Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘koncert fortepianowy’

… jakoś ostatnio przez tego Chopina, że człowiek nic tylko słuchałby fortepianowych szaleństw kompozytorów z przełomu osiemnastego i dziewiętnastego stulecia. W sumie w jakiś sposób jest to uzasadnione – wszak Chopin Competition 2015 zakończył się niespełna trzy tygodnie temu, a jego laureaci cały czas jeszcze jeżdżą po Polsce z koncertami. Swoje uwielbienie dla muzyki Fryderyka deklarowałem wszak niejednokrotnie, a sam fortepian zajmuje w moim prywatnym rankingu instrumentów muzycznych jedno z najwyższych (jeśli nie najważniejsze, to co najmniej drugie) miejsc. Niejako więc z rozpędu, pasując do konwencji fortepianowo – orkietrowej wpadł nam ostatnio do działu recenzji Wolfgang Amadeusz ze swoimi koncertami 16 i 17… i tu już zupełnie nieprzypadkowo pomyślałem sobie, że czas sięgnąć po muzykę, która dla naszego najsłynniejszego kompozytora stanowiła zarazem wzorzec i inspirację. A że przy okazji osoba kompozytora zarazem łączy się nam pięknie ze wspomnianym powyżej Mozartem, toteż… Panie i Panowie: oto Jan Nepomuk Hummel.

W tym miejscu, zdaje się warto byłoby rzucić na szalę krótki rys historyczny. Przyda się, bo dzięki temu łacniej nam będzie odnaleźć się w zawiłościach i narodowych konotacja wieku XVIII. Gdy świat – nie tylko muzyczny – kształtował się na nowo. Postaram się przy tym być możliwie zwięzły i rzeczowy, a gdybym jednak uległ jakimś tam dygresjom, to… nobody’s perfect (except our wives, of course).

 Hummel, urodzony w listopadzie 1778 roku w Bratysławie zwanej natenczas Pressburgiem (z niemiecka, ale to uzasadnione, bo Germanie rozplenili się wówczas w wielu miastach Europy Środkowej niestety) przyszedł na świat w mieszczańskiej rodzinie muzykalnych Austriaków, jacy pospołu z Niemcami od kilku wieków powoli, acz nieprzerwanie ładowali się na urzędy w dziedzinie m.in. Czechów i Słowaków. Nie żal mi ich ani trochę, choć fakt, że pod Białą Górą półtora wieku wcześniej próbowali się oprzeć niemczyźnie i dzielnie stawali do boju, jednak… sami sobie sprokurowali ten los. Trzeba było bardziej podgryzać Królestwo Polskie za sprawą różnych Przemyślidów czy Luksemburgów. Ok, koniec dygresji. W każdym bądź razie skutkiem takich a nie innych działań w kraju po drugiej stronie Karpat niemczyzna zadomowiła się niezwykle mocno, a zaszczyty i urzędy rdzennym mieszkańcom tych ziem przechodziły – delikatnie rzecz ujmując – koło nosa. Nie inaczej było w Pressburgu, gdzie Hummelowie stanowili jedną z licznych rodzin austriackich wiodących prym w historycznym mieście koronacyjnym królów… węgierskich. Ano, #takasytuacja – skomentowałoby dziś „młode pokolenie”.

Kompozytor dorastał zatem w rodzinie muzycznej, a sąsiedztwo pobliskiego Wiednia, będącego w XVIII stuleciu jednym z najważniejszych kulturalnych centrów Europy rokowało dlań bardzo optymistycznie. Miało ono zresztą zdecydowany wpływ na przyszłość Austriaka, bo jeszcze jako dziecko trafił pod skrzydła samego Wolfiego. U Mozarta Hummel mieszkał i uczył się co prawda „tylko” przez dwa lata, ale wieść niesie, że jego zdolności były na tyle duże, że pierwsza ważniejsza prezentacja sceniczna nastąpiła właśnie poprzez wykonanie jednego z koncertów fortepianowych Wolfganga Amadeusza.

Na a potem już poszło z górki – nawykły do splendoru, sławy i czego tam jeszcze sobie nie wymyślimy nauczyciel młodego Hummla przekonał jego rodziców, że nic tak nie rozwinie talentu i obycia scenicznego u chłopaka, jak trasa koncertowa po Europie. Tak też uczyniono: Czechy, Niemcy, Dania, Anglia, Holandia… jedynie Francję musiała rodzina Hummlów ominąć, bo tam akurat Francuzi uznali za stosowne ostro rżnąć się po szyjach. Przy okazji tych koncertów poznał Jan Nepomuk Józefa Haydna. Załapał się na lekcje, a potem nawet na stanowisko kapelmistrza Esterhazych (tak-tak, w przepięknym Fertöd). W międzyczasie świat nie tylko muzyczny bardzo przyspieszył: Napoleon ze swymi legiami przetaczał się przez cały kontynent, potem w drugą stronę szły ruskie hordy Aleksandra I Romanowa. Mozart już nie żył, Haydn podobnież, a trzeci z klasyków wiedeńskich – Beethoven praktycznie już nie słyszał, co napisał. Znowu szło nowe, przygotowane przez burzę i napór osiemnastego stulecia – czyli romantyzm. I tenże w muzyce Hummla bardzo słychać. W jakiej muzyce? A o tym w dziale recenzje…

A grają tak:

Reklamy

Read Full Post »

Dziś – bez umizgów, jakichś tam oczekiwań, wzniosłych słów czy religijnych konotacji – muzyka lekka, przyjemna i zdecydowanie popołudniowa. Wolfganga Amadeusza koncerty fortepianowe, szesnasty i siedemnasty w jego dorobku. Powstałe w dobrym dlań roku 1784, podczas wiedeńskiej eskapady, gdy kompozytor uwolnił się z więzów łączących go z arcybiskupem Salzburga („wreszcie wymknąłem się temu kutasowi Colloredo” – jak napisał do ojca). Nagrane przez Malcolma Bilsona, który już w Klasycznej Niedzieli grał dla nas inne dzieła Austriaka. Na albumie amerykańskiemu pianiście towarzyszy ansambl English Baroque Soloist prowadzony przez sir Johna Elliota Gardinera. Czyli nie ma przebacz – mamy tu wszak zestaw muzyków już jakby z góry warunkujący wysoki poziom wykonawczy. Zatem? Próbka brzmi tak, a reszta w stosownym dziale…

Read Full Post »

Dziś kolejny dzień przesłuchań finałowych XVII Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Artyści: Eric Lu (który we wcześniejszych etapach grał ładnie, ba, nawet można powiedzieć, że pięknie i na finały zasłużył, ale specjalnie jakoś to mnie nie porwał) z USA, Szymon Nehring (jedyny Polak wśród finalistów) oraz Georgijs Osokins, pianista z Łotwy (który ekspertów w studiu TVP Kultura i radiowej Dwójce wprowadzał swoimi występami w jakiś amok).  Słowem: bardzo różni artyści, prezentujący odmienne style gry. Podobnie jak wczoraj byłem przekonany, że ta najbardziej wyrazista postać – czyli Łotysz – będzie przysłowiowym killerem całego show. Że wyjdzie i zagra tak wyśmienicie, jak  choćby pamiętnego Poloneza As-dur op. 53. Że przyćmi poprzedników i tyle ich będziemy widzieli (pamiętali).

Nic bardziej błędnego. Wspaniale, po prostu wyśmienicie rozpoczął Eric Lu. Cofam wszystko, co złego o nim wcześniej sobie pomyślałem. Tak lekko, wdzięcznie, z wyczuciem i natchnieniem, jak wykonał koncert e-moll nie zagrał jeszcze na tym konkursie żaden pianista. I choć Kate Liu z wczoraj zdecydowanie nie przebił, to na podium zasługuje. Zaraz za Kate. Minimalnie przed Aimi. A Nehring? Cóż. Zachwycił ekspertów. Mnie nie. Jakoś tak walczył z fortepianem, miałem wrażenie, że orkiestra dawała mu fory tam, gdzie mógłby mieć braki. Poprawnie, lepiej niż Chorwat, lepiej niż Koreańczyk z wczoraj (ale dodatkowe punkty ma za pochodzenie). Widocznie spięty, zbyt zgarbiony. Jest finalistą. I to dla niego wystarczająca nagroda.

I na koniec Łotysz. Znowu ta sama sceniczna poza: marynarka, koszula i pewność siebie. Wyszedł i zagrał. I trochę przekombinował. Konkursu nie wygra się zmieniając tu i ówdzie wykonywane dzieło. A koncert e-moll w jego wykonaniu brzmiał inaczej. Jakby mroczniej, chwilami ciężej. To taki romantyzm, w którym Król Olch już zabrał co jego i nie można liczyć, że ktoś nas zratuje przed widmami strzyg i upiorów. Tu inaczej, tam inaczej i … choć słuchało się tego znakomicie, to bardzo, ogromnie się zdziwię, gdyby Osokins wygrał konkurs. Myślę, że nawet jeśli Jury dopuszcza myśli o swobodzie wykonawczej, poszukiwaniu nowego brzmienia, to łotewski pianista poszedł o jeden krok za daleko. Za takie granie nawet należałoby mu się standing ovation, ale… nie na Konkursie.

Jak powinno się grać ten koncert? Ano tak:

Read Full Post »

IMG_89642015 rok (czyli taka okrągła data). Październik (bo w tym miesiącu przypada kolejna rocznica śmierci Kompozytora). A skoro tak, to zaczynamy. Dziś koncertem inauguracyjnym (Martha Argerich, Nelson Goerner) rozpoczynamy najważniejsze wydarzenie muzyczne października br. (tak tak, nawet koncert Dave Matthews Band w Gdańsku tego nie przebije). XVII Konkurs Chopinowski. 81 uczestników (w tym 15 Polaków) z 20 krajów (no, dwa kraje mają tego samego reprezentanta). Jurorzy o bardzo znanych nazwiskach i … to wszystko w nowej rzeczywistości XXI stulecia. Transmisja radiowa, transmisje telewizyjne, aplikacje na smartfony, komputery, tablety… lodówki (no dobra, póki co przesadzam).

Na początek, dziś wieczorem zagra Pani Juror Martha Argerich. Ale muzyki Fryderyka nie usłyszymy. Zamiast tego zabrzmi specjalnie na tę okoliczność napisany przez Krzysztofa Pendereckiego Polonez na orkiestrę symfoniczną – utwór zamówiony przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina dla uświetnienia inauguracji. Poza tym zabrzmią dwa koncerty fortepianowe kompozytorów z Chopinem niewątpliwie związanych. Naszego wielkiego pianisty Ignacego Jana Paderewskiego koncert fortepianowy a – moll op. 17 oraz artysty, który na fenomenie naszego Frycka poznał się jako pierwszy (słynne „Panowie czapki z głów, oto geniusz” z Allgemeine Musikalische Zeitung z 7 XII 1831). Usłyszymy dzieło Roberta Schumanna: koncert fortepianowy a – moll op. 54.

A potem zmagania pianistów i radocha dla melomanów. Cudny ten październik.

Dziś warto zajrzeć do (i posłuchać zarazem) TVP Kultura. O 19.50 zacznie się transmisja inauguracji. Dwadzieścia minut wcześniej radiowa Dwójka rozpocznie swoją audycję. Koncert o 20.00. Nie przegapcie…

Pełna lista transmisji Dwójki w linku.

Read Full Post »

Ano, ma się to szczęście. Było się grzecznym, miłym, napisało się list… i natrafiło się na niezwykłą rzecz w niemieckim sklepiku w pałacu w Pillnitz.  Same, jak widać sprzyjające i pozytywne kwestie. Faktem jest, że trzeba jeszcze tydzień poczekać, ale… ostatecznie to też dość przyjemne. Owo „czekanie”. No, jest się też dorosłym, więc w Mikołaja już się nie wierzy. Ale to nie problem, koniec końców jak można by narzekać, gdy prezencik przyniesie ktoś, kto nie jest gruby, nie ma brody, nosi fajną bieliznę i jest rodzaju żeńskiego 😀

Ażeby uprzyjemnić sobie czekanie – mała zajawka tego co mnie czeka. Co prawda w innym wykonaniu, ale… i tak miło, ładnie i przyjemnie. Zapraszam do działu recenzje. A grają tak:

Read Full Post »

Tym razem małe co-nieco na wieczór. Wzorzec absolutnego piękna. Nie mam pojęcia, jak On to mógł napisać…

Read Full Post »

… ale muzyki czasami lubię sobie posłuchać. A akurat nadarza się okazja, bo Ingolf Wunder właśnie nagrywa swój nowy album. Coś w tym stylu…

Read Full Post »

Older Posts »