Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Philippe Herreweghe’

…nadeszła. Więc zagrajmy coś akuratnego w hołdzie dla Niej. Oczywiście nie tylko dla złocistobrązowych kolorów naszych gór i lasów. Nie wyłącznie dla wschodów słońca w porannych mgłach nad Wartą, czy też dla ściętych pierwszym przymrozkiem kwiatów polnych. img_3211

Niech to będzie nasza estymacja dla napoju bogów, który właśnie Pani Jesień przynosi z winnic na spotkania przyjaciół. I nie, nie będzie to Vivaldi, bo tegoż to dziś wszyscy będą grać. Zaś w Klasycznej Niedzieli oddamy głos Józefowi Haydnowi. Któremu zdarzyło się kiedyś napisać takie piękne, acz chyba zapomniane obecnie oratorium. Jesienna część u Herreweghe’go kończy się tam tak:

 

Reklamy

Read Full Post »

GVG VictoriaNie będę tu krył, że na różne sposoby chciałem uciec przed albumem, który od samego początku wydawał się jedynym i najważniejszym dziełem muzycznym na Ten Dzień. Wszak Wielki Czwartek już nie jest taki sobie zwyczajny, to w Kościele święto ważne i obchodzone. Dziś pewnie jakby mniej (bo w naszym świecie obecność Boga jednakowoż nabrała innego wymiaru), azaliż jako się rzekło: ważne i obchodzone. A skoro myślimy o początku Triduum Paschalnego to nie sposób na jednym oddechu nie wymienić muzyki, która do tego dnia pasuje najbardziej. Jest absolutna, skończona, zachwycająco piękna i tak oczywista, że nie może być inaczej. Mowa o… Tenebrae Responsories Tomasa Luisa de Victorii.

Rzecz jasna ten utwór de Victorii każdy może sobie odszukać w serwisach streamingowych, w kilku wykonaniach (i to całkiem zacnych), więc jakby to powiedzieć – hitów nam tu nie trzeba. Zamiast tego na te nieliczne, ciemne godziny Wielkiego Czwartku (wiem, wiem, trochę się spóźniłem dziś z wpisem) proponuję jednak coś innego. Kilka motetów wspomnianego wyżej Tomasa Luisa de Victorii, napisanych przez Hiszpana w czasie jego pobytu w Italii. I to słychać w tych utworach: pełnych żarliwości, pasji, opartych na znakomitych melodiach. I tekstach, jak choćby w kończącym płytę Vadam et circuibo civitatem:

Vadam et circuibo civitatem: per vicos et plateas

quaeram quem diligit anima mea; quaesivi illum, et non inveni.

Adiuro vos, filiae Jerusalem, si inveneritis dilectum meum, ut annuntietis ei

quia amore langueo.

—-

Wstanę i pójdę poprzez miasta,

by na ulicach i rozstajach szukać Tego, którego miłuje dusza moja…

Wielki Czwartek to święto kapłaństwa. Te słowa są niczym wytyczne. Sporo ich zresztą na tym albumie – sięgnijcie po niego, choćby dla tego dwuminutowego cudeńka tak wyśmienicie wykonanego przez ansambl Philippe’a Herreweghe:

 Te dwie minutki z sekundami brzmią jak cała Wieczność…

Read Full Post »

… bo skoro zima za oknem nie zamierza odpuszczać, skoro ogień w kominku buzuje i pęcznieją kominy, skoro gęstym puchem piernaty wabią i pierzyny* to warto jeszcze na chwilę wrócić do atmosfery Bożego Narodzenia. Które muzycznie w tym roku jakoś tak zwyczajnie przeszedłem.

Nadrabiając więc zaległości – proponuję zajrzeć do działu Recenzje. Tam więcej szczegółów.

A nam niech pogra i pośpiewa RIAS Kammerchor. Wade’owskie Adeste Fideles, które tego roku wybrzmiało również i w naszej kolegiacie. Prawie, jak z płyty:

*cytat z Jacka Kaczmarskiego…

Read Full Post »

Marc-Antoine Charpentier

… czyli wreszcie rzecz o francuskim baroku w dziale recenzje. Trochę mi zeszło, ale wreszcie jest. Pod TYM linkiem.

A czytanie niech nam umila przywołany do tablicy Charpentier. W swoim najbardziej znanym utworze Te Deum w wykonaniu Williama Christie i jego Les Arts Florissants.

Read Full Post »

Początek grudnia w Klasycznej Niedzieli miał być specyficzny. Bo to i okres specyficzny. Miałem zająć się kantatami Jana Sebastiana Bacha uznawanymi za adwentowe. A Philippe Herreweghe ze swoim Collegium Vocale Gent miał ustąpić miejsca Masaaki Suzukiemu i jego Bach Collegium Japan. Miał, miał, jak czasami rzeknie mój kot, ale jakoś tak się porobiło, że ani nie ustąpił, ani się nie zająłem. Wszystko przez to, że w odtwarzaczu kręci się od dłuższego czasu płyta, której nie mogę stamtąd usunąć. Idą święta, czego nie sposób nie zauważyć podczas zakupów w marketach. Zimno za oknem i wiatr targa drzewami świszcząc niemiłosiernie w kominie. Wyjeżdżam do pracy – jeszcze jest ciemno i wracam, a już jest ciemno. Wycieraczki w aucie właściwie nie przestają pracować, ot, po prostu ma się w najlepsze ta paskudna część polskiej jesieni z przełomu listopada i grudnia. A wspomniany wyżej Herreweghe panoszy się w odtwarzaczu samochodowym, nie oszczędza salonu i nawet zwykłego napędu w komputerze. Aż strach otworzyć lodówkę. Nawet, gdy szron pomalował szyby aut na mleczny kolor, rozsypał swoje kryształki na drogach i skrzyżowaniach, a dla mających więcej czasu zastygł na pustych pajęczynach, nie mogę się od dzieła Jana Sebastiana uwolnić. Wszystko przez znakomite wykonania kantaty BWV 63 oraz Magnificat, właśnie. Na próbę otwierający kantatę BWV 63 chór w moim ulubionym ”Christen, ätzet diesen Tag” (choć w wersji New London Consort pod dyrekcją Phillipa Picketta). Reszta w recenzji.

Read Full Post »