Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Lipót’

Wakacje. Żadna niespodzianka. A jednak jest inaczej.

Primo: jesteśmy właśnie na Węgrzech. Ale nie żaden Balaton, tudzież Budapeszt, tylko mała miejscowość Lipót koło Györ. A właściwie między Györ a Mosonmagyaróvór (heh, już samo wymówienie tych nazw to wyzwanie!). Secundo: zabraliśmy ze sobą rowery, bo gdzieś (nie pamiętam gdzie) wyczytałem, że tu jest około 500 km ścieżek rowerowych. Tetrio: pogoda na wyjazd nie była gwarantowana, więc specjalnie nie narzekamy, ale ponoć jutro ma być już ciepło. Ok, a teraz  tych niespodziankach.

Dwa dni lało. No, może nie do końca cały czas, ale na pewno nie rozpieszczała nas aura. Oba wymienione wyżej miasta, między którymi mieści się nasze Lipót odwiedziliśmy, a że niebo ołowiane, to i zdjęć nie ma na razie zbyt wielu 😦 Ścieżek rowerowych jednak rzeczywiście od groma, rowerzystów zresztą też, czym naprawdę jesteśmy mile zaskoczeni. Kolejna niespodzianka, to otwartość i uprzejmość tutejszych ludzi: zarówno miejscowych, jak i (zapewne dostosowujących się do standardów lokalnych) przyjezdnych. Mili, sympatyczni, wszem i wobec pozdrawiający się ludzie… coś takiego onegdaj zdarzało się w Polsce na górskich szlakach jedynie. Okolica: piękna! Zamki, pałace, kościoły … oczywiście że jest tego tu pełno (więc się cieszę co niemiara)… ale najbardziej zadziwiło mnie bogactwo tutejszej przyrody. Bociany zaraz obok domu, czaple siwe, białe, wszelkiego rodzaju ptactwa pod dostatkiem, nic tylko focić.

W miastach okolicznych pustki. Turystów jak na lekarstwo – co zdecydowanie jest pozytywnym przejawem naszego węgierskiego odpoczynku. I … żadnych Polaków.

Tyle na początek. Jutro pogoda słoneczna ponoć, więc wybieramy się do Fertöd. Oczywiście przy akompaniamencie muzyki Józefa Haydna…

Reklamy

Read Full Post »