Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘muzyka średniowieczna’

Mistrzostwa świata w piłce nożnej się kończą. I to marnie, bo Niemcy zdają się być siłą nie do pokonania, a to wcale mnie nie cieszy. Jako pozytyw należy jednak odnotować, że jak już się skończą, to zamiast ślęczeć przed telewizorem skupimy się na rzeczach przyjemnych. Jeśli nie przyjemniejszych. Oczywiście że będą też tacy, którym na ustach wykwitnie pytanie „jak żyć panie premierze?”. Cóż, dla nich pewnie nie ma ratunku. Choć…

wzięte z www.tapeteos.pl

Śródziemnomorskie specjały…

Gdyby jednakowoż ktoś chciał liznąć odrobinę kultury i to takiej na K, to ma szansę już dziś. Wystarczy sprokurować sobie odrobinę wolnego czasu (nie trzeba w domu, można dajmy na to dla odmiany… wyjść na rower), nastawić Program II Polskiego Radia, a tam… tam dziać się dziś będą rzeczy niesamowite. Jordi Savall, tenże sam, który w Klasycznej Niedzieli niejednokrotnie już gościł wyczaruje dla nas odrobinę żaru (tak, tak wiem, za oknem ów też jest dostępny, bez radia czy pana Savalla) średniowiecznego targowiska. Trubadurskie pieśni rodem z greckich wysp i tureckich klifów obmywanych przez wody Morza Egejskiego wybrzmią dla nas spod ręki Mistrza w transmisji koncertu, jakie Dwójka przeprowadzi od godziny 20.30. Wszystko to dziać się będzie w Yorku, w Jack Lyons Concert Hall, na tamtejszym uniwersytecie, w ramach Festiwalu Muzyki Dawnej.  Kto może – niech idzie zobaczyć na żywo. Kto nie może, niechaj sprawi sobie tę odrobinę luksusu zadowalając się radiową transmisją, zwłaszcza, że można jej posłuchać korzystając z takich dobrodziejstw, jak na załączonym obrazku.

A muzyka, cóż, z całą pewnością niełatwa. Zupełnie inna, niż ta, do której dziś przywykliśmy. Ale warto posłuchać co kiedyś tam ludziom w duszach grało…

Więcej szczegółów…

Reklamy

Read Full Post »

Przyjacielowi, co właśnie pod angielskim niebem popija sobie herbatkę, jak i wszystkim, którzy z z muzyką średniowieczną chcą lub też będą mieli do czynienia polecam słów kilka o najnowszym (znaczy się ubiegłorocznym i ostatnim póki co w katalogu) dziele norweskiego ansambla Trio Mediaeval.

Ich muzyka z opactwa w Worcester w takie zimne zimowe dni brzmi niesamowicie. Zatem – recenzja jak zwykle tu, a poniżej mała próbka możliwości wokalnych polecanej grupy. Warto!

Read Full Post »

 Ba, nawet powiedziałbym, że się dziwię (no, ale to ja zazwyczaj czepiam się szczegółów  w różnych filmach historycznych). Bo … sami posłuchajcie podlinkowanej pieśni  śpiewanej dla templariuszy ( i z takiej płyty właśnie –Time of the knights, będącej  częścią boxu Naxosa Time Of The Templars). Wysłuchajcie, przy okazji spoglądając na  poniższy tekst, pochodzący z książki Jude Upton – Ward ” Rule of The Templars”:

„… Towarzystwo niewiast jest rzeczą niebezpieczną, gdyż jego skutkiem szatan już wielu zwiódł z prostej drogi do raju […]. Uważamy za rzecz niebezpieczną dla każdego zakonnika nadmierne wpatrywanie się w twarz niewiasty. Z tego powodu żadnemu z was nie wolno całować białogłowy, czy byłaby to wdowa, młode dziewczę, matka, siostra, ciotka czy jakakolwiek inna; tedy od tej pory rycerze Jezusa Chrystusa mają za wszelką cenę unikać całowania niewiast, wielu bowiem mężów doprowadziło ono do zguby, dzięki temu rycerze będą mogli wiekuiście pozostawać przed obliczem Boga z czystym sumieniem i nieskażonym życiem…”

Wydaje mi się, że dobrze byłoby zachować pewną historyczną zgodność i muzykę dla templariuszy wykonywać powinni mężczyźni. Choć, … członkinie grupy Estampie śpiewają wyjątkowo pięknie. Tak sobie gdybam…

Read Full Post »

Oczywiście możliwe jest, że Piekło, w znaczeniu w jakim większość nas myśli – wymyśliliśmy sobie sami. A dokładniej stało się to tak, jak swego czasu w słynnym kawale („… zmarła dusza trafia do piekła, i widzi, że we wszystkich salach wygląda ono inaczej, niż myślała, że tam będzie. Jedni lokatorzy Piekła bawią się, inni piją, jeszcze inni ucztuj i śpiewają – we wszystkich salach radość i zabawa. Poza jedną: w tej ostatniej dusze jęczą, polewają się smołą, obdzierają się ze „skóry” – słowem – zupełne zaprzeczenie wcześniej odwiedzanych pokoi. Pyta więc ów umarlak napotkanego „Diabła” – dlaczego te wszystkie odwiedzone przezeń wcześniej dusze bawią się i cieszą, jak nigdy. Diabeł odpowiada, że tak tu już jest! No a tamci – pokazuje umarlak na tych, co nurzają się w cierpieniu? A tamci – odpowiada Diabeł – cóż, tamci to chrześcijanie – oni zawsze muszą dla siebie coś takiego wymyślić …”

Pozornie ten żart powyżej może wydawać się obrazoburczy i obrażający uczucia religijne. Jednak zanim ktokolwiek rzuci kamień proponuję przeczytać jeszcze tych kilka następnych zdań wyjaśnienia. Z racji tego, że nie miałem zbyt wiele do czynienia z mądrymi tekstami religijnymi, to przyjmuję w ciemno podejście do apokatastazy wyrażone w tym miejscu.

A co to takiego ta apokatastaza? To doktryna religijna, sformułowana w pierwszych wiekach chrześcijaństwa w kościele wschodnim (doprecyzowana przez św. Grzegorz z Nyssy), zgodnie z którą na Końcu Świata będzie miało miejsce powszechne zbawienie, co oznacza ni mniej, ni więcej, że wszyscy potępieni, a nawet Szatan, zostaną zbawieni. Hm, z jednej strony fajne podejście, ale … czy to oznacza, że nie trzeba się w ogóle starać? Trzeba, ale nie przesadzajmy też w drugą stronę.

Niewątpliwie takim przegięciem była zmiana nastawienia do Szatana, Piekła i Grzechu, jaka nastąpiła po potępieniu apokatastazy w VI wieku n.e. na Synodzie w Konstantynopolu. Diabeł, odtąd traktowany jako wizja porywającego dusze ludzkie na wieczność zła, pojawiać się zaczął nie tylko w uczonych religijnych dogmatach, ale także trafił do dziedzin dotąd nie wolnych od szatańskiej ideologii. Mało tego, zaczęto się przejawów szatana doszukiwać w miejscach, których nigdy byśmy o to nie podejrzewali. Literatura, rzeźba, malarstwo, a nawet muzyka. Już nie tylko życie codzienne, ale nawet to, co zawsze cechowało się swego rodzaju swobodą i wolnością.

Groźnie brzmiący tytuł, to dla jednych nawiązanie do muzyki dawnej, a dla innych skojarzenie z muzyką … grupy Slayer. Tak czy siak, można źle trafić. Diabolus in musica to po prostu interwał zwany trytonem czyli odległość między dźwiękami wynosząca trzy całe tony. Przez to w epoce renesansu ten interwał uznany został za dysonans i jako nieprawidłowy był wręcz zakazany (i dlatego nazywano go po łacinie diabolus in musica traktując go jako stworzonego przez diabła). Stąd już blisko do doszukiwania się szatana w książkach, genitaliach rzeźb klasycznych, dekoltach sukien noszonych przez kobiety i tysiącu różnych rzeczy, które przeszkadzały (przeszkadzają) różnym ludziom. „Gdyby mój własny ojciec popadł w najmniejszą choćby herezję, własnoręcznie zebrałbym drewno na stos dla niego” te słowa Giovanni Pietro Carafy – czyli papieża Pawła IV dowodzą, że Pawka Morozow nie wziął się z próżni.

Póki co więc zachęcam do posłuchania muzyki średniowiecznej Guillaume de Machaut. Zawierającej słynny zakazany interwał. W linku jego Ave Maria Grazia pena.

Recenzji płytki nie będzie. Nie na razie. Jeszcze – po tych kilkunastu przesłuchaniach nie wiem, czy warto…

——————————————————————————————————————

A już na koniec ciekawostką niech będzie fakt, że ów „diabelski” interwał stosowany jest do dziś. Również w utworach, które … no zresztą sami zobaczcie ich króciutką, aż dość wymowną listę.

1)     „Black Sabbath” – Black Sabbath (z dedykacją dla młodego Krisa)

2)     „Red” – King Crimson (z dedykacją dla Grzegorza)

3)     „Enter Sandman” – Metallica (z dedykacją dla Agnieszki)

Zainteresowanych wyłącznie Klasyczną Niedzielą odradzam klikanie powyższych linków.

Read Full Post »