Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Polskie Nagrania’

… do kawy wyszperałem z szafy wspominaną już wcześniej płytkę Mieczysława Horszowskiego. Jego fortepianowy recital, zarejestrowany podczas koncertu w Filharmonii Narodowej w Warszawie, 6 maja 1984 roku i wydany trzy lata później na winylowej płycie przez Polskie Nagrania można jeszcze czasami uświadczyć na różnych aukcjach internetowych. Kto ma szczęście – niech obowiązkowo kupi. Zwłaszcza, że niestety albumu CD nie ma w ofercie naszego ongiś potentata muzycznego. Niestety. Oczywiście materiał zawarty na tym albumie prawie w całości (prawie robi różnicę, no i nie jest to też TO WYKONANIE) można znaleźć na albumie wydanym przez BBC Classic.

Jedno i drugie, oprócz upływającego czasu świadczy o jednym – Horszowski, jako jeden z ostatnich uczniów słynnego Teodora Leszetyckiego (o którym pisało się już w Klasycznej Niedzieli) dołączy(ł) do innych zapomnianych mistrzów fortepianu. Związki Nergala z Dodą niestety nie służą pamięci o wirtuozach (choć może jakby się ktoś uparł, to niektórzy z naszych pianistów wiedli życie pełne eventów, jak to się dziś mówi, jednak i te wydarzenia po latach pokrył kurz).

Horszowski na wspomnianym albumie Polskich Nagrań wykonuje najpierw Partitę c-moll Jana Sebastiana Bacha (BWV 826), a następnie Sonatę B-dur Wolfganga Amadeusa Mozarta (KV 570). Pięknie, przejrzyście, z wyczuciem. Ale nie ma się co dziwić, bo przecież doświadczenie sceniczne i muzyczne naszego pianisty (uwaga: pierwszy recital fortepianowy miał miejsce w Wiedniu w … 1900 roku!!! – gdy artysta miał wówczas 8 [słownie: osiem] lat) mówi samo za siebie. I czuć w dźwiękach kreowanych przez fenomenalnego pianistę pewność , słychać znakomite frazowanie, kontrolę rytmu, swoiste „czucie” melodii. Dzięki temu muzyka tak Bacha, jak i Mozarta nabiera niezwykłego wymiaru i jest po prostu wyjątkowa.

A na bis: cóż niezwykle urocze Traümarei czyli Marzenie Roberta Schumanna oraz Spinnerlied czyli Prząśniczka Felixa Mendelssohna – Bartholdy’ego.  Niestety w sieci niewiele można znaleźć nagrań Mieczysława Horszowskiego. Więc zanim – pomocą brata przekopiuję muzykę z czarnej płyty na ciąg zer i jedynek – proponuję porywający, romantyczny do bólu Nocturn Es-dur op. 9 Fryderyka Chopina. Mieczysław Horszowski w momencie rejestracji miał … 97 lat.

Reklamy

Read Full Post »

Robiąc sobie przerwę od słuchania genialnych albumów koncertowych: pochodzącego sprzed lat, ale odświeżonego właśnie na winylach „The Song Remains The Same” Led Zeppelin (oj, sprawił się Gwiazdor, sprawił!), czy świeżutkiego, że aż pachnącego nowością „Live From Madison Square Garden” Erica Claptona i Steve’a Winwooda wróciliśmy na czas popołudniowej kawy w Boże Narodzenie do muzyki klasycznej. Poszperałem trochę w szafie z winylami, i jakieś było moje zdziwienie, że tam, na półce, między różnymi płytami zawieruszyło się kilka płyt, których nie słuchałem kilka (naście chyba) lat.

Stąd owe „3xH” w tytule dzisiejszego wpisu. Winylowe „H” trzeba by dodać przy okazji, zawierające utwory, które raczej nie są „pierwszą ligą” wśród najczęściej słuchanych (i lubianych) kompozycji muzyki klasycznej.

Pierwszy album to stare wydawnictwo Deutsche Schallplatten G.M.B.H. (tak, tak, wydane w państwie, które już nie istnieje)  Harnoncourt dirigiert Mozart. Nicolaus Harnoncourt, a dokładniej Johann Nicolaus hrabia de la Fontaine und d’Harnoncourt-Unverzagt, mimo niewątpliwych zasług na polu interpretacji dzieł Jana Sebastiana Bacha wywołuje również uśmiech na twarzy w przypadku interpretacji utworów innych kompozytorów, a nie tylko lipskiego kantora św. Tomasza. Szerzej – wkrótce w recenzji.

Druga płyta (i drugie H) to tym razem nie wykonawca, a kompozytor. Haydn – ale uwaga – nie słynny Franz Joseph, któren gościł już na łamach Klasycznej Niedzieli, ale jego młodszy brat Johann Michael Haydn. Album wybrany jako kawowe wsparcie muzyczne zawiera nagrania, które
a) wiążą się muzycznie z miastem, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie w mijającym roku (mowa o Dreźnie) oraz
b) na okładce albumu znajduje się fotografia przepięknego – również odwiedzonego przeze mnie (i prezentowanego „zdjęciowo” w Klasycznej Niedzieli) miejsca w Saksonii, czyli Barokowych Ogrodów Großsedlitz.

Pablo Casals for LIFE (1965)

Trzecia literka „H”, która dziś jest sponsorem dnia i tego wpisu to H jak Horszowski. Mieczysław Horszowski. Pianista, którego występ w Filharmonii Narodowej w Warszawie w 1984 roku na płycie utrwaliły „Polskie Nagrania” – wydawnictwo, które melomanii w Polsce darzyli tak negatywnymi uczuciami, że aż trudno to wyrazić. Wszystko za sprawą bardzo słabej, a raczej PASKUDNIE ZŁEJ jakości płyt tłoczonych przez tego producenta. Tak słabej, że aż szkoda gadać… Płyta na szczęście się uchowała od częstego odtwarzania i dziś zabrzmiała po latach bardzo przyjemnie .

Zapomniani kompozytorzy (bo tego Haydna to niewiele osób kojarzy), zapomniani wykonawcy (bo Horszowski to taka postać, o której pamiętają jedynie osoby bardzo  blisko związane z muzyką klasyczną) tudzież sławni kompozytorzy oraz sławni dyrygenci, jednak na płycie lub w materiale niekoniecznie z pierwszej półki wykonawczej. Ot, całe 3xH.

Read Full Post »