Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Messiah’

ResurrectionTen wpis miał brzmieć zupełnie inaczej, ale… w Wielki Piątek przypadkiem natknąłem się na relację w radiowej Trójce, traktującą o tym, jak to Brytyjczycy świętują Dzień Śmierci Jezusa. Wśród wielu różnych, często historycznie uzasadnionych zwyczajów jeden okazał się być dość… niezwykły. Otóż, … nawet z lekka mnie zatkało, bo okazuje się, że sale Albionu rozbrzmiewają tego dnia haendlowskim Mesjaszem! W Wielki Piątek? Mesjasz? No niby ok, bo to opowieść o Jezusie in genere, ale… wszak tam nawet smutne momenty napisano tak, że noga sama przytupuje, a pod nosem nuci się melodia! Nie no, a słynne Hallelujah! Jak to śpiewać, gdy Chrystus właśnie umiera na Krzyżu?

Co kraj, to obyczaj – powie ktoś. Piją herbatę z mlekiem, mogą se nucić Alleluja pod Krzyżem. Zresztą, tych pięknych, melodyjnych chórów jest w dziele Jerzego Fryderyka Haendla od groma. Jeden piękniejszy od drugiego, aż chwilami ciężko uwierzyć, że tyle ślicznych i wyjątkowych zarazem melodii można było umieścić w jednym dziele. Heh, a na dodatek trza zauważyć, że po jedynym Niemcu, który podbił Anglię nikt tego więcej nie dokonał, a na takie nagromadzenie przebojów w jednym dziele (dziś powiedzielibyśmy: albumie) czekać musieliśmy do czasów duetu Lennon / McCartney.

Skoro więc już jesteśmy przy Haendlu, to oddajmy mu głos. Najpiękniejsza aria świata? Asz,  oczywiście. Bezwzględnie! Absolutnie! Z tekstem z Listu św. Pawła do Koryntian:

W jednej chwili, w oka mgnieniu, na odgłos trąby ostatecznej;

Bo trąba zabrzmi i umarli wzbudzeni zostaną jako nieskażeni,

a my zostaniemy przemienieni.

Albowiem to, co skażone, musi przyoblec się w to, co nieskażone,

a to co śmiertelne musi się przyoblec w nieśmiertelność.

Oto Gwynne Howell z towarzyszeniem trąbki, chóru oraz orkiestry Academy of St. Martin In The Fields.

Kurtyna! A zamiast napisów końcowych to, co miało być wpisem na Wielką Niedzielę. Błogosławieństwa! Chrystus Zmartwychwstał! 🙂

Koniecznie należy posłuchać. KONIECZNIE! (kolejność dowolna):

  1. Gesualdo: Tenebrae, The Hilliard Ensemble (choć może też być Herreweghe),
  2. Josquin Despres: Missa Pange Lingua, Missa La Sol Fa Re Mi (znakomici The Tallis Scholars),
  3. Thomas Tallis: Lamentations Of Jeremiah (The Tallis Scholars, again),
  4. Allegri / Palestrina: Miserere & Missa Papae Marcelli, (The Tallis Scholars… wiem, to zaczyna być nudne),
  5. Tomas Luis de Victoria: The Mystery of the Cross, The Sixteens & Harry Christophers,
  6. Tomas Luis de Victoria: Requiem 1605, także The Sixteens & Harry Christophers,
  7. Bach Johann Sebastian: Easter Oratorios BWV 249 (final version), BWV 11, Bach Collegium Japan,
  8. Bach Johann Sebastian: Johannes-Passion, La Petite Bande & Sigiswald Kuijken,
  9. Bach Johann Sebastian: Matthaus Passion, Dunedin Consort / John Butt
  10. Boccherini Luigi: Stabat mater, Capriola di Gioia,
  11. Gesualdo Carlo: Tenebrae Responses For Good Friday Taverner Consort & Choir / Andrew Parrott (jak w pkt 1, ale można i tak),
  12. Graupner Christoph: Wo gehet Jesu hin? – Passion Cantatas Anton-Webern-Chor Freiburg & Ensemble Concerto Grosso,
  13. Handel George Frideric: Messiah (Dublin Version) Dunedin Consort / John Butt albo nawet lepiej Academy In St. Martin In The Fields,
  14. Schutz Heinrich: Auferstehungshistorie (Resurrection), Dresdner Kammerchor / Hans-Christoph Rademann,
  15. Schutz Heinrich: Matthäuspassion SWV 479 (St. Matthew Passion) Dresdner Kammerchor / Hans-Christoph Rademann,
  16. Zelenka Jan Dismas: Responsoria Pro Hebdomada Sancta Zwv 55; Lamentatio Ieremiae Prophetae Zwv 53 Collegium 1704; Collegium Vocale 1704 / Vaclav Luks,
  17. Buxtehude Dieterich: Membra Jesu Nostri, Capella Angelica; Lautten Compagney / Wolfgang Katschner,
  18. Pergolesi Giovanni Battista: Stabat Mater,  King’s Consort,
  19. Vivaldi Antonio / Zelenka Jan Dismas: The Return of the Angels, Ensemble Caprice,
  20. „Jauchzet dem Herren alle Welt”, Capella Sagittariana Dresden,
  21. Heinrich Ignaz Franz von Biber – Requiem, Gabriele Comfort and Players,
  22. Johann Christian Bach: Requiem (Akademie Fur Alte Musik, Berlin),
  23. Vivaldi Antonio / Bach Johann Sebastian: Gloria / Magnificat,
  24. Faure Gabriel: Requiem (albo Herreweghe, albo wersja z Jarousskym na wokalu),
  25. Haydn, The Last Seven Words Of Christ,
  26. Schütz Heinrich – Die Sieben Worte Jesu Christi Am Kreuz,
  27. Mozart, Wolfgang Amadeus: Requiem,
  28. Monteverdi, Vespro della Beata Vergine,
  29. Goldberg Baroque Ensembles: Easter Cantatas Of 18’the Century Of Gdańsk,
  30. Bach Johann Sebastian / Kuhnau Johann / Graupner Christoph: German Baroque Cantatas Miriam Feuersinger, soprano; Capricornus Consort Basel

 A na osłodę… kolejny fragment z Mesjasza 😀

Reklamy

Read Full Post »

Muzyka z obrazkami. Dawno już nie pisałem o koncertach muzyki klasycznej, które dostępne są na nośniku DVD. Jeszcze przyjdzie czas by to zmienić, tym bardziej, iż okoliczności całkiem sprzyjają (można posiedzieć w domu przed telewizorem, popijając kawkę tudzież winko i zajadając się smakołykami). Przymierzę się do tegoż niezwłocznie, gdyż miły Mikołaj przyniósł pod choinkę mi właśnie takową muzykę z obrazkami. Acz, by tak rzec – wkrótce, lecz nie dziś. Dziś będzie o muzyce z obrazkami, jednakowoż w ciut innym wydaniu.

Dla porządku trza jasno powiedzieć, że zarazem podsumuję sobie muzyczny rok 2013. Nieprzypadkowo i na czasie będąc po dwukrotnym tet-a-tet z jednym z najsłynniejszych dzieł klasyki, stanowiącym od połowy osiemnastego wieku najważniejsze i najczęściej wykonywane oratorium świata. Dzieło to niezwykle melodyjne i zaraz porywające. Opowiadające historię Jezusa Chrystusa. Od biblijnych zapowiedzi, poprzez Narodziny aż ku Śmierci i Zmartwychwstaniu. Autor – oczywiście, jakżeby inaczej – Jerzy Fryderyk Haendel. Taki XVIII-stowieczny Lennon / McCartney w jednym.

A zatem już wszystko wiadomo. Mesjasz Ano tak, choć zarazem dość nietypowo, bo Mesjasz vs Mesjasz.

Dlaczego tak? A bo 22 grudnia br., w niedzielę przed Bożym Narodzeniem w poznańskiej Auli Uniwersyteckiej wystąpili: orkiestra Arte Dei Suonatori, Poznański Chór Chłopięcy oraz soliści: Maria Rozynek – sopran, Jakub Józef Orliński – kontratenor, Aleksander Rewiński – tenor i Dawid Biwo – bas. Całość, podobnie jak rok temu na Górze Przemysła poprowadził Jacek Sykulski.

Collegium & Collegium Vocale 1704
I drugi Mesjasz tego grudnia Anno Domini 2013. Wykonanie… ha! telewizyjne, z francuskiego kanału Mezzo. W katedrze La Chaise-Dieu, podczas festiwalu w 2011 roku wystąpiła czeska orkiestra Collegium 1704 oraz chór Collegium Vocale 1704 prowadzone przez dyrygenta Vaclava Luksa. Towarzyszyli im soliści: Hana Blažikowa (sopran), Delphine Galou (alt), Markus Brutscher (tenor) oraz Martin Krejčik (bas).

I wszystko jasne.

Najpierw poznański Mesjasz. Arte Dei Suonatori to klasa sama w sobie. Mogę ich słuchać bez wyjątków, każdy bowiem ich występ to idealny, emocjonalny, melodyjny i bardzo skrupulatny barok (albo okolice baroku, jakby się kto czepiał). Mesjasza w ich wykonaniu słyszałem już po raz wtóry i sam nie wiem, która wersja była lepsza. Może – jak dobre wino – właśnie tegoroczna. Dojrzalsza. Wysmakowana. Praca zespołu Arkadiusza Golińskiego nadała poznańskiej interpretacji sens i duszę. Uskrzydlała. I dobrze. Soliści – no nie powiem, bym znał ich dokonania wcześniej. Młodość rządzi: było to można wyczytać z krótkich notek biograficznych, jakie udało się znaleźć w internecie. Generalnie bowiem to wykonawcy albo w trakcie, albo tuż po studiach. Czy to przeszkadzało? Ależ skąd. Maria Rozynek śpiewała niezwykle lekko. Powiedziałbym „mozartowo”. Można to uznać za wadę, ale nadzwyczajnie ładnie to w ową niedzielę grudnia zabrzmiało. Jakub Józef Orliński – znakomicie. Od kontratenora w Mesjaszu wiele się wymaga i ten artysta moje oczekiwania spełnił. Bardzo dobrze zaprezentowali się również tenor Aleksander Rewiński oraz bas – Dawid Biwo. Zwłaszcza ten ostatni miał bardzo trudne zadanie. Podczas jego najważniejszej arii (i chyba najważniejszego utworu wieczoru) czyli The Trumpet Shall Sound po prostu „siadł” instrument soliście grającemu na trąbce. Wyszła z tego muzyczna makabra. Próbowali wspólnie ratować arię, ale po prostu się nie dało. Melodia gięła się niczym drut miedziany w rękach pięciolatka. Dowolnie, bez sensu i w tak paskudny sposób, aż rozpacz brała. Szkoda, naprawdę szkoda, bo ten jeden, acz najważniejszy tego wieczoru utwór zepsuł całą radość.

Generalnie jednak – mimo owej fatalnej dziewięciominutowej wpadki – całość zabrzmiała naprawdę dobrze. Nawet Poznański Chór Chłopięcy stanął na wysokości zadania. Przepięknie brzmiące soprany tych młodych chłopaczków, wsparte tenorami i basami zabrzmiały monumentalnie. Może nie bez zarzutu, ale słuchało się tego całkiem przyjemnie.

I … teraz czas na czeskiego Mesjasza. Telewizyjnego, jak to się napisało powyżej. Mezzo to jeden z niewielu kanałów, które oglądam w TV. W te Święta zaserwowali widzom m.in. Magnificat Jana Sebastiana Bacha (z Marią Keohane w jednej z głównych ról) oraz właśnie wspomnianego Mesjasza z 2011 roku. Nagranie zatem nie zupełnie nowe, ale też znacznie świeższe, niż posiadane przeze mnie na płycie DVD wykonanie z… 1982 roku. I na dodatek ZUPEŁNIE inne. Zamiast chóru chłopięco – męskiego: chór mieszany. Zamiast kontratenora: alt. Inaczej.

collegium_vaclav_luks_1

Obejrzałem. Dwukrotnie już. I jestem zachwycony. Taka radość, perfekcja, taka subtelność i idealne wysmakowane brzmienie nie zdarza się często. Przepięknie brzmiący soliści (genialna aria Hany Blažikowej: I know that my Redeemer liveth), świetne chór i orkiestra (no nie będę krył, że bardzo, ale to bardzo – od czasów cudnych płyt z muzykę Zelenki – lubię Collegium i Collegium Vocale 1704) oraz bardzo ekspresyjnie prowadzący koncert dyrygent – to wszystko złożyło się na moje ochy i achy wieczorem w Boże Narodzenie. Tu nie ma się do czego przyczepić. Trzeba posłuchać. No właśnie, co ja się tu będę rozpływał w laurkach: wystarczy kliknąć poniższy link (oczywiście jak ktoś ma ponad 2 godziny wolnego czasu). A jak nie ma, to niech znajdzie. Bo warto.

Mesjasz (polski) vs Mesjasz (czeski). Ano. Dobrzy Czesi górą. I na koniec – Szczęśliwego Nowego Roku. Pierwszego stycznia proszę nie zapomnieć o Wiedeńskich Filharmonikach. Spotykamy się 1 stycznia 2014 roku, o godzinie 12.05 w TVP 2. Cały koncert w jakości HD. Wreszcie. Cheers!

Read Full Post »

Ano, zaczyna się to już robić tradycją. Że przed Bożym Narodzeniem, w poznańskim kościele oo. Franciszkanów na Górze Przemysła wystawiane jest słynne oratorium Jerzego Fryderyka Haendla. W ubiegłym roku Arte Dei Suonatori, Chór Maîtrise de Bretagne oraz rewelacyjna Kirsten Blaise oczarowali publiczność i mnie samego w adwentowym koncercie, opisanym zresztą w Klasycznej Niedzieli.

W 2012 roku miejsce obcowania z hitem nad hitami Haendla pozostaje niezmienne. Repertuar zresztą również. Zmieniają się jedynie główni aktorzy oratoryjnej scenerii. Tym razem partie solowe zaśpiewają: Esteli Gomez – sopran, Marta Motkowicz – alt, Sylwester Smulczyński – tenor, Marek Gasztecki – bas. Towarzyszyć im będzie Poznański Chór Chłopięcy oraz Czeski Chór Chłopięcy. Partie instrumentalne zapewni Orkiestra Collegium F, a całość poprowadzi dyrygent Jacek Sykulski.

Już w najbliższą niedzielę, 25 listopada 2012 roku. Godz. 19.30. Bilety – skromne (klasyka jest jednak bardzo tania w Polsce) 35 zł. Jeszcze do kupienia, z tego co jest mi wiadome.

Cóż, „Mesjasza zawsze warto zobaczyć…”

Read Full Post »

Wnętrze kościoła oo. Franciszkanów w Poznaniu

Tego wieczoru miało nie być. Wszystko bowiem szło nie tak. Dowiedziałem się o tym koncercie przypadkiem i w sumie w ostatniej chwili (dwa dni przed to jednakowoż niewiele czasu na ułożenie planów). Obowiązki zawodowe nie dawały nadziei uzyskania biletów, a ja niepotrzebnie spanikowałem, że nie będzie ich można nabyć przed samym koncertem. Ale… mój równie przypadkowy telefon zmotywował znajomego. A on … załatwił wejście (twierdząc przy tym, że to ja zadziałałem mobilizująco na niego). Ostatecznie zatem zjawiliśmy się na koncercie, biletów załatwionych nie było, ale … można je było jeszcze kupić. I udało się.

Całe szczęście. Kościół oo. Franciszkanów na Górze Przemysła duży nie jest. W każdym razie sprawia większe wrażenie z zewnątrz, niż od środka. Toteż, gdy już się dostaliśmy do wnętrza i okazało się, że ławki pozajmowane, słowem – raczej brak miejsc. Cóż, troszkę się zmartwiłem. To oratorium krótkie nie jest, a stać tak długo… ech, marnie by było. Na szczęście dojrzeliśmy, że nikt nie usiadł na przedzie bocznej nawy, zupełnie obok orkiestry. I dobrze, bo te miejsca zdecydowanie spełniły swoją rolę – dźwięk był czyściutki, pełny, głośny, akuratny, ale… nie uprzedzajmy faktów.

I koncercie zatem można przeczytać TU, a podczas czytania niech nam pośpiewają Gabrieli Consort & Players, prowadzeni przez Paula McCreesha.

Read Full Post »

… dosłownie i w przenośni. Zima przyszła, przynajmniej w naszej Wielkopolsce ładnie posypało. Jest biało, wreszcie znikła ta szarzyzna listopadowa i jakoś tak – mimo mrozu – raźniej człowiekowi ruszać rankiem do pracy. Pozamiatawszy wcześniej śniegowe czapy ze schodów, podjazdów, chodników i samochodów.

Dlaczego pozamiatane w przenośni? Ano, bo nieopatrznie pojechałem do Music-Island w ubiegłym tygodniu. Nieopatrznie, bo mając całą stertę nowych płyt do słuchania i cieszenia się muzyką, zachciało mi się jeszcze i jeszcze. No to teraz mam za swoje. Rzeczy niewiarygodnie pięknych dostałem tak na oko na pół roku pisania, a drugie tyle jeszcze tam na mnie czeka. A gdzie tu miejsce na albumy, które dostałem wcześniej? Oj, się porobiło.

No dobrze, dość narzekania, czas napisać o co chodzi…

Dziś będzie krótko o wydawnictwie, które każdemu melomanowi sprawić powinno wiele radości. Jako że gwiazdkowa gorączka właśnie przed nami, box, którego tyczy się niniejszy wpis z całą pewnością wzbudzi uśmiech na niejednej twarzy.

Bach Collegium Japan. O nich mowa. Zespół kierowany przez Suzukiego nagrywa już … okrągłe dwadzieścia lat (po namyśle, nie będę wspominał, czego słuchałem dwadzieścia lat temu – nie, że nie przystoi, aż tak źle nie było, ale nie pasuje do tego bloga raczej). Wracając – japoński dyrygent i jego ansambl nagrali przez ten okres tak ogromną ilość muzyki kantora św. Tomasza oraz jego poprzedników i następców, że poznanie wszystkiego wnikliwemu słuchaczowi zająć może drugie tyle lat. No, może krócej, ale pod warunkiem, że na żadne inne płyty tudzież koncerty wykonawców czasu się tracić nie będzie. Kantat – całe mnóstwo. Msze, koncerty, dzieła organowe (w końcu Suzuki to organista), a to tylko sam Johann Sebastian Bach. A gdzie reszta?

Na okrągłą rocznicę BIS przygotował box zawierający 15 różnych płyt nagranych przez BCJ. Czegoż tu nie ma? Jest Buxtehude i jego Membra Jesu Nostri, są Nieszpory Monteverdiego. Schütza Siedem Ostatnich Słów Chrystusa na Krzyżu i kolejne wykonanie – inne niż opisane wcześniej – Mesjasza Jerzego Fryderyka Händla. Oprócz tego – zadziwiający zbiór z rodzaju the best of, czyli A Choral Year With Bach: fragmenty kantat Jana Sebastiana, zestawione wg dat roku liturgicznego i … nieziemskiej melodyki (aktualny mój hit na pierwsze dni Adwentu). Wymieniam, wymieniam i nawet nie jestem w połowie.

Jak już jesteśmy przy rodzinie Bacha, to w boxie jest również płytka z kantami świeckimi (m.in. z Coffee Cantatą) kantora św. Tomasza, są koncerty skrzypcowe seniora i koncerty wiolonczelowe syna – Carla Philippa Emmanuela Bacha. Oczywiście taki zbiór nie mógłby się obyć bez bachowskiego Magnificat, a tenże utwór znajdziemy na płycie w zaszczytnym towarzystwie podobnych dzieł Zelenki i … zachwycającego Johanna Kuhnau. Generalnie więc barok rządzi, a skoro tak, to nasz znajomy Dan Laurin wraz z BCJ znakomicie prezentuje się w koncertach na flet Antionio Vivaldiego. Całość pięknie uzupełnia całkowicie dla mnie dotąd nieznany Johann Rudolf Ahle i jego Selected Vocal Music. Ufff…

Pozwolę sobie w niedalekiej przyszłości powyjmować z pudełka poszczególne części, bo można je sobie sprawić również pojedynczo. I napiszę parę słów. Póki co jest – polecam – ten box to znakomite wydawnictwo, warte uwagi każdego, kto lubi muzykę klasyczną. A zwłaszcza muzykę czasów baroku.

Read Full Post »

A jakoś tak mnie naszło. Sam się niedawno miotałem między takimi myślami, a czymś bardziej niecenzuralnym. A bo to żeby się ścigać w kwestiach grania muzyki naszego kompozytora? Toż to jakoweś bezeceństwa. Ścigać to się można na basenie, bieżni, tudzież ewentualnie na szosie lub bezdrożu, jak się pomyka na rowerku. Ale w graniu muzyki? łeeeee…

I tak sobie myślę, że jednakowoż wyścigi takie, ino, że na mniejszą skalę robi sobie każdy meloman. Tylko, że w zaciszu domowym. I nie ma co zaprzeczać, że to zupełnie inna kwestia. Przykładem będzie mój dzisiejszy wieczorny „koncert” przy kominku.

Przymierzam się do Mesjasza Jerzego Fryderyka Händla. Jakiś czas już się przymierzam. Oczywiście to jeden z utworów klasyki, które każdy przynajmniej raz w życiu słyszał, choćby nawet nie kojarzył, co zacz diabeł z nim pogrywa. Kto twierdzi, że nie słyszał – proponuję przypomnieć sobie najsłynniejszy fragment – linku uskrzydlające Alleluja (tu w wykonaniu Choir of King’s College z Cambridge). Znane? No jasne…

Zatem, przymierzanie miało konkursowy charakter. Szukając konkretnego wykonania (w sensie takiego, które będzie mi odpowiadało) pożyczyłem kilka płyt.

Pierwsza z nich to Academy and Chorus of St. Martin-in-the-Fields prowadzone przez Neville Marrinera (orkiestra) i László Heltaya (chór). Mesjasz oparty na wykonaniu londyńskim z 23 marca 1743 roku (opracowanie Christophera Hogwooda). Nagrane w … 1976 roku przez Deccę i wydane na płytach CD przez firmę Altaya.

Druga z płyt, to wersja Mesjasza nagrana przez Bach Collegium Japan prowadzone przez Masaaki Suzukiego. Oparta na wersji tekstowej opracowanej przez Charlesa Jennensa z XVIII wieku. Zarejestrowana w The Shoin Women’s University Chapel. Mam słabość  do Suzukiego, więc mimo pozornej obiektywności prowadzi(ł) on w wewnętrznym rankingu. Wydanie BIS-u.

Ostatni ze słuchanych albumów to – jakże by inaczej – Paula McCreesha Gabrieli Consort & Players. Wersja z 1754 roku (Foundling Hospital Version), nagrana na instrumentach z epoki. Wykonanie zarejestrowano w Kościele pod wezwaniem Wszystkich Świętych w Londynie, płyty wydał Archiv.

Ostatecznie… po tygodniowym słuchaniu … z przerwami na Chopina… The Winner is…

No właśnie. Jaki zwycięzca? Przecież nie można ponoć przeprowadzać konkursów (a w każdym razie sporo osób neguje takie coś jak konkurs muzyki klasycznej). To co robimy w takim razie w domowych pieleszach? Wybierając jakieś nagrania kosztem innych?

Georg Friedrich Händel: Messiah (HWV 56)

Już się nie mądrzę. W każdym razie Mesjasz do mnie przyjdzie ze znanego sklepu internetowego (chyba, że znowu mieli go w katalogu ‚na wyrost’ jak niedawno z kantatami Bacha na SACD). Będzie to dla odmiany … Freiburger Barockorchester pod dyrekcją Rene Jacobs. Sam jestem ciekawy, jak brzmi, bo wybrałem trochę w ciemno … Aha, album wydała Harmonia Mundi.

Pewnie, jak już przyjdzie, to posłucham i coś napiszę…

Read Full Post »