Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Philippe Jaroussky’

crucifixionO ile wczorajszy dzień jednoznacznie opowiadał się za muzyką Ciemnej Jutrzni, od której dość ekwilibrystycznie uciekliśmy w motety de Victorii, o tyle Wielki Piątek nie pozostawia w tej materii ŻADNEJ swobody. Jest bowiem kilka dzieł, które bezwzględnie domagają się uwagi w Dniu Męki Pańskiej i każde z nich przynosi muzykę tak znakomitą, że po prostu NIE WOLNO ich pominąć. Toteż my dziś nie pochylimy się przed ponadczasowymi, jak zawsze, Ostatnimi Siedmioma Słowami Jezusa Na Krzyżu… i to bez znaczenia, czy w muzykę ubrał je wspomniany w Wielkim Tygodniu Orlando di Lasso, czy też nasuwający się niejako samoistnie Giovanni Battista Pergolesi, czy też najznamienitszy w tym towarzystwie Józef Haydn (o moim ulubieńcu, Heinrichu Schutzu że nie wspomnę). Nie, Die Sieben Worte unsers lieben Erlösers u. Seeligmachers Jesu Christi, so er am Stamm des Hl. Kreuzes gesprochen każdy może sobie wyszukać i posłuchać, do czego zresztą zachęcam.

Skoro zaś nie „The Last Seven Words…” – to może druga oczywista oczywistość? Stabat Mater. Znowu Pergolesi, albo jeszcze lepiej – Boccherini, ze znakomitą Amaryllis Dieltiens na sopranie (padam na kolana, ilekroć słucham tego dialogu śpiewaczki i skrzypiec w Fac ut portem Christi mortem)? Nie, to byłoby za proste.

Pewnie ktoś teraz wykrzyknie (nie wiem, czy wolno w Wielki Piątek krzyczeć…): WIEM! WIEM! Membra Jesu Nostri. Nosz jasne, Rany Jezusa Chrystusa, cóż bardziej (zwłaszcza po filmie Mela Gibsona) bardziej może pasować do ilustracji tego Dnia? Aż mnie skręca, by zapodać tu link do Ecce super montes w wykonaniu Lautten Compagney i Capella Angelica. Albo w wersji The Sixteen. Albo Suzukiego. Ech… nie!

No to wybór może być tylko jeden. Jeden kompozytor i jeden utwór. Nic więcej nie pozostało do naszych czasów (mówiłem Wam, że wierzę w spiski? Że Watykan na 200 % coś równie pięknego skrywa przed nami? Jestem tego pewien, zwłaszcza, że… Gregorio Allegri pisząc Miserere nie mógł być zwykłą duszą skrytą w ciele człowieka. Nie ma takiej opcji. O ile wczoraj napisałem, że te dwie minuty motetu Domine Iesu Christi de Victorii brzmią, jak cała wieczność, to MISERERE MEI śpiewane przez The Tallis Scholars JEST WIECZNOŚCIĄ. Posłuchajmy, i popatrzmy, jak to w 1994 roku zabrzmiało w Bazylice św. Marii z Nazaretu w Rzymie.

Właściwie to mógłby być koniec. Jeśli Bóg lubi muzykę, a Allegri był człowiekiem, a nie aniołem, który zwiał z Nieba na ten nasz padół, to za Miserere wybaczy ludzkości wszystko. Dla Miserere warto było, że dał nam wolną wolę. Choć… nie tylko dlatego.

Bo jest jeszcze Requiem. Tak, tak. Ale nie to najsłynniejsze, mozartowskie. Nie wspominany w tym tygodniu Biber, czy pomijany przeze mnie, acz lubiany Verdi. Ten smutek przeogromny, strach, nienawiść do drugiego człowieka i pogardę, jaką niosą wydarzenia Wielkiego Piątku niech zniweczy aria dla której nie mam słów. Nie trzeba ich zresztą, bo stojąc pod Krzyżem nic, co powiemy nie jest ważne. Śpiewaj, Philippe..

Reklamy

Read Full Post »

Stabat Mater dolorosa… Wielka Sobota. My gotujemy, sprzątamy, jedziemy ze święconką. A On tam leży w grobie. Jest na szczęście taka muzyka, która też żal potrafiła opisać. Żal Matki po stracie Syna. Brzmi on tak:

 

A więcej oczywiście w dziale RECENZJE.

Read Full Post »

Dobrej muzyki nigdy dość, prawda? I chyba każdy z nas tego od niej oczekuje, by poruszała. Wywoływała dreszcze. Bawiła i pozwalała na zapomnienie nad mozołem tego świata. By zaskakiwała i mile koiła zmysły postrzępione dniem codziennym. Szukamy jej zatem. Wszędzie. Niewielu mierzy się z jednym li tylko gatunkiem, większość przeciwnie – jakby z założenia oczekuje, iż wszędzie i wszystko może być muzyką. Choć nie zawsze jest.

Przywołany do porządku (nie, wcale nie zapomniałem o Klasycznej Niedzieli) muszę przyznać, że recenzowaną płytę mam już jakiś czas. Ale nie stawało czasu na jej dokładne odsłuchanie, a bałem się pobieżnego zanurzenia się w te dźwięki, bo to taka niezupełnie klasyczna klasyka. W końcu – raz maty rodyła – jakoś poszło i … więcej jak zwykle znajdziecie w dziale recenzje. Zapraszam. A grają tak…

Read Full Post »

Ech…

… ależ tu pięknie.

IMG_0970.JPG

To gdzieś na prowincji, niedaleko San Giminiano, w winnicy w oczekiwaniu na wino. A w słuchawkach boski Filip, śpiewający jak jego wielki poprzednik ze Sieny. Choćby tak…

Read Full Post »

… to się lubi co się ma. Nie udało się mi kupić biletów na koncert Philippe Jaroussky, który odbędzie się w czerwcu br. w poznańskiej Auli UAM. Trudno, rozeszły się błyskawicznie, co w sumie zupełnie nie dziwi (choć ponoć ludzie nie słuchają muzyki klasycznej). Francuski kontratenor przyjedzie do Polski z programem już co prawda znanym, ale zawsze wartym wysłuchania (będą to fragmenty oper Cavallego i Monteverdiego). Zwłaszcza w jego wykonaniu. Jak podają źródła będzie to koncert  “ZAPOMNIANE ARIE KASTRATÓW”. Wystąpią, oprócz głównego bohatera Nicole Lemieux & Ensemble Artaserse.

Ale, jak się rzekło, na tym koncercie nie będę.

No to mamy na szczęście mały erzatz.

Już we środę, 2 maja 2012 roku, o 18.30 obowiązkowo do obejrzenia (kto ma Cyfrę +, ten wciska kanał 163) występ Philippe Jaroussky i Concerto Köln. Program – też zapomniane arie, tyle że tym razem Antonio Caldary. A konkretniej, to tak:

Antonio Caldara
„Contrasto assai” (Temistocle)

„Son io Fabio?” (recitativo)
„Troppo è insoffribile” (Lucio Papirio Dittatore)

Giovanni Battista Sammartini
Sinfonia in A minor (Presto Assai)

Antonio Caldara
„Non tremar vassallo indegno” (Temistocle)

„Tutto fa nocchiero” (Ifigenia in Aulide)

Antonio Vivaldi
Cello Concerto in D minor, RV 407 (Allegro)
Werner Matzke (cello)

Antonio Caldara
„Misero Pargoletto” (Demofoonte)

„Lo seguitai felice” (L’Olimpiade)

„Vado, o sposa” (Enone)

„O mi rendi il mio bel ch’io spero” (Scipione nelle Spagne)

Nicola Porpora
„Alto Giove” (Polifemo)

Antonio Caldara
„Se un core annodi” (Achille in Sciro)

Całość zarejestrowana w Prinzregententheater w Monachium. W-A-R-T-O !!!

Bo będzie tak 🙂

Read Full Post »