Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘kantata’

… you made my day 🙂

Read Full Post »

Nadszedł i sobie trwa. I przeminie. Ale zanim przeminie, jak wszystko na tym padole łez – posłuchajmy, dlaczego w muzyce osiemnastego stulecia wielkopostne kantaty stanowiły bardzo ważny element liturgii chrześcijańskiej. Ciut więcej słów znajdziecie TU, a na zachętę – grali wówczas i śpiewali w niemieckim (acz ponoć polskim) Gdańsku tak:

Read Full Post »

… do Wielkiego Postu jeszcze dwa tygodnie a ja już utknąłem w tej muzyce…

Read Full Post »

Zanim zaproszę do recenzji albumu, dwie kwestie wymagają wyjaśnienia. Otóż trza pamiętać, że artystów nagrywających dla Etcetera cechuje dość ortodoksyjne podejście do instrumentów i muzyki, którą wykonują. Najistotniejsza jest dla nich autentyczność, stąd też grają muzykę dawną, barokową, czy nawet romantyczną korzystając wyłącznie na instrumentach z epoki. Można by rzec, że to fanatycy, jeśli chodzi o znalezienie brzmienia dla konkretnego repertuaru. W sumie każdy ma prawo do własnego fioła, ale skoro tylko wówczas są skłonni uznać, że muzyka i duch kompozytora ożywają ponownie, to chwała im za takie drążenie tematu.

A druga sprawa z której słynie Etcetera? Ano, ideą jest nagrywanie rzeczy nowych, zupełnie nieznanych. Toteż wspomniane badania idą zawsze w dwóch kierunkach. Znalezienia odpowiedniego brzmienia, i przede wszystkim wyszukania „nowych” (znaczy się zupełnie zapomnianych) muzycznych skarbów ukrytych w bibliotekach i kolekcjach na całym świecie.

Tak się składa, że z wytwórni tej mam dwa wyśmienite wydawnictwa. Celowo nie napisałem „płyty”, gdyż sama blaszka CD jest tu tylko jednym z elementów. Wielostronicowa książeczka, na czerpanym papierze, ze szczegółowymi analizami poszczególnych utworów, kopiami oryginalnych zapisów nutowych… wszystko ślicznie oprawione i wyglądające jak prawdziwa książka. Normalnie poziom kosmiczny. Tych wydawnictw jest w sumie pięć, posiadam dwa i kilka słów o pierwszym z nich – Bach & Luther znajdziecie właśnie w dziale recenzje.

A grają tak…

Read Full Post »

słynna markizaKim był Król Słońce, każdy chyba wie. Nawet ci, co nie uważali na lekcjach historii coś tam winni kojarzyć. Jak nie kojarzą, to już nie pomogę, ale też zawsze można zapytać Wikipedię. Za to o kochankach Ludwika XIV w szkołach nie uczą, więc o nich opowiem. A konkretniej o jednej z metres, boć ta stała się tak po prawdzie późniejszą sekretną żoną francuskiego króla. Franciszka d’Aubigné, Markiza de Maintenon, bo o niej mowa,  jest zatem bohaterką niniejszego wpisu i łączącej się z nim recenzji. Zanim jednak przejdziemy do owej recenzji, krótkie wyjaśnienie tytułu. By dobrze tę historię opowiedzieć, trzeba się cofnąć do czasów Henryka IV króla Nawarry. Jegoż to przyjaciel, poeta i późniejszy żołnierz Théodore Agrippa d’Aubigné pozostał do końca wierny protestanckim dogmatom i porzuciwszy dwór królewski (po zmianie wyznania przez Henryka – słynne zdanie „Paryż wart jest mszy” właśnie on ponoć wypowiedział) zaszył się na prowincji. W jednym z takich miejsc przyszła na świat jego wnuczka, Franciszka, którą jej matka ochrzciła i wychowała na żarliwą katoliczkę (co w hugenockim Poitou łatwe z pewnością nie było, zwłaszcza po czystkach religijnych do jakich doszło po zabójstwie Nawarrczyka). Kim była i co robiła zanim wchłonął ją dwór Ludwika XIV dla historii tej znaczenia specjalnego nie ma. Ważne, że … jej katolickie wychowanie, religijność i wpływ na władcę nie pozostały bez echa względem francuskiej muzyki tamtego okresu. Tak się składa bowiem, że markiza de Maintenon nie przepadała za operą (i trochę ją rozumiem), zaś od muzyki wymagała religijnego zacięcia. Toteż kompozytorzy, których całkiem liczne grono wspierała i opłacała (Monsieur „Państwo to Ja” na coś musiał tę swoją kasę wydawać) by jej gustom schlebić i się przypodobać pisali wszystko, tylko nie opery. Bo po cóż pisać takie dzieła, skoro dwór ich nie chce oglądać? A nawet jak wszyscy by chcieli, a jedna osoba nie – to dwór nie chce…

I tak wspierany finansowo przez Franciszkę Louis – Nicolas Clérambault pisał sobie kantaty i różne religijne utwory, świadom tego, skąd płyną pieniądze. Tamże też Andre Campra nie stronił od wymagań stawianych przez bogobojną Franciszkę, a jego kompozycje zdały się być dzięki temu miłe dla ucha królewskiego. Jedynie Michel Pignolet, później zwany de Monteclair ze wsparcia słynnej metresy nie skorzystał. Co więc robi w tym towarzystwie? Ano o tym więcej w dziale recenzje…

Czemu zaś „muzyka na teraz”? Ano, bo słynną markizę dwór francuski – gdy tego nie słyszała – zwykł nazywać  „Madame Le Maintenant” co ni mniej ni więcej znaczy po prostu „Pani na teraz”. Ot, co.

Jednak z kantat poniżej. Co prawda w innym wykonaniu, ale równie pięknie. Jak gra Arion i śpiewa Daniele Forget, zapraszam do działu recenzje…

Read Full Post »

… nie powiem co. W każdym bądź razie spóźniłem się dziś rano… przed telewizor!! Tak, tak, dokładnie. Dziś rano bowiem Mezzo wyemitowało świąteczny (a jakże, Boże Narodzenie już wkrótce, a adwent wszędzie, tylko nie w Polsce to radosny czas) koncert Ricercar Consort. Ech, bardzo bardzo żałuję, że ani nie zdążyłem obejrzeć całości, ani też nie nagrałem sobie tego, na co się rzutem na taśmę załapałem. A było czym się radować. Maria Keohane (m.in. rzecz jasna) odśpiewała Magnificat Jana Sebastiana Bacha. Oj, cudnie to się oglądało.

Dobra, rozpaczam rozpaczam, a tak po prawdzie, to jeszcze wszystko przed nami. Kto chciałby obejrzeć sobie ten koncert, może to zrobić – uwaga uwaga – w Święta. Konkretnie w Boże Narodzenie, 25.12.2013 roku. Wystarczy włączyć kanał Mezzo (na ncplus to numer 196) o godzinie 15:35 i obejrzeć sobie wspomniany event. WARTO!

Szczegóły – TU!

A grali tak:

Read Full Post »

Ein feste Burg ist unser Gott, ein gute Wehr und Waffen.

Er hilft uns frei aus aller Not, die uns jetzt hat betroffen.

Der altböse Feind, mit Ernst er’s jetzt meint;

groß Macht und viel List sein grausam Rüstung ist,

auf Erd ist nicht seinsgleichen.

Marcin Luter (nie, nie napisałem tego nazwiska z błędem – gdyby ktoś z USA miał wątpliwości!) w 1529 roku napisał słowa hymnu, który do dziś jest wykonywany w protestanckich kościołach z wielką atencją. Zwłaszcza w czasie obchodów Święta Reformacji. Nic więc dziwnego, że po pieśń Lutra sięgali również kompozytorzy na przestrzeni wieków. Jak choćby mocno zapomniany w Klasycznej Niedzieli Georg Philipp Telemann. Żeby to nadrobić, zapraszam do działu RECENZJE.

 

Read Full Post »

Older Posts »