Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘motet’

… Henry Du Mont. W języku, który brzmi, „…jakby kto cynowe misy potrząsał…”. Ale i tak pięknie.

Reklamy

Read Full Post »

GVG VictoriaNie będę tu krył, że na różne sposoby chciałem uciec przed albumem, który od samego początku wydawał się jedynym i najważniejszym dziełem muzycznym na Ten Dzień. Wszak Wielki Czwartek już nie jest taki sobie zwyczajny, to w Kościele święto ważne i obchodzone. Dziś pewnie jakby mniej (bo w naszym świecie obecność Boga jednakowoż nabrała innego wymiaru), azaliż jako się rzekło: ważne i obchodzone. A skoro myślimy o początku Triduum Paschalnego to nie sposób na jednym oddechu nie wymienić muzyki, która do tego dnia pasuje najbardziej. Jest absolutna, skończona, zachwycająco piękna i tak oczywista, że nie może być inaczej. Mowa o… Tenebrae Responsories Tomasa Luisa de Victorii.

Rzecz jasna ten utwór de Victorii każdy może sobie odszukać w serwisach streamingowych, w kilku wykonaniach (i to całkiem zacnych), więc jakby to powiedzieć – hitów nam tu nie trzeba. Zamiast tego na te nieliczne, ciemne godziny Wielkiego Czwartku (wiem, wiem, trochę się spóźniłem dziś z wpisem) proponuję jednak coś innego. Kilka motetów wspomnianego wyżej Tomasa Luisa de Victorii, napisanych przez Hiszpana w czasie jego pobytu w Italii. I to słychać w tych utworach: pełnych żarliwości, pasji, opartych na znakomitych melodiach. I tekstach, jak choćby w kończącym płytę Vadam et circuibo civitatem:

Vadam et circuibo civitatem: per vicos et plateas

quaeram quem diligit anima mea; quaesivi illum, et non inveni.

Adiuro vos, filiae Jerusalem, si inveneritis dilectum meum, ut annuntietis ei

quia amore langueo.

—-

Wstanę i pójdę poprzez miasta,

by na ulicach i rozstajach szukać Tego, którego miłuje dusza moja…

Wielki Czwartek to święto kapłaństwa. Te słowa są niczym wytyczne. Sporo ich zresztą na tym albumie – sięgnijcie po niego, choćby dla tego dwuminutowego cudeńka tak wyśmienicie wykonanego przez ansambl Philippe’a Herreweghe:

 Te dwie minutki z sekundami brzmią jak cała Wieczność…

Read Full Post »

W historii muzyki nie ma drugiej takiej rodziny. Owszem, zdarzało się, że ojciec i syn komponowali, a juści całkiem zgrabnie im to wychodziło, ale takiego bogactwa kompozytorów, jakie przyniosła ludzkości rodzina Bachów nigdy wcześniej i nigdy później nie odnotowano. Mało prawdopodobne też, aby jeszcze kiedyś taki ewenement się powtórzył. I nie wspominam o tym dlatego, że Jan Sebastian Bach miał znakomitych synów, którzy już za życia zrobili większą karierę niż ojciec (bo ten, jak wiadomo trochę się był zapomniał współczesnym po śmierci i dopiero po latach ponownie wychynął z mroków różnych archiwów za sprawą dziewiętnastowiecznych poszukiwań Mendelssohna – Bartholdy’ego), ale dlatego, że oprócz potomków spora część jego rodziny zajmowała się tak tworzeniem, jak i wykonywaniem muzyki. Co prawda oficjalny protoplasta rodu Veit Bach tyko przy okazji grywał sobie na jakimś tam instrumencie (czyt. nie był ani kompozytorem, ani nawet zawodowym muzykiem), ale już kolejne gałęzi rodu Bachów przyniosły całkiem niezłych twórców muzyki. Byłoby co prawda lepiej, gdyby Europa nie miała wówczas na celu samounicestwienia tak się samej, jak i swoich mieszkańców już to za sprawą różnych wojen, ale cóż zrobić… takie to wówczas były czasy i możemy sobie jedynie pomarzyć o tych wszystkich kompozycjach, jakie stworzył już to dziadek Jana Sebastiana, już to dziadek jego pierwszej żony  Marii Barbary. Że o innych członkach rodu nie wspomnę. A które to znikły w mroku dziejów kształtującej się krwiście tożsamości na Starym Kontynencie.

Skąd ten wstęp? Ano dlatego, że w dziale recenzje znajdziecie album z muzyką właśnie tych dwóch mniej znanych Bachów. Zapraszam.

A teraz posłuchajmy, choć akurat zaśpiewa nam inny ansambl…

Read Full Post »

Słowniki podają, że tym sformułowaniem oznacza się zazwyczaj dzieło artysty, które kończy jego karierę. Traktuje się łabędzi śpiew jako krańcowy twór jakiejkolwiek działalności. Wszystko to za sprawą klasycznej już baśni, sugerującej, jakoby łabędzie, tuż przed śmiercią, którą wyczuwają wykonywały ostatni, często niezwykle piękny śpiew, mający stanowić ich pożegnanie ze światem doczesnym.

W naszej kulturze wyrażenie to weszło wręcz do słownika potocznego i każdy z nas niejednokrotnie się z nim spotkał. A czy ktoś z was słyszał ów łabędzi śpiew w rzeczywistości?

Ja nie, ale można posłuchać sobie namiastkę takowego. Wystarczy sięgnąć po utwór Heinricha Schütza, jego Der Schwanengesang to właśnie takie podsumowujące, ostatnie w życiu dzieło, jakie napisał. Czy to faktycznie łabędzi śpiew? Zapoznajcie się z recenzją płyty, którą znajdziecie TU.

A na koniec, mała próbka:

Read Full Post »

Lato. Kto może, wyjeżdża na urlop. Kto nie może, pracuje. Niektórzy – biorą urlopy i … wyjeżdżają do pracy. W Polskę, jak niżej podpisany.

Kierunek łódzko – radomszczański mam już opanowany. Blisko Częstochowa, a za nią zaczyna się ulubiony przeze mnie szlak Orlich Gniazd. O nich jednak już było w Klasycznej Niedzieli, toteż dziś kilka słów o innych urokliwych miejscach naszego kraju. Na początek Łódź. Miejsc niesamowitych w niej co niemiara, aż szkoda, że człowiek popołudniami dysponuje tak niewielką ilością czasu. I że słońce nie zawsze dopisuje, więc trzeba sobie radzić.

W Łodzi, zamiast wizyt w przereklamowanych i zatłoczonych centrach handlowych (w których nawiasem mówiąc znajdziecie to samo, co w innych miastach) warto zaliczyć Nowy Cmentarz Żydowski. Dreszcze na karku i jakieś takie tchnienie historii – to wszystko napotkacie przechodząc przez bramę cmentarza. A potem pomniki, jak domu, i zwykłe macewy, z zatartymi napisami. Niezwykle.

Wspomnieniem dawnej świetności miasta będą też budynki, jakich próżno szukać w innych miastach. Choćby takie, jak odnowiona z przeznaczeniem na lofty dawna przędzalnia u Scheiblera. Stara dzielnica łódzka – Księży Młyn, oczywiście zabudowa ceglana, jakiej dziś próżno szukać w innych miastach. Nie zobaczyłem wnętrz, ale z zewnątrz zapewnia, że „u Scheiblera” robi wrażenie.

Tyle na dziś. A muzycznie… cóż, niech wspomoże nas na niedzielny poranek jeden z motetów Jerzego Filipa Telemanna z albumu Telemann Motetten wydanego przez Raumklang. Recenzja w dziale wiadomym, a dla nas niech zagra Magdeburger Barockorchester i zaśpiewa Magdeburger Kammerchor. Moje ulubione Halt, was du hast brzmi tak…

A o innych kierunkach popołudniowych wypraw po pracy – już wkrótce…

Read Full Post »

Obejrzawszy ostatnio remake znanego filmu z lat pięćdziesiątych doszedłem do wniosku, że nie powinienem się dziwić wykorzystaniu Jana Sebastiana Bacha jako argumentu za oszczędzeniem rodzaju ludzkiego. „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”, bo o nim mowa, zawiera sekwencję, w której Keanu Reeves jako Klaatu zastyga w zadumie słysząc kompozycję właśnie lipskiego kantora. Niewątpliwie muzyka oraz matematyka, to dwa języki, które będą mogły „przełamać lody” w sytuacji, gdy wreszcie natkniemy się na inne cywilizacje. Albo ona natkną się na nas.

Jan Sebastian Bach trafił na zbiór Voyager Golden Record – czyli złoty krążek zawierający m.in. muzykę stworzoną przez kompozytorów na Ziemi. Koncert brandenburski, Preludium i fuga nr 1 czy partita na skrzypce nr 3 to kompozycje, które mają przemówić w naszym imieniu do obcych, gdzieś tam daleko być może mierzących się z własnym losem. Może będą dobrymi ambasadorami, a może nie, dziś trudno cokolwiek na ten temat powiedzieć.

Za to zdecydowanie warto zająć się albumem angielskiego zespołu Trinity Baroque o którym szerzej w dziale Recenzje. Warto się zająć, bo każdy bowiem z utworów zamieszczonych na recenzowanym albumie jest takim właśnie skamieniałym momentem. Takim zatrzymaniem w czasie, jakie Klaatu zaliczył w domu ziemskiego profesora. Zachęcam do sięgnięcia zarówno do recenzji, jak i do samej muzyki. Brytyjczycy śpiewają znakomicie, materiał wybrany na album jest niezwykły (choćby słynne Komm Jesu, komm) a na dodatek całości świetnie dopełnia miejsce, w którym rejestrowana była muzyka. Zresztą, najlepiej opisał to Julian Podger, więc oddajmy mu głos:

„To było niezwykle ekscytujące nagrać muzykę w sercu Saksonii, na obszarze Niemiec, w którym Bach mieszkał i pracował przez całe życie. Nagraliśmy ją w nocy w atmosferze Wenzelskirche, w pięknie odrestaurowanym zabytkowym mieście Naumburg, przy wspaniałym brzmieniu, niedawno odnowionych organów Hildebrandta, na których – jak  wiadomo – grał sam Jan Sebastian Bach. W trakcie trwania projektu byliśmy w pobliżu średniowiecznego zamku Goseck, pracując nad jednym motetem do późna każdego dnia, a następnie nagrywając  go w kościele tej samej nocy. To doświadczenie było magiczne. „

Polecam. Recenzja tu.

Read Full Post »

… polecam muzykę Jana Sebastiana Bacha z  albumu Bach – Motets nagraną przez Bach  Collegium Japan. Album zawiera motety  Bacha – śpiewane oczywiście w języku  niemieckim. Utwory wykonywane są przez  solistów z towarzyszeniem chóru a capella  bądź też przez solistów i chór z orkiestrą  kameralną. Dzieła te Bach napisał z  przeznaczeniem na specjalne okazje – stąd  poniżej wyszczególnienie kolejnych części.

Na albumie znajdują się:

  • BWV 225 Singet dem Herrn ein neues Lied
    • data powstania: ok. 1727,
    • utwór przeznaczony na dwa chóry czterogłosowe (SATB)
  • BWV 226 Der Geist hilft unser Schwachheit auf
    • stworzony na uroczystośc pogrzebu rektora Thomasschule,
    • wykonany 20 października 1729,
    • przeznaczony na dwa chóry czterogłoseowe (SATB), smyczki, oboje, fagot i b.c.
  • BWV 227 Jesu, meine Freude
    • motet żałobny w formie wariacji chorałowej
    • przeznaczony na chór (SI,SII,A,T,B) acapella
  • BWV 228 Fürchte dich nicht
    • motet żałobny
    • przeznaczony na dwa chóry (SATB) acapella
  • BWV 229 Komm, Jesu, komm, mein Leib ist müde
    • motet żałobny
    • data powstania 1733
    • przeznaczony na dwa chóry (SATB)
  • BWV 230 Lobet den Herrn, alle Heiden
    • autentyczność tego utworu jest często kwestionowana ze względu na odrębność formy od pozostałych motetów J. S. Bacha
    • przeznaczony na chór (SATB) i b.c.

oraz dwie kantaty:

  • BWV 118 – O Jesu Christ, meins Lebens Lich
  • BWV 157 – Ich lasse dich nicht, du segnest mich denn

Szerzej na temat – w recenzji. Miłego słuchania – w linku dostępnym w wiadomym serwisie nagranie Tona Koopmana: Jesu, meine freunde.

Read Full Post »