Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘pałac’

… bo chyba nie myśleliście, że zapomniałem? Albo że nie pojadę na kolejne koncerty? Pojadę, a jakże. Już dziś na kolejne dwa. Niezmiernie żałując, że w ostatnią sobotę zamiast posłuchać Hille Perl i Lee Santany grających barok musiałem słuchać jak ona tańczy dla mnie (bez obaw, nie podlinkuję tej pozycji, nie ma takiej opcji, a że słuchałem… cóż, niestety czasami obyczajnego spędzania czasu w miłym towarzystwie nie da się pogodzić z dobrą muzyką, bo nie każdy przepada za barokiem). W każdym razie w ostatni weekend byłem dość daleko od Poznania, toteż z nieskrywaną radością wracam dziś na audytorium festiwalu.

Koncerty dzisiejsze, zarówno popołudniowy (bo 18.00 to późne, ale jednak popołudnie) jak wieczorny o 20.30 odbędą się w Pałacu Działyńskich na Starym Rynku w Poznaniu. Pałac przypomina kamienicę nawiasem mówiąc, ale miejsce to wyjątkowe i naprawdę warto się wybrać. Zwłaszcza, że program zapowiada się ujmująco. Ale po kolei.

Pierwszy koncert tego dnia, rozpoczynający się o godzinie 18.00 to włoska i niemiecka muzyka XVII wieku (będzie to zarazem trzynasty koncert festiwalu – pomyśleć, że ja byłem dopiero na trzech!!). Wykonawcy: włosko – irlandzki duet ArParla, oraz Argentynka Mónica Pustilnik. Zagrają utwory:

1)      Giovanniego Antonia Pandolfiego Mealli (II poł. XVII w.): Sonate à Violino solo per Chiesa e Camera, op. 3 (1660): Sonata I La Stella Sonata II La Cesta

2)      Heinricha Ignaza Franza Bibera (1644 – 1704) Passagaglię de Mon Biber

3)      Giovanniego Antonia Pandolfiego Mealli Sonata III La Melana, Sonata IV La Castella

4)      Johanna Jakoba Frobergera (1616 – 1667) Partite VI auff Die Maӱerin na harfę solo z „Libro secondo di Toccate” (1649)

5)      Giovanniego Antonia Pandolfiego Mealli Sonata V La Clemente Sonata VI La Sabbatina

Jednym zdaniem – głównie Pandolfi Mealli. Na skrzypce, arpa doppia i arcylutnię.

A wieczorem, o 20.30 rozpocznie się koncert nr 14. A na nim Johanna Sebastiana i Carla Philippa Emanuela Bachów – muzyka na flet z towarzyszeniem klawesynu. Wykonawcy: Bolette Roed (różne flety) oraz Joanna Boślak-Górniok (klawesyn). Szczegóły? Już donoszę. I tak:

1)      Carl Philip Emmanuel Bach (1714 – 1788) Sonata e-moll Wq 124 AdagioAllegroMenuet I & II

2)      Johann Sebastian Bach (1685 – 1750) Sonata c-moll BWV 1017 LargoAllegroAdagioAllegro

3)      Carl Philip Emmanuel Bach Sonata a-moll na flet bez towarzyszenia basu Wq 132 Poco adagioAllegroAllegro

4)      Johann Sebastian Bach Sonata h-moll BWV 1014 AdagioAllegroAndanteAllegro.

Tyle dziś przed nami. A za nami? Ano… choćby koncert z czwartku, z którego relację przeczytacie TU. Trzeba sobie jednak zadać ten trud w ułamku sekundy i kliknąć link. Miłego dnia.

Read Full Post »

Pałac w Kozłówce

Pałac w Kozłówce

Widoczny obok na zdjęciu Pałac w Kozłówce pojawia się w tym wpisie nieprzypadkowo. Nasza ubiegłoroczna wyprawa na wschód Polski (ten bliższy rzecz jasna wschód, bo ziemie dawnej I Rzeczypospolitej już to większym przedsięwzięciem się póki co wydają) skupiła się wokół Lublina i Zamościa. Lublin nas zaczarował, Zamość faktycznie ujął, ale prym i największe wrażenie zrobiła Kozłówka. Tamże zachwyciliśmy się pięknym pałacem, niezwykłym ogrodem i całą gamą malarskich imponderabiliów, które dane nam było we wnętrzach dawnego majątku Zamoyskich zobaczyć.

Skąd zatem owa konotacja? Ano, każdy, kto odwiedzi Kozłówkę nie może nie zobaczyć, alibo też nie usłyszeć historii Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej. Ukochanej babce Konstanty Zamoyski, ordynat na Kozłówce poświęcił kaplicę (gdzie znajdziemy kopię nagrobka Zofii Zamoyskiej dłuta Bartoliniego z florenckiego kościoła Santa Croce) i zebrał sporą ilość obrazów przestawiających córkę Czartoryskich.

Nagrobek Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej

Nagrobek Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej

No dobrze, ale co to ma wspólnego z Klasyczną Niedzielą? Ha! Ma i to sporo, stąd też Zofia pojawia się w niniejszym wpisie nieprzypadkowo. Zwłaszcza jak się fakty połączy z mitami. Zatem – co wiemy? A że córką Izabeli z Flemingów była, to fakt bezsprzeczny, co do ojcostwa – Adam Kazimierz Czartoryski jej się nie wyparł, więc dalej nie drążmy. Faktem jest również, że wychowywała się w Puławach, gdzie jej towarzyszem zabaw był niejaki Franciszek Lessel. Syn czeskiego muzyka, grającego w dworskiej kapeli Czartoryskich (ojcu zresztą nasz bohater zawdzięcza początkowe wykształcenie muzyczne). Dalszej historii Zofii wspominać nie będziemy, za to szybciutko kilka faktów z życia wspomnianego wyżej, mało znanego muzyka. No i tu robi się nam coraz cieplej. Otóż, jak to … „wątpią” źródła – brak jest danych co do osoby matki Franciszka Lessla. Ponoć – pozwolimy tu sobie na plotkowanie – dlatego, iż matką była… właśnie Izabela Czartoryska. Zatem Franciszek i Zofia byli rodzeństwem. Co to ma wspólnego z muzyką? Ano – ma. Franz (bo tak się pisał wówczas nasz kompozytor i muzyk), dokształcił się w Wiedniu u samego Haydna (czy syna zwykłego muzyka orkiestry dworskiej byłoby na to stać?) po czym wrócił do kraju i wspomnianej Zofii, najpewniej siostrze zadedykował swój koncert fortepianowy C-dur op. 14…

I tak doszliśmy do recenzji, której powyższy, ciut przydługi wpis jest skromną zapowiedzią. Zapraszam…

A grają tak:

Read Full Post »

Podsumowanie? Nie, skądże znowu. Ale małe wspomnienie.

Wiosna, to Kozłówka, lato – Wenecja. Jesień – Antonin, a zima – Moritzburg.

A skoro Wenecja, to zakończmy rok koncertami skrzypcowymi Vivaldiego. Recenzja we właściwym dziale.

Ech…

Read Full Post »

… jak Krystian Zimerman, którzy zawsze wożą ze sobą swój ukochany fortepian (ponoć nawet sami prowadzą samochód wówczas). Albo jak Lang Lang, którzy ekspresją i mimiką wywołują skrajne emocje oglądającej i słuchającej go widowni. Są tacy, którzy nagrywają sobie raz na jakiś czas, występują rzadko i tylko wtedy, gdy osiągną pewien, zaakceptowany przez siebie poziom wykonawczy (Michelangeli). To pierwsza liga.

Są też pianiści, którzy muzykę klasyczną wykonują z nie mniejszą niż wyżej wymienieni  atencją. Może nie zrywają przedstawień, gdy zauważą, że ktoś nagrywa w ukryciu ich koncert, ale i tak ich podejście do muzyki bliskie jest ideałowi. Grają jak natchnieni, czarując dźwiękami i urokiem osobistym. Są gwiazdami, choć nie piszą o nich bulwarówki. Publiczność ich kocha, docenia walkę z uczuciami, jakie oni sami próbują nam przekazać, zmartwychwstając kompozycje mistrzów muzyki sprzed wieków.

Tak właśnie było w przedostatnią sobotę września. Joanna Marcinkowska zaskoczyła poetycką interpretacją. Kotaro Nagano rozpromienił publiczność. Anna Fedorova – oczarowała. Claire Huangci – zaskoczyła skromnością i siłą ekspresji. Roberto Trainini ujął tak swoją grą, jak i późniejszym zasłuchaniem w muzykę i poezję. A Evgeni Bozhanov – cóż… najpierw grał sobie w przerwie, jakby nigdy nic, a potem – już na koncercie – najpierw zamarł przed klawiaturą, by następnie przenieść nas w czasy romantycznych uniesień, jakie muzyka Chopina wywołuje w każdym, kto choć przez chwilkę potrafi zatrzymać się nad ukrytym pięknem tych nut.

Ależ to był wieczór… no, no. Szerzej – tu.

A dla nas, wspomniana Barkarola Fis-dur op. 60.

Read Full Post »

To jedno z haseł romantyzmu.  Synteza sztuk, mimo rozmaitości tworzywa. Przykład? Ależ proszę – pieśni Fryderyka Chopina, zaprezentowane na sobotnim koncercie Chopin w barwach jesieni, 22 września 2012 roku w Antoninie. Liszt, autor pierwszej monografii o polskim kompozytorze pisał tak:

[Chopin] „lubił, aby mu dawano poezję i najnowsze piosenki przywiezione z Polski, a jeżeli mu się słowa której z nich spodobały, dorabiał do nich własną melodię, która wkrótce rozpowszechniała się w kraju, często pozostając bezimienną”.

Zatem – poezja romantyczna Mickiewicza, Witwickiego, Zaleskiego czy Krasińskiego i jej muzyczne zobrazowanie geniuszem naszego Artysty. Połączenie poezji, muzyki, a dziś jeszcze możemy dodać  sobie do niej kojarzące się z taką muzyką obrazy, zdjęcia, itd…

Kilka zdań o wspomnianym wrześniowym koncercie chopinowskich pieśni znajdziecie w dziale Koncerty. A poniżej – Ewa Iżykowska, sopran. W najbardziej znanym utworze wokalnym Fryderyka Chopina…

 

Read Full Post »

Jesienny poranek w Wielkopolsce.

Chłodniej się zrobiło raptem. Wczoraj rano deszcz, choć nic poza prognozami go nie zapowiadało, zmoczył Wielkopolskę dokumentnie, aż potworzyły się kałuże i córcia jak zwykle zapragnęła spaceru w kaloszkach. Na szczęście był to tylko jeden dzień słoty, bo dziś piękne prawie jesienne słońce, kolorowe liście na drzewach i zroszone mgłą i rosą pajęczyny na przydrożnych rowach. Jesień…

A skoro taka pora roku, to oczywiste jest, że musi się w niej znaleźć chwilka czasu dla Chopina. I święta jego muzyki w Antoninie, k. Ostrowa Wielkopolskiego. Już dziś bowiem zaczyna się 31–sza edycja tego muzycznego chopinowskiego święta, organizowanego w pałacyku myśliwskim Radziwiłłów na pamiątkę pobytu Fryderyka tamże 183 lata temu. To antonińskiemu pobytowi zawdzięczamy ów słynny motyw rogu, który wybrzmiewa pośrodku Allegro Vivace w drugim koncercie fortepianowym. Jest on być może pokłosiem jednego z polowań, w których nasz kompozytor być może uczestniczył, będąc gościem Antoniego Radziwiłła.

Zatem – skoro trzydziesty pierwszy festiwal „Chopin w barwach jesieni” przed nami, to krótko o programie. Dziś koncert inauguracyjny w Ostrowskim Centrum Kultury w Ostrowie Wlkp. O godzinie 19.00 zagra Orkiestra Filharmonii Poznańskiej pod dyrekcją Marka Pijarowskiego, a towarzyszyć jej będą pianiści: Joanna Marcinkowska i Kotaro Nagano.  W programie: Koncert fortepianowy nr 1 op. 11 e-moll Fryderyka Chopina, Valse triste op. 44 nr 1 Jean Sibeliusa i koncert fortepianowy op. 16 a-moll Edvarda Griega.  A już jutro – właściwe koncerty antonińskie.

Jutro, czyli w piątek 21 września 2012 roku (nie będę, ale znajoma z pracy i owszem) – recital Claire Huangci z USA rozpocznie się o godzinie 19.00. W programie oczywiście utwory Fryderyka Chopina.

W sobotę dwa koncerty. Najpierw Ewa Iżykowska (sopran) oraz Marek Mizera (fortepian)  o godzinie 17.00. A potem – już wieczorem, Chopin w aksamicie nocy. Koncert najważniejszy, prowadzony przez Daniela Olbrychskiego i Jana Popisa. Wśród wykonawców: znana z piątkowych występów Claire Huangci, czwartkowi pianiści, czyli Joanna Marcinkowska i Kotaro Nagano, sobotnia solistka Ewa Iżykowska, a także zdobywca IV nagrody XVI Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego w Warszawie – Evgeni Bozhanov, a także uczestniczka tegoż samego konkursu co Bozhanov – ukraińska pianistka Anna Fedorova. Akompaniować im będzie włoski wiolonczelista Roberto Trainini.

I w niedzielę. Dwa koncerty. Najpierw Anna Fedorova i Roberto Trainini. O godzinie 17.00. A o dziewiętnastej recital gwiazdy festiwalu, Evgenija Bozhanova.

Fajnie. Do zobaczenia w sobotę…

 

 

 

Read Full Post »

Jeśli wszystko poszło szczęśliwie, to czasie, gdy czytaliście niniejszy wpis (a może i podlinkowane recenzje) dojechaliśmy do Wersalu. Dobra, ha!, moment, jak to do Włoch przez Wersal?  No, a czemu nie, skoro to … niemiecki Wersal. W Ludwigsburgu.

Parę miesięcy temu trafiłem na album z muzyką Giuseppe Antiono Brescianellego, nagraną prze La Cetra Barockorchester z Bazylei. Okazało się, że to kompozytor (ów Brescianello) nadworny władców Wirtembergii. A przez Wirtembergię mamy prawie – że po drodze na nasz tegoroczny urlop.  I tak od słowa do słowa, od nuty do nuty zaplanowany został wyjazd do Ludwigsburga (zwiedzanko i spanko) a potem  już wprost na docelowy urlop w Wenecji Euganejskiej.

Ludwigsburg słynie z barokowego pałacu, który książę Eberhard Ludwik zbudował sobie z zazdrości wobec Wersalu. Czy mu w jakimś stopniu dorównuje – śmiem wątpić. Być może najlepszym porównaniem będzie zestawienie dwóch albumów i postaci muzycznych. Sądzę (choć piszę to z pełną świadomością, że nie widziałem ani Ludwigsburga ani Wersalu), że jeden pałac do drugiego ma się tak, jak muzyka Brescianella do muzyki Marca – Antoine Charpentiera, nadwornego kompozytora Króla Słońce. Obaj panowie pisali piękne kawałki, ale porównywanie ich muzyki i osiągnięć – jakby mocno nie szukać wspólnego mianownika – to jednak czynność pozbawiona większego sensu. Podobnie zresztą, jak nazywanie Ludwigsburga niemieckim wersalem.

Cieszmy się… i jednym, i drugim.

A wspomniany Charpentier specjalnie na tę okazję zrecenzowany został tu.

Zdjęcia? Jak tylko dotrę na miejsce…

A grają tak:

Read Full Post »

Older Posts »