Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘middle age’

Mistrzostwa świata w piłce nożnej się kończą. I to marnie, bo Niemcy zdają się być siłą nie do pokonania, a to wcale mnie nie cieszy. Jako pozytyw należy jednak odnotować, że jak już się skończą, to zamiast ślęczeć przed telewizorem skupimy się na rzeczach przyjemnych. Jeśli nie przyjemniejszych. Oczywiście że będą też tacy, którym na ustach wykwitnie pytanie „jak żyć panie premierze?”. Cóż, dla nich pewnie nie ma ratunku. Choć…

wzięte z www.tapeteos.pl

Śródziemnomorskie specjały…

Gdyby jednakowoż ktoś chciał liznąć odrobinę kultury i to takiej na K, to ma szansę już dziś. Wystarczy sprokurować sobie odrobinę wolnego czasu (nie trzeba w domu, można dajmy na to dla odmiany… wyjść na rower), nastawić Program II Polskiego Radia, a tam… tam dziać się dziś będą rzeczy niesamowite. Jordi Savall, tenże sam, który w Klasycznej Niedzieli niejednokrotnie już gościł wyczaruje dla nas odrobinę żaru (tak, tak wiem, za oknem ów też jest dostępny, bez radia czy pana Savalla) średniowiecznego targowiska. Trubadurskie pieśni rodem z greckich wysp i tureckich klifów obmywanych przez wody Morza Egejskiego wybrzmią dla nas spod ręki Mistrza w transmisji koncertu, jakie Dwójka przeprowadzi od godziny 20.30. Wszystko to dziać się będzie w Yorku, w Jack Lyons Concert Hall, na tamtejszym uniwersytecie, w ramach Festiwalu Muzyki Dawnej.  Kto może – niech idzie zobaczyć na żywo. Kto nie może, niechaj sprawi sobie tę odrobinę luksusu zadowalając się radiową transmisją, zwłaszcza, że można jej posłuchać korzystając z takich dobrodziejstw, jak na załączonym obrazku.

A muzyka, cóż, z całą pewnością niełatwa. Zupełnie inna, niż ta, do której dziś przywykliśmy. Ale warto posłuchać co kiedyś tam ludziom w duszach grało…

Więcej szczegółów…

Reklamy

Read Full Post »

Równo siedemset lat temu na paryskim placu zapłonął stos, na którym skonał Jakub de Molay, ostatni mistrz rozwiązanego i zniszczonego zakonu Templariuszy. Oskarżony o herezję, o oddawanie hołdu brodatej głowie, o czczenie demona o imieniu Baphomet. Rzekomo wyrzekł się Chrystusa, pluł na krzyż, uprawiał magię, sodomię i dzieciobójstwo. Spłonął na stosie, bo swoje, złożone w czasie tortur zeznania odwołał. Cóż, Filip Piękny, coś jak dziś Władimir Putin nie mógł sobie darować, by nie pokazać cóż znaczy WŁADZA. I nawet jeśli Templariusze w jakiejś mierze sprokurowali swój los, nawet jeśli z jakichś względów trzeba było ów zakon rozwiązać, to sposób w jaki to zrobiono do dziś budzi niechęć. Ten przykład więc niech będzie przestrogą dla tego człowieka, który dziś „…mieni się być wyższym nad wszystkie mocarze świata”. Historia (a jak pokazał los oprawców Jakuba de Molay – nie tylko historia) po latach bywa okrutna dla takich ludzi. Nawet gdy im się wydaje, że to oni, jako zwycięzcy „piszą” jej annały.

Dobrze, wspomnieliśmy o Wielkim Mistrzu. Nawiązaliśmy do czasów obecnych. A teraz wróćmy do tego, czym Klasyczna Niedziela najbardziej lubi się zajmować. Niekoniecznie w niedzielę, także w każdy inny dzień tygodnia…

ps. Trochę się lenię ostatnio – wszystko dlatego, że zimy praktycznie w tym roku nie było i jak się udaje, to znikam na rower. Ale nadrobię te braki, słowo 🙂

Read Full Post »

Tak się złożyło, że opatrzone cudzysłowem hasło to dość popularne stwierdzenie, które od dłuższego czasu usłyszeć można wszem i wobec, odmieniane przez wszystkie przypadki. Cytują je media, politycy, zwykli ludzie, a pojawia się ono zazwyczaj wówczas, gdy ktoś przekracza jakieś granice, które kiedyś tam zostały zakreślone jako niepodważalne. Niezależnie, czy myślimy o nauce, czy też o sztuce, czy kieruje nami chęć udowodnienia sobie samemu, że „można więcej”, czy też zamierzamy zaszokować lub po prostu wykazać przed otaczającym światem, że ustalone z dawien dawna normy już nie mają sensu. Nie obowiązują. Przeżyły się. Określenie o likwidacji barier stało się mówiąc wprost „modne” i czasami aż strach otworzyć lodówkę. Wszystko i wszyscy przekraczają granice…

O takim przełamywaniu barier będzie w recenzji. Co prawda nie w kategoriach „szoku”, do jakiego przywykliśmy w naszych niezwykle dziwnych czasach, ale raczej o przekroczeniu utartych schematów, które wychowanie, wiedza, wykształcenie czy wreszcie zwykłe, najczęściej mylne przekonanie wtłoczyły nam do naszych umysłów. Bo cóż wiemy o Średniowieczu? No, że naparzaliśmy się mieczykami, żyliśmy w nędzy i brudzie. Że religia zdominowała wszystko, a światem rządzili faceci, już to w zbrojach, już to znów w tonsurach, ciemiężąc kogo się dało na różne sposoby. Tak czy siak wesoło nie było i aż dziw bierze, że jakoś – jako ludzie – te Wieki Ciemne przetrwaliśmy. I tenże utrwalony przez szereg różnych mniej lub bardziej spopularyzowanych mitów obraz dość jednostronnie dziś jest odbierany, zwłaszcza w tym naszym „równouprawnionym” społeczeństwie.

No proszę, a co to za płytę mamy tu na wokandzie? Cantrix nagrany przez Ensemble Peregrina Agnieszki Budzińskiej Bennett. Więcej – wiadomo gdzie …

Read Full Post »

Średniowieczna asceza dostępna od ręki. Wystarczy sięgnąć po album z muzyką, którego recenzję znajdziecie TU. Dziś nazywamy taką muzykę ambientem. Rzadko zahacza on o melodyjność, posługując się plamami bardziej, niż wyrazistymi liniami melodycznymi. Recenzowana muzyka blisko takiego właśnie podejścia się sytuuje. Co prawda pianistka, transkrybując nagrania Hildegardy z Bingen na fortepian z melodii nie zrezygnowała, ale sposób jej podawania, stopniowanie napięcia i budowanie nastroju właściwie przywodzi na myśl podróż przez puste przestrzenie kosmosu.

Nic w tym dziwnego w sumie. Skoro muzyka Hildegardy wymyka się do dziś wszelkim klasyfikacjom, przypominając nam zarazem, że to, co nieodgadnione każdego z nas czeka na końcu ziemskiej drogi.

Śpiewać wraz z Aniołami na chwałę Pana? Śpieszmy się ćwiczyć nasze głosy. A kto nie śpiewa, nich próbuje zagrać. Tak pięknie, jak Marie-Louise Hinrichs…

Read Full Post »

Oczywiście możliwe jest, że Piekło, w znaczeniu w jakim większość nas myśli – wymyśliliśmy sobie sami. A dokładniej stało się to tak, jak swego czasu w słynnym kawale („… zmarła dusza trafia do piekła, i widzi, że we wszystkich salach wygląda ono inaczej, niż myślała, że tam będzie. Jedni lokatorzy Piekła bawią się, inni piją, jeszcze inni ucztuj i śpiewają – we wszystkich salach radość i zabawa. Poza jedną: w tej ostatniej dusze jęczą, polewają się smołą, obdzierają się ze „skóry” – słowem – zupełne zaprzeczenie wcześniej odwiedzanych pokoi. Pyta więc ów umarlak napotkanego „Diabła” – dlaczego te wszystkie odwiedzone przezeń wcześniej dusze bawią się i cieszą, jak nigdy. Diabeł odpowiada, że tak tu już jest! No a tamci – pokazuje umarlak na tych, co nurzają się w cierpieniu? A tamci – odpowiada Diabeł – cóż, tamci to chrześcijanie – oni zawsze muszą dla siebie coś takiego wymyślić …”

Pozornie ten żart powyżej może wydawać się obrazoburczy i obrażający uczucia religijne. Jednak zanim ktokolwiek rzuci kamień proponuję przeczytać jeszcze tych kilka następnych zdań wyjaśnienia. Z racji tego, że nie miałem zbyt wiele do czynienia z mądrymi tekstami religijnymi, to przyjmuję w ciemno podejście do apokatastazy wyrażone w tym miejscu.

A co to takiego ta apokatastaza? To doktryna religijna, sformułowana w pierwszych wiekach chrześcijaństwa w kościele wschodnim (doprecyzowana przez św. Grzegorz z Nyssy), zgodnie z którą na Końcu Świata będzie miało miejsce powszechne zbawienie, co oznacza ni mniej, ni więcej, że wszyscy potępieni, a nawet Szatan, zostaną zbawieni. Hm, z jednej strony fajne podejście, ale … czy to oznacza, że nie trzeba się w ogóle starać? Trzeba, ale nie przesadzajmy też w drugą stronę.

Niewątpliwie takim przegięciem była zmiana nastawienia do Szatana, Piekła i Grzechu, jaka nastąpiła po potępieniu apokatastazy w VI wieku n.e. na Synodzie w Konstantynopolu. Diabeł, odtąd traktowany jako wizja porywającego dusze ludzkie na wieczność zła, pojawiać się zaczął nie tylko w uczonych religijnych dogmatach, ale także trafił do dziedzin dotąd nie wolnych od szatańskiej ideologii. Mało tego, zaczęto się przejawów szatana doszukiwać w miejscach, których nigdy byśmy o to nie podejrzewali. Literatura, rzeźba, malarstwo, a nawet muzyka. Już nie tylko życie codzienne, ale nawet to, co zawsze cechowało się swego rodzaju swobodą i wolnością.

Groźnie brzmiący tytuł, to dla jednych nawiązanie do muzyki dawnej, a dla innych skojarzenie z muzyką … grupy Slayer. Tak czy siak, można źle trafić. Diabolus in musica to po prostu interwał zwany trytonem czyli odległość między dźwiękami wynosząca trzy całe tony. Przez to w epoce renesansu ten interwał uznany został za dysonans i jako nieprawidłowy był wręcz zakazany (i dlatego nazywano go po łacinie diabolus in musica traktując go jako stworzonego przez diabła). Stąd już blisko do doszukiwania się szatana w książkach, genitaliach rzeźb klasycznych, dekoltach sukien noszonych przez kobiety i tysiącu różnych rzeczy, które przeszkadzały (przeszkadzają) różnym ludziom. „Gdyby mój własny ojciec popadł w najmniejszą choćby herezję, własnoręcznie zebrałbym drewno na stos dla niego” te słowa Giovanni Pietro Carafy – czyli papieża Pawła IV dowodzą, że Pawka Morozow nie wziął się z próżni.

Póki co więc zachęcam do posłuchania muzyki średniowiecznej Guillaume de Machaut. Zawierającej słynny zakazany interwał. W linku jego Ave Maria Grazia pena.

Recenzji płytki nie będzie. Nie na razie. Jeszcze – po tych kilkunastu przesłuchaniach nie wiem, czy warto…

——————————————————————————————————————

A już na koniec ciekawostką niech będzie fakt, że ów „diabelski” interwał stosowany jest do dziś. Również w utworach, które … no zresztą sami zobaczcie ich króciutką, aż dość wymowną listę.

1)     „Black Sabbath” – Black Sabbath (z dedykacją dla młodego Krisa)

2)     „Red” – King Crimson (z dedykacją dla Grzegorza)

3)     „Enter Sandman” – Metallica (z dedykacją dla Agnieszki)

Zainteresowanych wyłącznie Klasyczną Niedzielą odradzam klikanie powyższych linków.

Read Full Post »