Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Harmonia Mundi’

W końcu weekend przed nami, prawda? Oczywiście wiem, że ludzie z innych powodów wyczekują piątkowej nocy. Ich wybór. Gdyby ktoś jednak reflektował na wyciszenie od całotygodniowego zgiełku tego świata, to kieliszek gewürtztraminera i dobra muzyka zdecydowanie temu służą. Może być w pakiecie importowany wprost z Austrii. Wino i piękne melodie Johanna Schmelzera. Takie jak ta…

Kogo zainteresowało, ten więcej znajdzie w dziale recenzje…

Reklamy

Read Full Post »

Ha! Klasycyzm klasycystyczny w czystej, klasycznej postaci. Gdyby ktoś bardzo chciał dowiedzieć się, czym różnią się koncerty fortepianowe z okresu romantyzmu od tych, które powstały kilkadziesiąt lat wcześniej, w epoce dziś powszechnie (zwłaszcza w szkołach, bo kto inny o tym pamięta?) zwanej klasycyzmem – zdecydowanie winien sięgnąć po muzykę napisaną przez nadwornego muzyka i kompozytora rodu Esterhazych. Tegoż samego, któren zasłużył sobie również na miano klasyka wiedeńskiego (choć dlaczego – o tym innym razem) – czyli Józefa Haydna. Więcej? W dziale recenzje…

A brzmi to tak:

Read Full Post »

… nad świątecznym prezentem – to delikatnie mogę zasugerować. Jaki album Klasyczna Niedziela poleca. Taki najlepiej kojarzący się z Bożym Narodzeniem.

No, to recenzja w wiadomym dziale, a poniżej próbka utworu. Co prawda inni artyści, niż polecani w recenzji, ale warto. A jak się ogarnę ze zdjęciami, to wrzucę właściwy film.

Read Full Post »

Ponoć było tak:

Bohater zasnął, a wtenczas przyśnił mu się diabeł. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, okazało się, że mógł on (nasz bohater) wydawać czartowi polecenia, a tenże słuchał ich grzecznie i wykonywał zgodnie z zachciankami. Aż zeszło na okoliczności zobrazowane na malowidle załączonym obok. Bohater, sam niemałej rangi wirtuoz skrzypiec nakazał Szatanowi wziąć się za owe skrzypce, co to się przypadkiem nawinęły do ręki i zagrać małe co-nieco. As you wish, my lord, zacytowało Lorda Vadera diablisko i zagrało tak, że szczęka opadła synowi Adama dokumentnie. Jedyne, o czym marzył, to obudzić się i zapisać owe usłyszane dźwięki, bo ów śpiew skrzypiec na zawsze już miał zawładnąć jego myślami.

Obudził się. Zapisał. Nie dokładnie (sami spróbujcie – nie da się), ale to co powstało, i tak miało odmienić historię muzyki. Diabelski tryl… tak nazwał go Tartini. I, głównie dlatego dziś jeszcze o nim pamiętamy. Taka już nasza słabość, że cenimy jedynie ludzi i zdarzenia, które opisać można by jedynie słowem:  niepojęte. Tyle dygresji apropo recenzji, którą znajdziecie TU

Read Full Post »

… może się ją uda wywołać, gdziekolwiek się skryła. Zimno, pada (właściwie to leje), nieprzyjemnie. Niby ptaki śpiewają, kwiaty kwitną, ale nosa się nie chce z domu wyściubić.

Muzycznie zatem poszukajmy blisko Vivaldiego. Mam taki album: recenzja w dziale wiadomym, a muzyka poniżej. Miłego słuchania. Może będzie cieplej…

Read Full Post »

Maria i Józef w drodze do Betlejem

Jest taka kolęda (właściwie to legenda, a na jej podstawie powstała specjalna pieśń), że gdy Maryja z Józefem jechali do Betlejem na ów znany wszystkim spis ludności, mijali sad owocowy, w którym rosły czereśnie. Maria, jak to na kobietę w ciąży przystało nie mogła sobie odmówić tych czereśni, a Józef, który ciut się jeszcze na nią boczył specjalnie miły nie był i delikatnie rzecz ujmując – odmówił. I na tym byłoby się skończyło, ale we wszystko wmieszał się Jezus (Bóg, więc co z tego że nienarodzony jeszcze?), który kazał drzewom pochylić się ku swojej Matce, tak, aby ta mogła owych czereśni zakosztować. Na takie dictum Józefowi zrobiło się głupio, zaraz tych czereśni narwał i potem już potem grzecznie robił co do niego należało.

Chybam niczego nie przekręcił. A jeśli nawet, to w sumie nieważne. Jezus się nam jutro narodzi, a The Cherry Tree – piętnastowieczną kolędę możemy usłyszeć tylko jak mamy wielkie szczęście. Albo też – mamy (jak ja) na półce album kwartetu Anonymous 4. Którego recenzję znajdziecie TU.

Błogosławieństwa Bożego dla tych co wierzą. Reszcie – świętego spokoju…

Krzysztof

Read Full Post »

HIP. Owy, pojawiający się od czasu do czasu termin określający poszukiwanie autentyzmu wykonawczego w muzyce może być kolejnym słowem – kluczem, które kreuje a nie opisuje rzeczywistość. Jest bowiem całkowicie prawdopodobnie, że zwolennicy i przeciwnicy historically informed performance stając w szranki wzajemnych oskarżeń (choć przeciwnicy HIP są raczej w odwrocie, przyznaję) tak zapalczywie bronią swoich okopów, że sama kwestia muzyki schodzi na plan dalszy.

Argumenty przytaczane przez strony są różnorakie, przytaczać ich nie zamierzam, ale wydaje się, że zgodność co do jednej kwestii między obozami można jednak wynegocjować: gdzie to jest możliwe – tam warto próbować wykonywać muzykę klasyczną w miarę możliwości zgodnie z pierwotnymi założeniami.

No właśnie: owe pierwotne założenia. Z tym – zwłaszcza w odniesieniu do muzyki dawnej bywa krucho. O ile bowiem jeszcze jako tako, za sprawą gutenbergowskiego wynalazku opisy technik wykonawczych muzyki barokowej pozwalają się odkryć na nowo, o tyle … muzyka średniowieczna, zwłaszcza ta z ciemnych wieków wczesnego chrześcijaństwa pozostaje (i pewnie się to szybko nie zmieni) w znacznej mierze oparta na domysłach i poszlakach. Nie istnieją bowiem dokładne traktaty, jak chorały ambrozjańskie czy starorzymskie powinno się wykonywać. A skoro nie istnieją, to… nasza próba ich odtworzenia, oparta na analizie różnych wskazówek pośrednich, zawartych w innych dziełach (niekoniecznie muzycznych) będzie li tylko próbą, swoistą interpretacją.

Prawdziwa muzyka dawna bowiem nie istnieje. To czego słuchamy, to tylko nasze o niej wyobrażenie.

Ok, tyle wprowadzenia, pogmatwanego i specjalnie nie wgłębiającego się w problem. Celowy zabieg, gdyż muzyka, jaką anonsuje najłatwiejszą nie jest. Ba, moim zdaniem to jedna z najtrudniejszych  muzycznych podróży w czasie i przestrzeni, z jaką było mi dane się spotkać. Oto anons do działu RECENZJE, a poniżej próbka muzyki. Oba linki – tylko dla odważnych.

Read Full Post »

Older Posts »