Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Johann Rudolf Ahle’

Poczytałem sobie ostatnio zajmującą dyskusję na temat artystki o której głośno od jakiegoś czasu. Mariusz Herma zapodał link, który przekierował mnie na blog pszemcia, skąd dalej przerzuciło mnie do strony Marty Słomki, a stamtąd do artykułu Jarka Szubrychta w Przekroju. Uff… Rzecz szła o Lady GaGa, która prowadzi swoją karierę jak chce, robi, śpiewa i wygląda tak, że jedni się zachwycają, a inni niekoniecznie. Zaś właściwie jedni i drudzy szukają uzasadnienia (dorabiają ideologię?) dlaczego warto lub nie warto tego artysty posłuchać.

Jakoś mam wrażenie, że w toku uzasadniania, dlaczego warto / nie warto słuchać takiej muzyki zapomina się, że docelowym celem wszystkich celów każdego artysty jest pieniądz. Kasa. Dziś pokaźne konto w banku, kiedyś wypchana sakiewka. Tylko to się liczy. Zabiegali o to przed laty kompozytorzy muzyki klasycznej, zabiegają dziś artyści pokroju Lady GaGi.

A na pytanie, czy warto na takiego wykonawcę jak wspomniana Pani Germanotta zwrócić uwagę niech każdy odpowie sobie sam. Gdyby miał trudności, niech zada sobie pytanie dodatkowe. Co byłoby, gdyby Lady GaGa nie stwarzała tych wszystkich eventów. Nie kręciła takich video, nie mizdrzyła się do brukowców i nie ubierała, jak się ubiera. Gdyby siedziała w studio, nagrywała muzykę, ubierała się w rozciągnięte swetry, pantofelki albo inne trepy ze sklepiku No Logo.

Świat się zmienił. Jak mocno? Ano… zobaczcie sami.

W 1706 roku w Mühlhausen zmarł Johann Georg Ahle, syn niemieckiego kompozytora Johanna Rudolfa Ahle. Rajcy miejscy specjalnie nie grymasili – znaleźli następcę tak szybko, jak to możliwe (a było to możliwe, bo ów następca mocno potrzebował pieniędzy). 15 czerwca 1707 roku nominację otrzymał Jan Sebastian Bach. Posada organisty w kościele pod wezwaniem św. Błażeja przyniosła mu podwyżkę i znaczne profity. Jego wynagrodzenie wynosiło bowiem 85 guldenów, 3 miary zboża, 2 sążnie drewna i 6 kop chrustu – jedno i drugie pod drzwi zwiezione, a nadto 3 funty ryb rocznie. Podwyżka znaczna, bo Bach rzucił robotę Arnstadt (za 5 guldenów miesięcznie) i powędrował do Turyngii.

A tak serio – wcale nie zachęcam do słuchania Lady GaGi. Ten wpis, to zapowiedź recenzji płyty z muzyką wspomnianego wyżej Johanna Rudolfa Ahle. Którą znajdziecie jak zwykle TU.

Merian, Matthäus d. Ä. (1593-1650): Mühlhausen/Thüringen

Reklamy

Read Full Post »

… dosłownie i w przenośni. Zima przyszła, przynajmniej w naszej Wielkopolsce ładnie posypało. Jest biało, wreszcie znikła ta szarzyzna listopadowa i jakoś tak – mimo mrozu – raźniej człowiekowi ruszać rankiem do pracy. Pozamiatawszy wcześniej śniegowe czapy ze schodów, podjazdów, chodników i samochodów.

Dlaczego pozamiatane w przenośni? Ano, bo nieopatrznie pojechałem do Music-Island w ubiegłym tygodniu. Nieopatrznie, bo mając całą stertę nowych płyt do słuchania i cieszenia się muzyką, zachciało mi się jeszcze i jeszcze. No to teraz mam za swoje. Rzeczy niewiarygodnie pięknych dostałem tak na oko na pół roku pisania, a drugie tyle jeszcze tam na mnie czeka. A gdzie tu miejsce na albumy, które dostałem wcześniej? Oj, się porobiło.

No dobrze, dość narzekania, czas napisać o co chodzi…

Dziś będzie krótko o wydawnictwie, które każdemu melomanowi sprawić powinno wiele radości. Jako że gwiazdkowa gorączka właśnie przed nami, box, którego tyczy się niniejszy wpis z całą pewnością wzbudzi uśmiech na niejednej twarzy.

Bach Collegium Japan. O nich mowa. Zespół kierowany przez Suzukiego nagrywa już … okrągłe dwadzieścia lat (po namyśle, nie będę wspominał, czego słuchałem dwadzieścia lat temu – nie, że nie przystoi, aż tak źle nie było, ale nie pasuje do tego bloga raczej). Wracając – japoński dyrygent i jego ansambl nagrali przez ten okres tak ogromną ilość muzyki kantora św. Tomasza oraz jego poprzedników i następców, że poznanie wszystkiego wnikliwemu słuchaczowi zająć może drugie tyle lat. No, może krócej, ale pod warunkiem, że na żadne inne płyty tudzież koncerty wykonawców czasu się tracić nie będzie. Kantat – całe mnóstwo. Msze, koncerty, dzieła organowe (w końcu Suzuki to organista), a to tylko sam Johann Sebastian Bach. A gdzie reszta?

Na okrągłą rocznicę BIS przygotował box zawierający 15 różnych płyt nagranych przez BCJ. Czegoż tu nie ma? Jest Buxtehude i jego Membra Jesu Nostri, są Nieszpory Monteverdiego. Schütza Siedem Ostatnich Słów Chrystusa na Krzyżu i kolejne wykonanie – inne niż opisane wcześniej – Mesjasza Jerzego Fryderyka Händla. Oprócz tego – zadziwiający zbiór z rodzaju the best of, czyli A Choral Year With Bach: fragmenty kantat Jana Sebastiana, zestawione wg dat roku liturgicznego i … nieziemskiej melodyki (aktualny mój hit na pierwsze dni Adwentu). Wymieniam, wymieniam i nawet nie jestem w połowie.

Jak już jesteśmy przy rodzinie Bacha, to w boxie jest również płytka z kantami świeckimi (m.in. z Coffee Cantatą) kantora św. Tomasza, są koncerty skrzypcowe seniora i koncerty wiolonczelowe syna – Carla Philippa Emmanuela Bacha. Oczywiście taki zbiór nie mógłby się obyć bez bachowskiego Magnificat, a tenże utwór znajdziemy na płycie w zaszczytnym towarzystwie podobnych dzieł Zelenki i … zachwycającego Johanna Kuhnau. Generalnie więc barok rządzi, a skoro tak, to nasz znajomy Dan Laurin wraz z BCJ znakomicie prezentuje się w koncertach na flet Antionio Vivaldiego. Całość pięknie uzupełnia całkowicie dla mnie dotąd nieznany Johann Rudolf Ahle i jego Selected Vocal Music. Ufff…

Pozwolę sobie w niedalekiej przyszłości powyjmować z pudełka poszczególne części, bo można je sobie sprawić również pojedynczo. I napiszę parę słów. Póki co jest – polecam – ten box to znakomite wydawnictwo, warte uwagi każdego, kto lubi muzykę klasyczną. A zwłaszcza muzykę czasów baroku.

Read Full Post »