Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Hildegarda z Bingen’

Godfrey_of_Bouillon,_holding_a_pollaxe._(Manta_Castle,_Cuneo,_ItalyRówno 915 lat temu. 15 lipca 1099 roku w historii świata wydarzyło się coś, co miało przez wiele lat, aż po dziś dzień wywierać wpływ na dzieje ludzkości. Tamtego dnia Gotfryd z Bouillon na czele swoich krzyżowców wdarł się wreszcie na mury Jerozolimy. Mieczem wyrąbał sobie drogę do najsłynniejszego miasta w dziejach ludzkości, a co stało się potem… długo by opowiadać. I nie byłaby to opowieść przyjemna, o nie.

Dzisiejsza rocznica jednak niech będzie okazją do przypomnienia o tym, iż na ziemiach, które zrodziły wielkiego Obrońcę Grobu Jezusa słychać było nie tylko szczęk oręża, ale i miłosne pieśni. Po szczegóły jednak zapraszam tu, recenzji albumu Potęga miłości. Z trzynastego wieku co prawda, ale nie bądźmy już tacy aptekarze.

A grają tak:

Reklamy

Read Full Post »

Średniowieczna asceza dostępna od ręki. Wystarczy sięgnąć po album z muzyką, którego recenzję znajdziecie TU. Dziś nazywamy taką muzykę ambientem. Rzadko zahacza on o melodyjność, posługując się plamami bardziej, niż wyrazistymi liniami melodycznymi. Recenzowana muzyka blisko takiego właśnie podejścia się sytuuje. Co prawda pianistka, transkrybując nagrania Hildegardy z Bingen na fortepian z melodii nie zrezygnowała, ale sposób jej podawania, stopniowanie napięcia i budowanie nastroju właściwie przywodzi na myśl podróż przez puste przestrzenie kosmosu.

Nic w tym dziwnego w sumie. Skoro muzyka Hildegardy wymyka się do dziś wszelkim klasyfikacjom, przypominając nam zarazem, że to, co nieodgadnione każdego z nas czeka na końcu ziemskiej drogi.

Śpiewać wraz z Aniołami na chwałę Pana? Śpieszmy się ćwiczyć nasze głosy. A kto nie śpiewa, nich próbuje zagrać. Tak pięknie, jak Marie-Louise Hinrichs…

Read Full Post »

Zabrałem się za recenzowanie płyty z motetami Georga Philippa Telemanna. Album jakiś czas już kręci się w odtwarzaczu, więc nadszedł czas skreślić na temat parę słów. Niestety, w tak zwanym międzyczasie wybrałem się na do Music-Island i … jak to zwykle bywa, bezowocnie stamtąd nie wróciłem.

Album, który zdetronizował Telemanna i odesłał w niebyt wszechświata (jakże mała wydaje się mi teraz muzyka niemieckiego kompozytora) to oczywiście płyta Raumklangu. Nie dość, że świetnie nagrana, że zawiera niezwykłą muzykę sprzed kilku stuleci, to jeszcze kosztuje tak niewielkie pieniądze, że aż niemożliwe jest, aby zalegała na półkach.

Mowa o płycie zespołu Les Flamboyants (strony nie podlinkuję, bo nie ma takowej) z pieśniami  Hildegardy z Bingen oraz Brygidy Szwedzkiej. A dokładniej – posługując się jezykiem Goethego i Schillera – wstrząsnął mną album z muzyką, którą napisała Hildegard of Bingen (w XII wieku) oraz Birgitta von Sweden (w XIV wieku). Kim były obie Panie – proponuję sięgnąć do linków, bo wiele wyjaśniają. Miały wiele wspólnego, mimo, iż w ówczesnych kategoriach dzieliło je pół świata.

Słychać to w muzyce. Tej absolutnie ponadczasowej, niepodważalnej i jedynej opowieści o dawnych czasach, która swoją uniwersalność przenosi również na dzisiejsze i przyszłe wydarzenia. Recenzja tu…

Read Full Post »

Hildegard von Bingen Gregorio Allegri, o którego internauci pytają (nie tylko na mojej stronie) kilka razy dziennie ma pecha. Do naszych czasów przetrwało słynne Miserere, a że ówczesny papież … był – oględnie mówiąc dość zaborczy – to o reszcie dzieł tego XVII-stowiecznego kompozytora możemy zapomnieć. Choć… kto wie, co tam w archiwach Watykanu jeszcze można znaleźć. Kilka lat temu, gdy po raz pierwszy dane mi było obcować z muzyką Allegriego, wydawało mi się, że już nigdy nic piękniejszego od tego jego hitu nie usłyszę. A przynajmniej nic długo, baaaardzo długo nie zbliży się do tego poziomu. W końcu Allegri to geniusz i basta. Niewielu może zbliżyć się (bo przecież nie osiągnąć) do jego poziomu muzycznego absolutu.

Ba, historia genialności Allegriego znalazła przełożenie na wykonawców jego muzyki. Niejako automatycznie wymieniając nazwisko słynnego Włocha myśli się obecnie o najlepszych wykonawcach jego muzyki. Myślisz Allegri, mówisz The Tallis Scholars. Dyrygowani przez Petera Phillipsa Tallisowie – jakby to powiedzieć, by nie zabrzmieć pretensjonalnie – śpiewają po prostu nieziemsko. Kasują wszystko i wszystkich. Amen.

Do czasu… Po wyjaśnienie zapraszam do działu recenzje. Póki co, mała próbka o czym mówię jest tu.

Read Full Post »

Na początek, by wejść w klimat, krótka miniatura autorstwa Hildegardy z Bingen. Dostałem swego czasu od przyjaciela świetne trzypłytowe wydawnictwo Naxosu z muzyką aspirująca do czasów templariuszy. Jedna z płyt, zatytułowana Music For A Knight zawiera m.in. takie króciutkie cudo.

A to wprowadzenie tyczy się historycznej daty. 15 lipca, to nie tylko Grunwald Jagiełły, ale również … – no właśnie, proponuję fragment książki:

Herb Jerozolimy„… Atak zaczął się w nocy 13 lipca. Pierwszą wieżą, która dotarła do murów, dowodził Rajmund z Tuluzy, jednakże tego akurat odcinka bronili żołnierze muzułmańskiego gubernatora Iftichara i Prowansalczykom nie udało się wedrzeć na wały. Rankiem następnego dnia wieża Gotfryda z Bouillon dotarła do północnego muru i około południa z jej górnego piętra, skąd wydawał rozkazy sam Gotfryd, któremu asystował Eustachy z Boulogne, udało się przerzucić most. Pierwsi przebiegli po nim dwa flamandzcy rycerze, Litold i Gilbert z Tournai, po nich dowódcy lotaryńskich oddziałów, a tuż za nimi Tankred ze swoimi Normanami. Podczas gdy Gotfryd nakazał swoim rycerzom otwierać miejskie bramy, oddziały Tankreda wdarły się na ulice miasta i przebiły się do Świątynnej Góry, z której część muzułmanów chciała uczynić swoją redutę. Tankred okazał się jednak szybszy – zdobył Świątynię, a jego żołnierze obrabowali ją z bezcennych skarbów. […]

Pieczęć TemplariuszyIftichar wraz ze swoją przyboczną strażą schronił się w wieży Dawida, jednakże potem poddał się Rajmondowi z Tuluzy, obiecując za wolność swoją i swojej świty wszystko, co znajdowało się w miejskim skarbcu. Rajmund zgodził się na to, zajął cytadelę, po czym jego gwardziści zapewnili Ifticharowi i jego orszakowi bezpieczny wyjazd z miasta. Byli to jedyni muzułmańscy mieszkańcy, jacy uszli z życiem z masakry.

Odurzeni zwycięstwem i przepełnieni bojowym duchem krzyżowcy zabrali się do rzezi ludności, tak samo nie zważając na wiek i płeć swoich ofiar, jak prze tysiącem lat uczyniły to legiony Tytusa. […] Żydzi szukali schronienia w swojej synagodze; zostali w niej przez krzyżowców żywcem spaleni. Rajmund z Aguilers, kapelan hrabiego Tuluzy, (…) udawszy się na Świątynną Górę stąpał w jeziorze krwi, która sięgała po kostki. Na wszystkich ulicach i placach miasta widziało się stosy odciętych głów, rąk i stóp. Przechodnie bez najmniejszego zakłopotania przechodzili nad trupami ludzi i koni…”

Tego dnia zginęło prawdopodobnie ponad 40 tysięcy ludzi, mieszkańców Jerozolimy. Krzyżowcy nie oszczędzili prawie nikogo, co stało w jawnej opozycji do pokojowego zajęcia Jerozolimy przez kalifa Umara w 638 roku n.e. Fakt, że Bizantyjczycy poddali miasto wówczas bez walki nie usprawiedliwia gehenny, którą zachodnie rycerstwo urządziło w świętym mieście trzech religii.

Gotfryd de BouillonDzięki uprzejmości przyjaciela obok widnieje zdjęcie Advocatus Sancti Sepulchri, czyli Obrońcy Grobu Świętego. Taki tytuł przybrał Gotfryd de Bouillon, jeden z przywódców armii pierwszej krucjaty, która w 1099 roku – a więc równo 910 lat temu, 15 lipca wdarła się na mury Jerozolimy, ustanawiając na 192 lata królestwo lenne w Ziemi Świętej.

Na zakończenie – anonimowy autor i jego Kyrie. Ten lament niech będzie cały podsumowaniem dla wpisu. A gdyby ktoś reflektował na więcej – służę. Music of the Church i Music of The Mediterranean czekają…

Gwoli wyjaśnienia, to opowieść o rycerzach Fratres Militiae Templi, Pauperes Commilitones Christi Templique Salomonis zacznie się tak naprawdę w 20 lat po tamtych wydarzeniach. W Boże Narodzenie, Anno Domini 1119. Ale o tym innym razem.

Read Full Post »