata po powrocie powołano go na stanowisko  Magister capellae musices Ecclesiae Cathedralis Cracoviensis, dając do zrozumienia, iż muzyka, która go zaprzątała wtenczas ma stać się jego najważniejszym zadaniem. Funkcję tę kompozytor sprawował aż do śmierci. Zmarł Anno Domini 1734, w roku w którym na Wawelu pochowano Jana III Sobieskiego, a wygardłowany przez szlachtę elektor saksoński August III koronował się w dawnej stolicy Polski. Zaczęła się wojna o sukcesję polską, Rosjanie – jak to zwykle oni – musieli wszędzie wsadzić te swoje „trzy grosze”. Generalnie kraj był niespokojny, pogrążony w anarchii, ludzie patrzyli na siebie wilkiem i zastanawiali się, kto kogo jest tu partyzantem. Smutny czas. Więcej… w dziale recenzje.

A grają tak:

Read Full Post »

Niestety znowuż … daleko stąd. Bo w Nowym Sączu, albo w Starym Sączu, albo Tarnowie, a jak już komuś wybitnie nie leżą te miejscowości, to zawsze może pojść na ów wybrany koncert w Krakowie. Bo tak się akurat składa, że program ten zaśpiewany w podanych wyżej miastach jest również przedstawiany w stolicy Małopolski. Tak czy siak daleko od tej mojej Wielkopolski.

Bardzo mi żal, że czerwiec 2011 roku będzie miesiącem polskiego baroku. Dlaczego? Bo mnie na tych koncertach nie będzie niestety. A zapowiada się nieźle: no, bo najpierw FRETWORK & CAPELLA CRACOVIENSIS w dniach 11-12.06. br zagrają Missa a 14 & Audite Mortales Bartłomieja Pękiela. Komu będzie mało, może się zostać sobie w Krakowie do 19 czerwca (albo wyjechać zeń do Starego Sącza dzień wcześniej) i posłuchać sobie Conductus Funebris Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego w wykonaniu HARMONIA SACRA i oczywiście… CAPELLA CRACOVIENSIS. Natomiast na koniec miesiąca (Tarnów 24.06, Kraków: 26:06) wysłuchać będzie można mszy koncertujących Marcina Mielczewskiego. Wykonawcy – OLTREMONTANO & CAPELLA CRACOVIENSIS.

Uff… tylko w czerwcu. Kto może być – proponuję nie zwlekać. Zwłaszcza, że bezpłatne wejściówki na koncerty w ramach projektu Verba et Voces dostępne na 5 dni przed datą koncertu w kasie Filharmonii w godz. 14.00-18.00.

Read Full Post »

Jak w tytule…

 Czy jesteśmy muzyczną pustynią? Ano jesteśmy. Bo kulturalnie, patrząc przez pryzmat (a właściwie słuchając) muzyki klasycznej – nie istniejemy. Przynajmniej w kategoriach europejskich. Nie ma nas. Prawie żadnych okoliczności łagodzących. Pozamiatane, ot, co! Nie no, zaraz, ktoś powie: a Chopin? No tak, jasne. Tyle, że to prawie-nikt. Proszę się nie obruszać, nie dezawuuję znaczenia muzyki naszego Wielkiego Kompozytora, po prostu stwierdzam fakt, że jeden wyjątek wiosny nie czyni.  Jak popatrzymy na osiemnasto-dziewiętnastowieczne Niemcy (przyjmijmy umownie taką nazwę) lub … Austrię (też nie szukajmy punktów do dyskusji w nazewnictwie państwowym), to aż skóra cierpnie z wrażenia. Dalej w historię?? XVII wiek? A proszę bardzo, wymienione wyżej kraje to potęgi (nawet, jeśli stwierdzimy z satysfakcją, że Niemcy w dzisiejszym kształcie nie istniały wówczas). A u nas? NIC…

Moment, powie kto inny. Przecież niewola, jedna i druga, wojny światowe obie plus szereg mniejszych konfliktów, które przez nasze zielone równiny się przetaczały wcale naszej kulturze, nie tylko muzycznej nie służyły. Nie można zatem zakładać, że w muzyce klasycznej stanowimy dno (to i tak lepiej, niż bezdenna przepaść!), skoro tak naprawdę wszystko sprowadza się do szkód, które poczynił nam świat bezlitosny. Ale – ja tu z kontrą: przecież Niemcy – jako kraj, o którym myślimy w kategoriach dzisiejszych też nie istniał przed wiekami. I proszę, wystarczy  wbić sobie w wikipedią hasło np. kompozytorzy baroku. Owszem – wśród różnych nacji i Polacy są reprezentowani, tylko pozostaje pytanie: kto dzieła tych autorów słyszał? alleluja

Nie oczekuję tu, że Grzegorz Gorczyca będzie znany jak, dajmy na to Vivaldi lub najsłynniejszy z Bachów, ale gdybyśmy zapytali szersze audytorium czy to o nazwiska, czy też … o poszczególne kompozycje, to pewnie cisza byłaby głośniejsza, niż po pytaniu „kto za dużo zarabia”.

Celowo przejaskrawiam sytuację. Tym bardziej, że muzyka klasyczna jest dziś lekko passe, więc lepiej raczej już nie będzie. Dodajmy do tego upływający czas, fakt, że klasyki źle się słucha w tramwaju lub na rowerze i mamy obraz naszej pustyni. Jak mawiał inż. Mamoń – nuda, nic się nie dzieje…

Chyba nikomu nie zależy, by było inaczej…

Read Full Post »