Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘piano’

Oglądając częstokroć relacje z koncertów Wiedeńskich Filharmoników nachodzi mnie taka myśl: „ranek, pierwszego stycznia, a oni tam zapodają taką hałaśliwą muzykę…” Patrzę na zgromadzoną w Goldenen Saal Musikveren publiczność, na to jak niektórzy klaszczą, ale większość „po prostu potrząsa swoją biżuterią”* i zastanawiam się, ile osób myśli sobie „dlaczego przesadziłem wczoraj w nocy z szampanem?” 🙂

Ano, noworoczny poranek bywa dla niektórych z lekka okrutny. Gdyby więc nadmiar… ostrej muzyki w sylwestrową noc zaowocował nadwrażliwością… słuchową – mam lekarstwo. Tak dokładnie takie, jak w poniższym linku ze spotify.

[spotify https://open.spotify.com/track/4okemFndmfbjMZ4wBJCN0o]

To wykonanie jest tak cudowne m.in. dlatego, że oprócz fortepianu słychać w tle coś jeszcze. Urocza płyta. Ta, która właśnie znalazła swoje miejsce w dziale Recenzje.

Szczęśliwego Nowego Roku.

*wiecie, kto jest autorem tego powiedzonka?

Read Full Post »

… jakoś ostatnio przez tego Chopina, że człowiek nic tylko słuchałby fortepianowych szaleństw kompozytorów z przełomu osiemnastego i dziewiętnastego stulecia. W sumie w jakiś sposób jest to uzasadnione – wszak Chopin Competition 2015 zakończył się niespełna trzy tygodnie temu, a jego laureaci cały czas jeszcze jeżdżą po Polsce z koncertami. Swoje uwielbienie dla muzyki Fryderyka deklarowałem wszak niejednokrotnie, a sam fortepian zajmuje w moim prywatnym rankingu instrumentów muzycznych jedno z najwyższych (jeśli nie najważniejsze, to co najmniej drugie) miejsc. Niejako więc z rozpędu, pasując do konwencji fortepianowo – orkietrowej wpadł nam ostatnio do działu recenzji Wolfgang Amadeusz ze swoimi koncertami 16 i 17… i tu już zupełnie nieprzypadkowo pomyślałem sobie, że czas sięgnąć po muzykę, która dla naszego najsłynniejszego kompozytora stanowiła zarazem wzorzec i inspirację. A że przy okazji osoba kompozytora zarazem łączy się nam pięknie ze wspomnianym powyżej Mozartem, toteż… Panie i Panowie: oto Jan Nepomuk Hummel.

W tym miejscu, zdaje się warto byłoby rzucić na szalę krótki rys historyczny. Przyda się, bo dzięki temu łacniej nam będzie odnaleźć się w zawiłościach i narodowych konotacja wieku XVIII. Gdy świat – nie tylko muzyczny – kształtował się na nowo. Postaram się przy tym być możliwie zwięzły i rzeczowy, a gdybym jednak uległ jakimś tam dygresjom, to… nobody’s perfect (except our wives, of course).

 Hummel, urodzony w listopadzie 1778 roku w Bratysławie zwanej natenczas Pressburgiem (z niemiecka, ale to uzasadnione, bo Germanie rozplenili się wówczas w wielu miastach Europy Środkowej niestety) przyszedł na świat w mieszczańskiej rodzinie muzykalnych Austriaków, jacy pospołu z Niemcami od kilku wieków powoli, acz nieprzerwanie ładowali się na urzędy w dziedzinie m.in. Czechów i Słowaków. Nie żal mi ich ani trochę, choć fakt, że pod Białą Górą półtora wieku wcześniej próbowali się oprzeć niemczyźnie i dzielnie stawali do boju, jednak… sami sobie sprokurowali ten los. Trzeba było bardziej podgryzać Królestwo Polskie za sprawą różnych Przemyślidów czy Luksemburgów. Ok, koniec dygresji. W każdym bądź razie skutkiem takich a nie innych działań w kraju po drugiej stronie Karpat niemczyzna zadomowiła się niezwykle mocno, a zaszczyty i urzędy rdzennym mieszkańcom tych ziem przechodziły – delikatnie rzecz ujmując – koło nosa. Nie inaczej było w Pressburgu, gdzie Hummelowie stanowili jedną z licznych rodzin austriackich wiodących prym w historycznym mieście koronacyjnym królów… węgierskich. Ano, #takasytuacja – skomentowałoby dziś „młode pokolenie”.

Kompozytor dorastał zatem w rodzinie muzycznej, a sąsiedztwo pobliskiego Wiednia, będącego w XVIII stuleciu jednym z najważniejszych kulturalnych centrów Europy rokowało dlań bardzo optymistycznie. Miało ono zresztą zdecydowany wpływ na przyszłość Austriaka, bo jeszcze jako dziecko trafił pod skrzydła samego Wolfiego. U Mozarta Hummel mieszkał i uczył się co prawda „tylko” przez dwa lata, ale wieść niesie, że jego zdolności były na tyle duże, że pierwsza ważniejsza prezentacja sceniczna nastąpiła właśnie poprzez wykonanie jednego z koncertów fortepianowych Wolfganga Amadeusza.

Na a potem już poszło z górki – nawykły do splendoru, sławy i czego tam jeszcze sobie nie wymyślimy nauczyciel młodego Hummla przekonał jego rodziców, że nic tak nie rozwinie talentu i obycia scenicznego u chłopaka, jak trasa koncertowa po Europie. Tak też uczyniono: Czechy, Niemcy, Dania, Anglia, Holandia… jedynie Francję musiała rodzina Hummlów ominąć, bo tam akurat Francuzi uznali za stosowne ostro rżnąć się po szyjach. Przy okazji tych koncertów poznał Jan Nepomuk Józefa Haydna. Załapał się na lekcje, a potem nawet na stanowisko kapelmistrza Esterhazych (tak-tak, w przepięknym Fertöd). W międzyczasie świat nie tylko muzyczny bardzo przyspieszył: Napoleon ze swymi legiami przetaczał się przez cały kontynent, potem w drugą stronę szły ruskie hordy Aleksandra I Romanowa. Mozart już nie żył, Haydn podobnież, a trzeci z klasyków wiedeńskich – Beethoven praktycznie już nie słyszał, co napisał. Znowu szło nowe, przygotowane przez burzę i napór osiemnastego stulecia – czyli romantyzm. I tenże w muzyce Hummla bardzo słychać. W jakiej muzyce? A o tym w dziale recenzje…

A grają tak:

Read Full Post »

Dziś – bez umizgów, jakichś tam oczekiwań, wzniosłych słów czy religijnych konotacji – muzyka lekka, przyjemna i zdecydowanie popołudniowa. Wolfganga Amadeusza koncerty fortepianowe, szesnasty i siedemnasty w jego dorobku. Powstałe w dobrym dlań roku 1784, podczas wiedeńskiej eskapady, gdy kompozytor uwolnił się z więzów łączących go z arcybiskupem Salzburga („wreszcie wymknąłem się temu kutasowi Colloredo” – jak napisał do ojca). Nagrane przez Malcolma Bilsona, który już w Klasycznej Niedzieli grał dla nas inne dzieła Austriaka. Na albumie amerykańskiemu pianiście towarzyszy ansambl English Baroque Soloist prowadzony przez sir Johna Elliota Gardinera. Czyli nie ma przebacz – mamy tu wszak zestaw muzyków już jakby z góry warunkujący wysoki poziom wykonawczy. Zatem? Próbka brzmi tak, a reszta w stosownym dziale…

Read Full Post »

IMG_89642015 rok (czyli taka okrągła data). Październik (bo w tym miesiącu przypada kolejna rocznica śmierci Kompozytora). A skoro tak, to zaczynamy. Dziś koncertem inauguracyjnym (Martha Argerich, Nelson Goerner) rozpoczynamy najważniejsze wydarzenie muzyczne października br. (tak tak, nawet koncert Dave Matthews Band w Gdańsku tego nie przebije). XVII Konkurs Chopinowski. 81 uczestników (w tym 15 Polaków) z 20 krajów (no, dwa kraje mają tego samego reprezentanta). Jurorzy o bardzo znanych nazwiskach i … to wszystko w nowej rzeczywistości XXI stulecia. Transmisja radiowa, transmisje telewizyjne, aplikacje na smartfony, komputery, tablety… lodówki (no dobra, póki co przesadzam).

Na początek, dziś wieczorem zagra Pani Juror Martha Argerich. Ale muzyki Fryderyka nie usłyszymy. Zamiast tego zabrzmi specjalnie na tę okoliczność napisany przez Krzysztofa Pendereckiego Polonez na orkiestrę symfoniczną – utwór zamówiony przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina dla uświetnienia inauguracji. Poza tym zabrzmią dwa koncerty fortepianowe kompozytorów z Chopinem niewątpliwie związanych. Naszego wielkiego pianisty Ignacego Jana Paderewskiego koncert fortepianowy a – moll op. 17 oraz artysty, który na fenomenie naszego Frycka poznał się jako pierwszy (słynne „Panowie czapki z głów, oto geniusz” z Allgemeine Musikalische Zeitung z 7 XII 1831). Usłyszymy dzieło Roberta Schumanna: koncert fortepianowy a – moll op. 54.

A potem zmagania pianistów i radocha dla melomanów. Cudny ten październik.

Dziś warto zajrzeć do (i posłuchać zarazem) TVP Kultura. O 19.50 zacznie się transmisja inauguracji. Dwadzieścia minut wcześniej radiowa Dwójka rozpocznie swoją audycję. Koncert o 20.00. Nie przegapcie…

Pełna lista transmisji Dwójki w linku.

Read Full Post »

Spijam popołudniową kawę na tarasie lekceważąc sobie spoglądające na mnie ponad drzewami rozświetlone oblicze napuszonego Sola. Zza otwartych drzwi, z głębi salonu dobiegają dźwięki muzyki, która delikatnie i nienachalnie wpasowuje się w upływające sekundy czasu, który nie ma gospodarza. Telefony nie dzwonią, rower w naprawie, auto w oczekiwaniu na serwis… ot prawie sezon ogórkowy. Nic tylko tonąć  w nieśpiesznych dźwiękach.

Ta idylla zaczęła się – dość zwyczajnie – chwilę wcześniej, gdy stanąłem przed półką z płytami zastanawiając się, co by mi tu w nastrój trafiło. Kantaty czy oratoria przebrzmiały (jedno nawet rano i wystarczy), jakoś nie miałem ochoty na kolejne chwile z Bachem. Chopin zaś musi odpocząć, bo eksploatowanie Fryderyka nad miarę też może przynieść kiedyś szkody. Ale… fortepian, o tak… idźmy tą drogą. Więc pada pytanie: Mozart czy Beethoven? Hm, obaj czekają ze swoimi koncertami fortepianowymi… na swoją kolej. Mozart Bilsona (tak, wiem, jużem w Klasycznej Niedzieli o tym spotkaniu dusz pisywał) czy Beethoven Argerich (kilka razy mierzyłem wzrokiem ten album, ale… nie, musi poczekać)… hm, klasycy wiedeńscy i fortepian. Już blisko ostatecznego wyboru. Jakiego? O tym w dziale recenzje…

Read Full Post »

Koniec.

Dnia. Wieczoru. Mozołu. Nocy. Wszystkiego. Perfekcyjny koniec.

Read Full Post »

DSC_7677

photo by Marqubiker

Druga połowa XVIII wieku to taki dziwny okres. Niby nic się nie działo, a jednak. Barok już szedł w zapomnienie, klasycyzm zadowolony z siebie pysznił się w stylach artystycznych na równi z wyuzdaniem ówczesnych możnych, a na romantyczne objawienia było jeszcze za wcześnie. Francja zżerała swój ogon, by się nim w końcu udławić, Austria, zapomniawszy o niedawnym ratunku łapczywiej spojrzała na ziemie za Karpatami (koniec końców, żal nie brać, jak dają?). A Prusy dogadały się z Rosją i metodycznie, krok po kroku niszczyły tego, co im wiecznie stał na drodze. A że przy współudziale i za judaszowe pieniądze, ojtam, nie ma się co zżymać.

Skoro więc świat bawił się w najlepsze, to i muzyka tamtego okresu nie mogła być inna. Melodyjna, przyjemna i lekka. Żadnego religijnego uniesienia, ani dramatycznych wizji. Tylko odpoczynek, zabawa, blichtr, wino, piękne kobiety, polowania i czekoladki… Na weekend majowy jak znalazł. Czy na błogie lenistwo na tarasie, czy też na rowerowe wycieczki w nieznane. Zapraszam do działu recenzje, bo … pięknie tam grają 🙂

Read Full Post »

Older Posts »