Feeds:
Posty
Komentarze

Posts Tagged ‘Raumklang’

… proponuję wspomnienie piątkowego koncertu. Ależ było znakomicie. Więcej wkrótce, a póki co – niech zabrzmi muzyka…

Read Full Post »

Tak się złożyło, że opatrzone cudzysłowem hasło to dość popularne stwierdzenie, które od dłuższego czasu usłyszeć można wszem i wobec, odmieniane przez wszystkie przypadki. Cytują je media, politycy, zwykli ludzie, a pojawia się ono zazwyczaj wówczas, gdy ktoś przekracza jakieś granice, które kiedyś tam zostały zakreślone jako niepodważalne. Niezależnie, czy myślimy o nauce, czy też o sztuce, czy kieruje nami chęć udowodnienia sobie samemu, że „można więcej”, czy też zamierzamy zaszokować lub po prostu wykazać przed otaczającym światem, że ustalone z dawien dawna normy już nie mają sensu. Nie obowiązują. Przeżyły się. Określenie o likwidacji barier stało się mówiąc wprost „modne” i czasami aż strach otworzyć lodówkę. Wszystko i wszyscy przekraczają granice…

O takim przełamywaniu barier będzie w recenzji. Co prawda nie w kategoriach „szoku”, do jakiego przywykliśmy w naszych niezwykle dziwnych czasach, ale raczej o przekroczeniu utartych schematów, które wychowanie, wiedza, wykształcenie czy wreszcie zwykłe, najczęściej mylne przekonanie wtłoczyły nam do naszych umysłów. Bo cóż wiemy o Średniowieczu? No, że naparzaliśmy się mieczykami, żyliśmy w nędzy i brudzie. Że religia zdominowała wszystko, a światem rządzili faceci, już to w zbrojach, już to znów w tonsurach, ciemiężąc kogo się dało na różne sposoby. Tak czy siak wesoło nie było i aż dziw bierze, że jakoś – jako ludzie – te Wieki Ciemne przetrwaliśmy. I tenże utrwalony przez szereg różnych mniej lub bardziej spopularyzowanych mitów obraz dość jednostronnie dziś jest odbierany, zwłaszcza w tym naszym „równouprawnionym” społeczeństwie.

No proszę, a co to za płytę mamy tu na wokandzie? Cantrix nagrany przez Ensemble Peregrina Agnieszki Budzińskiej Bennett. Więcej – wiadomo gdzie …

Read Full Post »

Agnieszka Budzińska – Bennett trafiła do Klasycznej Niedzieli za sprawą swojego znakomitego albumu Sacer Nidus (Święte Gniazdo) nagranego ku upamiętnieniu naszego – jednego z niewielu – zbliżenia się z Niemcami lat ponad tysiąc temu. Świat był wówczas inny, tereny dzisiejszej Polski zdecydowanie wyglądały inaczej, a współpraca z Germanami wcale niczego sobie pozytywnie się zapowiadała. Potem, jak dobrze wiemy z kart historii wszystko się pochrzaniło, by ostatecznie skończyć się nienawiścią, wzajemnymi żalami i przekrzykiwaniem się w stratach i bolączkach.

Wydarzenia z roku 1000, owego słynnego przełomu milenijnego powinny być dla nas nauczką. Wtedy byliśmy na dobrej drodze ku potędze, toteż dziś również myślmy głęboko, by z ludźmi mieszkającymi w kraju bezpośrednio za naszą zachodnią granicą współpracować. A nie licytować się na głupie rozliczenia z przeszłością.

Artystka jest takim właśnie przykładem. Studiowała muzykę w Kolonii, milenijnemu spotkaniu Ottona III i Bolesława, później nazwanego Chrobrym poświęciła album, na którym znalazły się i nasze najważniejsze pieśni średniowieczne, od Bogurodzicy poczynając, a także odkryte w niemieckich archiwach kompozycje naszych średniowiecznych, zachodnich sąsiadów. Całość wydał przy całkiem pozytywnym wsparciu wielkopolskich władz… niemiecki Raumklang.

Ale… Sacer Nidus to już historia. Ta odleglejsza. Bliżej dziś nam zaś do nowego wydawnictwa grupy Ensemble Peregrina. Reszta – we właściwym dziale. Invitationem ad omnes…

Read Full Post »

…polecam do kawy francuski barok. Delikatny, zwiewny, pełen pasji i zaangażowania. Muzyka płynie przed siebie nie domagając się poklasku, po prostu jest obok i smakuje jak wyborne wino. Jaka muzyka? A o niej w dziale recenzje, czyli TU. A gdyby ktoś chciał posłuchać, to proszę kliknąć w poniższy link.

Miłego dnia.

Read Full Post »

Nie rozpisując się długo zachęcam do sięgnięcia po album o takim właśnie tytule. W pięknie wydanym digipacku kryje się książeczka, w której znaleźć można znakomite wprowadzenie autorstwa Elżbiety Cherezińskiej. Pozwolę sobie fragment przytoczyć:

Historycy będą się spierać na temat tego, co wydarzyło się w Gnieźnie w marcu 1000 roku i jakie miało konsekwencje. My, zwykli ludzie, możemy dać upust wyobraźni i przenieść się w czasie do chwili, gdy biskup Unger srebrnymi szczypcami dzieli kości Wojciecha na części, by podarować Ottonowi godną relikwię. Zobaczyć, jak cesarz boso idzie do grobu przyjaciela męczennika i co widzi w oczach Bolesława, gdy daje mu świętą włócznię.

Możemy zamknąć oczy i słuchać.

Recenzja albumu w dziale Recenzje. Polecam.

Read Full Post »

Jeśli myśleliście, że chłód za oknem to wszystko, co się wam może przydarzyć tej zimy, to … źle myśleliście. Jest paskudnie, okiennicami targa wiatr, w kominku trzaskający ogień miesza się ze świstem powietrza brzmiącym jak wycie wilków, a mróz wdziera się wszelkimi dostępnymi szparami, by tylko dotknąć tych naszych złudnie bezpiecznych przestrzeni życiowych, zamieniając je w kolejne surowe, beznamiętne i odarte z uczuć pokoje samotności. Szaro – białe, zamglone korytarze. Niby wiodące ku białemu światłu, a jednak… sugestywnie podpadające pod smród sali starego, zatęchłego zamczyska. Brr…

Co taki wpis zatem robi na blogu muzycznym? A, jeśli chodzi o szczegóły, to więcej w dziale recenzje

Read Full Post »

Korporacje rządzą światem. Wiemy, jasne. Nawet nie zamierzam się nad tym specjalnie rozwodzić, bo i po co? Zwłaszcza, że Klasycznej Niedzieli akurat z korporacjami niespecjalnie po drodze. A jednak… Żeby to zobrazować – konieczne będzie wyciągnięcie na światło dzienne kilku szczegółów z życia prywatnego 😀

Jak pewnie większość z czytelników Klasycznej Niedzieli zauważyła – dziecię mi się, całkiem małe urodziło. Sam fakt znaczenia specjalnego dla omawianej sprawy nie ma znaczenia, ale… dziecię, jak to dziecię, zaczęło dorastać (szybko czy nie, to odrębna sprawa). A jak już ciut urosło i stało się delikatnie mobilne, to… niechybnie doradczkowało do przyciągających wzrok kolorowych okładek płyt, książek i takich tam rzeczy.

Ech… no wiem, trzeba dziecko pilnować. Bo jak się nie pilnuje, to kończy się tak, jak w przypadku koncertów fletowych Jerzego Fryderyka Haendla. Niestety ząbki mojej córci napoczęły album nagrany przez Dorothee Oberlinger, zanim zdążyłem zareagować skończyło się jak na poniższym zdjęciu:

Powiecie, tragedii nie ma. No nie ma. Ale… jednakowoż taka płyta kiepsko się na półce prezentuje (wiem wiem, nie po to się płyty kupuje, ale ja jestem z tego starszego pokolenia, które na takie sprawy zwraca uwagę). Na szczęście ten album wydała niemiecka wytwórnia Raumklang. Moja ulubiona wytwórnia, a odkąd dokonali rzeczy uznawanej przeze mnie za niemożliwą, to wręcz ukochana 🙂

Otóż. Za sprawą Konrada Tomaszewskiego z Music Island (pozdrawiam, pozdrawiam i polecam każdemu wizytę na tej Muzycznej Wyspie z Klasyką i nie tylko) otrzymałem ni mniej ni więcej, tylko nowy, całkiem świeżutki digipack w miejsce tego uszkodzonego przez córkę. Tak tak, to się nazywa SOLIDNOŚĆ, DBAŁOŚĆ O KLIENTA i w ogóle PROFESJONALIZM. Oto dowód:

No dobrze – zapytacie – a gdzie te różnice? Ano… ząbki mojej córeczki niestety nie ominęły również The Beatles. Nie wiem, czy to jabłuszko na okładce, czy może chęć przeżycia faktycznie magicznej i tajemniczej podróży, dość powiedzieć, że Magical Mystery Tour Beatlesów spotkał równie przykry los, co wcześniej Jerzego Fryderyka Haendla. Skutek poniżej.

 Niestety tym razem bez happy endu. Mail poszedł, odpowiedzi brak, zobaczymy, może cuś wskóram kolejnym przypomnieniem. Ale… powiem szczerze, że nie liczę za bardzo. Ostatecznie, korporacje czymś sobie na tę powszechną niechęć zasłużyły…

Na koniec – żeby nie było tak ponuro – Dorothee Oberlinger.

Read Full Post »

Older Posts »