Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Music-Island’

Jeszczem nie ochłonął po partii albumów Richtera a tu proszę – proszę – w kolejce czekają kolejne. Abolutnie faworyzowane ostatnio Zelenki (x3), Bach grany przez Japończyków (a ci to potrafią robić, oj potrafią) i jeszcze zupełna nowość: „Der Musikalische Garten na SACD, z repertuarem w którym Telemann jest najbardziej znanym nazwiskiem. Aż nie wiem, od czego zacząć…

IMG_1256.JPG

No dobra, skoro ostatni będą pierwszymi, to zagrajmy sobie z tej nieznanej płyty. Najlepiej jakieś anonimowe dzieło 🙂

Zapomniałbym – prawie wszystkie albumy z zaprzyjaźnionego Music-Island.

 

Reklamy

Read Full Post »

Korporacje rządzą światem. Wiemy, jasne. Nawet nie zamierzam się nad tym specjalnie rozwodzić, bo i po co? Zwłaszcza, że Klasycznej Niedzieli akurat z korporacjami niespecjalnie po drodze. A jednak… Żeby to zobrazować – konieczne będzie wyciągnięcie na światło dzienne kilku szczegółów z życia prywatnego 😀

Jak pewnie większość z czytelników Klasycznej Niedzieli zauważyła – dziecię mi się, całkiem małe urodziło. Sam fakt znaczenia specjalnego dla omawianej sprawy nie ma znaczenia, ale… dziecię, jak to dziecię, zaczęło dorastać (szybko czy nie, to odrębna sprawa). A jak już ciut urosło i stało się delikatnie mobilne, to… niechybnie doradczkowało do przyciągających wzrok kolorowych okładek płyt, książek i takich tam rzeczy.

Ech… no wiem, trzeba dziecko pilnować. Bo jak się nie pilnuje, to kończy się tak, jak w przypadku koncertów fletowych Jerzego Fryderyka Haendla. Niestety ząbki mojej córci napoczęły album nagrany przez Dorothee Oberlinger, zanim zdążyłem zareagować skończyło się jak na poniższym zdjęciu:

Powiecie, tragedii nie ma. No nie ma. Ale… jednakowoż taka płyta kiepsko się na półce prezentuje (wiem wiem, nie po to się płyty kupuje, ale ja jestem z tego starszego pokolenia, które na takie sprawy zwraca uwagę). Na szczęście ten album wydała niemiecka wytwórnia Raumklang. Moja ulubiona wytwórnia, a odkąd dokonali rzeczy uznawanej przeze mnie za niemożliwą, to wręcz ukochana 🙂

Otóż. Za sprawą Konrada Tomaszewskiego z Music Island (pozdrawiam, pozdrawiam i polecam każdemu wizytę na tej Muzycznej Wyspie z Klasyką i nie tylko) otrzymałem ni mniej ni więcej, tylko nowy, całkiem świeżutki digipack w miejsce tego uszkodzonego przez córkę. Tak tak, to się nazywa SOLIDNOŚĆ, DBAŁOŚĆ O KLIENTA i w ogóle PROFESJONALIZM. Oto dowód:

No dobrze – zapytacie – a gdzie te różnice? Ano… ząbki mojej córeczki niestety nie ominęły również The Beatles. Nie wiem, czy to jabłuszko na okładce, czy może chęć przeżycia faktycznie magicznej i tajemniczej podróży, dość powiedzieć, że Magical Mystery Tour Beatlesów spotkał równie przykry los, co wcześniej Jerzego Fryderyka Haendla. Skutek poniżej.

 Niestety tym razem bez happy endu. Mail poszedł, odpowiedzi brak, zobaczymy, może cuś wskóram kolejnym przypomnieniem. Ale… powiem szczerze, że nie liczę za bardzo. Ostatecznie, korporacje czymś sobie na tę powszechną niechęć zasłużyły…

Na koniec – żeby nie było tak ponuro – Dorothee Oberlinger.

Read Full Post »

Obejrzawszy ostatnio remake znanego filmu z lat pięćdziesiątych doszedłem do wniosku, że nie powinienem się dziwić wykorzystaniu Jana Sebastiana Bacha jako argumentu za oszczędzeniem rodzaju ludzkiego. „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”, bo o nim mowa, zawiera sekwencję, w której Keanu Reeves jako Klaatu zastyga w zadumie słysząc kompozycję właśnie lipskiego kantora. Niewątpliwie muzyka oraz matematyka, to dwa języki, które będą mogły „przełamać lody” w sytuacji, gdy wreszcie natkniemy się na inne cywilizacje. Albo ona natkną się na nas.

Jan Sebastian Bach trafił na zbiór Voyager Golden Record – czyli złoty krążek zawierający m.in. muzykę stworzoną przez kompozytorów na Ziemi. Koncert brandenburski, Preludium i fuga nr 1 czy partita na skrzypce nr 3 to kompozycje, które mają przemówić w naszym imieniu do obcych, gdzieś tam daleko być może mierzących się z własnym losem. Może będą dobrymi ambasadorami, a może nie, dziś trudno cokolwiek na ten temat powiedzieć.

Za to zdecydowanie warto zająć się albumem angielskiego zespołu Trinity Baroque o którym szerzej w dziale Recenzje. Warto się zająć, bo każdy bowiem z utworów zamieszczonych na recenzowanym albumie jest takim właśnie skamieniałym momentem. Takim zatrzymaniem w czasie, jakie Klaatu zaliczył w domu ziemskiego profesora. Zachęcam do sięgnięcia zarówno do recenzji, jak i do samej muzyki. Brytyjczycy śpiewają znakomicie, materiał wybrany na album jest niezwykły (choćby słynne Komm Jesu, komm) a na dodatek całości świetnie dopełnia miejsce, w którym rejestrowana była muzyka. Zresztą, najlepiej opisał to Julian Podger, więc oddajmy mu głos:

„To było niezwykle ekscytujące nagrać muzykę w sercu Saksonii, na obszarze Niemiec, w którym Bach mieszkał i pracował przez całe życie. Nagraliśmy ją w nocy w atmosferze Wenzelskirche, w pięknie odrestaurowanym zabytkowym mieście Naumburg, przy wspaniałym brzmieniu, niedawno odnowionych organów Hildebrandta, na których – jak  wiadomo – grał sam Jan Sebastian Bach. W trakcie trwania projektu byliśmy w pobliżu średniowiecznego zamku Goseck, pracując nad jednym motetem do późna każdego dnia, a następnie nagrywając  go w kościele tej samej nocy. To doświadczenie było magiczne. „

Polecam. Recenzja tu.

Read Full Post »

Święta się zbliżają. Trudno tego nie zauważyć w marketach i centrach handlowych, gdzie kapie wystrojem czerwono – złotym i tylko czekać, aż z głośników spłynie na nas żenujące połączenie Last Christmas Whamu z kolędami. Muzyka w marketach normalnie doprowadza mnie do histerii (bo zazwyczaj brzmi w moich uszach monotonnym „wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd, wyjdź stąd), ale przed Bożym Narodzeniem sprawia, że wizyta w centrum handlowym to ostateczność.

Święta się zbliżają, więc naszło mnie na takową muzykę. Zaczęło się od bachowskiego Magnificat (BWV 243a) oraz kantaty „Christen, ätzet diesen Tag” (BWV 63) z płyty nagranej przez Philippa Herreweghe i jego Collegium Vocale Gent. Jaka jest ta płytka – postaram się jeszcze przed Bożym Narodzeniem napisać, bo to zacna rzecz. Ale ja nie o tym. Ano, skoro Bach, to pomyślałem sobie wówczas, jak dobrze byłoby wreszcie sięgnąć po Oratorium Bożonarodzeniowe kantora św. Tomasza. Dobrze się złożyło, że zaprzyjaźniony sklepik takowe posiadał, i to jeszcze w wersji SACD. Więc nie zastanawiałem się zbyt długo. Pojechałem z zamiarem nabycia Weihnachtsoratorium BWV 24, wykonywanego przez I Barocchisti pod dyrekcją Diego Fasolisa (po koncertach brandenburskich biorę go w ciemno). Wyszedłem z … wszystkimi symfoniami Beethovena w wykonaniu Minnesota Orchestra oraz Osmo Vänskä, wspomnianym Oratorium oraz samplerem Raumklangu. Pan Konrad polecił mi ten ostatni krążek z właściwym sobie uśmiechem i tekstem „świetnie nagrana i doskonale dobrana płyta”.

Posłuchałem, i faktycznie – nie mogę się uwolnić… Szczegóły co się tam znalazło – tu.

Co najdziwniejsze i zarazem najciekawsze – muzyka klasyczna dociera do przeciętnego słuchacza rzadko. Albo za sprawą płyt wydawnictwa DeAgostini, tudzież innego Reader’s Digest. Niektórzy kupują składanki The Best of Classic … Ever!, ewentualnie 4 Pory Roku Vivaldiego i … that’s all! Coś z półki wielkich wydawców w rodzaju EMI lub Uniwersalu. A samo SACD do melomanów muzyki klasycznej przebija się powoli. No bo tytułów niewiele, bo wykonania nie te, bo zawsze można znaleźć jakiś argument przeciw. Cóż, szkoda że tak jest bo warto po te płyty sięgnąć. Muzyka klasyczna nagrana wielokanałowo tylko zyskuje. Żeby jednak nie było – płyty CD też warte są uwagi, bo w końcu liczy się tylko muzyka. Zwłaszcza muzyka nagrana w wytwórniach, którymi nie błyskają ściany telewizorów i reklamowych plakatów LCD. Jak przedmiotowy Raumklang. Dla zachęty – Harmony of Nations Baroque Orchestra i Uwertura a 7, Sommeille Georga Philippa Telemanna.

Miłego słuchania. Zapraszam…

Read Full Post »