Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Jan Sebastian Bach’

Jest taka scena w The Day the Earth Stood Still (tak, tym nowym, autorstwa Scotta Derricksona, tak zjechanym wszem i wobec przez krytyków i różnych recenzentów) gdy Klaatu (czyli Keanu Reeves) odwiedza profesora Barnhardta (John Cleese). W tle słychać fragment Wariacji Goldbergowskich Jana Sebastiana Bacha, a postacie na ekranie zabierają się za rozwiązywanie równań matematycznych. Pozornie przypadkowe połączenie obu tych sfer: muzyki Jana Sebastiana i matematyki oddziałuje na poczynania „obcego”: Klaatu dostrzega w ludziach coś, co jakby zmieniało jego nastawienie do misji, której jest elementem. Wariacje Goldbergowskie to muzyczna matematyka. A koncerty klawesynowe… cóż, to ta część matematyki, którą wszyscy jeszcze rozumieją 🙂 Zajrzyjcie do działu recenzje…

Reklamy

Read Full Post »

IMG_9781Decyzja o wyjeździe na Dolny Śląsk zapadła błyskawicznie i jak to się zwykło mówić: w ostatniej chwili. Nie, żebyśmy mieli jakieś tam specjalne plany na weekend – wszak zdrowotne reperkusje moich szaleństw rowerowych cały czas jeszcze trzymały mnie wtenczas w uścisku. Ale pomysł, by pojechać na Pasję Janową do Świdnicy pojawił się już jakiś czas temu i gdzieś tam sobie drzemał z tyłu mojej głowy. Gdy więc okazało się, że jest tak nastrój, jak i ochota na wyjazd – nie zastanawialiśmy się ani chwili. Zarezerwowałem szybciutko nocleg, by  – mając świeżo w pamięci koncertowe wzruszenia – nie tułać się gdzieś po drogach południowozachodniej Polski. I pojechaliśmy ku tej fantastycznej sobocie.

Against literality. Przeciw dosłowności.

Oto aktualne hasło Międzynarodowego Festiwalu Bachowskiego w Świdnicy. Festiwalu mającego w tym roku swoją szesnastą odsłonę. Mogliśmy tam być tylko na jednym koncercie, bo ciężko, w natłoku codziennych spraw, znaleźć czas na cały, ponad tygodniowy program świdnickiej imprezy (wszak rodzina też domaga się swojego urlopu i to niekoniecznie przy muzyce Jana Sebastiana). Zatem: jeden koncert, ale jeśli już, to ten najważniejszy, bo od razu Johannes – Passion słynnego kantora od św. Tomasza z Lipska. I na dodatek w świdnickim Kościele Pokoju, w którym też jeszcze nigdy nie byliśmy (a bo to człowiek zawsze się śpieszy i potem nagle okazuje się, że nie ma czasu, by zjechać z głównej drogi do centrum). Podsumowując: zapowiadało się święto muzyki.

W programie przedkoncertowym doczytaliśmy, iż organizatorzy sugerują stroje koktajlowe (przyjaciel sugerował przebranie się za słomkę do drinków, ale ciężko mi się wbić w obcisły strój po wypadku) oraz zabranie koszyków piknikowych. Małym druczkiem na końcu dopisano szczegóły owej sugestii – na szczęście, nie przeczytawszy tego wcześniej wzięliśmy co trzeba, no może z wyjątkiem wina. Koniec końców po koncercie trza było wrócić do zachwycającego Gruszowa, a jazda po alkoholu nie wchodzi w grę. Azali koszyk mieliśmy…, w koszyku wiktuały specjalnie przez Najżońszą z Żon przyrządzone, ale… i tak się nie odważyliśmy piknikować w Kościele. Przeciw dosłowności. Ha!, no jasne. Nikt się nie odważył. Co nie znaczy, że cokolwiek się zmarnowało.

O koncercie przeczytacie w relacji (wystarczy kliknąć w link).

Nic się nie zmarnowało ze wspomnianych delikatesów za sprawą miejsca, gdzie przyszło nam spędzić cudowny wieczór. IMG_5192Pałac Gruszów, prowadzony przez Kingę Zabokrzycką oczarował nas osobą właścicielki, wnętrzami, przyjemnym i niezwykle uroczym wieczorem spędzonym wśród miłych ludzi na tarasie. Nasze placki i owoce znalazły uznanie wśród gości, a serwowane doń pyszne wino idealnie uzupełniło wrażenie wyjątkowości wieczoru. Fantastyczne miejsce. Aż nie chciało się rankiem wyjeżdżać. Zwłaszcza, że do śniadania… grali Chopina. Ech…

Read Full Post »

Czas, w którym wszystko co ważne na naszym ziemskim padole nagle jakby robi się mniej ważne. Słowa, czyny, gesty, cały ten blichtr codzienności. Załóżmy, że tego nie ma, nigdy nie było. Kim jesteśmy wtedy?

Nie potrafiąc na to pytanie odpowiedzieć zanurzam się w to co lubię najbardziej. W MUZYKĘ. Nieprzypadkowo opowiadającą o Zdarzeniach Najważniejszych dla Świata. Tak o tym się kiedyś śpiewało. Za małym, by o tem pisać…

Read Full Post »

Zanim zaproszę do recenzji albumu, dwie kwestie wymagają wyjaśnienia. Otóż trza pamiętać, że artystów nagrywających dla Etcetera cechuje dość ortodoksyjne podejście do instrumentów i muzyki, którą wykonują. Najistotniejsza jest dla nich autentyczność, stąd też grają muzykę dawną, barokową, czy nawet romantyczną korzystając wyłącznie na instrumentach z epoki. Można by rzec, że to fanatycy, jeśli chodzi o znalezienie brzmienia dla konkretnego repertuaru. W sumie każdy ma prawo do własnego fioła, ale skoro tylko wówczas są skłonni uznać, że muzyka i duch kompozytora ożywają ponownie, to chwała im za takie drążenie tematu.

A druga sprawa z której słynie Etcetera? Ano, ideą jest nagrywanie rzeczy nowych, zupełnie nieznanych. Toteż wspomniane badania idą zawsze w dwóch kierunkach. Znalezienia odpowiedniego brzmienia, i przede wszystkim wyszukania „nowych” (znaczy się zupełnie zapomnianych) muzycznych skarbów ukrytych w bibliotekach i kolekcjach na całym świecie.

Tak się składa, że z wytwórni tej mam dwa wyśmienite wydawnictwa. Celowo nie napisałem „płyty”, gdyż sama blaszka CD jest tu tylko jednym z elementów. Wielostronicowa książeczka, na czerpanym papierze, ze szczegółowymi analizami poszczególnych utworów, kopiami oryginalnych zapisów nutowych… wszystko ślicznie oprawione i wyglądające jak prawdziwa książka. Normalnie poziom kosmiczny. Tych wydawnictw jest w sumie pięć, posiadam dwa i kilka słów o pierwszym z nich – Bach & Luther znajdziecie właśnie w dziale recenzje.

A grają tak…

Read Full Post »

Gdyby ktoś zamierzał stworzyć takie the best of muzyki klasycznej, ale bez wybierania co krótszych kawałków, które później nadają się do reklamy, tylko skupił się na całych utworach, które „należy koniecznie i bezwzględnie znać” (coś jak obowiązkowe książki do przeczytania lub filmy do obejrzenia), to mam do takiej listy dwie absolutnie genialne propozycje. Oba utwory to muzyczne tchnienie geniuszu. Niepodważalny tryumf melodii i harmonii nad zwyczajnością ziemskiego padołu.

Nazwiska kompozytorów oczywiście mówią wszystko. Vivaldi, Bach. Cóż więcej trzeba. Ale i oni przecież pisali rzeczy słabe. Takie sobie. Wymęczone. Wtórne. Jednak nie tym razem. Te dwa dzieła to muzyczna uczta. Każdemu życzę, by usłyszał je na żywo, wykonywane przez dobrych śpiewaków i równie znakomitych muzyków. Którzy w swojej interpretacji zbliżą się choćby na metr do tego, co zaprezentowali onegdaj członkowie Collegium Musicum 90. Na albumie, którego recenzję znajdziecie tu.

A śpiewają i grają tak…

Miłego dnia.

Read Full Post »

Jeszczem nie ochłonął po partii albumów Richtera a tu proszę – proszę – w kolejce czekają kolejne. Abolutnie faworyzowane ostatnio Zelenki (x3), Bach grany przez Japończyków (a ci to potrafią robić, oj potrafią) i jeszcze zupełna nowość: „Der Musikalische Garten na SACD, z repertuarem w którym Telemann jest najbardziej znanym nazwiskiem. Aż nie wiem, od czego zacząć…

IMG_1256.JPG

No dobra, skoro ostatni będą pierwszymi, to zagrajmy sobie z tej nieznanej płyty. Najlepiej jakieś anonimowe dzieło 🙂

Zapomniałbym – prawie wszystkie albumy z zaprzyjaźnionego Music-Island.

 

Read Full Post »

Karl Richter

Karl Richter

Tym razem – nie będzie o Bachu. Znaczy się – będzie, ale tak nie wprost, jakby to tytuł dzisiejszego wpisu mógł sugerować. Że Johann Sebastian pełnił funkcję organisty u św. Tomasza w XVIII wieku jest rzeczą oczywistą, powszechnie znaną, choć niekoniecznie powtarzaną w medialnych doniesieniach o Lipsku. Natomiast mało kto pamięta, że słynny lipski kościół pod wezwaniem tegoż Świętego poza najsłynniejszym z Bachów przyciągnął do siebie również innych artystów, w ten właśnie sposób na przestrzeni wieków budując swoją niezwykłą i ponadczasową pozycję w świecie muzyki powszechnie znanej jako klasyczna.

Jedną z takich osób jest (no właściwie to był) urodzony w 1926 roku organista, który tamże swoją zawodową karierę rozpoczął równo dwieście lat po kompozytorze z Eisenach. Karl Richter, bo o nim mowa, zasłynął znakomitymi, dziś uznawanymi za kanoniczne interpretacjami dzieł Jana Sebastiana, a że sam grał na organach, ba, grał i szefował organistom w lipskim kościele to nieprzypadkowo jest bohaterem niniejszego wpisu.

cover albumDrugą, jeszcze bardziej znaczącą przyczyną poświęcenia Richterowi tych kilku linijek tekstu jest winylowa płyta (jak pewnie niektórzy zorientowali się patrząc na ubierające tekst zdjęcia). Album Weihnachtsgeschichteczyli Opowieść Wigilijna, oparty na wybranych elementach z kantat bożonarodzeniowych Jana Sebastiana nabyłem w Toruniu, w ostatnią niedzielę. Mały antykwariat na uboczu Starego Miasta, praktycznie w pobliżu Bramy Klasztornej właściwie nie wiadomo dlaczego przyciągnął naszą uwagę. Może dlatego, że oboje z żoną lubimy takie miejsca, a może przez ów toruński klimat dawnych wieków? Nie wiem. Dość powiedzieć, że weszliśmy, pogrzebałem w płytach i wyszedłem stamtąd z wyjątkami z bachowskiego Oratorium w interpretacji Richtera.

IMG_2411Album przecudnej urody, nagrany dla angielskiej wytwórni Decca. Muzyka niełatwa, acz przepiękna i majestatyczna, jak na dzieło tej klasy przystało. Okładka – jak widać – sporo przeszła, zaś sama płyta brzmi porywająco. Żadnych trzasków, szumów, załamania dźwięków. Maestria. W dodatku … za siedem (słownie) złotych. Ot, takie cudeńko. Szwedzi, od których wracaliśmy tamtego dnia za tyle kupują litr paliwa… Takie czasy…

Read Full Post »

Older Posts »