Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Hildegard von Bingen’

Agnieszka Budzińska – Bennett trafiła do Klasycznej Niedzieli za sprawą swojego znakomitego albumu Sacer Nidus (Święte Gniazdo) nagranego ku upamiętnieniu naszego – jednego z niewielu – zbliżenia się z Niemcami lat ponad tysiąc temu. Świat był wówczas inny, tereny dzisiejszej Polski zdecydowanie wyglądały inaczej, a współpraca z Germanami wcale niczego sobie pozytywnie się zapowiadała. Potem, jak dobrze wiemy z kart historii wszystko się pochrzaniło, by ostatecznie skończyć się nienawiścią, wzajemnymi żalami i przekrzykiwaniem się w stratach i bolączkach.

Wydarzenia z roku 1000, owego słynnego przełomu milenijnego powinny być dla nas nauczką. Wtedy byliśmy na dobrej drodze ku potędze, toteż dziś również myślmy głęboko, by z ludźmi mieszkającymi w kraju bezpośrednio za naszą zachodnią granicą współpracować. A nie licytować się na głupie rozliczenia z przeszłością.

Artystka jest takim właśnie przykładem. Studiowała muzykę w Kolonii, milenijnemu spotkaniu Ottona III i Bolesława, później nazwanego Chrobrym poświęciła album, na którym znalazły się i nasze najważniejsze pieśni średniowieczne, od Bogurodzicy poczynając, a także odkryte w niemieckich archiwach kompozycje naszych średniowiecznych, zachodnich sąsiadów. Całość wydał przy całkiem pozytywnym wsparciu wielkopolskich władz… niemiecki Raumklang.

Ale… Sacer Nidus to już historia. Ta odleglejsza. Bliżej dziś nam zaś do nowego wydawnictwa grupy Ensemble Peregrina. Reszta – we właściwym dziale. Invitationem ad omnes…

Reklamy

Read Full Post »

Na sobotni i niedzielny poranek – serwujemy dziś średniowiecze. Na pierwsze danie idzie Hildegarda z Bingen – w każde właściwie sobotnio – niedzielne śniadanie się ona wplecie, a to za sprawą chleba orkiszowego, któren chętnie i dostępnie w soboty właśnie udaje się nam kupić i potem śniadać (co zaś niemiecka mniszka ma do owego chleba przeczytacie tu). Hildegarda, za sprawą nowego (dla mnie) ansambla Sequentia jest obecnie dysponentem większości mojego czasu muzycznego, toteż dzielę się spostrzeżeniami na temat jej muzyki w stosownym dziale.

Zapraszam do słuchania, zwłaszcza, że w „kolejce” już czeka Bernard z Clairvaux. A hildegardowe O Jerusalem w wykonaniu Sequentii brzmi tak:

Read Full Post »

Średniowieczna asceza dostępna od ręki. Wystarczy sięgnąć po album z muzyką, którego recenzję znajdziecie TU. Dziś nazywamy taką muzykę ambientem. Rzadko zahacza on o melodyjność, posługując się plamami bardziej, niż wyrazistymi liniami melodycznymi. Recenzowana muzyka blisko takiego właśnie podejścia się sytuuje. Co prawda pianistka, transkrybując nagrania Hildegardy z Bingen na fortepian z melodii nie zrezygnowała, ale sposób jej podawania, stopniowanie napięcia i budowanie nastroju właściwie przywodzi na myśl podróż przez puste przestrzenie kosmosu.

Nic w tym dziwnego w sumie. Skoro muzyka Hildegardy wymyka się do dziś wszelkim klasyfikacjom, przypominając nam zarazem, że to, co nieodgadnione każdego z nas czeka na końcu ziemskiej drogi.

Śpiewać wraz z Aniołami na chwałę Pana? Śpieszmy się ćwiczyć nasze głosy. A kto nie śpiewa, nich próbuje zagrać. Tak pięknie, jak Marie-Louise Hinrichs…

Read Full Post »

Zabrałem się za recenzowanie płyty z motetami Georga Philippa Telemanna. Album jakiś czas już kręci się w odtwarzaczu, więc nadszedł czas skreślić na temat parę słów. Niestety, w tak zwanym międzyczasie wybrałem się na do Music-Island i … jak to zwykle bywa, bezowocnie stamtąd nie wróciłem.

Album, który zdetronizował Telemanna i odesłał w niebyt wszechświata (jakże mała wydaje się mi teraz muzyka niemieckiego kompozytora) to oczywiście płyta Raumklangu. Nie dość, że świetnie nagrana, że zawiera niezwykłą muzykę sprzed kilku stuleci, to jeszcze kosztuje tak niewielkie pieniądze, że aż niemożliwe jest, aby zalegała na półkach.

Mowa o płycie zespołu Les Flamboyants (strony nie podlinkuję, bo nie ma takowej) z pieśniami  Hildegardy z Bingen oraz Brygidy Szwedzkiej. A dokładniej – posługując się jezykiem Goethego i Schillera – wstrząsnął mną album z muzyką, którą napisała Hildegard of Bingen (w XII wieku) oraz Birgitta von Sweden (w XIV wieku). Kim były obie Panie – proponuję sięgnąć do linków, bo wiele wyjaśniają. Miały wiele wspólnego, mimo, iż w ówczesnych kategoriach dzieliło je pół świata.

Słychać to w muzyce. Tej absolutnie ponadczasowej, niepodważalnej i jedynej opowieści o dawnych czasach, która swoją uniwersalność przenosi również na dzisiejsze i przyszłe wydarzenia. Recenzja tu…

Read Full Post »

Hildegard von Bingen Gregorio Allegri, o którego internauci pytają (nie tylko na mojej stronie) kilka razy dziennie ma pecha. Do naszych czasów przetrwało słynne Miserere, a że ówczesny papież … był – oględnie mówiąc dość zaborczy – to o reszcie dzieł tego XVII-stowiecznego kompozytora możemy zapomnieć. Choć… kto wie, co tam w archiwach Watykanu jeszcze można znaleźć. Kilka lat temu, gdy po raz pierwszy dane mi było obcować z muzyką Allegriego, wydawało mi się, że już nigdy nic piękniejszego od tego jego hitu nie usłyszę. A przynajmniej nic długo, baaaardzo długo nie zbliży się do tego poziomu. W końcu Allegri to geniusz i basta. Niewielu może zbliżyć się (bo przecież nie osiągnąć) do jego poziomu muzycznego absolutu.

Ba, historia genialności Allegriego znalazła przełożenie na wykonawców jego muzyki. Niejako automatycznie wymieniając nazwisko słynnego Włocha myśli się obecnie o najlepszych wykonawcach jego muzyki. Myślisz Allegri, mówisz The Tallis Scholars. Dyrygowani przez Petera Phillipsa Tallisowie – jakby to powiedzieć, by nie zabrzmieć pretensjonalnie – śpiewają po prostu nieziemsko. Kasują wszystko i wszystkich. Amen.

Do czasu… Po wyjaśnienie zapraszam do działu recenzje. Póki co, mała próbka o czym mówię jest tu.

Read Full Post »